Historya Nowego Sącza/Tom I/Rozdział VIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Sygański
Tytuł Od abdykacyi Jana Kazimierza aż do pierwszego rozbioru Polski.
Podtytuł Upadek miasta (1668—1772).
Pochodzenie Historya Nowego Sącza
Tom I. Obraz dziejów wewnętrznych miasta
Wydawca Nakładem autora
Data wydania 1901
Druk Drukarnia Wł. Łozińskiego
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF Pobierz Cały tom I jako MOBI
Indeks stron
Rozdział  VIII.
Od abdykacyi Jana Kazimierza aż do pierwszego rozbioru Polski. — Upadek miasta.
(1668—1772).

Jan Kazimierz wobec tylu klęsk, jakie ustawicznie za jego panowania spadały na Polskę, zrzekłszy się już na mocy pokoju w Oliwie 3. maja 1660 roku na zawsze tytułu króla szwedzkiego, nie mając przytem dostatecznej siły a przedewszystkiem powodzenia, ażeby zapanować nad powszechnym rozstrojem i zamętem w narodzie, złożył dobrowolnie koronę polską na sejmie warszawskim 16. września 1668 r. Od jego abdykacyi datuje się smutny upadek Polski. Miasta polskie, spustoszone i wyludnione przez wojny szwedzkie, już się więcej nie podniosły; mnóstwo zamków i świątyń spalonych uległo ruinie; rolnictwo, handel i przemysł upadły, a Polska nie podźwignęła się już nigdy do dawnej pomyślności. Tak samo i świetność nauk z czasów zygmuntowskich zastąpiły nędzne szkoły, w których uczono składania szumnych mów i wierszy na cześć panów, rzadko tylko na nie zasługujących[1]. Wszystkie te smutne przejścia i losy narodu polskiego podzielać musiał i Nowy Sącz.
Podobnie jak w latach 1656—1657 szlachta województwa krakowskiego wszystkie swe wytężała siły, „ażeby fortecy sandeckiej Jego Królewskiej Mości panu swemu miłościwemu dotrzymać i nie podać jej w okrutne nieprzyjacielskie ręce“, tak i w czasie bezkrólewia starała się usilnie o utrzymanie jej nadal. Dlatego też senatorowie, dygnitarze, urzędnicy i wszystko rycerstwo województwa krakowskiego, zgromadzeni na elekcyę pod Wyśmierzycami[2] 19. maja 1669 r., zobowiązali się jednozgodnie, ażeby zabezpieczyć Podgórze sandeckie od rozbojów i ludzi swawolnych na pograniczu węgierskiem. W tym celu uproszony książę biskup krakowski, Jędrzej Trzebicki, wysłał swe wojsko na załogę do Nowego Sącza i Biecza, na utrzymanie zaś tejże załogi, jako też i harników, uchwalono sumę 6.000 złp. i to na wyraźne żądanie Alexandra Michała Lubomirskiego, wojewody krakowskiego[3].
Król Michał Korybut Wiśniowiecki, objąwszy rządy polskie po Janie Kazimierzu, pragnął widocznie podźwignąć nieco już bardzo zniszczone i podupadłe miasto, skoro osobnym przywilejem, wydanym w Warszawie 25. lutego 1670 roku, zakazuje żydom pod karą śmierci i utratą majątku domy w Nowym Sączu posiadać i trudnić się handlem, z wyjątkiem jarmarków, i to tylko za wiedzą i dozwoleniem magistratu. Przywilej ten tak brzmi w przekłądzie:
„Michał z Bożej łaski król polski, wielki książe litewski, ruski, pruski, mazowiecki... Oznajmiamy niniejszem pismem Naszem wszem wobec i każdemu z osobna, komu to wiedzieć należy, że przodkowie Nasi między innemi panowania swego zaletami to przedewszystkiem na oku mieli, ażeby poddanych swoich wolności i zwyczaje, które służą do pomnażania i zachowania ich szczęścia, całkowicie i nienaruszalnie utrzymać. Gdy Nam zatem przedstawili niektórzy Nasi senatorowie przy boku Naszym będący w imieniu miasta Naszego Nowego Sącza, że mieszkańcy tamtejsi z powodu smutnego zbiegu okoliczności do takiego ubóstwa przyszli, że gdybyśmy ich Naszą łaskawością królewską nie podźwignęli, w ostatnią nędzę musieliby popaść. I gdy błagano Nas najuniżeniej, ażebyśmy to, co od dawien dawna przywilejem było, zamienili na prawo wieczyste, a mianowicie, ażeby niewierny naród żydowski w mieście Naszem Nowym Sączu nie mieszkał, ani trudnił się żadnym handlem. My zatem przychylając się łaskawie do tej słusznej prośby i bacząc na to, że gdzie przebywają Żydzi, tam dla katolików, z powodu chciwości, intryg i podstępów żydowskich, trudny sposób do życia; nadto ponieważ w wymienionem mieście Naszem nigdy niewierni Żydzi w dawniejszych czasach siedziby nie mieli, ani dotąd nie mają, przeto opierając się na konstytucyi koronnej z 1588 roku, dawne przywileje, zwyczaje i wilkierze Nowego Sącza w całości na nowo powtarzamy, za dobre mienimy, potwierdzamy i na prawo wieczyste przenosimy i zamieniamy. Do tego dekret Najjaśniejszego Władysława IV., wydany w Warszawie 1. lutego 1648 r., ze wszystkimi jego artykułami, zastrzeżeniami i karami niniejszem pismem zatwierdzamy, ażeby jako miastu Naszemu Warszawie, tak i Nowemu Sączowi przysłużał: Ażeby niewierni Żydzi żadnych domów tak w mieście, jak i na przedmieściu Noweg Sącza nie posiadali, towarami nie kupczyli, ani napojów w żadnym czasie nie sprzedawali, z wyjątkiem samych tylko jarmarków, i to za osobnem pozwoleniem magistratu, pod karą gardła i utratą dóbr wszystkich. Nie wolno też żadnemu tamtejszemu mieszczaninowi domu swego Żydom sprzedawać, ani w arendę wypuszczać, ani towarów żydowskich pod swoją firmą sprzedawać, pod karą wydalenia z miasta i utraty dóbr wszystkich na korzyść miasta. Co żeby do wiadomości wszystkich dojść mogło, rozkazujemy starostom Naszym teraźniejszym i przyszłym, podstarościm, urzędnikom grodzkim i podwojewodzym nowosandeckim, ażeby w wymienionem mieście Naszem Nowym Sączu przywilej ten Nasz nietykalnie i całkowicie utrzymali i zachowali, dla łaski Naszej i powinności swojej.“
„Dla świadectwa tegoż kazaliśmy niniejsze pismo, ręką Naszą podpisane, pieczęcią koronną utwierdzić.“
„Dan w Warszawie 25. lutego R. P. 1670, panowania Naszego pierwszego roku. Michał Król. Melchior Gurowski, sekretarz Jego Królewskiej Mości“[4].
W 3 dni potem, 28. lutego, zatwierdził przywileje poprzedników swoich: Zygmunta Augusta, Zygmunta III., Władysława IV. i Jana Kazimierza, nadane Sączowi względem kruszców i soli, pobierania trzeciej miary z młynów królewskich, oraz szczegółowo oznaczonych opłat z wszelkich towarów[5].
W tym jeszcze roku pod dn. 11. września wydał król Uniwersał w Warszawie do wszystkich miast i miasteczek w województwie krakowskim z tem oznajmieniem, ażeby w myśl konstytucyi z 1621 r. na pospolite ruszenie przeciw Kozactwu w pogotowiu byli i dalszej deklaracyi oczekiwali. Niedługo potem Stanisław Warszycki, kasztelan krakowski, wysłał z Warszawy 2. października 1670 r. osobny list, w którym donosi, że Ichmość panowie szlachta w obronie zagrożonej ojczyzny na dzień 16. października pod Wyśmierzyce pospolitem ruszeniem stawić się mają[6]. Nie od razu jednak wybuchła wojna.
Tymczasem Alexander Michał Lubomirski[7], starosta grodowy sandecki i marszałek trybunału koronnego lubelskiego, pragnąc również przyczynić się choć w części do podniesienia zniszczonego miasta, wydał na sejmiku w Proszowicach 27. lutego 1671 r. osobne pismo, mocą którego przywrócił Sandeczanom dobra Paszyn „dla skuteczniejszej restauracyi ruin spustoszonego miasta i poprawy municyi“; oraz pozwolił im „czopowe“, czyli podatek od różnych trunków, przynależnych skarbowi królewskiemu, obracać na naprawę murów obronnych, coraz bardziej do upadku chylącego się grodu. Podług rejestru bowiem z 29. maja 1671 r. było w samem mieście domów pustką stojących 138, za rzeką Kamienicą 31, przedmiejskich gruntów opuszczonych 49[8].
W tym jeszcze roku (1671) wyruszyło wojsko koronne przeciwko buntowniczym Kozakom pod atamanem Piotrem Doroszeńką, wspieranym przez Tatarów i Turków na Ukrainie, którzy pod 50 laty pobici przez rycerstwo polskie pod Chocimem (1621 r.), przedsięwzięli teraz nową, niemniej groźną wyprawę na Polskę. Nadeszły też trzecie wici, czyli Uniwersał Mikołaja Przerębskiego, marszałka trybunału lubelskiego[9], kasztelana sandeckiego, wydany w obozie pod Kucharami 25. sierpnia 1672 r., wzywający szlachtę i mieszczan na pospolite ruszenie. Termin ogólnego zebrania wyznaczono na dzień 15. września pod Kosiną, skąd pod wodzą księcia Jana Karola Czartoryskiego, podkomorzego krakowskiego, ku Kamieńcowi Podolskiemu w pełnym rynsztunku wyruszyć mieli. Równocześnie ogłoszono też pobór 5.000 złp. w powiecie sandeckim, czchowskim i bieckim na zaciągnienie jazdy lub piechoty[10]. W szeregach walczących w obronie zagrożonej ojczyzny (pod Braławiem 1671 i Chocimem 1673 r.) widzimy także dwie pancerne chorągwie po 100 koni: Alexandra Michała Lubomirskiego, starosty sandeckiego, i Adama Trzecieskiego, wojskiego sandeckiego[11].
Wyprawa ta jednak niepomyślnym dla Polski skończyła się skutkiem. Wiadomo bowiem, że Podole, odstąpione Turkom haniebnym traktatem buczackim 18. października 1672 roku, jęczało pod bisurmańskim buńczukiem[12] przez lat 27, aż do 22. września 1699, kiedy dopiero wskutek pokoju karłowickiego (22. stycznia t. r.) odebrał je wraz z Kamieńcem dla Korony Franciszek Dzieduszycki, wojewoda podolski.
Nie mniejszą troskliwością otaczał miasto Jan Sobieski, marszałek i hetman wielki koronny, skoro w osobnym Uniwersale, wydanym w Warszawie 7. lipca 1672 roku, przykazuje władzą swoją hetmańską, ażeby w wioskach, do starostwa sandeckiego należących, żaden z żołnierzów nie ważył się stanąć, łanowego wybierać, noclegów, popasów i odpoczynków odprawiać, chlebów wyciągać, podwód brać, ani innych przykrości czynić. Ale niestety żadnej wtedy karności i porządku w wojsku polskiem nie było. Zaraz bowiem następnego roku 1673 czytam skargę Sandeczan przeciwko żołnierzom chorągwi pancernej Jędrzeja Potockiego, wojewody kijowskiego, iż wbrew rozporządzeniu hetmana wielkiego, Jana Sobieskiego, stali przez całą zimę w Nowym Sączu, a oprócz innych wyrządzonych szkód, wybrali z miasta i dóbr jego: Paszyna, Żeleźnikowej i Piątkowej przeszło 5.000 złp.[13].
Przywilej Władysława IV., wydany w Warszawie 1. lutego 1648 r., a powtórzony w przywileju Jana Kazimierza z 30. stycznia 1649 r. i przywileju Michała Korybuta z 25. lutego 1670 r., wyraźnie zastrzegł, ażeby żaden niewierny żyd ani w mieście, ani na przedmieściach Nowego Sącza domów nie posiadał, nie trudnił się handlem, nie sprzedawał napojów, z wyjątkiem jarmarków, i to tylko za poprzedniem pozwoleniem magistratu — pod karą gardła i utratą wszystkich towarów. Żaden też z obywateli nie mógł domu swego żydom sprzedawać, ani w arendę wypuszczać, ani też towarów żydowskich jako swoich na sprzedaż wystawiać, pod karą wydalenia z miasta i zabrania jego dóbr na korzyść miasta. Pierwszy wyłom w tem ogólnem prawie uczynił wbrew własnemu swemu rozporządzeniu z 25. lutego 1670 r. sam król Michał Korybut w r. 1673, pozwalając żydom opuszczone place w Nowym Sączu kupować, domy budować i trudnić się handlem. Oburzony tem do żywego Jan Cyrus, burmistrz Stanisław Bogdałowicz, wójt, Wawrzyniec Gadowicz, Jerzy Szydłowski i Wojciech Cholewicz, rajcy, przedstawili kapitule kollegiaty ten nowy przywilej królewski, pozwalający żydom na opuszczonych placach miejskich budować swe domy — i błagali zarazem, ażeby przynajmniej duchowieństwo przeciwko temu przywilejowi, ubliżającemu dotychczasowym przywilejom królewskim, silny stawiało opór, skoro rada miejska rozkazom starosty grodowego nie może się sprzeciwiać. W tym samym jeszcze roku i ponownie w 1676 r. wystosowała też kollegiata protest do starosty, lecz daremne były te wszystkie zabiegi, skoro, według słów królewskiego dekretu, sam starosta Alexander Lubomirski o ten przywilej wystarał się dla żydów[14].
W roku 1674 domagał się na sejmie warszawskim Franciszek Szembek, starosta biecki, ażeby Nowy Sącz i Biecz, jako warownie i zamki graniczne (fortalitia) województwa krakowskiego, zaopatrzono stałą załogą[15]. Jednak i te usiłowania, podjęte w celu podźwignienia królewskiego grodu, były bezskuteczne i zapóźne. Wśród tych ciężkich czasów wzrastały wydatki miejskie, pomnażały się długi. Doszło do tego, że w 1674x r. łańcuch złoty z kościoła farnego przez panów rajców wzięty i na pilną miasta potrzebę za 1000 złp. sprzedany został. Zapłacono później za niego kollegiacie 450 złp., reszta długu ciążyła przez długie czasy, tak że w r. 1764 i ponownie w r. 1776 dopominała się jeszcze kapitału sandecka o swą należytość[16]. Szeregu klęsk dopełniła plaga dżumy w r. 1676, sprowadzona wojną turecko-kozacką. To też dnia 30. lipca 1680 r. stanąwszy osobiście przed urzędem grodzkim sławetny Jan Szydłowski, burmistrz, i Adam Kościółek, rajcy, pod przysięgą zeznali, „iż w mieście Nowym Sandczu nie masz więcej rzemieślników do płacenia podatków Rzpltej tylko ci, którzy ad praesens rezydują, to jest: szewców 10, rzeźników 4, płócienników 6, kuśnierzów 2, krawców 3, kowalów 3, garncarzów 3, rymarz, siodlarz, bednarz, stelmach, balwierz, czapnik, miecznik, stolarz, kotlarz, sukiennik, komorników 15; aptekarza i złotnika od dawnych czasów nie masz“[17].
Smutny ten i opłakany stan miasta Nowego Sącza przedstawia nam ów nieszczęsny przywilej króla Michała Korybuta z r. 1673, powtórzony w przywileju króla Jana Sobieskiego, nadany w Jaworowie 14. listopada 1682 r.: „Bacząc, że miasto przez morową zarazę, następnie zaś przez wojnę szwedzką, napad Siedmiogrodzian z Kozakami i inne nieszczęśliwe wypadki do tego stopnia zniszczenia doszło, iż znaczna część domów pozbawiona jest właścicieli, z której to przyczyny pozostali mieszkańcy oświadczyli niemożebność ponoszenia ciężarów Rzpltej i dostaw dla wojska. A że ciż mieszczanie zgodzili się na to, ażeby opuszczone place rzez żydów mogły być zajęte; dla tem rychlejszego przeto doprowadzenia miasta do lepszego stanu, pozwalany żydom domy kupować, nabywać, budować i sprzedawać, a oraz prowadzić właściwy im handel, bez szkody wszakże chrześcijanom, z tem zastrzeżeniem: aby nie nabywali rzeczy świętych, ani świeckich ukradkowym sposobem, i nie ważyli się przeciw wierze chrześcijańskiej bluźnić, pod najsurowszemi karami. Podatki opłacać mają zarówno z innemi mieszkańcami.“ Przywilej ten potwierdził później August II. d. 25. sierpnia 1699 r., August III. d. 16. listopada 1754 i Stanisław Poniatowski 26. września 1765 r.[18]. Tak więc dawny zamożny i kwitnący gród Łokietka, Kazimierza Wielkiego, Jagiellonów i Wazów do tego stopnia doszedł upadku, iż w zaludnieniu żydami szukał swego ratunku![19]
Wśród tych klęsk i nieszczęść, jak błysk światła wśród pomroki nocnej, w r. 1683 zaszedł wiekopomny wypadek, podniósł upadającą sławę i znaczenie Polski i po raz ostatni jeszcze, choć na chwilę, rozjaśnił smutne dzieje Nowego Sącza. Wypadkiem tym była nieśmiertelnej sławy odsiecz Wiednia i zwycięstwa bohaterskiego króla Jana Sobieskiego, w których 3-tysięczny korpus Hieronima Lubomirskiego, marszałka nadwornego i starosty grodowego sandeckiego, niemałą także odegrał rolę. Ten posiłkowy korpus, sformowany w Małopolsce w lutym, marcu i kwietniu 1683 r. na prośbę cesarza Leopolda I., za upoważnieniem Jana Sobieskiego a staraniem i w części kosztem Hieronima Lubomirskiego — odznaczył się świetnie we wszystkich działaniach i walkach, stoczonych przez armię cesarską z Turkami na lewym brzegu Dunaju, przez cały czas oblężenia Wiednia. Najważniejszemi z tych walk była zwycięska bitwa pod Presburgiem 29. lipca, krwawa lecz pomyślna potyczka 24. sierpnia pod Bisambergem i Stammersdorfem, wreszcie świetne zwycięstwo 12. września pod Wiedniem[20]. Lecz i powrót króla po owych wielkich czynach do Polski przyczynił się także do uświetnienia Nowego Sącza, odbył się bowiem przez Węgry i Karpaty drogą na ten gród podupadły. Wtedy to także przez Nowy Sącz przejeżdżała królowa Marya Kazimiera naprzeciw swego uwielbianego małżonka, aby oczekiwać nań z powitaniem w Starym Sączu, gdzie stanął z królewiczem Jakóbem 15. grudnia 1683 roku; następnego zaś dnia wśród radosnych i rzewnych oznak mieszkańcy Nowego Sącza witali i żegnali po raz pierwszy i ostatni swego wielkiego króla, kiedy w przejeździe przez miasto zdążał na święta Bożego Narodzenia do królewskiego zamku na Wawelu[21].
Za królem zdążał też przez Nowy Sącz do Polski Atanazy Miączyński, podskarbi nadworny i starosta łucki, który na czele własnej chorągwi, z 1000 husarzów złożonej, dowodził pod Wiedniem; a za okazaną waleczność tytułem hrabiego od cesarza Leopolda I. zaszczyconym został. W tym powrocie wydarzył mu się nader smutny wypadek. Wiózł on z sobą dwa wozy, naładowane kosztownymi łupami wojennymi, które niestety przy przeprawie na Dunajcu pod Rudniczną[22] wraz z pachołkami i końmi, wskutek załamania się mostu, wpadł do rzeki. Jeden z tych wozów z wielką trudnością i wysileniem został szczęśliwie wyratowany, drugi zaś z powodu głębokości wody i stromego brzegu zatonął bezpowrotnie. Ten ostatni naładowany był bronią kosztowną, naczyniem złotem i srebrnem. Między innemi był tam także obraz Bogarodzicy Maryi w złotym wizerunku, srebrnemi ramami oprawiony; moździerz pośrebrzany na bisurmańskim hufie zdobyty, a od króla Sobieskiego jemu podarowany; szkatułka, w której oprócz 500 czerwonych złotych, mieścił się sygnet herbowy szczerozłoty, ośm sztuk różnych pierścieni, dwa krzyże dyamentowe, dokumenta i listy rozmaite, ordynanse królewskie i wojewody ruskiego, wreszcie dyplom oryginalny od cesarza Leopolda I. na tytuł hrabiego za okazane męstwo przy oswobodzeniu Wiednia Miączyńskiemu nadany. Było tam nakoniec i wiele innych osobliwości, jako to: szabla w jaszczór złoty oprawiona o trzech szmaragdach, i kilka strzelb złotem i drogimi kamieniami ozdobnych. Po powrocie do domu wniósł Miączyński do grodu sandomierskiego ostrzeżenie, ażeby na wypadek uratowania nikt się do tych rzeczy nie przyznawał, ale jemu samemu je oddał[23].
Z dalszego panowania Jana III. znajdujemy kilka dokumentów, z których widzimy usiłowania tego króla o podniesienie podupadłego miasta. I tak w r. 1685 zatwierdza Jan Sobieski przywilej Michała Korybuta z 28. lutego 1670 r., nadany w Warszawie Sandeczanom względem kruszców i soli, w roku zaś 1689 zatwierdza konfirmacyę przywileju Władysława IV. na pobieranie szczegółowo oznaczonych opłat z towarów, oraz na jarmark coroczny na św. Wojciech[24].
Tymczasem plemię żydowskie coraz to bujniej rozkrzewiało się w mieście. Według rewizyi, odbytej 26. lutego 1690 r. z polecenia Stanisława na Męcinie Krzesza, sędziego grodu bieckiego a poborcy generalnego powiatu czchowskiego i sandeckiego, posiadali już żydzi w Nowym Sączu 23 domy[25]. Nie zażywali oni jednak trwałego pokoju w tej nowej osadzie. Ludność chrześcijańska oburzona tem, że nowi przybysze coraz to dalej rozpościerają swe panowanie, staczała z nimi nieraz zacięte walki, przyczem nie obeszło się nawet bez ciężkiego pokaleczenia z obydwóch stron. W tymże roku należało do miasta 15 łanów i 7 kół zakupnych. Z pomiędzy rzemieślników trzymało się jeszcze: szewców 10, kowalów 3, rzeźników 4, płócienników 6, krawców 3, garncarzów 3, kuśnierzów 2, kotlarz, złotnik, rymarz, siodlarz, sukiennik, bednarz, stolarz, balwierz, komorników 15, przekupniów 6. Suma gólna jednego szosu tak z miasta, jako i przedmieścia, z młynów, łanów, od rzemieślników i komorników wynosiła 101 złp. 15 gr.[26].
Jeszcze smutniejsze nastały czasy za Augusta II., którego panowanie należy do najnieszczęśliwszych w historyi polskiej i przyniosło straszne klęski jak dla całego kraju, tak i dla Sandeczyzny.
Król ten zaraz na sejmie koronacyjnym w Krakowie w r. 1697 nadał wprawdzie na prośbę Wojciecha Cholewicza, burmistrza, i Pawła Użewskiego, wójta, cztery nowe jarmarki Nowemu Sączowi, a mianowicie na Zapusty, na Niedzielę Palmową, na św. Piotra i Pawła i na Podwyższenie św. Krzyża; zatwierdził niektóre przywileje, dane Sączowi przez poprzednich królów, począwszy do Zygmunta Augusta, zwłaszcza te, które nadawały miastu nadzór nad sprzedażą soli, tudzież pozwalały na urządzenie nowych jarmarków i zapewniały prawo składu i sprzedaży kruszców i soli[27]; a 19. grudnia 1697 r. zatwierdził w Krakowie przywileje i ustawy cechu tkackiego, nadane przez Zygmunta III. w Warszawie 26. lipca 1620 r.
Lecz już mało mogło to przyczynić się do podźwignienia i pomyślności miasta, skoro wskutek owego przywileju na osiedlenie się żydów w Nowym Sączu, nowi ci mieszkańcy przybywali tak licznie, iż niebawem nawet nosili się z myślą wybudowania synagogi w obrębie miasta. Już w r. 1695 krążyły po mieście uporczywe pogłoski, że żydzi sandeccy zamierzają zbudować sobie synagogę w skrytości. A co więcej, nawet Józef Lubomirski, komendataryjny opat tyniecki (1685—1700), wstawiał się za żydami, aby im wolno było bóźnicę wystawić[28]. Niestety nie podobna było przeszkodzić temu, pomimo usilnych protestów duchowieństwa miejscowego, świeckiego i zakonnego[29]. Jerzy Paweł Lubomirski, starosta grodowy sandecki, dozwolił im na mocy przywileju, wydanego w zamku sandeckim 3. lutego 1699 r., zbudować synagogę przy ulicy szpitalnej za zgodą magistratu. Oto treść dokumentu:
„Wszem w obec i każdemu z osobna, komu o tem wiedzieć należy, donoszę do wiadomości. Ponieważ żydzi w starostwie mojem nowosandeckiem mają prawa i przywileje od najjaśniejszych królów polskich nadane, także i konstytucyami na sejmach obwarowane i approbowane, ażeby im te prawa, któremi się zaszczycają Chęciny i Chełm miasta, służyły, więc że te miasta Chęciny i Chełm mają bóźnice murowane sklepione, tudzież sławetni burmistrze, rajcy i wójt z ławnikami i cały magistrat nowosandecki wnosząc instancyę za nimi i plac im pusty między Pokwiczowskim i Popkowskim w ulicy szpitalnej pozwolili, aby sobie mogli bóźnicę sklepioną wymurować, w którejby nabożeństwa swoje odprawiali, pozwalam tedy, ażeby ta bóźnica praejudicium żadnego od różnych osób nie miała i z tego placu podatków żadnych nie płacono“[30].
W roku następnym (1700) wmieszał się August II. do wojny Danii i Moskwy przeciwko Szwecyi, co sprowadziło na Polskę napad Karola XII., a z nim nowe klęski i straszne spustoszenia, rozdwojenie narodu, detronizacyę Augusta[31] i obiór nowego króla, wybuch wojny domowej i interwencyę Moskwy. Ta okropna wojna i jej następstwa nie oszczędziły też Nowego Sącza, a przedewszystkiem jego okolic. W rejestrach miejskich jeden krótki zapisek wspomina wyraźnie, że „w roku 1704 na gwałtowną potrzebę całego miasta, t. j. na okup Szwedom, zaciągniono od Imci pana Władysława Stadnickiego, miecznika czernichowskiego, 645 złp.“ Sam klasztor Klarysek w Starym Sączu wydał w r. 1702 na chorągiew husarską Adama Sieniawskiego, wojewody bełzkiego, 48.974 złp. Z tego powodu Konstancya z Zakliczyna Jordanówna, ksieni starosandecka, wniosła zażalenie do Hieronima Lubomirskiego, kasztelana krakowskiego i hetmana wielkiego koronnego, który zawezwał pod dniem 25. marca 1703 r. przed swój sąd hetmański wszystkich komendantów wymienionej chorągwi[32]. Ale upomnienia hetmańskie niewiele widocznie poskutkowały, skoro w r. 1706 zakonne panny żalą się ponownie, że chorągiew wojewody bełzkiego wybrała z ich dóbr klasztornych wbrew wyraźnej woli hetmana koronnego 7.568 tynfów[33].
Kiedy po obiorze (1704) Stanisława Leszczyńskiego, wojewody poznańskiego, straszna bratnia wybuchła wojna i Polska stała się łupem wojsk własnych i nieprzyjacielskich, które w najstraszniejszy sposób grabiły i pustoszyły kraj cały; kiedy namnożyły się liczne oddziały partyzanckie, które, walcząc po stronie jednego lub drugiego króla, również strasznych dopuszczały się rabunków — Teodor Lubomirski, starosta spiski, stronnik Leszczyńskiego, przedsiębrał ze Spiża napady na stronników saskich w Krakowskie, t. j. pustoszył i niszczył całą Sandeczyznę w latach 1705 i 1706[34]. W lutym 1707 r. zażądał on od gminy Jazowska, aby dla jego żołnierzy złożyła 1000 złotych, posyłając zarazem na egzekucyę chorągiew wołoską żołnierzy swoich. Gmina złożyła tylko 600 złotych. Nie lepiej obszedł się Lubomirski w r. 1708: zażądał bowiem od Jazowska 3.000 złotych dla swojego skarbu, wysyłając zarazem egzekucyę żołnierzy. Gmina złożyła tylko 400 złotych, lecz zato żołnierze starosty spiskiego stali w Jazowsku przez cały rok. Odmieniali się oni wprawdzie, bo coraz to insze oddziały przybywały, ale uboga gmina ani na jeden tydzień nie miała ulgi; musiała bowiem na tydzień składać po 35 złotych z obrokiem i sianem. W styczniu zaś tegoż roku (1708) Marcin Rybiński, regimentarz i stronnik Augusta II., rozłożywszy się z dywizyą swoją w Nowym Sączu i okolicy jego, ściągał przez całą zimę z pojedynczych wiosek tegoż powiatu znaczne kontrybucye i prowianty wojskowe. Podówczas do tego stopnia wyniszczyły cały powiat sandecki te partyzanckie oddziały, że na ostatku żołnierze zamiast owsa lnianem nasieniem karmili konie[35].
Rok następny (1709) był jeszcze dotkliwszym dla Jazowska, bo oprócz żołnierstwa starosty spiskiego przybyli w mięsopusty żołnierze Jerzego Pawła Lubomirskiego, starosty grodowego sandeckiego. Ci to żołnierze zabrali na saniach wszelkie siano z gór ubogim ludziom razem fur 38; dworskiego siana fur 14; zabierali gwałtem nie tylko siano, ale i zboże, kłódki u komór odbijali i komory rozwalali, a ludzie musieli im dowozić prowiant do Dąbrówki pod Nowym Sączem. Do tego bez przestanku chorągiew wołoska za chorągwią noclegi odprawiały, gołem ziarnem konie karmiąc i ludzi bijąc. Klęski i biedy, jakiej doznawał lud, nie zapamiętał nikt od dawnych czasów, a czego przedtem Szwedzi, Moskale, Sasowie i Kozacy tu nie czynili, to czynili żołnierze sandeckiego starosty. Tegoż roku 1. marca Jerzy Lubomirski przeszedł przez Jazowsko ze swoimi żołnierzami ku Nowemu Targowi, skąd przeprawić się miał na Orawę, by służyć cesarzowi przeciwko Węgrom. Spiscy żołnierze atoli pozostali tutaj bez przerwy; nadto 17. marca t. r. starosta spiski przysłał nowy oddział żołnierzy, tak iż gmina jazowska do ostatnich dni lipca musiała co tydzień składać i dawać po 130 złotych, krom obroków i żywności. Wreszcie z końcem lipca ustąpił stąd Teodor Lubomirski i ze swoimi żołnierzami włóczył się po okolicy koło Myślenic i Starego Sącza, aż wreszcie z końcem listopada powrócił do Lubowli, „jak smok do jamy“[36].
To samo znowu działo się, gdy po klęsce Karola XII. pod Pułtawą (1709) wojska moskiewskie powtórnie wkroczyły do Polski, aby na tron przywrócić Augusta, a senatorowie, dotąd przy Leszczyńskim będący, tłumnie swego króla opuszczać poczęli. Z stronników jego zaledwie tylko starosta spiski, Teodor Lubomirski, pozostał po bronią. Wtedy jeden z oddziałów moskiewskich, pod dowództwem jenerała Alexandra Gordona, w jesieni 1709 r. przeszedł całą Sandeczyznę i dotarł aż na Spiż, wyparł stąd Lubomirskiego z całem jego 9-cio tysięcznem wojskiem do Węgier[37], poczem nazad tą samą drogą zwrócił się w inne strony Polski. Kontrybucye, grabieże i inne gwałty towarzyszyły zawsze takim zbrojnym przemarszom, skoro sam klasztor starosandecki Klarysek wydał od 1693—1702 r. na różne przechodnie chorągwie[38] przeszło 76.155 złp.; szkody zaś, poczynione przez chorągwie husarskie, stojące na kwaterze zimowej w dobrach tychże zakonnic w r. 1705—1717, wynosiły 20.432 tynfów[39].
O ile w tych latach przez wspomniane napady i przechody wojsk obcych i swoich ucierpiał sam Nowy Sącz, z ogólnikowych wzmianek historyków naszych, oraz w braku wyraźnych świadectw w księgach archiwum miejskiego, z całą ścisłością oznaczyć się nie da; lecz nie może ulegać wątpliwości, iż w obydwóch razach Nowy Sącz był ofiarą i doznawał skutków tej okropnej wojny. Rzeczywiście z rejestru cechów, przedstawionego starostwu grodowemu w r. 1709, łatwo tego domyślić się można. Czytamy tam: „W naszem mieście Nowym Sądczu znajduje się szewców 7, rzeźników 3, płócienników 5, garncarzów 2, komorników 10, kowal, kotlarz, rymarz, kuśnierz, krawiec, bednarz i cyrulik. Nie masz zaś od dawna żadnego złotnika, ślusarza, konwisarza, sierparza, miecznika, siodlarza, stelmacha, kołodzieja, stolarza, czapnika, aptekarza, balwiarza i powroźnika. Dlatego zrujnowane miasto żadnym sposobem podatków Rzpltej opłacać nie może“[40].
W r. 1708 pożyczyło nawet miasto u ks. Kazimierza Sowińskiego, opata sandeckiego[41], na wypłacenie hyberny 800 tynfów; w dwa lata potem (1710) dla zaspokojenia niespłaconych poborów 1000 tynfów, a w 1712 roku 71 złotych węgierskich i 6 tynfów. „Z wdzięczności zato“ — słowa są urzędowego radzieckiego aktu — „puszczamy Imci ks. opatowi sandeckiemu wioskę naszą miejską Piątkową z robociznami przynależnemi: dwóch kmieci na robić 2 dni tygodniowo bydłem, 3 zagrodników pieszo po 2 dni w tygodniu, a 4 zagrodników po 1 dniu. Dokładamy i tego wielmożnemu Imci ks. opatowi, że gdyby sobie kto do naszej wioski miejskiej Piątkowej jakie prawa rościł, obligujemy się bronić i do wszelkiego pociągać prawa takich interesantów. Tę zaś wioskę pomienioną Imci ks. opat sandecki będzie dotąd trzymał, póki mu tej sumy wyżej specyfikowanej nie oddamy. Co dla lepszej wiary i pewności przy przyciśnieniu pieczęci naszych własnych podpisujemy się rękami.“
„Działo się na ratuszu w Nowym Sądczu dnia 26. kwietnia 1712 r.“
„Jan Łukaszowicz, burmistrz. Samuel Hanczyński, radca starszy. Walenty Baczyński, radca. Wawrzyniec Buciewicz, radca. Kazimierz Kuligowicz, radca i wójt miasta Jego Królewskiej Mości Nowego Sądcza, imieniem całego pospólstwa“[42].
Miasto jednak nie tylko tej pożyczki zwrócić nie mogło, lecz owszem „u księdza opata, osobliwego dobrodzieja swego“, na wypłacenie hyberny za rok 1713 ponowną pożyczkę 300 złp. pod dniem 21. czerwca 1714 r. zaciągnąć musiało. A gdy w r. 1735 dług ten wzrósł do 2.645 złp., a miasto nie było w stanie zwrócić go Norbertanom, dostąpiło im Piątkowę na czas nieograniczony[43].
Do tylu klęsk bezustannych przybyła jeszcze nowa straszniejsza. Od. r. 1676 upłynęło prawie lat 35 bez pojawienia się dżumy w ziemi sandeckiej, aż dopiero w r. 1710 wybuchła z całą swą okropnością, podsycana niechlujstwem moskiewskiego żołdactwa, które z carem Piotrem Wielkim podtrzymywało chwiejny tron Augusta II. „W Starym Sączu wymarło tego roku na dwa tysiące, a w Nowym Sączu bez liczby“, powiada lakonicznie współczesna kronika[44]. To też rewizya miasta, uczyniona 1711 r. przez Jana Lokajskiego i Stanisława Bartmanowicza, rajców sandeckich, wykazuje domów wskutek wyludnienia pustką stojących 75; z pomiędzy rzemieślników utrzymywało się zaledwie 2 szewców, 3 płócienników, kotlarz, rymarz, rzeźnik, kuśnierz, bednarz, krawiec, garncarz, cyrulik i 2 przekupki[45].
OO. Norbertanie i Franciszkanie ratowali, jak mogli, chorych, zapowietrzonych, dodawali otuchy słowem Bożem i opatrywali św. Sakramentami konających. Kilku też z nich, służąc zadżumionym, padło ofiarą swego poświęcenia. Po dziś dzień w Librantowej stoi przy drodze stara kapliczka z sygnaturką, wśród rozłożystych wiekowych dębów; jest to nagrobek zmarłych na posłudze zapowierzonym i pochowanych tamże Norbertanów sandeckich.
Oprócz morowego powietrza trapiła miasto chorągiew pancerna podstolego koronnego[46] pod wodzą pana Konarzewskiego, który tu w latach 1710—1712 wyrządził w pieniądzach i różnych zabranych rzeczach szkody na 5.560 tynfów. Ten w nieobecności starosty grodowego, Jerzego Pawła Lubomirskiego, stojąc kwaterą na zamku, obchodził się z mieszczaństwem z niesłychaną srogością: burmistrza Lokajskiego pobił kilkanaście razy na zamku laską; z burmistrza Baczyńskiego zdarł kontusz w pokojach starosty i do kordygardy[47] kazał go zamknąć; słudze miejskiemu i mistrzowi (katowi) kazał wyliczyć po 50 rózg na ratuszu pod pręgą. Z powodu tych wszystkich gwałtów i innych bezprawiów sporządzono szczegółowy rejestr, na którym obok pieczęci radzieckiej i ławniczej podpisał się: Jan Czarnota, burmistrz, Jan Górski, Wawrzyniec Buciewicz i Walenty Baczyński, rajcy; Kazimierz Kuligowicz, rajca i wójt miasta Nowego Sądcza[48].
Lecz nie dosyć na tem, pan Konarzewski nie oszczędził nawet sierot i rzeczy poświęconych kościołowi! I tak Kurkownie, ubogiej sierocie, zabrał płótna półsetków 4, półsetek po 20 tynfów. Zagrabił też nie mało pieniędzy i przedmiotów, należących do skarbu kościelnego, z których przytaczam niektóre: Pan srebrny, który był legowany po nieboszczyku Ofmanowiczu do Najśw. Panny Różańcowej u fary, waloru 200 tynfów; po Kazimierzu, garncarzu, oddanych kościołowi 350 tynfów; po Wojciechu, piwowarze, na kielich do kościoła oddanych 100 tynfów; po Dominiku, płócienniku, oddanych do Różańca 100 tynfów; po Stanisławie Machowskim korali nici 3 i pas srebrny w sztuki bity staroświecki, waloru talerów bitych 8, czyli 50 tynfów; po Wojciechu Krzywonosie, złotniku, manele[49] złote z rubinkami, które były w skrzyni u św. Józefa w kościele farnym, waloru 250 tynfów[50].
W dwa lata po morowem powietrzu nawiedziła miasto nowa okropna klęska. W dzień św. Trójcy 22. maja 1712 r. wybuchnął groźny pożar, wzniecony prawdopodobnie nieostrożnością pancernych, skoro panowie rajcy w swym rejestrze wyrządzonych szkód przez chorągiew pancerną lakonicznie zanotowali, że „Imci pan Konarzewski, jak kot przy połciu, siedział i tak miasto spalili.“ Spłonęło wówczas w rynku, w ulicy drwalskiej i furmańskiej 44 domów, baszta zaś węgierska przez ogień zrujnowaną została. Sławetny Walenty Baczyński, burmistrz, oglądał w towarzystwie dwóch rajców, podwójciego i ławników wszystkie spalone domy i podał do grodu ich szczegółowy wykaz: przyczem także pod przysięgą zeznał, że placów pustych, na których dawniej domy stały, znajduje się 15, a domów spustoszałych i opuszczonych 23[51].
Zaledwie ta okropna plaga minęła, kiedy ziemia sandecka stała się znowu widownią przemarszu nowych sił wojennych, tędy bowiem, jak się zdaje, powracał z Wielkopolski w lecie 1712 r. z niedobitkami swego konnego korpusu Jan Grudziński, starosta rawski. Kiedy bowiem w Polsce sprawa Leszczyńskiego całkiem upadła, a również zawiodła i pomoc Turcyi, na którą Karol XII. swe ostatnie pokładał nadzieje, tenże wysłał na własną rękę z Benderu w maju 1712 r. Grudzińskiego w 4.000 jazdy do Polski, aby ratować jeszcze sprawę Leszczyńskiego. Grudziński dotarł aż do Kalisza, ale tutaj przez przeważające siły pobity, zwrócił się na południe i przez Podgórze karpackie[52] spiesznie do Benderu uchodził.
Po tych wszystkich klęskach zniszczenia, wojen, głodu i zarazy nastąpiła nowa, w skutkach swoich najzgubniejsza, a tą był straszny rokosz szlachty przeciwko królowi, czyli tak zwana konfederacya tarnogrodzka (1715), spowodowana okrutnymi gwałtami i zdzierstwami, jakich się dopuszczały wojska saskie, wprowadzone na rozkaz królewski do Polski. Dziwnem zrządzeniem pierwszy początek tejże dała konfederacya partykularna, zawiązana za sprawą szlachcica ziemi sandeckiej, Stefana Wielogłowskiego[53], cześnika rawskiego, na sejmiku proszowskim 1715 r., pod laską Marcina z Rybna Rybińskiego, chorążego łomżyńskiego, do której atoli w pierwszej chwili przystąpiła tylko mała część województwa krakowskiego, przedewszystkiem jednak Sandeczanie i Bieczanie. Z tymi udał się Wielogłowski w góry, gdzie w liczbie 700 koni wyczekiwali dalszych wypadków. Gdy wkrótce konfederacya ogromne przybrała rozmiary i w całym kraju z wojskami saskiemi rozpoczęła się walka, w której od roku 1716 Sasi na wszystkich punktach ponosili klęski, na Podgórzu karpackiem rzucał się na Sasów także i lud wiejski, wezwany do tego przez marszałka Rybińskiego[54]. Wszystkie te wypadki dotyczą wprawdzie więcej szlachty i historyi całej Sandeczyzny, aniżeli samego miasta, które w owej konfederacyi żadnego nie brało udziału, ale wątpić nie można, że i dla Nowego Sącza ważne następstwa i znacznie skutki za sobą pociągnąć musiały.
Lecz, jak wiadomo z historyi, konfederacya tarnogrodzka wezwała pośrednictwa Moskwy, co przyniosła gwarancyę (1717), a z nią zupełną polityczną zawisłość od Rosyi. Od tej chwili nastąpiły czasy głębokiego pokoju albo raczej letargu, w którym rozstrój wewnętrzny we wszystkich gałęziach życia publicznego wzmagał się w sposób przerażający. Upadły szkoły i oświata, obniżył się poziom moralności publicznej w narodzie, a to wszystko pociągło za sobą zatracenie wszelkich wyższych celów życia, objawiające się w pijaństwie i próżniactwie, ucisku ludu wiejskiego i miast. Nie dziw przeto, że obywatele Sandeczyzny, świadomi strasznych klęsk, jakich ojczyzna pod panowaniem Augusta II. doznawała, zapragnęli ujrzeć znowu na tronie polskim narodowego króla.
Z dalszych lat panowania Augusta II. zanotować musimy dwa ważniejsze fakta o gospodarce miejskiej. W r. 1719 podatki i różne pobory na potrzeby Rzpltej stawały się coraz większym ciężarem miastu. Pragnąc zaradzić temu, panowie rajcy sprzedali Janowi Czarnocie za 300 złp. folwarczek miejski w Gorzkowie, położony między gruntem tak zwanym „Flakowskim“ i gruntem Kletek, z obowiązaniem jednak płacenia 101 złp. wyderkafu[55] do bractwa różańcowego w kościele farnym, którym owe dobra gorzkowskie obciążone były. Akt sprzedaży, podpisany w imieniu pospólstwa przez rajców miejskich i pięczęcią radziecką i wójtowską zaopatrzony, zatwierdził Jerzy Paweł Lubomirski, starosta grodowy sandecki[56]. W cześć lat potem (1725) zakończył się spór o Żeleźnikowę między miastem a Anną Bernusową. Rzecz tak się miała. Sławetny Stanisław Bernus, pisarz komory skarbowej Jego Królewskiej Mości, wspólnie ze swą małżonką Anną z Kopciów Bernusową, pożyczył miastu jeszcze 13. lutego 1688 roku 8.000 złp. Wzamian zato wziął w dzierżawę zastawną dobra miejskie żeleźnikowskie i zabezpieczył się urzędownie w grodzie sandeckim[57]. Ponieważ jednak tej sumy miasto nie zwracało, przeto po jego śmierci dzierżyła spokojnie pomienione dobra Anna Bernusowa, a nawet rościła sobie pretensye do 1.500 tynfów, oprócz wypożyczonej sumy. Spór oparł się o samego króla, który też pod dniem 3. listopada 1725 r. wydał w Warszawie dekret w sprawie o wielką i małą Żeleźnikowę między Anną Bernusową a Sączem[58].
Po zgonie Augusta II. odbył się w Nowym Sączu 19. lutego 1733 r. walny zjazd szlachty z całego powiatu, na którym pod przewodnictwem marszałka, Stefana Wielogłowskiego, Jerzego Jordana, podczaszego krakowskiego, i Antoniego Marcinkowskiego, wojskiego sandeckiego, jednogłośnie uchwalono, aby na sejmie elekcyjnym nie kto inny obrany był królem, tylko rodowity Polak. „Polakami rodziliśmy się“ — słowa są umowy — „polskie zwyczaje obserwować powinniśmy; a każdego, ktoby z nami nie trzymał, za wroga ojczyzny uważać będziemy“[59]. Pomimo tej uroczystej uchwały, życzenia obywateli sandeckich i wszystkich dobrze myślących rodaków spełzły na niczem. Wprawdzie większość szlachty, zgromadzonej na Woli pod Warszawą, obrała króla Stanisława Leszczyńskiego (12. września), jednakowoż Rosya, sprzymierzywszy się z cesarzem Karolem VI., postanowiła niedopuścić Leszczyńskiego do korony polskiej, lecz osadzić na tronie Augusta III., obranego też znaczną mniejszością w Kamieniu pod Pragą warszawską (5. października 1733 r.), który, przybywszy z wojskiem saskiem, koronował się w Krakowie 17. stycznia 1734 roku przy odgłosie armat rosyjskich. Jakie stąd dla Sącza i całej Sandeczyzny wynikły następstwa, opisuje nam barwnie współczasny pamiętnik:
Teodor Lubomirki, wojewoda krakowski i starosta spiski, zwolennik Augusta III. a przeciwnik Stanisława Leszczyńskiego, ściągnąwszy pod Kraków w styczniu 1734 r. mnóstwo Moskali, Kozaków i Sasów, żadnego zgoła nie dawał im żołdu, lecz wolność rabowania po miastach i wioskach, gdzie się komu podoba. Dało się to we znaki najprzód Wieliczce i innym okolicznym wsiom Krakowa, a mianowicie dobrom pana wojewody bracławskiego, Michała Jordana, który trzymał stronę Stanisława Leszczyńskiego i na koronacyę Augusta III. stanąć nie chciał. Znaczny oddział Kozaków w liczbie 2.000 ludzi, pod wodzą jakiegoś Kominka i Darowskiego, szlachcica polskiego, wychowanego w Moskwie, przerznąwszy się w połowie lutego przez góry, dotarł aż do Mszany i Nowego Targu, nikomu po drodze nie przepuszczając, lecz zabierając bydło, konie i wszelką żywność z domów. Stamtąd puścili się Kozacy do czorsztyńskiego zamku, gdzie nie tylko żywność i napój dawać sobie kazali, ale i sami zabierali; do komór włościańskich się dobywali, a po lasach bydło wyprowadzone rabowali. Nie kontentując się tem, nałożyli na starostwo czorsztyńskie kontrybucyi 50.000 tynfów. Pod zamkiem czorsztyńskim ogołociwszy stodoły ze wszelkiego zboża, spalili je potem, co się też i innym poblizkim domom i stodołom dostało. Nie mniejsze szkody wyrządzili w Tylmanowej, Ochotnicy i Szczawnicy, aż wreszcie do zamku lubowelskiego odjechali[60]. Tutaj zajęli zamek i miasto. W wojsku tem była i szlachta podgórska, jak Stan. Święcicki, Kordbanowski i inni.
Następnego roku (1735) na nowo podobnych gwałtów i grabieży dopuszczali się Moskale w Sandeckiem. „Kazali sobie prowianty zwozić i podymne płacić; pierwszą razą po 4 tynfy z dymu, drugą razą po 3. W Nowym Targu ks. pleban Gaździcki, jadąc do chorego, został od nich postrzelony i skaleczony w nogę.“ Dotknięci tą straszną grabieżą obywatele ziemscy sandeckiego i czchowskiego powiatu, wystosowali w Nowym Sączu 16. kwietnia 1735 roku do władzy hetmańskiej obszerny memoryał, w którym żalą się na ucisk wojska moskiewskiego pod wodzą Darowskiego, tudzież na wojsko Józefa Potockiego, wojewody kijowskiego. „Nasze bowiem powiaty“ — słowa są memoryału — „zrujnowane przez różne wojska do tego stopnia, iż na obsianie ról naszych nawet owsa nie mamy“[61].
Ów jednak memoryał widocznie nie odniósł pożądanego skutku. W trzy miesiące potem, w oktawę bł. Kunegundy, przyjechało z Lubowli do Starego Sącza Kozaków 300, asystując pani wojewodzinie na odpust. Ten przyjazd kosztował miasto kilkaset tynfów. Dnia 4. sierpnia wpadli Kozacy do Nowego Sącza, szukając szlachty i polskiego wojska. Nic nie znalazłszy, puścili się do poblizkiej wioski Zawadki. Świtaniem najechali dwór pana Michała Stadnickiego, wojskiego sandeckiego, którego okrutnie zbili, zięcia zaś jego, Stefana Dembińskiego, w koszuli prowadzili aż do Barcic, gdzie niedawno dwór, browar i karczmę zrabowali, a stamtąd ubranego w żupan do Lubowli zabrali.
W dwa miesiące niespełna potem wyprawili Moskale zbrojny oddział z Lubowli do czorsztyńskiego zamku z rozkazem, aby im wypłacono kontrybucyę, nałożoną zeszłego roku w kwocie 50.000 tynfów; lecz dano im tylko 5.000 tynfów. Rozgniewany tem dowódca moskiewski, Darowski, wyruszył z całem wojskiem do czorsztyńskiego starostwa. Dnia 1. listopada, przejeżdżając przez Krościenko (pod Szczawnicą) rozpędził ludzi podczas odpustu; pana Nosa, gubernatora czorsztyńskiego zamku, z kościoła przemocą wywlókł i związanego do Czorsztyna odstawił. Uwięziony tamże musiał wydawać palety[62] czyli asygnacye do okolicznych wiosek w celu ściągnięcia pieniędzy, obroku i żywności. Do klasztoru starosandeckiego Klarysek wydali Moskale ordynans po 300 wierteli owsa i 50 fur siana, które im do Czorsztyna niezwłocznie odstawiono.
W tymże czasie najeżdżali Kozacy wsi: Kamienicę za Łąckiem, Jazowsko, Olszanę, Świdnik, Łukowicę, Limanowę i Łącko, wszędzie zabierając pieniądze, bydło, konie, gęsi, kury i co tylko zabrać się dało; słaba płeć niewieścia stawała się nieraz sromotną ofiarą ich wyuzdanych gwałtów. W Łukowicy wzięli ks. plebanowi Szorowskiemu cztery woły i parę koni; w Pisarzowej ks. Wąsowskiemu parę koni; w Męcinie ks. Orzechowskiemu trzy konie, a gdy tenże bronił swego dobytku, jeden z żołnierzy o mało go dzidą nie przebił, tylko że ksiądz uciekł szczęśliwie i zamknął się przed nim[63]. Dopiero 2. lutego 1736 r. opuścił Darowski te strony.
W następnych latach znowu wojsko polskie dopuszczało się w Sandeckiem różnych nadużyć. Na św. Marcin 1737 r. zapłacili mieszczanie sandeccy chorągwi pancernej Józefa Potockiego, hetmana wielkiego koronnego, hyberny 1.800 złp.[64]. Poborcy tejże chorągwi: Bernard Mietelski, miecznik żydaczowski, i Franciszek Wierzbicki, domagali się właściwie od miasta hyberny 3.145 złp. 28 gr.[65]. A gdy im tej sumy nie wypłacono, zaskarżyli przed starostą grodowym, Stan Lubomirskim: wikarych kollegiaty, Franciszkanów, Norbertanów, Pijarów i całe mieszczaństwo. Przeciwko tej skardze zaprotestowało miasto, przytaczając różne nadużycia i zdzierstwa wojskowe, i oświadczając z tego powodu niesłuszność płacenia reszty żądanej sumy. Rzecz ta oparła się o króla Augusta III., który też zawezwał poborców chorągwi pancernej przed swój trybunał w Radomiu. Miastu przyznano słuszność, a dla pogodzenia poborców z miastem przysłano do Nowego Sącza 1738 r. królewskiego instygatora[66].
Ten stan, a w ślad za nim idąca drożyzna, przytem klęski elementarne, jak nieurodzaj, gradobicie, powódź i tyfus głodowy, wywołać musiały jeszcze głębszy upadek miast Sandeczyzny, dotkniętych tylu poprzedniemi klęskami. Spotykamy wprawdzie dokument, wydany w 1752 r., w którym August III. potwierdza wszystkie prawa i przywileje, nadane[67] Nowemu Sączowi przez poprzedników swoich: lecz nie wpłynęło to już wcale na podniesienie handlu i ekonomicznego dobrobytu miasta. Zobojętnienie i martwota opanowała umysły mieszkańców[68], a całe ich życie duchowe koncentrowało się jedynie w bractwach religijnych. Jak za świetnych czasów Nowego Sącza moralną siłę miasta głównie stanowiły cechy i w nich skupiało i manifestowało się społeczne i poniekąd polityczne życie mieszczaństwa, tak w obecnej epoce upadku coraz bardziej wzmagającą się nędzę i smutną jego dolę ożywiają jedynie wspomniane bractwa religijne. Istniały one przy wszystkich trzech kościołach Nowego Sącza i przy każdym kościele było ich po trzy, a jakkolwiek cel ich był dość różny, wszystkie miały to wspólne z sobą, że wymagały od swych członków życia cnotliwego, prawych i nieskażonych obyczajów, a zatem potęgowały życie religijne i podnosiły wystawność nabożeństw kościelnych[69].
Na domiar nieszczęścia 6. sierpnia 1753 r. o godzinie drugiej po południu spłonął kościół z klasztorem Franciszkanów[70], którzy tak podtrzymywali ducha religijnego w mieszczaństwie. Baszty i mury obronne również coraz bardziej chyliły się do upadku. W r. 1760 żydzi, rozszerzając swe okopisko, zagarnęli okrągłą basztę garncarską[71], a tym sposobem rozpościerali coraz dalej swe panowanie. Aż dotąd posiadali na obszernym dziedzińcu zamkowym szkołę własną drewnianą, a kiedy ta, już znacznie nadwerężona, groziła upadkiem, pomyśleli o budowie nowej szkoły blizko bramy krakowskiej przy ulicy szpitalnej. Biskup krakowski, Kajetan Sołtyk, zgodził się wreszcie na ich żądanie i wystawił im swoje pisemne zezwolenie pod dniem 20. września 1763 r., z tem atoli wyraźnem zastrzeżeniem, ażeby wieczyście co kwartał składali do kościoła farnego kamień topionego łoju na światło przed Najśw. Sakramentem[72].
Dobra miejskie za różne pożyczki i długi wypuszczano w dzierżawę zastawną. I tak Żeleźnikowę trzymał od 1732—1744 roku w dzierżawie zastawnej za dług 7.156 złp. ksiądz Sebastyan Wittan[73], kanonik katedralny lwowski, proboszcz nowosandecki i halicki. Później znów od 1748 r. trzymał ją Jan Lipski, podczaszy chełmiński, za 17.500 złp., które wypożyczył miastu[74]. — Jeszcze w roku 1754 Franciszek z Wielkiej Witwicy Witwicki, podwojewodzy pilźnieński, komendant chorągwi pancernej księcia Karola Sapiechy, wojewody brzesko-litewskiego, pożyczył miastu 6.000 złp. Puszczono mu zato w dzierżawę zastawną Falkowę z przyległościami. Nieco później jego spadkobiercy, Wincenty, Józef i Kunegunda Witwiccy wzięli w dzierżawę zastawną także Paszyn i Piątkowę za długi, wynoszące 15.635 złp.[75]. — W 1760 r. Józef Czechowski za wypożyczenie miastu 1.800 złp., wziął na trzy lata w dzierżawę zastawną folwark miejski w Gorzkowie, tak zwany Flakowski, który od 1753 roku trzymał w dzierżawie Antoni Jałbrzykowski, podczaszy łomżyński[76]. Po śmierci męża trzymała go dalej pozostała wdowa, Katarzyna Czechowska, lecz upomniała się wreszcie prawnie o należytość mężowską.
W r. 1763 Andrzej Skrudziński pożyczył miastu 500 złp., zato wziął na trzy lata w dzierżawę zastawną pewien grunt na którym dawniej znajdował się blech miejski (dealbatorium carbasorum). Po upływie trzechlecia pożyczył znów miastu 200 złp. na zapłacenie czopowego. Długu na zwracano, odsetki z każdym rokiem wzrastały, więc pozostała wdowa, Justyna Skrudzińska, wniosła skargę przeciwko miastu[77].
W r. 1764 Jakób Piekarski, pisarz komory celnej w Piwnicznej, pożyczył miastu na zapłacenie czopowego 300 złp. Termin pożyczki, zaopatrzony pieczęcią i podpisem Antoniego Cybulskiego, burmistrza, Andrzeja Kulpowicza, wójta, i 6 rajców na ratuszu sandeckim, miał być po roku rzetelnie zaspokojony. Z wdzięczności zaś za tę pożyczkę kamienia Piekarskiego w rynku sandeckim miała być wolną od wszelkich danin i ciężarów wojskowych i to tak długo, dopókiby pożyczka nie została zwróconą[78]. Ponieważ jednak tych warunków nie dopełnili rajcy, przeto Piekarski na drodze sądowej upomniał się o swoje.
Oto smutny i opłakany stan ekonomii miejskiej za panowania Augusta III., która po rozbiorze Polski bez porównania smutniejszy jeszcze przedstawiała obraz[79].
Wreszcie nadeszła chwila, kiedy na tronie polskim zasiadł ostatni król Stanisław August Poniatowski. Nowy Sącz otrzymał od niego przywilej, wydany w Warszawie 26. września 1765 r., co jednak już nie tylko żadnej korzyści nie przyniosło mieszkańcom, lecz owszem jeszcze bardziej rozpanoszyło wyznawców Mojżeszowego wyznania. Stanisław August potwierdził w nim bowiem wszystkie przywileje, nadane żydom sandeckim przez Jana Sobieskiego, Augusta II. i Augusta III.
Z wiosną 1766 r. rozłożył się w Nowym Sączu z chorągwią pancerną[80] Franciszek z Dydni Dydyński, komendant Karola Sapiehy, wojewody brzesko-litewskiego. Pancerni, jak zwyczajnie, dopuszczali się różnych nadużyć i grabieży w mieście, wskutek czego magistrat zanosił skargi do Stanisława Małachowskiego, starosty grodowego sandeckiego[81]. Spowodowany temi skargami o nadużycia Stanisław Poniatowski, nadał w Warszawie pod dn. 16. czerwca t. r. burmistrzowi, radzie i całej gminie sandeckiej glejt, czyli list żelazny, przeciwko komendantowi chorągwi pancernej. Był to ostatni przywilej, nadany Nowemu Sączowi przez króla polskiego, który jednak niewiele także poskutkował, jak widać z ponownej skargi, wniesionej do grodu pod dn. 28. lipca 1766 r.:
„Do urzędu i akt grodzkich starościńskich osobiście przyszedłszy sławetni: Kazimierz Dulski, burmistrz, Andrzej Kulpowicz, rajca i wójt, tan solenny w imieniu całego magistratu i pospólstwa miasta Jego Królewskiej Mości Nowego Sądcza przeciwko Franciszkowi Dydyńskiemu, komendantowi znaku pancernego, zanoszą manifest: Iż pomieniony znak i szeregowi nie uważając na glejt od Najjaśniejszego Króla łaskawie mieszczanom wydany, w aktach niniejszych oblatowany, i tak w zamku, jako i w mieście publikowany, w którym czynienia krzywdy wyraźnie jest zakazanie: najechawszy na miasto i przeniosłszy chorągiew do kamienicy Marcina Sadowskiego, bez woli i konsensu miasta przez tydzień w niej mieszkali, przez co do ruiny i zniszczenia pomienionego Sadowskiego przyprowadzili. Mając zaś wyznaczone pastwiska na lato dla koni chorągwianych, na zniszczenie miasta dążąc, koni obcych Ichmościów szlachty na takowąż paszę do chorągwianych koni poprzyjmowali. I nie kontentując się temi paszami, na łąki żeleźnikowskie miejskie, posesyi zastawnej Imci księdza Lipskiego, kanonika kojowskiego, poległe, bez żadnego pozwolenia miejskiego konie spędzili. Nadto sławetnego Marcina Sadowskiego i Franciszka Śliwińskiego, jako obdukcya świadczy, pobito; podwody bez żadnej potrzeby chorągwianej wymagają i absolutnie postępując, ludzi do miasta na targi przychodzących i przyjeżdżających i żywność do sprzedania mających aggrawują, nierównie płacąc, takową żywność zabierają, a przez to mieszkających w mieście na sufficyencyi krzywdzą i wstręt do wożenia żywności czynią. Rajcom plagami i śmiercią odgrażając, pasy drzeć kazać deklarują. Zaczem widząc się bydź niniejsi manifestanci i całe miasto bliskiemu i znacznemu upadkowi podlegające, zabiegając i ostrzegając bezpieczeństwu życia, tudzież dobrej sławy, oświadczają się prawnie o to czynić, gdzie będzie należało, i protekcyi do podźwignienia szukać niniejszym manifestem do tego środkującym“[82].
Lecz już wkrótce całą Polskę zajęły decydujące wypadki w dziejach jej wiekowej anarchii, wywołane intrygami Rosyi i jej wszechwładnego posła, Mikołaja Repnina[83], między którymi najważniejszym było wzniecenie konfederacyi radomskiej (1767). Ta nieszczęsna konfederacya za sprawą Repnina i pod grozą wojsk moskiewskich zniweczyła wszystkie długoletnie usiłowania wielkich mężów, którzy zbawiennemi reformami dążyli wydźwignąć naród z moralnego i politycznego upadku. Ale właśnie te gwałty Rosyi, deptanie honoru i niepodległości Rzpltej obudziły myśl zbrojnego oporu i wywołały nową konfederacyę, której hasłem była walka za „wiarę, wolność i dawne prawa“ przeciw obcej przemocy. Tak powstała konfederacya barska (1768), która jednakże dziwnem zrządzeniem jeszcze bardziej przyczyniła się do tem większego upadku i zniszczenia Nowego Sącza.
W lipcu 1768 r. rozkwaterowały się w Nowym Sączu i jego okolicy znaczne oddziały konfederatów barskich pod wodzą Jerzego Marcina Lubomirskiego, który się zwał w uniwersałach swoich generałem wojsk koronnych, generalnym regimentarzem województwa krakowskiego, sandomierskiego i ruskiego[84], wskutek czego miasto nie mało poniosło szkody, a nawet musiało zaciągnąć znaczną pożyczkę. Między innymi opat norbertański, ks. Jan Szczkowski, pożyczył miastu na potrzebę konfederacyi 2.140 złp. i 48 korcy owsa[85]. W czasie ich pobytu spłonął do szczętu królewski zamek 9. lipca 1768 r., z nieostrożności kucharzów rodziny Łętowskich[86]. Wymienieni kucharze, smarząc olej do przyprawy ryb dla konfederatów, powychodzili z kuchni na dziedziniec zamkowy. Tymczasem olej zapalił się w kotle, buchnął gwałtownym płomieniem, w mgnieniu oka przerzucił się na dach i zniszczył do szczętu cały zamek królewski. Tak więc ów zamek, który był świadkiem tylu zjazdów monarszych w XIV. i XV. wieku, siedzibą tylu zasłużonych starostów grodowych i ozdobą miasta, uległ zupełnej ruinie, z której się więcej nie podniósł. Wyparowani z miasta konfederaci przez nadworną kawaleryę warszawską i wojska moskiewskie, plądrowali po włościach okolicznych, zabierając po folwarkach i chatach zboże, bydło, konie i co tylko zabrać się dało. Czynili to samo kawalerzyści nadworni i Moskale.
Z wiosną 1769 r. skupili ponownie konfederaci swoje rozprószone siły w Sandeckiem, wciągając w swe wojownicze szeregi nie rzadko nawet duchownych[87]. W kwietniu t. r. stało obozem pod Muszyną blizko Tylicza siedmiu marszałków z oddziałami mniej więcej licznymi: Joachim na Witowicach Czerny-Szwarcenberg, jenerał-major wojsk Rzpltej, marszałek krakowski; Tomasz Wilkoński, mar. księstwa zatorskiego i oświęcimskiego; hr. Rafał Tarnowski, sandomierski i stężycki; Józef Bierzyński, sieradzki; Stanisław Morzkowski, wieluński; Michał Dzierżanowski, gostyński; Ignacy Potocki, sanocki. Z Muszynki od 17. kwietnia do 5 lipca wydawali ustawiczne rozkazy do ziem i województw o płacenie podatków, wyprawy zbrojnych ludzi i dostawy dla wojska[88]. Powtarzane uniwersały otrzymywały pożądany skutek, w tych bowiem województwach wojska rosyjskiego prawie nie było, królewskie zaś albo pozabierane, albo nie mając wyraźnych rozkazów uderzenia na konfederatów umykało się przed nimi.
Po raz ostatni przechodziły w Sandeckiem wojska moskiewskie pod wodzą słynnego z okrucieństw jenerała Drewicza dnia 1. sierpnia 1771 r., które z wielkim szturmem dobywały się nawet do furty klasztornej starosandeckich Klarysek, pytając się o konfederatów[89]. Można sobie wyobrazić, jakie zniszczenie rozsiadło się po całej Sandeczyźnie. Powtórzyły się niejako czasy i okropności wojen szwedzkich za Jana Kazimierza i Augusta II. W ciągu tych kilku lat konfederacyi sam klasztor Klarysek w Starym Sączu poniósł szkody w pieniądzach gotowych, w zbożu, w bydle, w trunkach i innych wiktuałach przeszło na 700.000 złp.[90]. Za domiar nieszczęść nawiedziła miasto ostatnia klęska, dopełniająca miary całkowitego zniszczenia.
W sam jarmark na św. Wojciech 23. kwietnia 1769 r. o godzinie 5 po południu wybuchł pożar w domu żyda Judka obok kościoła Franciszkanów. Spłonęła cała jedna dzielnica miasta razem z 40 katolickimi i 36 żydowskimi domami i ich bóźnicą. Prócz tego zgorzały przyległe budynki zamkowe, oficyny zaś opata norbertańskiego po części zgorzały, a po części w chwili gaszenia znacznemu uległy zniszczeniu. W chwili pożaru odkryto pod domem żyda Judka dwa głębokie doły, do których żydzi zwłoki zabitych chrześcijan wrzucali i pilnie ukrywali, aż wreszcie jawne poszlaki znalezionej odzieży i gnijących ciał ludzkich odsłoniły całą ohydę zbrodni żydowskich[91].
Największą atoli klęskę poniósł klasztor Franciszkanów z ich kościołem i kaplicą Przemienienia Pańskiego, po niedawnym pożarze 1753 r. świeżo odbudowany. Od tej pory ów najstarszy zabytek Nowego Sącza nie podźwignął się już więcej. W chwili tego strasznego pożaru dzwon, obdarzony odpustami rzymskimi za konających, spadł z wieży na ziemię i rozbił się w kawałki. W samym klasztorze wypaliły się drzwi z odrzwiami; książki zaś, obrazy, habity, pościel i bielizna w celach zakonnych w perzynę obrócone zostały. Zgorzały nadto oficyny, w których mieściła się kapela klasztorna; również browar, gorzelnia, stajnie, wozownie i wszelkie schowania z narzędziem gospodarskiem i naczyniem kuchennem; wreszcie stodoły, zboże, legumina, masła, słoniny, sadła i inne wiktuały dla zakonników, kapeli i służby klasztornej ze wszystkiem zgorzały. Nawet drzewa i zioła w ogrodzie w niwecz przez ogień pożerający obrócone zostały. Obrazy też Świętych, w chwili pożaru wynoszone z kościoła, niezmiernie ucierpiały[92]. Szkody, poczynione przez pożar w budynkach franciszkańskich, oszacowano na 100.000 złp.
To też ks. Bonawentura Sikorski, gwardyan franciszkański, wniósł do Stanisława Augusta skargę przeciwko żydom, że z ich nieostrożności i niechlujstwa spłonął cały klasztor. W odpowiedzi na tę skargę wyszedł wyrok królewski, wzbraniający żydom budować swych domów w pobliżu zabudowań klasztornych i wzywający ich zarazem, ażeby szkody, poczynione przez pożar, Franciszkanom rzetelnie wynagrodzili[93]. Ale ten wyrok królewski pozostał na zawsze tylko martwą literą i nigdy nie został spełnionym. W tym bowiem jeszcze roku Michał Wolski, burgrabia i dzierżawca sandeckiego starostwa, oświadczył urzędownie w imieniu miasta i całego żydowskiego kahału, że z pomiędzy 204, pożarem dotkniętych żydów, żaden placowego, jarzynnego, lenungowego[94] i pogłównego[95] opłacać nie może[96].
Po tylu klęskach i nieszczęściach nic dziwnego, że Nowy Sącz poszedł torem innych miast polskich: zubożał i opustoszał, z obronnego grodu stał się nędzną mieściną. Po pożarze w r. 1769 odbudowano zaledwie kilka domów murowanych; w r. 1786 znajdowało się w mieście zaledwie 27 nędznie murowanych domów, wszystkie inne były drewniane i bez kominów[97], a znaczne część tych lepianek ze żwiru i gliny lub chałup drewnianych przetrwała do ostatnich pożarów w dniu 17. kwietnia 1890 i 1894 roku, a niektóre nawet utrzymayły się do dni dzisiejszych.
Wojna, jaka wybuchła między Turcyą a Rosyą w 1768 roku, i walki partyzanckie konfederatów w Polsce, były powodem, że Austrya, dbając o całość swych granic, wystawiła zaraz z wiosną 1769 r. wzdłuż całej węgierskiej granicy od Polski, Multan i Wołoszczyzny silny kordon wojskowy, aby zabezpieczyć swych poddanych z jednej strony od możliwych napadów stron walczących, a drugiej, aby przeszkodzić zawleczeniu zarazy morowej, która w tym czasie właśnie silnie wybuchła w Polsce, a mianowicie na Podolu i w okolicach podkarpackich[98]. Dowódcy wojsk cesarskich otrzymali odpowiednie polecenia, aby żadnej ze stron walczących nie forytowali, lecz zachowali najściślejszą neutralność, każdy jednak gwałt odparli gwałtem i ktobykolwiek się poważył przekroczyć granicę, aby go natychmiast rozbrojono. Dla usunięcia zaś wszelkiej wątpliwości co do kierunku strzeżonej granicy, postanowiono oznaczyć ją w miejscach mniej od natury rozgraniczonych znakami najbardziej znanymi i budzącymi uszanowanie, t. j. orłami cesarskimi z herbem węgierskim na piersiach.
Szczególniejszą baczność zwrócono w pierwszym rzędzie na Spiż polski, t. j. 16 miast zastawionych[99], których starostą był Kazimierz Poniatowski, starszy brat króla. Otoczył go trzytysięczny korpus jenerała Esterhazego — zadanie zaś oznaczenie tutaj granic orłami, a równocześnie zdjęcia dokładnych map Spiża polskiego i przyległych granic Polski, otrzymał pułkownik generalnego sztabu kwatermistrzostwa baron von Seeger, ten sam, który następnie oznaczył granice Galicyi, zakreślone pierwszym rozbiorem Polski. Do pomocy dano mu król. węg. radcę dworu, Józefa Töröka de Szöndrö, jako komisarza politycznego. Obaj wzięli się do dzieła, a dzięki ich obopólnej gorliwości, rezultat okazał się nadspodziewany. Podczas gdy Seeger zdejmował karty i regulował polsko-węgierską granicę, Török przeglądał archiwa publiczne, prywatne i duchowne na Spiżu, śledząc za dokumentami, któreby mogły rzucić jakikolwiek cień dawnych rzekomych pretensyi do posiadłości polskich, aby na ich podstawie uznawszy je za sporne, w myśl instrukcyi rządowej przyłączyć je do Węgier. W połowie października 1769 r. jeden i drugi wysłali do Wiednia z Kesmarku sprawozdania z swych czynności. Seeger mapę, wskazującą z jednej strony obecną granicę między Polską a Węgrami, wzdłuż której rozstawiono niedawno cesarskie orły, a zarazem drugą objaśniającą graficzne wywody Törökowskiej relacyi, wraz z jej krótkiem streszczeniem i poparciem z swej strony. Török przysłał swoją relacyę z załącznikami różnych dokumentów, którymi dowodził, że komitat spiski i orawski stykały się z sobą kiedyś bezpośrednio, że cała więc Nowotarszczyzna i część znaczna Sandeczyzny są oderwane od Węgier (!!), których właściwą granicę powinna tutaj tworzyć linia Beskidu od Babiej Góry, w kierunku głównego łańcucha[100].
W pierwszej chwili jednak odkrycia Töröka względem Sandeczyzny nie zrobiły w Wiedniu wielkiego wrażenia. Opinia wszystkich radców stanu, którym z początkiem listopada 1769 r. przedłożono ową relacyę i mapę Seegera, zgadzały się, że „koniecznem jest krok, mający się uczynić, usprawiedliwić przed światem, a przedłożone dokumenta, świadectwa i domysły nie są wcale jeszcze dostateczne, ażeby osłabić półtorawiekowe (?!) posiadanie Polaków, a usprawiedliwić zajęci z naszej strony.“
Co do Spiża polskiego natomiast, uznano za rzecz polityczną i na czasie, aby go zająć w obręb kordonu, celem lepszego zabezpieczenia granicy węgierskiej. Za pretekst posłużyło wtargnienie oddziału konfederatów pod Bierzyńskim w okolice Lubowli, który od strony Muszyny został tutaj wyparty przez wojska rosyjskie i stoczył z niemi niepomyślną utarczkę. Odnośny rozkaz, wydany jenerałowi Esterhazemu, został wykonany w listopadzie 1769 r. bez żadnego prawie oporu ze strony polskiej. Spiż został zajęty, a jedyną, nieliczną załogę polską zamku w Lubowli osaczyło wojsko austryackie. Na tem poprzestano na razie.
Z początkiem 1770 r. zmieniły się atoli opinie o Törökowskich odkryciach. Ci sami radcy stanu, powątpiewający poprzednio o ich wartości, otrzymawszy przedłożenie Nadwornej Rady Wojennej (Hofkriegsrath) z dnia 10. maja t. r., aby na wniosek Seegera przesunąć orły po linię Beskidu, doradzali teraz wprost, że należy korzystać z nadarzającej się sposobności i rozszerzyć granicę. Bezpośredniem następstwem tego zapatrywania był rozkaz, wydany d. 19. lipca 1770 r. szefowi Nadwornej Rady Wojennej, hr. Lacy, aby przesunął orły cesarskie po linię Beskidu i wciągnął cały ten obszar w obręb kordonu. Z początkiem sierpnia stało się zadość rozkazowi: orły i kordon przesunięto poza Nowy Sącz aż do wsi Mogilna w głąb Sandeczyzny, przyłączając ją do Węgier[101]. I tak dowiedziała się nie tylko Polska, ale i cała Europa, że ziemie te czysto słowiańskie, odwiecznie należące do korony polskiej, były właściwie własnością Madziarów, którzy je zapewne ze sobą przynieśli z Azyi!!
Pełnomocny komisarz, pan Török, zawezwał Uniwersałem z dnia 7. listopada szlachtę zajętej ziemi na kongres do Nowego Sącza w klasztorze norbertańskim 20. listopada 1770 r., a po odczytaniu aktu łacińskiego, spisanego na pergaminie, zażądał od zgromadzonych podpisu i ugody w następujących punktach:
1) Aby uznali cesarzowę Maryę Teresę za królowę i panią dziedziczną.
2) Aby postarali się o furaże, prowianty i kwatery, gdyż dla bezpieczeństwa kraju większy oddział wojska w Sandeckie nadciągnie. Wybrano komisarzami do tej czynności jednogłośnie: Stanisława Chwaliboga, komornika granicznego powiatu sandeckiego, Kazimierza Waligórskiego, regenta kancelaryi grodzkiej sandeckiej, i Jana Jaszewskiego, miecznika radomskiego.
3) Aby monety polskiej pozbyli się jak najprędzej lub zamienili takową na złoto, czyli monetę w krajach cesarskich kursującą.
4) Aby pasy graniczne czyli przejścia dla handlu i korespondencyi z krajem polskim zostały otworzone, gdyż o mil kilkadziesiąt już zaraza wygasła.
5) Aby żołnierze nie stali na kwaterze po dworach i plebaniach.
6) Aby przy orłach granicznych na warcie stojące roty były zmniejszone, gdyż za dużo drzewa wychodzi i lasy się pustoszą[102].
Na pierwszy i piąty punkt przystali obywatele jednogłośnie. Co się zaś drugiego i trzeciego dotyczy, dopominali się usilnie, ażeby więcej wojska w te strony nie ściągano, gdyż obywatele zachowują się spokojnie, gleba okolicy niepłodna, a obecna załoga: 900 piechoty i 320 konnicy jest wystarczającą. Domagano się też, aby moneta polska utrzymała się nadal. Na to ostatnie żądanie zgodził się wreszcie komisarz po długich kontrowersyach. Innych zaś spornych spraw pod nr. 2, 4 i 6 nie załatwiono na razie i odesłano je do rozstrzygnięcia do Wiednia.
Przez 3 dni trwał ów zjazd obywatelski w Nowym Sączu. W czasie obrad zaczęli nasi sejmikować po polsku, ale kazano milczeć tym, kto po łacinie nie umiał. Pierwszego dnia podejmował gości ks. opat Szczkowski[103], drugiego dnia każdy z gości obiadował u siebie, a trzeciego pan komisarz Török kazał nakryć stół na 14 dystyngwowanych osób. Oczywiście nie obeszło się bez mówek przy stole. Pierwszy toast wzniósł pan Sędzimir, sędzia grodzki sandecki, drugi pan Grabianka, starosta ostrowski, a trzeci pan Milżecki, dziękując cesarzowej-królowej za protekcyę i za łaskawe przyjęcie prośby obywatelskiej. Równocześnie wydelegowano czterech panów z pomiędzy szlachty: Fihausera, Finka, Żuka i Psarskiego do oznaczenia granic terrytoryalnych[104]. Niedługo potem Paweł Feyerast, komendant załogi i zarządca prowizoryczny, ogłosił Uniwersał, podpisany w Mogilnie 24. lipca 1770 r., o dokonanem wcieleniu ziemi sandeckiej do Węgier. W Uniwersale tym wyraźnie zaznaczył, że podług ugody między cesarzową Maryą Teresą z jednej, a carową rosyjską Katarzyną z drugiej strony, żaden żołnierz rosyjski, ani żaden z konfederatów, w przestrzeni dwóch mil od orłów cesarskich na granicach węgierskich postawionych, pokazać się nie może, w przeciwnym razie za otwartego wroga uważanym będzie[105]. Jak zaś ten traktat respektowano, dowodzi najlepiej powyżej wspomniane ściganie konfederatów przez wojska moskiewskie pod Drewiczem 1771 r. i gwałty ich w Starym Sączu.
Tym sposobem oderwano od Polski obszar ziemi, obejmujący 275 wsi; 7 miast: Nowy Sącz, Nowy Targ, Krościenko, Muszynę, Tylicz, Piwnicznę i Stary Sącz; 83 rodzin szlacheckich; 4 zamki: w Nowym Sączu, Nawojowej, Czorsztynie i Nowym Targu; tudzież 6 starostw: sandeckie, barcickie, olszańskie, czorsztyńskie, nowotarskie i ostrowskie[106]. Krok ten wywołał słuszne oburzenie w Polsce. Biskup poznański, Andrzej Młodziejowski, kanclerz wiel. kor., przesłał w imieniu króla protest, a wkrótce potem, 28. listop. 1770 r., sam król Stanisław Poniatowski odniósł się w tej sprawie do cesarzowej Maryi Teresy, zapytując: „Dlaczego jenerałowie i inżynierowie przedsięwzięli rozgraniczenie w okolicach Nowego Targu i powbijali słupy z herbami Waszej Cesarsko Królewskiej Mości na obszarze, który od niepamiętnych czasów należy do Polski i nigdy zaprzeczanym jej nie był“[107]. Cesarzowa odpowiedziała 26. stycznia 1771 r.: „Skoro zostaną uśmierzone wewnętrzne w Polsce zaburzenia, przychyli się najchętniej do pojednawczego rozpoznania granicy Rzpltej z jej królestwem węgierskiem.“ Mimo to Nowy Sącz i wielka część zagrabionej ziemi sandeckiej nie zostały nazad zwrócone i tak ich odwieczny związek z organizmem dawnej Polski został zerwany.
Rządy w tym rewindykowanym powiecie sprawował viceadministrator, Jan Berzewiczy. Niewiele jednak o jego węgierskich rządach powiedzieć możemy. Od chwili zajęcia Sandeczyzny zamknięto wszystkie pasy, czyli przejścia do Polski. Dopiero po ogłoszeniu Uniwersału viceadministratora 29. sierpnia 1771 r. nastały w tej mierze pewne zmiany i ułatwienia, a mianowicie: 1) Wzdłuż całego kordonu tylko w pięciu miejscach, t. j. na Klikuszowę, Kaninę, Dąbrowę, Mogilno i Boguszę przejście dozwolonem zostało, cała zresztą linia pograniczna, oznaczona zarąbaniem drzewa (zasieki) i okopaniem, podobnie jak przedtem pod strażą ludu pospolitego i żołnierzy miała nadal pozostać, a przekroczenie jej dowolne pod ciężką karą wzbronionem było. 2) ustanowiono dwa główne urzędy trycatku[108]: w Nowym Sączu i Nowym Targu; każdy zaś kupiec, czy to do Polski jadący, czy stamtąd powracający, musiał się na trycatku opłacić pod karą konfiskaty towaru. Zboża jednak z powiatu sandeckiego nie wolno było wywozić. 3) Ustanowiono w Starym Sączu urząd składu solnego, gdzie jednak tylko sól węgierską składać i sprzedawać wolno było, sprzedaż zaś soli „zagranicznej“ wkluczoną była pod karą konfiskaty tejże. 4) W celu uniknienia fałszerstwa w sprzedaży zboża i napojów zaprowadzono jednostajną miarę węgierską, której autentyczny egzemplarz i inne stemplem cechowane miary, przechowywały się w magistratach miast i miasteczek[109].
Pierwszym rozbiorem Polski Nowy Sącz wraz z tak zwaną Galicyą dostał się pod panowanie Austryi we wrześniu 1772 roku. Nowe urzędy i prawa miały miejsce dawanych staropolskich zastąpić; nowe stosunki społeczno-obyczajowe miały się z czasem ustalić. Zmiana ta jednak dokonywała się stopniowo i nie znacznie w ciągu następnych lat. Roztropna cesarzowa Marya Teresa postępowała oględnie z nowo nabytą prowincyą i jej miastami. W Nowym Sączu pozostawiła nadal na swem stanowisku starostę grodowego, Stanisława hr. Małachowskiego, który sprawami polskiemi gorąco się zajmował, a jako marszałek trybunału koronnego w Piotrkowie 1774 r. wspaniale przemawiał[110]. Akta grodzkie i ziemskie prowadzono dalej bez przerwy, jak za czasów polskich. Sześciu rajców po dawnemu według prawa magdeburskiego rządziło miastem; wójt z podwójcim i sześciu ławnikami wykonywali sprawiedliwość sądową. Cesarski rząd nie mieszał się na razie ani do majątku miejskiego, ani kościelnego — jednem słowem Marya Teresa zachowała na razie w Nowym Sączu stan, jaki był za czasów polskich. Jedną tylko rzecz zupełnie nową zaprowadzono: w r. 1774 podzielono Galicyę na 6 głównych obwodów a 19 powiatów. Przy tym pierwszym podziale powiat sandecki przyłączono do obwodu wielickiego, a w Nowym Sączu ustanowiono naczelnika powiatu, Franciszka Tschirscha von Siegstetten, który we wszystkich urzędowych aktach od roku 1773—1784 figurował jako director circuli.
Ale po śmierci Maryi Teresy, kiedy ster rządu objął cesarz Józef II. w r. 1780, wszystko zmieniło się na gorsze. Duchem reformatorskim owiany Józef II. w ciągu krótkiego panowania swego (1780—1790) przeprowadził swe zgubne reformy, których ostatecznym wynikiem było: zniesienie klasztorów[111], kollegiaty i prawa magdeburskiego w Nowym Sączu, wreszcie sprzedaż niektórych dawnych dóbr królewskich i klasztornych, na których założono liczne kolonie niemieckie wyznania ewangelickiego. Dla Galicyi reskrypt kasaty klasztorów został wydany w dniu 12. czerwca 1781 r. z tym dodatkiem, że do chwili wykonania zachowany być winien w największej tajemnicy, celem przeszkodzenia wywiezieniu skarbów klasztornych do Polski. W marcu 1782 r. nastąpił nowy podział administracyjny kraju. W miejsce ustanowionych w r. 1774 sześciu obwodów i 19 powiatów, zaprowadzono podział na 18 cyrkułów, do których należał i sandecki, a Nowy Sącz został siedzibą urzędu cyrkularnego. Wskutek tej nowej administracyi rządowej i napływu urzędników niemieckich i czeskich, którym jedyną wobec rządu wydawało się zasługą ślepa nienawiść i pogarda dla wszystkiego, co polskie, nie mógł też na swem stanowisku utrzymać się dawny starosta grodowy, Stanisław Małachowski, ustąpił przeto w roku 1784 i przeniósł się do Warszawy, gdzie niebawem piastował godność marszałka sejmu czteroletniego (1788–1792). Po jego ustąpieniu i zamianowaniu nowego starosty (Kreishauptmann), Franciszka Tschirscha von Siegstetten, zaprzestano spisywać akta grodzkie, dawne zaś księgi grodzkie, prowadzone starannie od 1516–1784 r., przewieziono do Lwowa i wraz z innymi aktami grodów małopolskich umieszczono je w archiwum krajowem[112].






Przypisy

  1. Mam pod ręką potężny i nader rzadki tom in folio współczesnych panegiryków łacińskich, wydanych w Częstochowie, Krakowie, Poznaniu, Warszawie i Zamościu, na cześć różnych dostojników duchownych i świeckich od 1667—1730. Jest to nigdy niewyczerpalny, prawdziwy magazyn najwyższego skażenia smaku, dziwacznych tytułów i napisów, napuszystych wierszy, do znużenia i przesytu przesadnych pochwał. Znajdują się tam również panegiryki na cześć dostojników sandeckiego grodu.
  2. Dawniej pisano: Wyszymierzyce.
  3. Act. Castr. Rel. T. 131. p. 1448.
  4. Kopia łacińska, przechowywana w archiwum miejskim. Na końcu tejże dopisano: „Cum copia simplici sine timbro concordare praesentibus testor. Neosandeciae die 9. novembris an. 1791. Ferd. Sycora circul. secret.“
  5. Dokum. wyd. w Warszawie 28. lutego 1670.
  6. Act. Castr. Rel. T. 131. p. 2101, 2119.
  7. Współcześnie z Alexandrem Michałem Lubomirskim, synem Jerzego Sebastyana, perejesławskim i sandeckim starostą († 1675), żył inny Alexander Michał Lubomirski, syn Stanisława, wojewoda krakowski, a sandomieski, zatorski, niepołomicki, lubaczowski, golubski i rycki starosta († 1677), jak świadczy napis na marmurowej trumnie w grobowcu wiśnickim.
  8. Act. Castr. Rel. T. 132. p. 257, 482.
  9. Sądem drugiej i ostatniej instancyi dla szlachty, to jest sądem, do którego odwoływano się od wyroków i orzeczeń sądów grodzkich i ziemskich, był trybunał koronny w Lublinie.
  10. Actum in castro cracoviensi fer. II. ante festum s. Aegidii abbatis proxima A. D. 1672.
  11. Komput wojska na wojnę turecką za króla Michała. Wójcicki: Bibl. star. pisarz. pol. T. VI. str. 257—259. — Konst. Górski: Wojna Rzpltej pol. z Turcyą 1672—1673. str. 42—43. Warszawa 1890.
  12. Buńczuk — sztandar turecki z ogona końskiego, na wysokiej lasce zawieszonego, zamiast chorągwi służący.
  13. Act. Castr. Rel. T. 132. p. 1254, 1718.
  14. Acta Venerabilis Capituli Eccles. Colleg. Sandec. A. D. 1638—1791. p. 62, 71.
  15. Kluczycki: Pisma do wieku i spraw Jana Sobieskiego. T. I. część II. str. 1388.
  16. Pretensye kollegiaty sandeckiej, zaniesione i do rezolucyi magistratowi sandeckiemu w 1764 r. podane, a w 1776 r. ponowione.
  17. Act. Castr. Rel. T. 135. p. 1714.
  18. Act. Castr. Rel. T. 137. p. 121; T. 183. p. 260.
  19. Rzecz dziwna a jednak prawdziwa, że nasz dzielny Sobieski sprzyjał żydom: „Übrigens änderte sich bald mit der Thronbesteigung Johann Casimirs und besonders des Johann Sobieski die Lage der Juden, die von ihm sehr begünstigt wurden, so dass selbst die Grossen darüber unzufrieden waren. Er verpachtete ihnen alle öffentlichen Einnahmen, und war, wie es scheint, mit ihrer Haltung zufrieden.“ Jost: Geschichte der Israeliten. 8. Theil. 229—230. Berlin 1828. — W r. 1682 upraszał senat tego monarchy, ażeby, mając wzgląd na dobro kraju, łaski i nagrody przez żydów nie dawał. Czasopismo „Lwowianin“ z r. 1842, str. 300.
  20. Leon Chrzwnowski: Odsiecz Wiednia w bitwie walnej 12. września 1683. Warszawa 1886.
  21. Listy Jana III. króla polskiego, pisane do królowej Kazimiery w ciągu wyprawy pod Wiedeń w 1683 r. Lwów 1883. List XXX. z Lubowli 14. grudnia, str. 187. — Kluczycki: Wyprawa wiedeńska 1683. Kraków 1883, str. 96. — Wład. Skrzydylka: Listy z czasów Jana III. i Augusta II. Kraków 1870. List ze Lwowa z d. 23. grudnia 1683, str. 41.
  22. Takiej miejscowości nie znajduję dziś; był to niezawodnie jakiś przysiołek nad Dunajcem, nie istniejący obecnie.
  23. Actum in castro sandomiriensi fer. III. post. dominic. palmarum proxima A. D. 1684. Żychliński: Złota księga szlachty polskiej. T. XIII. str. 211.
  24. Dokum. wyd. w Warszawie 13. czerwca 1685 i 17. czerwca 1689 r.
  25. Pogłówne z r. 1765 wykazuje w Nowym Sączu ogółem 609 żydowskich głów. W r. 1808 było ich 1.138 (Verzeichniss vom Jahre 1808 der vorgefundenen Judenfamilien und Seelen). Ostatni spis ludności z r. 1890 wykazuje ich w temże mieście 4.131.
  26. Act. Castr. Rel. T. 140. p. 1103.
  27. Dokum. wyd. na sejmie koronacyjnym w Krakowie 11. października 1697.
  28. Szczątki tego listu, pisanego w zamku dąbrowskim do prałatów kollegiaty sandeckiej pod dniem 30. czerwca 1695 r., znalazłem pomiędzy aktami kościelnymi.
  29. Acta Capituli Colleg. Sandec. p. 125—126.
  30. Act. Castr. Rel. T. 183. p. 260.
  31. O detronizacyi Augusta II. pisze obszernie Dr. Martens: Die Absetzung des Königs August II. von Polen. Zeitschrift des westpreussiscen Geschichtsvereins, Heft VIII. Danzig 1882.
  32. Act. Castr. Rel. T. 145. p. 733, 770.
  33. Act. Castr. Rel. T. 146. p. 953. — O tynfach zob. notę pod koniec rozdz. VIII. tomu II.
  34. Otwinowski: Pamiętniki do panowania Augusta II. Poznań 1838, str. 105.
  35. Otwinowski: Pamiętniki do panowania Augusta II., str. 136.
  36. Roczniki do dziejów Podtatrza i Spiża z lat 1680—1748, spisane przez księży Jana i Stanisława Owsińskich, proboszczów Jazowska. Wydał Józef Jerzmanowski. „Czas“, dodatek miesięczny. T. IX. Kraków 1858.
  37. Szujski: Dzieje Polski. T. IV. str. 252.
  38. Powody tych ustawicznych przemarszów łatwo wytłómaczyć. Widomo bowiem, że w r. 1692 Stanisław Jabłonowski, hetman wielki koronny, kazał usypać „Okopy św. Trójcy“ między Dniestrem a Zbruczem, skąd w następnych latach często prowadzono podjazdy pod mury Kamieńca Podolskiego, aż go wreszcie odebrano Turkom 1699 roku. Nie trzeba też zapominać o napadzie ordy tatarskiej na Lwów w roku 1695, o wkroczeniu do Polski Karola XII., tudzież o zajęciu przez wojska szwedzkie Krakowa (1702) i Lwowa w 1704 r.
  39. Act. Castr. Faseiculi Copiar. an. 1717. nr. 414.
  40. Fasciculi copiarum castrensium an. 1709, nr. 109.
  41. Był opatem w latach 1697—1728, † 18. września 1728.
  42. Act. Castr. Rel. T. 157. p. 1940—1943.
  43. Act. Castr. Rel. T. 157. p. 2361; Decretorum Castrensium T. 291. p. 198.
  44. Roczniki to dziejów Podtatrza i Spiża str. 54.
  45. Actum in castro sandec. sabbato post dominic. conductus paschae proxima A. D. 1711.
  46. Podstolim koronnym był wtedy Michał Lubomirski, mianow. 13. kwietnia 1706, † 1714.
  47. Kordygarda — izby żołnierskie na odwachu; miejsce, z którego się luzują na warty.
  48. Pretensye, które ubodzy ludzie mają do p. Konarzewskiego, który w nieobecności J. O. księcia Lubomirskiego co rok siła poczynił krzywdy. (Z zapisków miejskich).
  49. Manela — naramiennik, bransoleta, ozdoba ramienia lub ręki.
  50. Pretensye kościoła kollegiaty sandeckiej do p. Konarzewskiego, oboźnego koronnego. (Z zapisków kollegiaty). Zapiski miejskie mylnie zowią Konarzewskiego oboźnym koronnym, gdyż ten urząd piastował Jerzy Paweł Lubomirski.
  51. Actum in castro sandecensi fer. II. ante festum s. Petri et Pauli apostolorum proxima A. D. 1712.
  52. Teodor Morawski: Dzieje narodu polskiego, wyd. II. T. IV. str. 196. Poznań 1877; Szujski: Dzieje Polski. T. IV. str. 261.
  53. Zmarł 20. lutego 1736 r., jak świadczy marmurowa płyta w kościele jezuickim w Nowym Sączu. Pozostawił znaczny majątek więcej niż 20 wsi, między innemi Wielogłowy, Łukowicę, Czarnypotok, Tęgoborzę, Przyszowę itd.
  54. Szujski: Dzieje Polski. T. IV. str. 269, 276.
  55. Wyderkaf od niem. Wiederkauf — zakupowanie czynszów czyli dochodów z nieruchomości w pewnej oznaczonej kwocie. Zakupienie to można było odkupić za zwrotem sumy szacunkowej. W gruncie rzeczy nie było to nic innego, jak pobieranie procentu pod formą zakupienia dochodu.
  56. Actum in praetorio sandecensi fer. II. post fest. s. Margar. die 17. Julii A. D. 1719.
  57. Act. Castr. Rel. T. 139, p. 1263.
  58. Act. Castr. Rel. T. 151. p. 1498, 1502.
  59. Act. Castr. Rel. T. 157. p. 219. — Konfederacya i umowa powiatu sandeckiego 19. lutego 1733. MS. w bibl. Ossolińskich we Lwowie nr. 299. k. 38—42.
  60. Roczniki do dziejów Podtatrza. str. 323.
  61. Act. Castr. Rel. 158. p. 1254.
  62. Palet z franc. — karteczka żołnierska, naznaczająca im kwatery.
  63. Roczniki do dziejów Podtatrza i Spiża, str. 325—327.
  64. Act. Castr. Rel. T. 159. p. 1459.
  65. Z licznych zapisków i kwitów przechowanych pokazuje się jasno, że opłata hyberny w różnych czasach rozmaitą była. I tak za rok 1689 zapłacił Nowy Sącz hyberny 5.600 złp.; znacznie mniej za rok 1714, bo tylko 4.163 złp., a za rok 1735 zaledwie 3.896 złp.
  66. Act. Castr. Rel. T. 160. p. 24, 448, 1243.
  67. Dokum. wyd. w Warszawie 18. listop. 1752.
  68. Porówn. Dodatki na końcu rozdz. nr. IV.
  69. O tych bractwach, ich założeniu i ustawach pisałem bliżej w szkicu historycznym: Nowy Sącz, jego dzieje i pamiątki dziejowe, str. 47—50.
  70. Acta Scabin. et Consul. T. 95. p. 250.
  71. Z zapisków kollegiaty sandeckiej.
  72. Oblatum in castro sandecensi fer. IV. post fest. s. Margar. proxima die 14 Julii 1773.
  73. Równocześnie z ks. Felicyanem Sebastyanem Wittanem, proboszczem nowosandeckim i halickim, żył ks. Jan Nepom. Rafał Wittan. Z dziekana kolleg. sandec. zakonnik norbertański, obrany opatem sandeckim 24. września 1742, obleczony 18. grudnia i uwolniony od nowicyatu za dyspenzą generała zakonu, benedykowany w Kielcach przez kardynała Jana Lipskiego 25. marca 1743 r. Na wiosnę 1745 r. zrzekł się dobrowolnie godności opackiej i wstąpił za dyspenzą papieską do Kamedułów na Bielanach pod Krakowem 18. maja t. r. Złożył profesyę 2. lipca 1746 r.: rządził klasztorem bielańskim 1757—1759; zmarł w eremie pod Warszawą 1783 r.
  74. Actum in castro sandecensi 15. martii 1733. Copia ex anno 1781 nr. 119 sub lit. K.
  75. Actum in collegio neosandecensi Reverendorum Patrum Scholarum Piarum, ex ratione contlagrationis arcis sandecensis, fer. IV. ante festum s. Martini pontif. proxima, die 9. novembris A. D. 1774.
  76. Kopia inwentarza budynków na roli Flakowskiej w Gorzkowie 2. kwietnia 1753 r.
  77. Rachunek uczciwej Justyny Skrudzińskiej, posesorki zastawnej pola, na którem był blech Nowego Sandcza, od 3. paźdz. 1763 do 3. paźdz. 1777 r. podany.
  78. Kontrakt panów mieszczanów nowosandeckich na 300 złp. w r. 1764 dnia 17. marca uczyniony.
  79. Wszystkie długi, ciążące na dobrach miejskich razem z różnemi pretensyami i odsetkami, wynosiły w listopadzie 1777 r. ogółem 82 251 złp. 29 gr. (Ausweis über alle bey der königlichen Starostey Stadt Nez Sandez erhobenen Schulden, den 10. November 1777). Z samego pojezuickiego funduszu zaciągnięta suma wynosiła 80.000 złp., jak świadczy kontrakt z d. 1. września 1783 r., przechowany w archiwum rządowem. (Fascicul. an. 1796 nr. 23042). Wskutek tego ces. król. Rząd wziął w kuratelę wszystkie dobra miejskie: Paszyn, Żeleźnikowę, Piątkowę, Roszkowice, Gołąbkowice, Falkowę, Kunów i Jamnicę, i oddał je w administracyę Michałowi Bochniewiczowi, obywatelowi bieckiemu, na lat 17, pod tym warunkiem, aby w przeciągu tego czasu długi wszystkie całkowicie umorzył. Podjął się tego trudnego zadania energiczny Bochniewicz z dn. 1. listop. 1783 r., i odtąd zdawał corocznie szczegółowy rachunek ze swych czynności tak Rządowi, jak i Magistratowi. Tymczasem jeszcze przed upłynieniem kontraktu postanowiło miasto raz na zawsze pozbyć się majątkowych kłopotów, dlatego pod dn. 1. listopada 1790 r. wystosował magistrat sandecki do cesarza Leopolda II. uniżoną prośbę o pozwolenie sprzedania na publicznej licytacyi wszystkich dóbr miejskich, w celu umorzenia długów. (An Seine Majestät, der Magistrat der königl. Kreisstadt Neu Sandecz im Namen der Stadtgemeinde, bittet um die allerhöchste Bewilligung städtische Güter plus offerenti verkaufen zu dürfen). Prośba ta jednak odrzuconą została. Tak więc pan Bochniewicz zarządzał niemi dalej, aż wreszcie w roku 1804 umorzył wszystkie długi, a dobra powróciły do miasta. — Dzięki tym okolicznościom, miasto podniosło się znacznie. Podług spisu ludności z r. 1808 liczył Nowy Sącz mieszkańców 3.629, domów 441, rodzin 875, duchownych 7, szlachty 25, urzędników 26, rzemieślników i przemysłowców 100. (Samuel Bredetzky: Reisebemerkungen über Ungarn und Galizien. II. Band. 280. Wien 1809). W roku zaś 1819 było w temże mieście 4.158 mieszkańców; miejskie dochody roczne wynosiły 24.335 złr. 12 kr., wydatki 12.992 złr. 43 kr., czysty dochód 11 342 złr. 29 kr. (Königliche Municipal und unterthänige Städte, die über ihr Einkommen Rechnung legen pro anno 1819. MS. w bibl. uniwer. we Lwowie nr. 272. c. 17).
  80. Chorągiew ta składała się z 50 jezdnych, jak pisze Konst. Górski: Historya jazdy pol. str. 346.
  81. Protocolli castrens. relat. T. 221. p. 961.
  82. Fascieuli copiar. castren. relat. T. 55. nr. 542.
  83. Najdokładniejszy obraz anarchii, która zapanowała w kraju, w chwili, gdy współrzędnie obok siebie działały w Polsce trzy rządy: pierwszy — bezsilny i pozorny, w osobie panującego króla i jego ministeryum; drugi — konfederacki, pod wodzą ks. Karola Radziwiłła; trzeci wreszcie, niewidzialny a wszechpotężny — rząd księcia Repnina trzymający w swej dłoni nici zakulisowych intryg — podaje protokół czynności konfederacyi radomskiej, spisany ręką sekretarza jej, Marcina Matuszewicza, sędziego brzeskiego. Porówn. Alkara: Książe Repnin i Polska w pierwszym czteroleciu panowania Stanisława Augusta (1764—1768). Kraków 1897, 2 tomy.
  84. Szcz. Morawski: Materyały do konfederacyi barskiej 1767—1768. Lwów 1851, str. 245, 249.
  85. Summarium privilegiorum conventui sandecensi sacri ordinis Praemonstratensis servientium, p. 122, in fol. Archiw. kolleg. sandec.
  86. Visio conflagratae arcis sandecensis. Act. Castr. Rel. T. 182. p. 2249—2257.
  87. W r. 1769 spłonęła cała Limanowa razem z kościołem. Po tym wypadku miejscowy pleban, ks. Szczepan Długoszewski, przystał do konfederatów za kapelana, pośród których jako jeniec na Rusi życie zakończył. (Z aktów kościoła w Limanowej).
  88. Rękopis aktów i uniwersałów konfederacyi barskiej 1769 r. w bibl. Dzieduszyckich we Lwowie nr 125.
  89. W czasie pobytu konfederatów w Starym Sączu 1770 r. wydarzył się tragiczny wypadek. Ślusarczyk, Kasper Kwiatkowski, chędożąc pistolety konfederackie i nie myśląc o tem, że były nabite, odwiódł kurek, strzelił i ugodził powyżej serca Katarzynę Łatkiewiczównę, kiedy rozmawiała w sieni z konfederatem Cieleckim. Po trzech godzinach zakończyła życie. „Sąd wójtowski i ławniczy starosandecki, deliberując nas tym trafunkowym i nieszczęśliwym przypadkiem, według artykułów prawa magdeburskiego wydał na Kwiatkowskiego następujący wyrok: Aby w dalszych latach miał pamiątkę i świeżą ostrożność w chędożeniu broni i strzelby jako ślusarz — aby 150 rózg publicznie przed ratuszem przez 3 piątki po 50 odebrał, i po wykonaniu tych plag aby na przebłaganie Majestatu Boskiego za swój exces lekkomyślnie popełniony przez niedzielną sumę u fary pod tęczą krzyżem leżał — Kwiatkowscy zaś ojcowie za złą jego wyćwikę mają na expens i inny zgryz na ręce Łatkiewiczów położyć winy krwawej grzywien 8 i solenną im powinni uczynić deprekacyą przez godne osoby w ich domu.“ (Judicium expositum bannitum Veterosandeciae fer. III. post. Domin. Oculi celebratum an. 1770).
  90. Że klasztor ten był w stanie ponosić tak ogromne ciężary i kontrybucye, tłómaczy okoliczność, że bł. Kunegunda, księżna krakowska i pani sandecka, zakładając ten klasztor, darowała mu wieczyście 1280 r. miasto Stary Sącz i 28 wsi. W XVI. i XVII. wieku pomnożone zostały dobra klasztoru starosandeckiego kilku jeszcze nabytkami, tak że w r. 1581 cyfra wsi klasztornych wynosiła 49, a w r. 1667 doszła do 51. Z rozkazu cesarza Józefa II. w r. 1782 zabrano te wszystkie dobra i przelano na fundusz kamery.
  91. Ex protocollo consistorii sandecensis extractum, et sigillo Perillustris ac Reverendissimi Domini Gasparis de Wersoka Paszyc, canonici cathedralis Cracoviensis custodis et officialis, Sandecensis archidiaconi, Vojnicensis praepositi munitum, die 28. Julii 1769. — Podobnych epizodów z życia żydowskiego przytaczają akta miejscowe daleko więcej. I tak 21. kwietnia 1761 r. ścięto w Nowym Sączu dwóch żydków za męczenie dwóch chrześcijan, jak świadczy list ks. Józefa Bętkowskiego, proboszcza kollegiaty, pisany z Dębna 29. sierpnia 1761 r., znaleziony między aktami kościelnymi. — W tymże roku ścięto żyda Józefa Bobowskiego, który zamordował okrutnie chrześcijańskie dziecko, a krew z niego do naczynia wytoczył. Actum in castro sandec. in terminis seu judiciis fer. VI. post fest. s. Viti et Modesti Mart. A. D. 1761.
  92. Act. Castr. Rel. T. 183. p. 676.
  93. Act. Castr. Rel. T. 183. p. 767.
  94. Lenungowe od niem. Löhnung — żołd wojskowy, strawne.
  95. Pogłówne — jednorazowa opłata od wszystkich osób z gminu.
  96. Act. Castr. Rel. T. 183. p. 932.
  97. Inventarium oder Hauptverzeichniss aller hier kreissigen so wohl zur Emporhebung geeignet, als nicht geeigneten Städten und Märkten, nebst ihren Bemerkungen vom 29. December 1786.
  98. Jeden z publicystów polskich, p. Henryk Müldner, zadał sobie arcymozolną pracę wykazania statystycznemi liczbami, w których latach i ile ofiar pochłonęło morowe powietrze w Polsce. Pokazuje się, że w epoce od r. 1584 do 1773 grasowała ta plaga 35 razy, a trwała niekiedy po trzy i cztery lata, t. j. odnawiała się po kilkakroć z każdą nową wiosną. (Przyczynek do histor. i statyst. zarazy morowej. „Czas“ krakowski z r. 1879 nr. 60—69).
  99. W r. 1412 zaciągnął Zygmunt, cesarz niemiecki i król węgierski, pożyczkę u Władysława Jagiełły w kwocie 37.000 kóp szerokich groszy czeskich. Zato oddał mu w zastaw: Lubowlę z zamkiem i miastem, Podoliniec z zamkiem i włościami należącymi, oraz z miastami i miasteczkami: Gniazda, Biała spiska, Lubica, Wierzbów, Sobota spiska, Poprad, Strażce, Włachy, Nowawieś spiska, Ruskinowce, Wielka, Podegrodzie spiskie, Maciejowce, Twarożna. (Dogiel: Codex diplomaticus Regni Poloniae. Vilnae 1758. T. I. str. 46). Wszystkie nazwy miejscowości, dawniej czysto polskie, dziś zmadziaryzowano i zniemczono zupełnie.
  100. Dr. Czołowski: Sprawa sporu granicznego przy Morskiem Oku, str. 25—27, który powołuje się na dokumenta, zaczerpnięte z archiwum Wojny we Wiedniu, tudzież Ministeryum spraw wewnętrznych.
  101. Sprawa sporu granicznego przy Morskiem Oku, str. 30—31. Lwów 1894.
  102. Takich orłów granicznych rozstawiono wzdłuż granicy zajętej ziemi sandeckiej 138, a w porze zimowej dniem i noca przy każdym z osobna zarzył się ogień.
  103. Jan Paweł lassota Szczkowski był opatem sandeckim w latach 1746—1781, † 25. sierpnia 1781 r., jak świadczą marmurowe odrzwia z odpowiednim napisem, w dawnym ponorbertańskim, dziś jezuickim kościele w Nowym Sączu.
  104. Akt inkorporacyi ziemi sandeckiej do królestwa węgierskiego die 20. novembris 1770 r. w Sączu nastąpiony. MS. w bibl. Ossolińskich we Lwowie nr. 568, str. 201—202.
  105. Edictum superioris caesarei, ut in spatio duorum milliarium ab aquilis expositis nec Confoederati nec Moscovitae reperiantur. Sigillatum in Mogilno die 24. novembris 1770.
  106. Narratio invasionis Hungarorum partis Poloniae anno 1770. MS. w bibl. Dzieduszyckich we Lwowie l. 176. nr. 113. Toż samo w bibl. Ossolińskich nr 573. str. 43—45.
  107. Maurycy Dzieduszycki w artykule o Spiżu. Przewodnik nauk. i liter. 1876, str. 943.
  108. Opłata na komorze celnej węgierskiej. Bliższe wyjaśnienie tego wyrazu w rozdziale o handlu.
  109. Publikata uniwersału viceadministratora sandeckiego. Dat w Starym Sączu die 29. augusti 1771. MS. w bibl. Ossolińskich nr. 573. str. 54—55.
  110. Zabawy przyjemne i pożyteczne z różnych autorów zebrane. T. X. cz. II. str. 257. Warszawa 1774.
  111. Istniały tu 3 męskie klasztory: Franciszkanie od r. 1297, skasowani w r. 1785; Norbertanie od r. 1409, skasow. w r. 1784; Pijarzy od r. 1733, skasow. w r. 1786. Kollegiata założona w roku 1448, zniesiona w roku 1791. Mniszki Kletki, założone równocześnie z kollegiatą, skasowano po r. 1782.
  112. Wskutek uchwały Wydziału Krajowego zostały akta grodzkie sandeckie przewiezione ze Lwowa do Krakowa i wcielone do archiwum grodzkiego w maju 1897 r.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Sygański.