Dzieci pana majstra/Rozdział X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zofia Rogoszówna
Tytuł Dzieci pana majstra
Data wydania 1937
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk Zakł. Graf. „Drukarnia Bankowa”
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
ROZDZIAŁ X.
JAKI GOŚĆ NAWIEDZIŁ DOMEK PAŃSTWA MAJSTRÓW
I CO W SNACH BUTKI WYCZYTAŁ.

Śpią Imć Tydzień i Niedziela,
postulały dziatki oczy;
noc nad domkiem się rozściela,
noc ciemnością izbę mroczy.

Drży płomyczek lampki słaby,
płynie letniej nocy gwara,
gdzieś kumkają sennie żaby —
w izbie słychać tyk zegara.

Wtem na jego białej tarczy
poruszyła się wskazówka...
W pudle głośno coś zawarczy,
i wyskoczy ptasia główka.


Kuku! kuku! kuku! drze się,
aż się głos po izbie niesie;
wykukała północ z śmiechem
i w głąb skryła się z pośpiechem.

Coś w zegarze głucho trzasło,
i... światełko lampki zgasło.

Wtedy nagle w wnętrzu chaty
zapachniały cudnie kwiaty,
i spłynęła w nocną ciszę
z niewidzialnych dłoni grajka
pieśń — co tuli i kołysze,
pieśń czarowna niby bajka.
Pieśń, co barwę bierze z tęczy,
pieśń, co pąki róż rozchyla,
co na strunach serca dźwięczy
i na skrzydłach gra motyla.
Pieśń, co koi i weseli. —
Z pieśnią spływa — pani w bieli.

Sunie jasna i przezrocza,
lekka, cicha i powiewna,

jak pachnący kwiat — urocza,
kryształowa Cud-królewna.
Uśmiechnięta czule, słodko,
lice chyli nad Sobótką.

Wolno bierze ją w ramiona
i na brzegu łoża siada,
i przytula ją do łona,
i najdroższe liczko bada.

Miękkie włosy pięknej wróżki
oplatają niby wieńce
Butki plecki, Butki nóżki,
całe ciałko jej dziecięce.

W złocie włosów, jak w kolebce,
śpi najmilsza jej dziewuszka;
wróżka tuli ją i szepce
w bijącego takt serduszka.

Butko maleńka,
słodka dziecino,
przyszłam do ciebie
cichą godziną.


Przyszłam do ciebie,
ptaszku maleńki,
by ci wyszeptać
słowa podzięki.

Za twoją sprawą,
dzidziusiu miły,
wszystkie me więźnie
w dom powróciły.

Już mi ich smutek
serca nie truje,
więc się radosna
i wolna czuję.

I chodzić będę
w wonnym ogrodzie,
i snuć marzenia
w cichym zachodzie,

że, nauczone
na twym przykładzie,
przybiegną dziatki
igrać w mym sadzie.


Przez złote wrota,
jak szczęścia gońce,
wbiegną i wniosą
radość i słońce!

I pusty pałac
rozdzwoni echem,
dziecięcym gwarem,
dziecięcym śmiechem.

I zamyślone
utoną oczy
w dziecięcej duszy
toni przezroczej...

Aż znów odlecą
ptaszęta złote
i wdal poniosą
moją tęsknotę...

Tak w różowe Butki uszka
cichym głosem szemrze wróżka
i znów garnie ją, i tuli
w woniejących włosów luli.


Czemże cię, Butko
wdzięczna, nagrodzę?
Czemże dzieciństwa
lata osłodzę?

Dni twych minionych
niech pamięć wskrześnie,
marzenia twoje
ukaż mi we śnie.

Za hart twój, Butko,
za twoje męstwo
wszystko, co pragniesz,
dam ci maleństwo.

W pierścień zdobną, lekką ręką
nad jej czółkiem krąg zatoczy
i przygarnie znów maleńką,
i w zamknięte patrzy oczy.

Lecz nie może u dzieciny
snów rozplątać gmatwaniny,
bo każdziutkie jej życzenie
znika — niby oka mknienie.


............
............
Parę łyżek miodu w garnku —
nieskończona kiedyś bajka —
jakaś lalka na jarmarku —
piernik w kształcie Mikołajka —
znalezione jajko kurki —
jakieś szkiełko, jakieś sznurki —
rzemiennego sprzączka paska —
jakiś guzik, strzęp obrazka...
............
............

(Skarby, które chłopcy mali
zwykle Butce wydzierali.)

To w jej snach się teraz kręci,
to jedynie ma w pamięci.

Patrzy wróżka zadumana —
Butka śmieszy ją i wzrusza:
jakże-bo skomplikowana
jest małego dziecka dusza!


Lecz te strzępki, te błyskotki,
toć to rzeczy bez znaczenia...
Czyż nie znajdzie u Sobótki
większych pragnień, lub marzenia?

Wtem spostrzegła, że różowa
buźka dziecka się uśmiecha,
ustka szepcą jakieś słowa,
w całem ciałku drży uciecha.

Gdzieś chcą biegnąć małe nóżki,
w włosów plącząc się atłasie,
a rozwarte jej paluszki
coś uchwycić pragną, zda się.

(To w ogródek — co malutki
wyrósł nagle wkoło Butki
i owocem ciężkim gnie się,
sen tłuściutką Butkę niesie.)

Biegnie, biegnie za morelką,
za brzoskwinią, za jabłuszkiem,
to znów gruszkę goni wielką
z smakowitym, krasnym brzuszkiem.


Już się zdaje, że dzieweczka
w buzi słodycz soku czuje,
tak jej drobne drżą usteczka,
tak języczkiem coś smakuje.

Ale obraz wdal ucieka!
Wokół Butki głucha pustka,
żal twarzyczkę jej powleka,
w podkóweczkę zgięła ustka
i z wyrazem smutku, nudy,
śpi cichutko — tak, jak wprzódy.

Zato twarz królewny biała
niby zorza zróżowiała,
bo wyraźnie teraz widzi,
za czem tęskni małe dzidzi.

Na buzieńkę swej dzieciny
pocałunków spada gradem...
W dołek wkłada ją pierzyny
i uchodzi — duchów śladem.
............
............


Pierwsze kury pieją wdali.
............
Lampka się jak pierwej pali,
a w mrok izby, przez okienko,
zaglądają: świt z jutrzenką.



Zofia Rogoszówna - Dzieci pana majstra str 162.png





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zofia Rogoszówna.