Arumugam książę indyjski/Pomiędzy bałwochwalcami

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Arumugam książę indyjski
Wydawca Biblioteka Ludowa Karola Miarki
Data wydania 1898
Druk Karol Miarka
Miejsce wyd. Mikołów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
6. Pomiędzy bałwochwalcami.

O. Franciszek wysłał list do misyonarza ceylońskiego, który mu udzielił wiadomości o Arumugamie i Tomaszku i polecił księcia wraz z paryasowem pacholęciem opiece i troskliwości tego kapłana. Tego nawet nie było potrzeba, gdyż misyonarzem był ojciec Kolumban, pobożny mnich zakonu Benedyktynów, zajmujący się troskliwie losem Arumugama i Tomasza. Gdy Tomek cokolwiek odzyskał siły, zaprowadził O. Kolumbana ku klasztorowi Braminów i udało im się widzieć potajemnie Arumugama i dodać mu ducha. Tomasz pragnął serdecznie namówić. swego dobroczyńcę do ucieczki, i możeby nie było tak trudno dotrzeć do morza i na łódce rybackiej wymknąć się z. Ceylonu. Ale O. Kolumban słusznie zauważył:
„Na cóżby się to zdało? Jeśli Arumugam wróci do Tryczynapalli i zamieszka w domu O. Franciszka, to radża każe go przymusowo odstawić do swego pałacu i użyje gorszych sposobów, aby mu wybić z głowy ochotę do chrześcijaństwa. O wiele lepiej przysłużymy się Arumugamowi tutaj. Wszakże sam powiedział, że Bramini go nie zmuszają do bałwochwalstwa. Zaczekajmy przeto, a skoro się przekonamy, że jego przekonanie i stałość w zasadach wystawione będą na niebezpieczeństwo, wtedy będzie czas pomyśleć o ułatwieniu mu jego ucieczki.“
To rozumowanie przemawiało do przekonania Tomasza. Lubo żałował młodego księcia, który w pierwszych miesiącach swej niewoli tęsknił do O. Franciszka i swych chrześcijańskich. przyjaciół, to w tajnych schadzkach usilnie go napominał, ażeby cierpliwie wytrwał i powtórzył mu powyżej przytoczone słowa O Kolumbana. Niezadługo też nadszedł list O. Franciszka, zawierający te same rady.
„Zostań,“ mówił nauczyciel Arumugama, „te dwa lata u Braminów, jeśli cię nie będą nakłaniać do bałwochwalstwa. Staraj się szczerze poznać pisma i naukę bramińską, ich wiarę i obrzędy, ażebyś później tem dobitniej zdołał wykazać całą ich niedorzeczność. Módl się gorąco do Matki Boskiej i twego anioła opiekuńczego, a nie przyjdzie ci nigdy na myśl wyrzec się Chrystusa i uwierzyć w przesądy Braminów.“
To pismo O. Franciszka dodało Arumugamowi wiele otuchy. Nie czuł też tak dotkliwie swego osamotnienia, gdyż w pewnych dniach przybywał pod mur ogrodowy wierny Tomek, przynosił mu potajemnie nabożne książki, które go utwierdzały w wierze. Przez niego też przysłał mu O. Kolumban swe pozdrowienie i przestrogi.
Tak minął rok cały. Każdego dnia musiał Arumugam słuchać po kilka godzin wykładów Suami-Wadżadyszy. Suami siadał zwykle na krześle europejskiem, podarunkiem jakiegoś Anglika. Po bokach jego stawało czterech sług w bogatych jedwabnych szatach z laskami w ręku; na dwóch stołach marmurowych stawiano potrawy i napoje. Uczniowie Wadżadyszy otaczali swego nauczyciela przybrani w skromne białe suknie bawełniane i słuchali uważnie jego słów. Dwaj najmłodsi musieli odczytywać różne ustępy z pism dawnych Braminów, a Suami objaśniał po każdym ustępie miejsce odczytane. Gdy słońce stanęło tak wysoko, iż cień przyległej palmy równo się naokoło pnia rozłożył, Suami klasnął w dłonie. Wtedy chwytała służba wielki czerwony parasol jedwabny i odprowadzała uroczyście wraz z uczniami starca do chłodnych komnat, które zamieszkiwał.
Nieraz musiał Arumugam parsknąć śmiechem serdecznym, słuchając głupstw, jakie plótł starzec; po największej części czuł jednak w głębi duszy oburzenie i pojąć nie mógł, jak człowiek rozsądny mógł bez zarumienienia popisywać się z takiemi bredniami, a cóż dopiero w nie wierzyć. Z początku patrzano na jego uśmiech z zimną krwią; wkrótce jednak zagorzalsi bałwochwalcy poczęli mu okazywać niechęć i odrazę. Krzywo na niego patrzano, a może niejeden z tych fanatyków nie byłby się utrzymał od krwawej zemsty, gdyby nie wyraźny zakaz Suamiego, który mawiał: „Jest to syn bogatego i potężnego radży Tryczynapalskiego, a ja zaręczyłem mu głową, że chłopcu nic się tu złego nie stanie. Nikt go nie przymusi, ażeby we wszystko uwierzył, co się podaje ogółowi jako artykuł wiary. Byleby tylko nie został chrześcijaninem, to niechaj sobie wierzy lub nie wierzy według swego upodobania.“
Tak prawił stary Bramin wobec swych uczniów, a ci przestali Arumugama nudzić swemi dysputami o bałwanach indyjskich, poprzestając jedynie na zaczepkach i zarzutach czynionych wierze Chrystusowej. Młodzieńcowi łatwo było niejeden z tych zarzutów zwycięzko odeprzeć; ale jeśli św. Franciszek Ksawery opowiada, że nieraz mu trudno przychodziło zbić zarzuty Bonzów, toć nie trzeba się dziwić, że i Arumugam czasem był w kłopocie o odpowiedź. Na to tylko czychali jego przeciwnicy, aby go wyszydzić i wyśmiać. Pomimo tego nie oddał się zwątpieniu, gdyż codzień modlił się do Matki Boskiej o dar wiary. Gdy Tomasz zbliżył się do muru, wtedy Arumugam pisał na palmowym liście zarzuty Braminów, których nie umiał zbić, a po kilku dniach przynosił mu Tomek odpowiedź O. Kolumbana. Hindusowie umieją na liściu palmowym ryć głoski, i w tej sztuce ćwiczyli się też i uczniowie Wadżadyszy. Ilekroć więc otrzymał odpowiedź O. Kolumbana, zbijał Suamiego i jego uczniów na wielkie ich zmartwienie. W końu jednak pomiarkowali, skąd książę czerpie tę mądrość. Rozciągnęli nad nim czujną straż i nie pozwolili mu samotnie przechadzać się po ogrodzie.
Łatwo odgadnąć, jak to martwiło Arumugama. Odcięto mu bowiem wszelką drogę zasięgania rady u przyjaciół i czerpania u nich pociechy. Jeszcze brakło dziesięć miesięcy do pory, w której miał przestać być uczniem Suamiego. W tem naraz niespodziany wypadek nadał inny obrót kolejom życia jego. Mistrz muzyki Winfried już od dawna pragnął odwiedzić swego młodego przyjaciela i korzystając z wakacyi szkólnych wybrał się w drogę na Ceylon. Przyłączył się do niego dziki Pietrek, dawny współuczeń księcia, który tymczasowo złożył był egzamin i liczył na posadę w rządzie angielskim. Winfrieda, jako Anglika, wpuszczono do klasztoru Braminów, nie czyniono też trudności i Pietrkowi, który uchodził za lokaja muzyka. Pokazano przybyszom ogród, kurytarze, krużganki i pagodę z bożyszczami. Arumugam nie pokazał się na oczy; Suami bowiem kazał go mieć pod strażą i wzbraniał mu iść do gości, gdyż odwiedziny te zdawały mu się cokolwiek podejrzane. Piotr oglądał się długo za przyjacielem, aż nareszcie zapytał, czy nie ma syna radży Tryczynapalli. Dano mu odpowiedź przeczącą. W tem usłyszał naraz, jak go wołano po imieniu z poza okna zakratowanego trzciną bambusową. Arumugam spostrzegł był przybyszów, idących przez dziedziniec i domagał się usilnie, aby go do nich puszczono. Powstał stąd hałas; Piotr, który był wielkim gorączką, chciał księcia gwałtem oswobodzić mimo przestróg i uporu Winfrieda. Łatwo odgadnąć, co stąd wynikło. Pochwycono gości i nim się spostrzegli, za drzwi ich gwałtem wyrzucono. Pietrek sierdził się, miotał i bił w czoło. Jego bowiem popędliwość udaremniła cel urządzonej przez Winfrieda wycieczki. Arumugam popadł w jeszcze większy smutek, a jednak Pan Bóg tak mądrze wszystkiem pokierował, że skutek i następstwa tego wypadku wyszły mu na dobre.
Arumugam żądał stanowczo od Suamiego, aby mu pozwolił rozmówić się z przybyłymi. Suami nie przychylił się do jego żądania. Smutek jego zamienił się w gniew, a rozjątrzenie jego wzrosło, gdy żaki Bramińskie zaczęły wydrwiwać jego przyjaźń z prostym i zwyczajnym sługą. Biedny książę ledwie się zdołał pohamować w swym gniewie.
W tem zaczął jeden z Braminów szydzić z religii chrześcijańskiej, a nawet ośmielił się bluźnić przeciw Najświętszej Pannie. Tego już było za wiele. Oburzony książę krzyknął Da Bramina:
„Psi synu, nie twoje to słowa. Mówi przez ciebie szatan, piekielny twój pan, za co mu należytą dam zapłatę.“ To rzekłszy, pochwycił spory kamień i uderzył nim w wielki posąg Bramy, przed którym właśnie obaj się byli zatrzymali. Kamień ugodził w samo oblicze bałwana i roztrzaskał potworną twarz jego na drobne kawałki. Powstały straszne okrzyki i biadania. Wszyscy rzucili się na Arumugama, już błysnęły noże po nad głową jego, już gotów na śmierć polecał się Najświętszej Pannie, gdy wtem Suami przypadł i z trudnością go wydobył z pod rąk wściekłych oprawców. Niezwłocznie jednak kazał go związać i wtrącić do wiezienia.
W dni tym fatalnym ukazała się wieczorem przed klasztorem zamknięta lektyka i czterech tragarzy Hindusów przed bramą klasztorną. Gdy zapadł zmierzch, otworzono zamkniętą bramę. Wyszedł z niej stary Suami z Arumugamem w otoczeniu silnych mężczyzn. Suami wsiadł do palankinu; księcia wsunięto do lektyki przemocą i zamknięto drzwiczki jej.
„Do Kolombo“ wrzasnął przewodnik, i pospiesznym pędem pobiegli tragarze z zamkniętym palankinem w stronę morza.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: anonimowy.