Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bnych szatach z laskami w ręku; na dwóch stołach marmurowych stawiano potrawy i napoje. Uczniowie Wadżadyszy otaczali swego nauczyciela przybrani w skromne białe suknie bawełniane i słuchali uważnie jego słów. Dwaj najmłodsi musieli odczytywać różne ustępy z pism dawnych Braminów, a Suami objaśniał po każdym ustępie miejsce odczytane. Gdy słońce stanęło tak wysoko, iż cień przyległej palmy równo się naokoło pnia rozłożył, Suami klasnął w dłonie. Wtedy chwytała służba wielki czerwony parasol jedwabny i odprowadzała uroczyście wraz z uczniami starca do chłodnych komnat, które zamieszkiwał.
Nieraz musiał Arumugam parsknąć śmiechem serdecznym, słuchając głupstw, jakie plótł starzec; po największej części czuł jednak w głębi duszy oburzenie i pojąć nie mógł, jak człowiek rozsądny mógł bez zarumienienia popisywać się z takiemi bredniami, a cóż dopiero w nie wierzyć. Z początku patrzano na jego uśmiech z zimną krwią; wkrótce jednak zagorzalsi bałwochwalcy poczęli mu okazywać niechęć i odrazę. Krzywo na niego patrzano, a może niejeden z tych fanatyków nie byłby się utrzymał od krwawej zemsty, gdyby nie wyraźny zakaz Suamiego, który mawiał: „Jest to syn bogatego i potężnego radży