Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


długo za przyjacielem, aż nareszcie zapytał, czy nie ma syna radży Tryczynapalli. Dano mu odpowiedź przeczącą. W tem usłyszał naraz, jak go wołano po imieniu z poza okna zakratowanego trzciną bambusową. Arumugam spostrzegł był przybyszów, idących przez dziedziniec i domagał się usilnie, aby go do nich puszczono. Powstał stąd hałas; Piotr, który był wielkim gorączką, chciał księcia gwałtem oswobodzić mimo przestróg i uporu Winfrieda. Łatwo odgadnąć, co stąd wynikło. Pochwycono gości i nim się spostrzegli, za drzwi ich gwałtem wyrzucono. Pietrek sierdził się, miotał i bił w czoło. Jego bowiem popędliwość udaremniła cel urządzonej przez Winfrieda wycieczki. Arumugam popadł w jeszcze większy smutek, a jednak Pan Bóg tak mądrze wszystkiem pokierował, że skutek i następstwa tego wypadku wyszły mu na dobre.
Arumugam żądał stanowczo od Suamiego, aby mu pozwolił rozmówić się z przybyłymi. Suami nie przychylił się do jego żądania. Smutek jego zamienił się w gniew, a rozjątrzenie jego wzrosło, gdy żaki Bramińskie zaczęły wydrwiwać jego przyjaźń z prostym i zwyczajnym sługą. Biedny książę ledwie się zdołał pohamować w swym gniewie.
W tem zaczął jeden z Braminów szydzić