Achilleis/Scena XXV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Wyspiański
Tytuł Achilleis
Podtytuł Sceny dramatyczne
Wydawca nakładem autora
Data wydania 1903
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


W DOMOSTWIE PRIAMA.
PRIAM
(w otoczeniu całej rodziny, pogrążony w głębokiej zadumie)
REZOS
(wchodzi)
(staje po chwili bezradny)
PRIAM
(po chwili dopiero dźwiga się z miejsca)
(podchodzi do Rezosa zdziwiony)
REZOS

Raz oto pierwszy ręce twoje
ujmuję w uścisk powitalny,
witaj monarcho.

PRIAM

Witaj mężu.
Miło mi twarz twą ujrzeć znowu
i znów do piersi mej przycisnąć
tę dłoń, — wczorajszy gościu miły.

REZOS
(nierozumiejąc)

Tak, to pragnieniem tylko było,
by jeszcze wczora zajść w te progi;
lecz mnie inaczej darzą Bogi.
Namioty Greków mię więziły
po czas aż Jutrznia weszła błysnąć.

PRIAM
(zastanawia się)

Dziwna dłoń twoja jest w ujęciu.
Witając, chwytasz w pół tułowu
i skroń ku mojej chylisz twarzy...?

REZOS

Gdy przyjaciela Bóg nadarzy,
to ojce moi we zwyczaju
tak go witają.

PRIAM

Czemuż wczora
z daleka tylko na kolana
padłeś przedemną, kryjąc lico — ?

REZOS
(marszczy brew)

Nie kryłem nigdy lica chustą
przed nikim, — jeno w świętym chramie.
Przywiodłem świętość waszą w miasto
i tam ostawiłem przy bramie,
gdzie lud się zebrał wesoły
i będzie strzegł ofiary;
by, jak było rzeczono,
ofiarą sojusz uświęcono.

PRIAM
(niechętny)

Weź miejsce twoje znajome,
gdzieś z nami siedział wczora.
Ostaniemy tak w zadumie
do późnego gwiezdnego wieczora.
Niech nikt nie przerywa wrzawą,

ani okrzykiem
spokoju i ciszy, którą Bóg zseła.

(zasiada)
REZOS
(stoi)
PRIAM
(po chwili patrzy na Rezosa)
REZOS

Wskaż mi miejsce.

PRIAM

Wskazałem je wczora.
Cóż głos się twój załamał?
Czyżbyś ty kłamał?

REZOS

Idę prawdą. Dla prawdy walczę.
Czemuż wy mnie podstępnie pytacie — ?
Czyż wy kłamiecie — ?

PRIAM

Zuchwalcze!

REZOS

Jedyny ty mąż żywy
na którego nie porwię za nóż,
choć mnie twój język lży.

PRIAM

Mącisz nasz spokój — —
I wszystko, co mówisz ty
jest dziwne, — inaczej zgoła
wydałeś mi się wczora.

Cóż dziś obejście twoje i ruchy
szorstkie i niehamowne
i oczy takie błyszczące
niepokojem...?

REZOS
(po długiej chwili)
(nagle)

O wasze życie!!

(po chwili)

O kim, wy to, monarcho, mówicie?
Raz oto pierwszy dziś tu stoję
gościem wśród was.

PRIAM

Tę samą zbroję
miałeś na sobie wczora
i zapinki te same i szaty.

REZOS

Te mi właśnie wczora ze mnie zdarto
i jako żebraka puszczono
przed namiot Agamemnona,
gdzie mnie jako waszego posła
i zakładnika ugoszczono.
A dziś rano, — Achajów straże
złodziei onych wychwytały,
którzy moje ukradli ubiory
i ubiory moje mnie zwrócono.
I otom jest w szatach moich przed wami.

PRIAM
(zrywa się)

Oszuście!!

(do swoich)

Imajcie mieczów.
To nie on, co wczora był z nami.
Wszakże mamy w stajniach twoje konie
i wozy twoje złociste.

REZOS

O potęgi światła, wiekuiste!
Wszakże konie me wczora skradziono
i to pewno z waszego rozkazu!
O królu! Tobie szedłem z pomocą
i ty na mnie wysłałeś zbrodniarzy,
którzy zdradą opadli mnie nocą,
mnie i dziewczę to o cudnej twarzy,
które zbójce porwali przemocą.
Więc ci zbójce, to wy, królowie — — ?!

PRIAM

To jawne! — Z Atrydą jest w zmowie!
Otoczcie go mieczami!
To nie on, co wczora był z nami!

(dobywa miecza)
PRIAMIDZI
(biorą za miecze)
REZOS
(dobywa miecza)
(nagle opanowuje wszystkich trwoga)
(długa chwila milczenia)
(nagle słychać:)
KRZYK KASANDRY

Puszczaj! Puszczaj! Płomienie!!

WSZYSCY
(stoją, jak skamieniali, słuchają)
POLIKSENA
(nieśmiało)

Kasandry to zwodnicze wieszczenie.

KRZYKI
(łuna pożaru)
(łomot za drzwiami)
WSZYSCY
(chowają się wylękli w kątach izby)
PRIAM i REZOS
(na swoich miejscach z dobytymi mieczami)
ODYS
(w zbroi ukazuje się we drzwiach)
(na czele swoich towarzyszów)
(w jednej chwili izba jest opanowana)
REZOS

Odjętą będzie od was wieki ręka Boża,
żeście się zbójeckiego jęli wszyscy noża.
Łamiecie mir! W świadectwo wzywam Boga wód.
Przeklęte wodze wy i naród wasz i lud.

ODYS

Stawaj do walki!

REZOS

Nie walczę z podłymi.
Służalcze ziemi, rzeź spraw nad świętymi.

ODYS

Czas widzę zda się, byś zmilkł usieczony.

REZOS

Siłą wieczystą ostanę pomszczony.
Stawaj do walki. Niech się spełni dola!

ODYS

Ja z woli Bóstwa idę, gdzie mnie wola.

(uchylił się przed włócznią Rezosa)

Rzuciłeś włócznię! — Więc zmierz się na miecze!

DIOMEDES
(zmierzył się łukiem ku Rezosowi)
REZOS
(ugodzony grotem Diomedesa)

Grot!

ODYS

Łuk Pozejdona! Ha, krew z rany ciesze!

(pochyla się nad Rezosem)

Śmierć twoja była konieczna... człowiecze.
Myślałem, że ty Boży — i już drżałem w lęku,
jeźli moc Boża zjawi się w twym ręku.

REZOS

Wiedz, że moc Boża jawi się w mej duszy,
Przekleństwo Boga ciało twoje skruszy.

(umiera)
ODYS

Cokolwiek będzie, przyjmę mękę godnie.
Spełniłem dzieło. Wiem, że spełniam zbrodnie.

(głosem podniesionym)

Zarzezać męże! — Niewiasty ocalić.
Śmierć królem naszym! Mordować, ciąć, palić!!!

AGAMEMNON
(staje we drzwiach na czele swoich)
(w głębi pożar)
AGAMEMNON
(wszedł na izbę)

Dzięki Odysie za usługi twoje.
Dziś oto jako pan Iljonu stoję.

(wskazując Priamidów)

Biorę w opiekę tych ludzi.

MENELAOS

Spokojni,
przychodzim tutaj zwycięzcy. — Niech zbrojni
wszelką broń złożą. — Darzym was pokojem.
Przestać możecie na tem słowie mojem.
Orężne walki i zbójcza chuć syta.
Troja dziś twoja ogniami spowita.
Mocarzu-starcze. — — Życiem was obdarzę.
Niech choć tem słowem zdrady zbrodnię zmażę.

PRIAM
(milczy)
ODYS
(do Menelaosa)

Zaiste wielkie słowa łatwo płyną. —
Ci na których nie patrzysz...

(wskazuje ku miastu)

Tam za ciebie giną.

MENELAOS

Których Bóg zechce, ocali lub zgnębi.

(do Odysa)

Mnie posłuszeństwo jesteście powinni.
Spryt wasz oceniam. — Ostańcie bezczynni.
Z wszelkich zdobyczy część wam się wyznaczy.
Lecz tu ja rządzę, — głos wasz nic nie znaczy.

HEKABE
(z niewiastami przypadła do nóg Menelaosa)

Jesteśmy oto stado gołębi,
błagalnice u twoich kolan.
Twoja wola nas ocali lub zgnębi.
Oto patrzaj na nasze dziewice.
Wszystkie zabierz złote skarbnice,
ostaw życie, — niechaj z wami żyją!

(do Priama)
(ciągnąc go za skraj szaty)

Klęknij stary przed ich siłą....

PRIAM
(nie poruszony)

Przed czyją —?





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Wyspiański.