Żeńcy (Szymonowic, 1921)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Szymon Szymonowic
Tytuł Żeńcy
Pochodzenie Sielanki (1614) i inne wiersze polskie
Redaktor Jan Łoś
Wydawca Polska Akademia Umiejętności
Data wydania 1921
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Całe Sielanki
Pobierz jako: Pobierz Całe Sielanki jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Całe Sielanki jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Całe Sielanki jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

Sielanka ośmanasta.
Żeńcy.
Oluchna, Pietrucha, Starosta.

OLUCHNA.

Już południe[1] przychodzi, a my jeszcze żniemy;
Czy tego chce urzędnik, że tu pomdlejemy?
Głodnemu, jako żywo, syty nie wygodzi:
On nad nami z maczugą pokrząkając chodzi,

A nie wie, jako ciężko z sierpem po zagonie
5

Ciągnąć się: oraczowi insza[2], insza wronie,
Chociaj i oracz chodzi za pługiem, i wrona:
Inszy sierp w ręce, insza maczuga toczona.


PIETRUCHA.

Nie gadaj głosem[3], aby nie usłyszał tego.

Abo nie widzisz bicza za pasem u niego?
10

Prędko nas nim namaca: zły frymark[4], za słowa
Bicz na grzbiecie, a jam nań nie barzo gotowa.
Lepiej złego nie draźnić; ja go abo chwalę,
Abo mu pochlebuję i tak grzbiet mam w cale[5].

I teraz mu zaśpiewam, acz mi nie wesoło:
15

Nie smaczno idą pieśni, gdy się poci czoło.
Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajow starosty naszego:
Ty wstajesz, kiedy twoj czas; jemu się zda mało:

Chciałby on, żebyś ty od pułnocy wstawało.
20

Ty bieżysz do południa zawsze swoim torem;
A on by chciał ożenić południe z wieczorem.
Starosto, nie będziesz ty słoneczkiem na niebie,
Inakszy upominek chowamy dla ciebie:

Chowamy piękną pannę, abo wdowę krasną.
25

Źle się u cudzych żywić, lepiej mieć swą własną.


STAROSTA.

Pietrucho, nie rada ty robisz, jako baczę,
Chociaj ci nic młodego w pieluchach nie płacze.
Pożynaj, nie postawaj, a przyśpiewaj cudnie;

Jeszcze obiad nie gotow, jeszcze nie południe.
30

PIETRUCHA.

Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajow starosty naszego.
Ty dzień po dniu prowadzisz, aż długi rok minie;
A on wszystko porobić chce w jednej godzinie.

Ty czasem pieczesz, czasem wionąć wietrzykowi
35

Pozwolisz i naszemu dogadzasz znojowi;
A on zawsze: Pożynaj, nie postawaj, woła,
Nie pomniąc, że przy sierpie troj[6] pot idzie z czoła.
Starosto, nie będziesz ty słoneczkiem na niebie!

Wiemy my, gdzie cię boli; ale twej potrzebie
40

Żadna tu nie dogodzi, chociajby umiała:
Siła tu druga umie, a nie będzie chciała,
Bo biczem barzo chlustasz[7]. Bodaj ci tak było,
Jako się to rzemienie[8] u bicza zwiesiło.


STAROSTA.
Pożynaj, nie postawaj! I tybyś wolała
45

Inszego bicza zażyć; tylkobyś igrała;
Zażywaj teraz tego! Barzoć widzę śmieszno!
Pociągaj za inszemi, i zażynaj[9] śpieszno.


PIETRUCHA.

Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!

Nie jesteś ty zwyczajow starosty naszego.
50

Ciebie czasem pochmurne obłoki zasłonią,
Ale ich prędko wiatry pogodne rozgonią;
A naszemu staroście nie patrz w oczy śmiele:
Zawsze u niego chmura i kozieł[10] na czele.

Ty rosę hojną dajesz, poranu[11] wstawając,
55

I drugą także dajesz wieczor zapadając,
U nas post do wieczora zawsze od zarania:
Nie pytaj podwieczorku, nie pytaj śniadania.
Starosto, nie będziesz ty słoneczkiem na niebie!

Ni panienka, ni wdowa nie pojdzie za ciebie:
60

Wszędzie cię, bo nas bijasz, wszędzie osławiemy.
Babę, boś tego godzien, babęć narajemy,

Babę o czterech zębach. Miło będzie na cię
Patrzyć, gdy przy niej siędziesz, jako w majestacie,

A ona cię nadobnie będzie całowała,
65

Jakoby cię też żaba chropawa lizała.


OLUCHNA.

Szczęście twoje, że odszedł starosta na stronę:
Wzięłabyś była pewnie na boty czerwone
Abo na grzbiet upstrzony za to winszowanie.

Słyszysz? jakie Maruszce tam daje śniadanie!
70

A słaba jest nieboga: dziś trzeci dzień wstała
Z choroby, a przedsię ją na żniwo wygnała
Niebaczna gospodyni. Takci służba umie:
Rzadko czeladnikowi kto dziś wyrozumie.

Patrz, jako ją katuje: za głowę się jęła
75

Nieboga: przez łeb ją ciął, krwią się oblinęła[12].
Podobno mu coś rzekła; każdemu też rada
Domowi[13]: Tak to bywa, gdy kto siła gada.
Dobrze mieć, jako mowią, język za zębami:

I my mu dajmy pokoj, choć żartuje z nami.
80

Żart pański stoi za gniew i w gniew się obraca.
Ty go słowkiem, a on cię korbaczem[14] namaca.


PIETRUCHA.

Dobrze radzisz. Mnie się on, widzę, nie przeciwi,
Ale lepszy z nim pokoj: co się często krzywi,

Złomić się może; przyjdzie jedna zła godzina,
85

A częstokroć przyczyną bywa nie przyczyna.
Dobry on barzo człowiek, by go nie psowała
Domowa swacha; ta go właśnie osiodłała,
I rządzi nim, jako chce, a on się jej daje

Za nos wodzić. Pod czas mu ledwie nie nałaje.
90

Na kogo ona chrap[15] ma, może i od niego
Spodziewać się, że go co potka niesmacznego.
Więc mu nie wierzy: to już zawsze fasoł[16] w domu;
I przemówić do niego nie wolno nikomu.


OLUCHNA.
To prawda. Nie dawnosmy len w dworze czosały[17],
95

On stał nad nami, tam się z nim coś rozmawiały
Dwie komornice: ona kędyś podsłuchała
Za ścianą; jako jędza do nas przybieżała.
Ni z tego, ni z owego poczęła bić one

Komornice: sam zaraz ustąpił na stronę.
100

Potym wszystkim łajała, drugie rozegnała;
Nam, cośmy pozostały, jeść przedsię nie dała.


PIETRUCHA.

By też co było, coby ludźmi nazwać słusza;
Ale też siostra nasza, także w ciele dusza.

A już jej brozdy dobrze lice przeorały,
105

I przez włosy gęsto się przebija śron biały:
A przedsię wymuskać się, przedsię z pstrocinami[18]
Czepczyk na głowie, przedsię fartuch z forbotami[19].
Naśmieszniejsza, gdy owo chce się pieścić z mową:

Świni krząkać, a babie przystoi trząść głową.
110

A psow nie syta, dosyć jej bywa każdemu,
Nie wybiegać się przed nią parobku żadnemu:
Nie dawno dla jednego tylko nie szalała,
Aż ją Czarnucha nasza w zielu obmywała.

Widzi to i starosta, a widząc, nie widzi:
115

Pod czas przymowi, ona jawnie z niego szydzi.
Czary wszystko zmamiły; bo ona z czarami
Wstanie i leże, wszystka djabłowa z nogami.


OLUCHNA.

Jest tak, a nie inaczej; i samam widziała,

Kiedy na wschodzie słońca nago coś działała.
120

Kto z tym mistrzem nakłada[20], nigdy pociesznego[21]
Końca nie dojdzie: i ją toż potka od niego.
Na przodku[22] to kęs[23] płuży[24]: potym oraz[25] padnie
Wszystko o ziemię; z Bogiem wszystko idzie snadnie.

Bez Boga wszystko śliźnie[26]: Nie masz nic gorszego
125

Nad djabła, i coż może on zrządzić dobrego?


PIETRUCHA.

I koniec i początek z tym mistrzem nie spory.
Tak rok poodchodziły[27] na głowę obory,
Teraz powyzdychały[28] świnie i prosięta,

Ani się gęsi, ani się klwały[29] kurczęta.
130

Wszystko ginie i w chlewiech, ginie i w komorze:
Ani biednej kokoszy obaczysz we dworze.


OLUCHNA.

Z komory ręka nosi, djabeł tam nie bierze,
A z strony gospodarstwa więcej ja w tej mierze

Winuję zaniedbanie, niźli gusłowania,
135

Bo o czym pilnej pieczy niemasz i starania,
Bez szkody tam nie bywa; przy Bogu i ręki
Potrzeba: pilnej ręce Bog daje przez dzięki[30].
Tak rok bydła, oczy na to nasze patrzały,

Za własnym zaniedbaniem powyzdychywały.
140

Ani ich od powietrza[31] ochronić umiano,
A ledwie, gdy zdychały, o tym wiedzieć chciano.
Gdzie chłop w głowie, już się tam rząd dobry nie zmieści:
Zawsze w tym błędzie rozum szwankuje niewieści.

Co mi za gospodyni? Jako żywo krowy
145

Ręką swą nie doiła; gadać o tym słowy
Tylko umie, a stroić po domu fasoły,
Kucharkom łajać: z pustej nie wyjdzie stodoły,
Jedno sowa. Ogorki wczora kwasić chciała;

Tak to robiła, że się wszystka czeladź śmiała.
150

A w karczmie, abo w tańcu ptak jej nie doleci,
Gdy podołek rozpuści, wymiecie i śmieci.


PIETRUCHA.

Rzadka to rzecz na świecie dobra gospodyni,
Zwłaszcza bez męża rzadko ktora nie łotryni.

I lata nie uskromią: zarowno szaleje
155

I ta, co na świat idzie, i ta, co siwieje.
Niemasz, jako przy mężu małżonka cnotliwa:
Ta i mężowi wierna, i panu życzliwa,
Ta i czeladkę, i dom porządnie sprawuje,

Ta i dostatki wszystkie wcześnie opatruje.
160

Nie idzie nic na stronę, bo się Boga boi;
Pamięta, że nad nią sąd, i kaźń boża stoi.
Ućciwy stan przynosi ostrożne sumnienie:
Za tym Bóg błogosławi, za tym dobre mienie,

Za tym spokojne życie i wszystko się wiedzie.
165

Kto bez Boga chce wskórać, sadzi się na ledzie.


OLUCHNA.

Nie wiedziałam, Pietrucho, abyś tak zabrnęła
Głęboko w rozum, i tak mądrością pachnęła.
Musiałaś kędy bywać miedzy żaki w szkole

I ciebie w oczy młody parobek nie kole.
170

PETRUCHA.

Jam sługa: insza sługa, insza gospodyni;
Ja sobie grzeszę, ona nie na swoj karb czyni;

Ale wszystek dom gubi; i jabym życzyła,
Abym nigdy płochego nic nie popełniła.

Ale starosta do nas znowu przystępuje,
175

Kwaśno patrzy, z nahajką na nas się gotuje.
Zaśpiewam ja mu przedsię, rad on pieśni słucha:
Patrzy na nas i stanął, i nadkłada ucha.
Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!

Naucz swych obyczajow starostę naszego:
180

Ty piękny dzień promieńmi swojemi oświecasz,
I wzajem księżycowi noc ciemną polecasz;
Jako ty bez pomocy nie żyjesz na niebie,
Niechaj i nasz starosta przykład bierze z ciebie.

Na niebie wszystkie rzeczy dobrze są zrządzone;
185

Księżyc u ciebie żoną; niech on też ma żonę.

Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Naucz swych obyczajow starostę naszego:
Gdy ty na niebo wchodzisz, gwiazdy ustępują,

Gdy księżyc wschodzi, z nim się gwiazdy ukazują.
190

Siła gospodarz włada, siła w domu czyni;
Ale czeladka lepiej słucha gospodyni.
Niechaj ma żonę: będzie się domu trzymała
Czeladka; nie będzie się często odmieniała,

I nam do dwora będą otworzone wrota.
195

Wszystkich do siebie wabi przyjemna ochota.

Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Naucz swych obyczajow starostę naszego:
Ty nas ogrzewasz, ty nam wszystko z nieba dajesz,

Bez ciebie noc, z tobą dzień jasny, gdy ty wstajesz;
200

Niech i on na nas zawsze patrzy jasnem okiem;
Niech nas z pola wczas puszcza, nie z ostatnim mrokiem.


STAROSTA.

Pietrucho, prawieś mi się sianem wykręciła:
Ta nahajką mocno się na twoj grzbiet groziła.

Kładźcie sierpy, kupami do jedła[32] siadajcie,
205

W kupach jedzcie, po chrostach się nie rozchadzajcie.



Przypisy

  1. poludnie.
  2. insza — inna rzecz, co innego
  3. głosem — głośno
  4. frymark — handel
  5. w cale — w całości
  6. troi — potrójny
  7. chlustać — chlastać, uderzać
  8. rzemienie — rzemień
  9. zarzynaj.
  10. kozieł na czele — zmarszczone czoło
  11. poranu — rano
  12. oblinąć się — oblać się
  13. Przypis własny Wikiźródeł czyli: domówi, dopowie.
  14. korbacz — bicz
  15. chrap mieć na kogo — niechętnem okiem spoglądać
  16. fasoł — niezgoda
  17. czosać — czesać
  18. pstrociny — barwne ozdoby
  19. forboty — falbany
  20. nakładać z kim — wchodzić w spółkę
  21. pocieszny — pomyślny
  22. na przodku — z początku
  23. kęs — nieco
  24. płożyć — sprzyjać
  25. oraz — naraz, odrazu
  26. śliznąć — ślizgać się, wyśliznąć się z ręki
  27. poodchodziły na głowę obory — bydło wyzdychało
  28. powyzdychywać — wyzdychać
  29. klwać się — kluć się (z jajka)
  30. przez dzięki pilnej ręce Bóg daje obficie — więcej niż człowiek pragnie, gwałtem daje
  31. powietrze — zaraza
  32. Jedło — jadło, jedzenie


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Jan Łoś, Szymon Szymonowic.