Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na kogo ona chrap[1] ma, może i od niego
Spodziewać się, że go co potka niesmacznego.
Więc mu nie wierzy: to już zawsze fasoł[2] w domu;
I przemówić do niego nie wolno nikomu.


OLUCHNA.
To prawda. Nie dawnosmy len w dworze czosały[3],
95

On stał nad nami, tam się z nim coś rozmawiały
Dwie komornice: ona kędyś podsłuchała
Za ścianą; jako jędza do nas przybieżała.
Ni z tego, ni z owego poczęła bić one

Komornice: sam zaraz ustąpił na stronę.
100

Potym wszystkim łajała, drugie rozegnała;
Nam, cośmy pozostały, jeść przedsię nie dała.


PIETRUCHA.

By też co było, coby ludźmi nazwać słusza;
Ale też siostra nasza, także w ciele dusza.

A już jej brozdy dobrze lice przeorały,
105

I przez włosy gęsto się przebija śron biały:
A przedsię wymuskać się, przedsię z pstrocinami[4]
Czepczyk na głowie, przedsię fartuch z forbotami[5].
Naśmieszniejsza, gdy owo chce się pieścić z mową:

Świni krząkać, a babie przystoi trząść głową.
110

A psow nie syta, dosyć jej bywa każdemu,
Nie wybiegać się przed nią parobku żadnemu:
Nie dawno dla jednego tylko nie szalała,
Aż ją Czarnucha nasza w zielu obmywała.

Widzi to i starosta, a widząc, nie widzi:
115

Pod czas przymowi, ona jawnie z niego szydzi.
Czary wszystko zmamiły; bo ona z czarami
Wstanie i leże, wszystka djabłowa z nogami.


  1. chrap mieć na kogo — niechętnem okiem spoglądać
  2. fasoł — niezgoda
  3. czosać — czesać
  4. pstrociny — barwne ozdoby
  5. forboty — falbany