Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PIETRUCHA.

Nie gadaj głosem[1], aby nie usłyszał tego.

Abo nie widzisz bicza za pasem u niego?
10

Prędko nas nim namaca: zły frymark[2], za słowa
Bicz na grzbiecie, a jam nań nie barzo gotowa.
Lepiej złego nie draźnić; ja go abo chwalę,
Abo mu pochlebuję i tak grzbiet mam w cale[3].

I teraz mu zaśpiewam, acz mi nie wesoło:
15

Nie smaczno idą pieśni, gdy się poci czoło.
Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajow starosty naszego:
Ty wstajesz, kiedy twoj czas; jemu się zda mało:

Chciałby on, żebyś ty od pułnocy wstawało.
20

Ty bieżysz do południa zawsze swoim torem;
A on by chciał ożenić południe z wieczorem.
Starosto, nie będziesz ty słoneczkiem na niebie,
Inakszy upominek chowamy dla ciebie:

Chowamy piękną pannę, abo wdowę krasną.
25

Źle się u cudzych żywić, lepiej mieć swą własną.


STAROSTA.

Pietrucho, nie rada ty robisz, jako baczę,
Chociaj ci nic młodego w pieluchach nie płacze.
Pożynaj, nie postawaj, a przyśpiewaj cudnie;

Jeszcze obiad nie gotow, jeszcze nie południe.
30


PIETRUCHA.

Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajow starosty naszego.
Ty dzień po dniu prowadzisz, aż długi rok minie;
A on wszystko porobić chce w jednej godzinie.

Ty czasem pieczesz, czasem wionąć wietrzykowi
35
  1. głosem — głośno
  2. frymark — handel
  3. w cale — w całości