Wielki świat małego miasteczka/Tom II/VIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wielki świat małego miasteczka
Podtytuł Powiastka
Data wydania 1832
Wydawnictwo Th. Glücksberg
Druk Th. Glücksberg
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom II
Pobierz jako: Pobierz Cały tom II jako ePub Pobierz Cały tom II jako PDF Pobierz Cały tom II jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
VIII.
ŚMIERĆ.


Na licu bladość śmiertelna osiadła,
Błędne oko otacza źrenica zapadła,
Znikła żywość z postaci i język zmartwiały.
Chciała mówić, lecz słowa na ustach skonały.
Nie krąży krew po żyłach i ciało bez ruchu.

Owidiusz. Met. Niobe.

Był w naszém miasteczku młody jeden człowiek, dziwnego, jak to mówią, nabożeństwa. W samym kwiecie wieku zdawał się być całkiem życiem nasycony, nic go zabawić nie mogło, nic pocieszyć ani rozerwać. Wieczną bladością twarz miał okrytą, oczy czule prawie zawsze zlane były łzami, których nikt przyczyny nie wiedział. Nikt go w troskach nie cieszył, bo się nie zwierzał nikomu. Lubił samotność i naukę, słowem był on jedną z tych rzadkich istot, które żyją na ziemi, niebędąc do niej stworzone. Pan Mięta wyrokował, że, co się tycze jego, to nie długo zapewne pożyje, bo rozpoznał w nim suchoty, które go coraz i coraz bardziej do grobu zbliżały. Nie raz widywałem go siedzącego w zadumaniu nad rzeką z wlepionymi w nią oczyma i przepędzającego tak dni całe. W tychto właśnie dniach umarł on spokojnie na ręku rozpaczającego i wiernego sługi, a pomiędzy papierami znaleziono jeden który dziką jakąś tchnie melancholiją. Data pokazuje że dniem przed śmiercią był pisany. Wyznać muszę, że nie raz czytając to pismo łzy mi w oczach stanęły. Oto jest nic nieodmienione, w całości.
— „Księżyc wszedł na niebie, blade obłoczki igrają około niego! noc tak spokojna i cicha! wietrzyk tak lekki jak westchnienie zasmuconego człowieka, wdziera się pomiędzy drżące liście topoli! Raz ostatni umierający spogląda na piękność przyrodzenia. Niestety! rzekł westchnąwszy, kiedy serce moje bije gwałtownie na widok tylu natury piękności, co chwila, co uderzenie skraca się, i tak nie długi wątek mego życia. To com ukochał, oddaloném jest odemnie, i zapomina o mnie, lub mylnie cieszy się losem moim. Wszystko mi tylko boleśne w sercu rodzi wspomnienia; każda rzecz przypomina krótkiego życia szczęśliwe chwile, wszystko mi dowodzi, że to szczęście nie wróci, i ze pamięć jego wkrótce razem ze mną pójdzie do grobu. Ostatnie to łzy podobno płyną po zmartwiałej twarzy! Ach! czemuż i nad brzegiem mogiły, kiedy musiemy opuszczać wszystko to, co tu nas do ziemi przywiązywało, czemuż i wówczas gorzkiém wspomnieniem, zwiększamy boleść naszego rozłączenia. Chłód który mię otacza i ostatni raz łechce przyjemnie, wprędce otoczy zimny grób mój, wiatr który listki porusza, niezadługo zaszeleści gałązkami suchego krzaku nad zimną głową moją. Jakże człowiek jest biédny! nie dla świata on tu na świat przychodzi, cierpieniem mu przeznaczoném cieszyć się musi, osłodą dla niego łzy wylewać! Nieszczęsny, kto w dręczącej boleści łzy żalu uronić nie może, kto kona na obcej ziemi, zdala od swoich! nad którego mogiłą nie westchnie kochanka ani przyjaciel. Gdybyż przynajmniej przy śmierci zapomnieć można o życiu! lecz ono właśnie przy schyłku najpowabniejszém nam się zdaje, jak płomień, który najjaśniejsze rzuca światło i gaśnie. Jakąż spokojnością ten widok serce napawa! zdaje się że dla człowieka krainy jakiś nadziemskie się otwierają — lecz nie! ziemia, która go wydała i karmiła, i po śmierci — szczątki jego w sobie zamyka....

(Tu kilka wiérszy pustych).

Zaledwie oczy zamkną się na wieki, jeszcze mogiła darnią nie porośnie — oschną łzy boleści i żalu, które zgon na chwilę wyciśnie. Czasem tylko, lecz to nadzieja!! wspomnienie zmarłego, uczci luba łzą czułą — może westchnie spojrzawszy na to przyrodzenie będące świadkiem ostatnich mych uczuć i myśli. O gdybym w tej chwili widział ją łzawém okiem patrzącą na mnie, gdybym ostatnie tchnienie przy jej ustach mógł wydać, gdyby serce moje przy jej sercu raz ostatni uderzyło, gdyby ręka moja stygła czując uścisk jej dłoni! Ach! czemuż wyroku mej śmierci w jej oczach zroszonych łzami czytać nie mogę — ileżby mi w ówczas był słodszym! Bodajby jedno przynajmniej czułe serce westchnęło po mnie! Nie! inaczej ja życie zakończę — nieczuła jakaś ręka, przysypie mię obcej ziemi garstką — dolina tak mi miła, nie zobaczy mię więcej pod cieniem klonu! nie siądę już na znanym mi kamieniu! oddalony — na zawsze — na wieki! — Z nowém wysileniem uderzyło moje serce — już was nie zobaczę — nigdy!! Ach! znieść tej myśli nie mogę. — Czyż nigdy z zachodzącém słońcem nie usiędę na progu skromnej naszej kaplicy? nigdyż pod cieniem drzew ojczystych nie usłyszę głosu — głosu — Anieli?... Tak, nigdy!
Wśród tego tłumu obojętnych ludzi, napróżno szukam takiego, któremubym mógł się zwierzyć. Wszyscy są dla mnie obojętni — bo nikt podobnego mi losu nie doznał. Przypominam sobie jeszcze w mojej słabej pamięci te radośne młodości lata — jej uśmiéch boski, niewinny, jej niebieskie spojrzenie i wesołość niezmyśloną, która póty trwała, póki wykwintne wychowanie, nie nauczyło ją kryć w duszy uczucia, a usty i oczami co innego wyrażać. Czemuż straciłaś powab przyrodzonej piękności, a z nim i niewinną, czystą miłość ku nieszczęśliwemu, który sam jeden — jeden! bez przyjaciół i rodziny, na całej ziemi, twoje tylko serce posiadał? Były to szczęśliwe lata, ale też krótko trwały — nastąpiły czarne smutki i troski; długo ciągnęło się ich pasmo.... ale i te wkrótce się rozerwie. — Żegnam was moje rodzinne strony! oko moje nie zobaczy was więcej w tym gaju.... w miejscach tak dla mnie lubych.... nie wspomni nikt o mnie... Ona! ona daleko... ją ślubny węzeł połączył z tym — kogo kochała....
Ale napróżno silę się raz jeszcze westchnąć do wspomnień i szczęścia.... — ostatni raz czoło moje śmiertelnym zlało się potem, stygnie ręka — i zdaje mi się że już widzę moją mogiłę, pokrytą krzewiną — może tam kiedy wesoły ptaszek, wahając się na gałązce kolczatego ostu, lub siadłszy na porosłym krzyżyku, zanuci po mnie piosnkę czułą, piosnkę ostatnią — pieśń śmierci!“


Wielki świat małego miasteczka - ozdobnik1.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.