Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 131 )

rozerwać. Wieczną bladością twarz miał okrytą, oczy czule prawie zawsze zlane były łzami, których nikt przyczyny nie wiedział. Nikt go w troskach nie cieszył, bo się nie zwierzał nikomu. Lubił samotność i naukę, słowem był on jedną z tych rzadkich istot, które żyją na ziemi, niebędąc do niej stworzone. Pan Mięta wyrokował, że, co się tycze jego, to nie długo zapewne pożyje, bo rozpoznał w nim suchoty, które go coraz i coraz bardziej do grobu zbliżały. Nie raz widywałem go siedzącego w zadumaniu nad rzeką z wlepionymi w nią oczyma i przepędzającego tak dni całe. W tychto właśnie dniach umarł on spokojnie na ręku rozpa-