Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 137 )

Z nowém wysileniem uderzyło moje serce — już was nie zobaczę — nigdy!! Ach! znieść tej myśli nie mogę. — Czyż nigdy z zachodzącém słońcem nie usiędę na progu skromnej naszej kaplicy? nigdyż pod cieniem drzew ojczystych nie usłyszę głosu — głosu — Anieli?... Tak, nigdy!
Wśród tego tłumu obojętnych ludzi, napróżno szukam takiego, któremubym mógł się zwierzyć. Wszyscy są dla mnie obojętni — bo nikt podobnego mi losu nie doznał. Przypominam sobie jeszcze w mojej słabej pamięci te radośne młodości lata — jej uśmiéch boski, niewinny, jej niebieskie spojrzenie i wesołość niezmyśloną, która