Wieczór Kawalerski

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Antoni Edward Odyniec
Tytuł Wieczór kawalerski
Podtytuł Zrzęda pana Stolnika
Pochodzenie Poezye
Data wydania 1874
Druk Drukarnia Gazety Lekarskiej
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
WIECZÓR KAWALERSKI.

ZRZĘDA PANA STOLNIKA.



„Cóż pan, Panie Stolniku!
Tak coś dziś w złym humorze?“ —
— „Tak, mój Mości młodziku!
Po Wasaństwa wieczorze.“

—„A! toż bardzom ciekawy!
Z jakiéjże, proszę, racyi?
Czyż nie było zabawy,
Gry, cygar, win, kolacyi?“ —

— „Tfu! to mi to wymówka!
Toć gdy chcę jeść wieczerzę,
A jest w kiesce złotówka,
Wołę zjeść w traktyerze.

„Nie kłaniać się nikomu,
I nikogo nie bawić;
I wróciwszy do domu,
Położyć się, i trawić.

„Lecz gdy ja, w moim wieku,
Mam iść w świat, między ludzi,

Toć szukam tam, co w człeku
Myśl i serce rozbudzi.

„Bym z tego, co mi w uszy
Ten i ów będzie prawić,
Miał i dziś czém żyć w duszy,
I na jutro zostawić.

„A cóż, myślałem, lepiéj.
Jak zabawa młodzieży,
Stare serce pokrzepi,
Stare myśli odświeży?

„Aż tu wszystko, jak widzę,
Wspak do góry nogami!
Myśli moje — to rydze,
Między waszych grzybami.

„I choć głowa już w szronie,
W sercu jeszcze dość żaru,
Iżbym mógł w waszém gronie
Grać rolę samowaru.

„A cóż mi to za młodzi,
Bez świeżości i ciepła?
Cóż ta niwa urodzi,
Co już wiosną tak skrzepła?

„Nié ma nadziei, nié ma! —
Nie dziś żyję na świecie,
Widzę memi oczyma
Pokolenie już trzecie.

„Prawda! każde broiło,
Aż ściągnęło gniew Boży
Ale jeśli źle było,
Toć dziś wszystko jest gorzéj.

„Sięgam pamięcią czasów
Bachusowego szału.
Co trwał u nas od Sasów,
Do końca Trybunału.

„Żal wspomnieć, co iskrzących
Serc, myśli, Bożych darów,
Nakształt gwiazd spadających
Zgasło w głębi puharów!

„Ale był duch, Mosanie!
Było życie i siły;
I w Bachusa rydwanie
Szły lwy — nim się popiły.

„Lecz i wtedy otucha
Z serc wżdy całkiem nie nikła,
Że lew, gdy się rozczucha,
Sam się z sieci wywikła.

„O! i żar tlał w popiele,
Jak pociecha w boleści!
Wiara żyła w Kościele,
Dom strzegł cnoty niewieściéj.

„I dość było, by społem
Ujść zaguby i sromu,

Skruszyć się przed Kościołem,
I wytrzeźwić się w domu.

„Aż zły duch cudzoziemców
Śćmił blask Cnoty i Krzyża,
I jak Bachus od Niemców,
Przyszła Wenus z Paryża.

„O! i wspomnieć ohyda,
Jak drwiąc z wiary i cnoty,
Kraj, niewieściuch z Alcyda,
Prządł sam pętle sromoty!

„Zalotność, zbywszy klubów,
Wsiom szła szczepić jad grodów;
Kościół się, z miejsca ślubów,
Stał przedsionkiem rozwodów.

„Na kupno Pań uścisku,
Na ich zbytek szalony.
Wieśniak znojem ucisku
Musiał skraplać zagony.

„I co bądź przyszło potém,
O! sąd Prawdy straszliwy
Jedno musi rzec o tém:
Że jest Bóg sprawiedliwy!...

„Ale choć tak zepsucie
Gryzło rodzin ogniwa,
Było żywe uczucie,
Była miłość prawdziwa.

„I jeżeli nie cnota,
To choć wdzięków zalety,
Dość, że nie sam brzęk złota
Był urokiem kobiety.

„I tysiące szło w szranki
Na wojnę za–krajową,
By wrócić do kochanki
Z Legią Honorową. —

„A dziś co u Wasaństwa? —
Tak! mniéj sił do swawoli,
Mniéj głów tęgich do pjaństwa,
Mniéj śmiałości w złéj woli.

„Lecz gdzie lepszość, choć w chęci?
Gdzie poprawa? gdzie skrucha?
Co was budzi, lub nęci?
W czém cel serca, lub ducha?

„Mogę wam po szczególe
Co do joty powiedzieć:
Bo dość być w waszém kole,
By to widzieć i wiedzieć.

„Piętno wasze — egoizm.
Cel wasz — chyba bogactwo.
Próżność — to wasz heroizm.
Rozkosz życia — próżniactwo.

„Wszystkich was wziętych razem,
Albo każdego z was,

Wiécie, co jest obrazem? —
Talia kart, i As.

„Przed grą, martwi jak one,
Jak w kopercie zamknięci;
W grze, w nich tylko wcielone,
Grają myśli i chęci.

„As!... O! nie walor asa,
Tylko figura sama! —
Dno — czczość, tabula rasa;
W środku serce — jak plama.

„Całe téż wasze życie,
W znaczeniu rzeczywistém,
Z równałbym wyśmienicie
Z preferansem lub wistem.

„Żyjecie tak, jak gracie:
Jedni, byle czas zabić;
Drudzy, by w swéj intracie
Czyjś grosz jakoś zagrabić.

„Świat wam jest jak stolikiem
Kalebraka początku,
Gdzie każdy naprzód likiem
Śledzi, co ma do wziątku.

„Ludzie dla was — to karty.
Od młódki do figury,

Tyle wam zda się warty,
Ile potrzebny który.

„Żona — to atu Dama.
Serce w równi je stawi,
Skoro posag, lub sama,
Grę wam losu poprawi.

„Czyny wasze na świecie,
To nic więcéj, jak bety.
Ztąd téż wiecznie będziecie,
Jak jesteście — walety.

„Choć z asem w podobieństwie,
Każdy z was, w swéj próżności,
Sadzi się w społeczeństwie
Średnim punktem śród czczości. —

„Mógłbym téż zrównać daléj
Życie wasze z cygaro.
W ustach się tylko pali,
I z ust niknie czczą parą.

„Obecnym tylko swędzi,
Wzrok ćmi dymu kłębami,
I jak dym z oczu pędzi
Łzy litości nad wami.

„O! i łezby nie stało
Na wylanie goryczy,
By tak wszędzie być miało,
Jak jest śród was — paniczy.

„Lecz choć wicher na wodzie
Łódź przez maszty w głąb nurzy,
Dobry balast na spodzie,
Okręt zbawia śród burzy.“ —

DIXI.
1848.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Edward Odyniec.