Vita Nuova (Dante, 1926)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Dante Alighieri
Tytuł Vita Nuova
Pochodzenie Pieśniarz
Data wydania 1926
Wydawnictwo Italica
Druk Stabilimento Tipografico Riccardo Garroni
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Juliusz Feldhorn
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


Utwory pokrewne
Vita Nuova.




SONET I.[1]

CHCIAŁBYM, by Lapa i ciebie, Gwidonie,
W cudowny sposób wraz ze mną porwano[2]
I przeniesiono w jakąś łódź nieznaną,
Byśmy dowoli mknęli w morskie tonie.

Gdy nieprzychylny wiatr nas nie owionie
I burz odmęty nie obmyją pianą,
Te same myśli w pamięci powstaną
I zapragniemy ostać się w swem gronie.

A monnę Vannę, oraz monnę Bice[3]
I ową, która cyfrę ma trzydzieści,
Umieści z nami dobry ten czarodziej.

Gawędzić będziem długo w chwiejnej łodzi[4]
O snach miłości; słowa tej powieści
Im i nam dadzą równą część słodyczy.




SONET II.[5]

W dzień Wszystkich Świętych minionego roku
Widziałem w tłumie pań szlachetnych wiele,
A wśród nich jedną, zda się na ich czele,
Wiodącą Miłość u prawego boku.

A miała dziwny jakiś płomień w oku,
Jakgdyby dusza jaśniała w jej ciele;[6]
Gdym spojrzał bystro, dostrzegłem aniele
Skrzydła ukryte w źrenicach głęboko.

Godnym tej łaski słała pozdrowienie[7]
Anielskich oczu, cicha i łaskawa,
A dziwną siłę miało jej spojrzenie.

Wierzę, że z nieba zstępuje jak zjawa,
Aby na ziemi przynosić zbawienie
Temu, przed którym w krasie swojej stawa.[8]




SONET III.[9]

POWIEDZCIE, jeśli jest to waszą wolą,
Skąd powracacie takie zamyślone,
Bo niepokojem o mą panią płonę;
Onaż przyczyną jest waszego bolu?

O najpiękniejsze, wy nad moją dolą
Zlitujcie się i zwróćcie w moją stronę,
By rzec biednemu wieści upragnione,
Które mu chwilę szczęsnym być pozwolą!

Choćbyście miały smutną dla mnie wieść —
I tak już miłość mi złamała życie,
Że obojętną jest mi jego treść.

Jak nędzny jestem, dobrze to widzicie;
Przyjdzie mi tedy to najgorsze znieść,
Jeśli wy, panie, mnie nie pocieszycie.




SONET IV.[10]

O słodkie rymy, niosące orędzie,
By precz od pani iść sny wijąc wieszcze,
Ktoś przyjdzie do was, (jeśli nie był jeszcze),
A wy powiecie: «Bratem naszym będzie».

Klnę was przez ową moc, co rządzi wszędzie,
W dziewczęcych sercach pierwsze niecąc dreszcze,
Precz go wypędźcie, bo dzisiaj wam wieszczę,
Że nigdy nie stał z prawdą w jednym rzędzie!

Lecz jeśli mowa jego was nakłoni,
By do swej pani znów powrócić skrycie,
Niech stopy wasze rychło do niej kroczą.

Powiedzcie: «Pani, to nasze przybycie
Ma dziś na celu wyzwolenie z toni
Kogoś, kto płacze: Gdzie jest sen mych oczu?».




SONET V.[11]

POZNAŁEM wcześnie, co Kochanie znaczy,[12]
Zanim dziesiąte me nadeszło słońce;
Wiem jak owłada, jakie jest męczące,
Wiem jak się pod niem chyli, śmieje, płacze.

Kto przeciwstawi mu rozum prostaczy,
Lub cnotę, czyni jak ci, co tonące
Łodzie ratują bijąc w dzwony grzmiące,
By burzę zgłuszyć, która zgon im znaczy.

Kto wklęty w Miłość, tego nigdy jeszcze
Wola nie była całkowicie wolna,
Nic nie zdziałały sny doradców wieszcze.

Nową też strzałę w serce wbić jest zdolna
I ująć w pragnień nieznajomych kleszcze,
Gdy dawna Miłość utrudzi się zwolna.




BALLATA I.[13]

W pielgrzymim stroju mądrej posełkini
Idź już ballato i nie zwlekaj w drodze,
Do pięknej pani, której cię przywodzę,
A która życie me tak biednem czyni.

Powiedz jej naprzód o smutku mych oczu,
Co niegdyś patrząc w jej anielską postać
Przywykły zdobić się wieńcem pragnienia.
Dziś strachem śmierci tak wielkim się mroczą,

Od kiedy przy niej nie mogły pozostać,
Że znają tylko girlandę cierpienia.
Biada mi, nie wiem, jak wywieść je z cienia,
Ni dokąd zwrócić, by oddać im radość;
Wkrótce śmiertelna ogarnie je bladość,
Gdy nie dosłyszysz moich próśb, bogini!




BALLATA II.[14]

JESTEM dziewczynką ładniutką i młodą,[15]
Która przyszedłszy chętnie wszystkim wyzna,
W jak pięknym kraju leży jej ojczyzna.

Wybiegłam z niebios i wrócę w nie jeszcze,
By blask mój innym rozkosz wielką dawał;
Kto mnie dostrzeże, już mu miłość wieszczę,
Chyba, że nigdy uczuć nie doznawał:
Wszystkich rozkoszy spłynął na mnie nawał,[16]
Odkąd spoiła mnie Natura żyzna
Z tym, co wam, panie, moje służby przyzna.

Każda gwiazdeczka część swoich promieni[17]
I swojej mocy do mych ócz przelała.
Ludzie pięknością moją są zdziwieni,
Bo ona w niebie swój początek miała;
Tutaj ją poznać, to trudność niemała,
Bo ten, kto miłość taką pojął i zna,
Że z poświęcenia jeno płynie, wyzna.


Wszystkie te myśli budzi anielica,
Która niedawno nam się tu zjawiła:
Mnie, żem zbyt długo patrzył się w jej lica,
O mało życia moc nie opuściła;
Ranę zadała mi miłości siła.[18]
Jęczeć wciąż będę — tak mnie pali blizna,
Choć niepokoju dusza ma nie wyzna.




KANCONA I.[19]

MYŚL beznadziejna, która w przeszłość patrzy,[20]
W ten czasu okres, co minął na wieki,
Z sercem mem biednem walczy z jednej strony;
A chęć kochania drogę moją znaczy
Ze strony drugiej w słodki kraj daleki,
Kraj, co przeze mnie został opuszczony:[21]
Nie czuję w sobie tej siły szalonej,
Bym mógł się dłużej w walce owej bronić,
Chyba, że zechcesz, dobra pani, dać mi
Siłę (ta wszystko zaćmi
I mnie pozwoli w walce się osłonić).
Racz mi więc przysłać swoje pozdrowienie,
Które mnie wzmocni i da ocalenie.

Niechaj cię, pani, to błaganie skłoni,[22]
Byś przyszła w serce wziąwszy kształt anioła,
W serce, co czeka twej pomocnej zjawy;
Tak dobry władca nie wstrzymuje koni,
Kiedy ma pomóc słudze, co nań woła,
Nie jego broniąc, lecz swej własnej sławy.

A wtedy cięższym zda się los mój łzawy,
Gdy wspomnę miłość, która ręką boską
Wskrzesiła w sercu obraz twój wyryty:
Powinnaś tedy i ty
Większą niż zwykle otoczyć je troską;
Bo ta potęga, która szczęście stwarza,
Obrazem owym mocniej mnie rozżarza.

A jeśli pragniesz, słodka ma nadziejo,
Zadośćuczynić temu, o coć proszę,
Wiedz, że już dłużej czekać cię nie mogę,
Ostatki mocy mojej już widnieją.
I to rozumiesz już zapewne, — wnoszę, —
Jaką szukając ciebie czuję trwogę;
Bo każdy ciężar, idąc w życia drogę,
Człowiek na barkach swoich zniesie raczej,
Nim wypróbuje pośród ludzi wiela
Dobrego przyjaciela;[23]
Bo gdy u niego hardość złą obaczy,
A jemu oddał miłość swą rozrzutną,
Śmierć dlań nie będzie bardziej złą i smutną.

Ty jesteś ową, którą ja miłuję,
Która największy dar mi złożyć może,
Ku tobie każda ma nadzieja leci;
By tobie służyć, życia przędzę snuję,
Zaszczytów, które w twem imieniu mnożę,
Chcę i pożądam; wszystko inne nieci

Mą niechęć; jeno ty mi dasz na świecie,
Czego nikt nie mógł; Tak i Nie w twe dłonie
Złożyła Miłość; duma moja ninie
I wiara w ciebie płynie
Stąd, że poznałem duszy twojej tonie
Tak przeźroczyste, że kto na cię spojrzy,
Ten zaraz dobroć twą litosną dojrzy.

Więc pozdrowienie niech nadejdzie twoje,
Zagości w duszy, która nań czekała,
Jakom ci rzekł już, szlachetna ma pani:
Lecz wiedz, że innym święte te podwoje
Na klucz zamknęła ta Amora strzała,
Która oddawna moje serce rani,
Od dnia, gdym tobie położył je w dani —
Teraz zamknięte są mocą Miłości
I rozwierają się jeno jej wolą.
Dlatego też mnie bolą
Twe pozdrowienia, gdy ich dech zagości
Bez towarzystwa potężnego pana,[24]
W którego mocy dusza ma skowana.

Kancono, lot twój niechaj będzie szybki!
Wiesz przecie, jaki przeciąg czasu mały
Ostał tym ustom, które cię posłały.



KANCONA II.

CIERPIENIE moje urasta tak bardzo,
Że tyleż samo bolu
Sprawia mi litość, co straszna tortura,
Niestety! Czuję, że westchnienia gardzą
Moją niemocną wolą
I dech ich wzbiera w duszy biednej, która
Oczu twych blaskiem trafiona, jak chmura
W dłoniach Miłości rozwarła się cała,
A ta ją wiodła w kres śmiertnego losu.
Jakaż słodka, wspaniała,
Łagodna byłaś, gdy oczy wzniesione
Spojrzały w moją stronę
I od jednego zgubiły mnie ciosu
Mówiąc: «Spojrzenia nasze pokój niosą».

«Dałyśmy sercu spokój, wam rozkosze» —
Mówiły wiele razy
Oczy mej pięknej pani do mych oczu;
Bowiem wiedziały o tem dobrze, wnoszę,
Że piękność ich bez skazy[25]
Zdobywa duszę moją mgłą uroczą.

Dziś wraz z Miłością precz odemnie kroczą,
Aby zwycięskie źrenic tych spojrzenie
Ostało zawsze dla mnie niezbadane.
Nie dziw, że spadły cienie
Na serce, które nadzieję straciło.
Uczuć śmiertelną siłą
Jej poślubione przez moce nieznane,
W śmierć powędrować musi rozkochane.

Więc rozkochana idzie teraz płacząc,
Rzuciwszy precz to życie,
Niepocieszona dusza, którą goni
Miłość, boleścią ślad jej drogi znacząc,
Tak, że sam Stwórca skrycie
Patrząc się na nią, łzę litości roni.
W najgłębszej serca zamknęła się toni
Z tą resztką życia, którą jej zachować
Jeszcze udało się, gdy szła swą drogą.
Tam pragnie lamentować
Nad tą, co z świata ją wypędza marnie;
Potem ręką przygarnie
Duchy, co płaczu powstrzymać nie mogą,[26]
Na zawsze z nią się żegnając niebogą.

I przecie ciągle obraz owej pani
Sny we mnie budzi łzawsze,
Wciąż mi króluje, ma miłość ją widzi.[27]
Ból jej nie cięży, co mnie przypadł w dani;

Jest piękniejsza niż zawsze
I zda się śmiechem swym wesołym szydzi
I zabójczemi oczyma zohydzi
Duszę, co płacze nad tem, że odchodzi:
«Precz idź, nieszczęsna, możesz odejść śmiele!»
Żądza ten wrzask rozwodzi,
Ta sama żądza, która wciąż mnie męczy,
Choć serce już nie jęczy,
Bo czucie jego jest już słabsze wiele
I koniec męki wnet się przed niem ściele.

Odkąd wstąpiła w okrąg mego świata,
Według słów, które pisze
Blednąca z czasem pamięci mej księga,
Nikłe me ciało, tak ubogie w lata,
Pragnieniem nowem dysze.
Tak przeraziła mnie owa potęga,
Że, gdy po wszystkie me zalety sięga,
By je ujarzmić, ciało me się chyli
I padam słysząc jej głos drżący w głuszy.
I (wszak księga nie myli)
Najwyższy duch mój drżał jak mara blada,[28]
A teraz w śmierć zapada
I towarzyszyć będzie mojej duszy
A miłość dawna już go nie poruszy.

Szlachetne panie, mój głos niech was wzruszy!
Na jedną ja się żalę

Piękność niezmierną; gdy ta się zjawiła,
Najszlachetniejsza z wszystkich władz mej duszy[29]
W niemym patrzyła szale,
Nie wiedząc, jaka zgubna jest jej siła.
A przecie czuła, że w niej się budziła
Żądań potęga w tym wielkim podziwie;
Więc innym władzom skarżyła się na nią:
«Oto już piękność żywie,
Na której widok czarami zaklęty,
Strach nas ogarnia święty.
Odtąd nam wszystkim będzie władną panią
I kędy zechce, tam pójdziemy za nią».

Mówiłem do was, szlachetne dziewczęta,
Mające oczy zdobne powabami
I umysł skłonny miłość śnić uroczą!
Niechaj więc idą z wami
Te słowa moje, gdy utracę życie,
A może wybaczycie
Śmierć mą dla owych najpiękniejszych oczu,
Które me serce bezlitośnie toczą.



KANCONA III.[30]

SMIERCI, iż nie mam poskarżyć się komu,
Że mi nie wtórzą westchnienia prostacze,
Gdzie się popatrzę — i gdziekolwiek stanę,
Że jesteś ową, która z mego domu
Wzięła nadzieję, że dziś nic nie znaczę,
Gdy wokół płacze — morze klęsk nieznane,
Że moc lwa, Śmierci, życie me na zmianę
Szczęściem i nędzą wedle woli winie,
Do ciebie zwracam twarz mą bladą ninie,
Na której zgonu płomienie już gorą.
Idę do ciebie, ulecz moją ranę!
Błagam cię, Śmierci, niechaj mnie nie minie
To szczęście słodkie i niechaj nie zginie
Ta, co odwiodła mnie z błędnego toru;
Z niej wszystkie cnoty swój początek biorą.

Śmierci, nie powiemć, jaką niszczysz ciszę,
Kiedy przybędę płacząc przed oblicze
Twoje zwodnicze; — kto oczy me zbada
Od łez wilgotne, kto dojrzy jak dyszę
Smutkiem i twoje stygmaty już liczę,
Pojmie, co życzę. — O biada mi, biada!
Gdy tak mnie zwodzi mgła przestrachu blada,

Jak jęczeć będę, gdy męki mnie drasną?
Skoro jej oczu gwiazdy piękne zgasną,
Wiem, że ostatnia ma chwila wybije,
Bo przewodniczki nikt mi już nie nada
A ciebie męki uradują moje
Tak, że się teraz tego tylko boję,
Że, gdy chcąc wreszcie zgnieść boleści żmije
Zapragnę umrzeć, nikt mnie nie zabije.

Śmierci, jeżeli zabijesz tę piękną,
Co wszystkie cnoty, któremi świat włada,
W pełni posiada — jak to każdy widzi,
Zabijesz cnotę, więc więzy jej pękną;
W miejsce wyśmianej zapanuje zdrada;
Dłoń, co cios zada — litości się wstydzi.[32]
Dlaczego gniew twój piękna nienawidzi,
Co świeci jaśniej, niźli te światłości,
Których blask gwiezdny gościńce wymości
Promieniom z nieba na ziemskie stworzenia?
Czyn twój rozłamie, zniszczy i zohydzi
Szlachetną wiarę prawdziwej miłości.
Śmierci, gdy zgasisz jej światło w swej złości,
To miłość, która nigdy się nie zmienia,
Powie: «Znikł symbol mojego istnienia».

Śmierci, to straszne nieszczęście cię wzruszy,
Które nastąpi, jeśli ona zginie,
Bo niema ninie — zła większego dla mnie.

Niechaj zwrócona w stronę mojej duszy
Strzała się z łuku twojego wywinie
I mnie ominie — lub nie wyjdzie na mnie!
Na łaskęć Bożą klnę! Nie działaj kłamnie!
Okiełznaj nieco żądzę nieskiełznaną,
Co ci kazała straszną zabić raną
Tę, której Bóg słał łaskę swoją wszędzie.
Zlituj się, Śmierci, jeśli możesz! A mnie
Pozwól obaczyć to radosne rano,
Kiedy anieli niebiańscy tu staną,
Aby jej świętej duszy nieść orędzie,
Że tam, na niebie, nagrodzona będzie.

Kancono, widzisz jaka nić cieniutka,
Do której moją przytwierdzam nadzieję:
Niechże się dzieje — ze mną co z mą panią!
A więc ma pieśni cicha, skromna, krótka,
Nie zwlekaj w drodze i przejdź swe koleje,
Bom zwierzył dzieje — swe twemu śpiewaniu.
Do Śmierci wędruj, ma pieśni! Spójrz na nią
Z ową skromnością, którą wszyscy znamy,
Tą, co srogości przełamuje bramy,
Aby plon łaski wzięły pieśni twoje.
A gdy tak pięknie prosić będziesz za nią,
Że zrezygnuje nawet z chęci samej,
Leć z dobrą wieścią do swej pięknej damy!
Niechaj daruje światu blaski swoje
Ta dusza piękna, o której ja roję.

Przypisy

  1. Treść: Zaproszenie na przejażdżkę łodzią.
  2. W. 1. Lapo Gianni i Guido Cavalcanti byli poetami florentyńskimi z końca XIII. w. i przyjaciółmi Dantego.
  3. W. 9. Wydanie Soc. Dant. przynosi odmienną wersję:

    «E monna Vanna e monna Lagia poi...»

    Scherillo (Dante: Vita nuova e il Canzoniere, Milano, Introduzione, p. 20) pisze: «Monna Vanna jest zapewne tą samą, która występuje w Vita Nuova, monna Lagia prawdopodobnie jest ukochaną Lapa Gianni, a owa, która cyfrę ma trzydzieści, jest panią Dantego, lecz zaiste — jeszcze, lub już — nie Beatyczą!»

  4. W. 11. Dante miał tu zapewne na myśli czarodzieja Merlina.
  5. Treść: Spotkanie z Beatryczą.
  6. W. 5-6. jest wolnym przekładem wierszy:

    De gli occhi suoi gittava una lumera,
    la qual parea un spirito infiammato.

  7. W. 9-10. brzmi w wydaniu Soc. Dant. nieco inaczej:

    ...........donava salute
    co gli atti (nie occhi) suoi quella benigna e piana

  8. W. 14. zawiera niemożliwą do oddania w innym języku aluzję do imienia Beatrice:

    .....la nd’e beata chi l’e prossimana.

  9. Treść: Fraticelli (Il Canzoniere annotato e illustrato da P. Fraticelli, Firenze, 1861) przypuszcza, że treść rozumieć należy następująco: Beatrycze była tak przygnębiona śmiercią ojca swego, Folca Portinari (um. 1290), że poeta, zaniepokojony jej stanem psychicznym, prosi jej towarzyszki o wieści o niej.
  10. Treść: Barbi (Opere di Dante, testo critio della Soc. Dant. Ital., Firenze, 1921) uważa, że sonet ten jest zaprzeczeniem i cofnięciem sonetu: «O słowa moje». (Son. VIII). Oba mają znaczenie alegoryczne. Poeta buntował się przeciw Pani — Filozofji, a teraz cofa swe oskarżenia.
  11. Treść: Jest to odpowiedź na sonet Cina da Pistoia: «Dante, quando per caso s’abandona.....». Pod pokrywą erotycznej teorji możliwości zmiany przedmiotu ukochania kryje się alegorja polityczna (Dante dołączył utwór ten do łacińskiego listu: Exulanti Pistoriensi)
  12. W. 1-2. Dante poznał Beatryczę mając lat dziewięć (vide: «Vita nuova», rozdź. II. początek).
  13. Fraticelli przypuszcza, że jest to jedna z «cosette per rima» pisanych dla Beatryczy, o których wspomina Dante (Vita nuova, V). Barbi (Studi sul Canzoniere di Dante) uznaje ballatę za nieautentyczną.
  14. Barbi zalicza ją do utworów miłosnych, podczas gdy Fraticelli dopatruje się w niej alegorji Filozofji. Z tego punktu widzenia Przypis własny Wikiźródeł (patrz: następne przypisy):
  15. I. 1. «Jestem dziewczynką... młodą» — gdyż Dante niedawno zajmował się Filozofją.
  16. II. 5-7. Natura spoiła filozofję z Bogiem, który oddaje ją w służbę cnotom.
  17. III. 1-2. Każda z siedmiu planet, wyobrażających według systemu alegorycznego nauk (Convivio, traktat II.) siedm dziedzin wiedzy ziemskiej, dała Filozofji część swej mocy.
  18. IV. 5-7. Brzmi w oryginale:

    Perocch’io ricevetti tal ferita
    Da un, ch’io vidi dentro agli occhi sui,
    Ch’io vo piangendo, e non m’acqueto pui.

  19. Jest to jeden z wczesnych utworów Dantego.
  20. I.1-3. Wspomnienie pobytu z ukochaną.
  21. I. 6. Może pisane podczas jakiejś podróży, zdala od Florencji? (Fraticelli).
  22. II. 1-2. Piacciavi, donna mia, non venir meno
    a questo punto al cor che tanto v’ama...
  23. IV. 10-11. La fede ch’eo v’assegno
    muove dal portamento vostro umano;
  24. V. 12. «potężny pan» — Amor.
  25. II. 5-6. ...che per forza di lei
    m’era la mente già ben tutta tolta...
  26. III. 13. Duchy (spiriti), oraz (V, 11) najwyższy duch (spirito vitale, Vita Nuova, II) stoją w związku z średniowiecznem pojęciem genezy życia.
  27. IV. 3. ....l’a ’ve la pose quei che fu sua guida.
  28. III. 13. Duchy (spiriti), oraz (V, 11) najwyższy duch (spirito vitale, Vita Nuova, II) stoją w związku z średniowiecznem pojęciem genezy życia.
  29. VI. 4. «Najszlachetniejsza z... władz duszy», to intelekt.
  30. Treść: Inwokacja do śmierci.
    Barbi (Op. di D. — Soc. Dant. p. 143) uznaje tę kanconę za nieautentyczną i przypisuje ją Jakóbowi Cecchi.
  31. Cytaty włoskie z reguły na podstawie wyd. Soc. Dant.; w razie, gdy tam utworu niema, źródło podane obok.
  32. III. 6. Tu l’alto effetto — spegni di mercede.
    (wedł. Fraticellego)[31]


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Dante Alighieri i tłumacza: Juliusz Feldhorn.