Układ „Antygony“ i charakterystyka osób

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kazimierz Kaszewski
Tytuł Geneza „Antygony“
Pochodzenie Antygona
Data wydania 1902
Wydawnictwo Feliks West
Miejsce wyd. Brody
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Układ „Antygony“ i charakterystyka osób.

„Antygona“ jest arcydziełem harmonijnej budowy dramatycznej. Układ jej — prosty, lecz w każdym swoim szczególe świetnie umotywowany wewnętrzną koniecznością rozwoju charakterów i sytuacyj. Trzynaście artystycznych cząstek, spójnie ze sobą złączonych, wytwarza tę wspaniałą, podziwu godną całość. Są to: 1) prolog, 2) parados, 3) pierwsze epejsodyon, 4) pierwsze stasimon, 5) drugie epejsodyon, 6) drugie stasimon, 7) trzecie epejsodyon, 8) trzecie stasimon, 9) czwarte epejsodyon, 10) czwarte stasimon, 11) piąte epejsodyon, 12) orchestikon czyli tańce Chóru, 13) egzodos. Przytem dodać należy, iż początek czwartego epejsodyonu i koniec egzoodosu są kommosami tj. lirycznemi rozmowami między osobą na scenie będącą a Chórem.
Prolog stanowi ekspozycyę tragedyi i daje nam poznać niczem niezachwiany zamiar Antygony spełnienia obrządku pogrzebowego dla Polinika, wbrew zakazowi Kreona.
Parodos przedstawia wejście Chóru do orchestry i jego śliczny śpiew, witający przy wschodzie słońca dzień, w którym miasto zostało wreszcie oswobodzone od oblężenia. Śpiew ten składa się z dwu strof i dwu antystrof; pod względem budowy zupełnie sobie — tak zresztą jak we wszystkich tragedyach greckich — odpowiadających. Zakończenie jego, które nazywano epodem, śpiewane już jest tylko przez jednego choreutę. Śpiew ten chóru, pełen radości, kontrastuje artystycznie z bolesnemi wrażeniami, jakie niebawem mają zająć serca słuchaczów.
Już w pierwszem epejsodyonie zawiązuje się węzeł dramatyczny, bo oto nadchodzi strażnik drżący z obawy, lecz wygadany i nie bez satyrycznego uzdolnienia, oznajmiając Kreonowi, że zakaz jego został przez kogoś złamany, bo ciało Polinika znikło; w drugiem epejsodyonie już winowajczyni, przyprowadzona przed władcę, słyszy nieubłagany wyrok.
Chór w pierwszem stasimonie jeszcze się trzyma w ogólnej sferze pojęć; wysławiając dziwną potęgę rozumu człowieka, ostrzega o groźbie kary zawieszonej nad wszystkimi, co podepczą prawa lub też znieważą bogów. W drugiem stasimonie Chór już wyszczególnia ród Edypowy, jako przykład nieszczęść, dręczących ród ludzki od wieków.
Epejsodyon trzecie wzmaga zawikłanie, bo oto syn Kreona napróżno stara się skłonić ojca do cofnięcia wyroku, poczem zapowiada, iż podzieli los narzeczonej. Chór w trzeciem stasimonie, czyniąc alluzyę do słów Hemna, wysławia potęgę miłości.
W kommosie, rozpoczynającym czwarte epejsodyon, żegna się Antygona z ziemią ojczystą, opłakując przedwczesną śmierć swoją, a Chór stara się ją pocieszyć przytoczeniem przykładów z mitologii, iż potomkowie nawet bogów podobnemu jak ona ulegali losowi. W drugiej części tegoż epejsodyonu jeszcze raz spotyka się Kreon z Antygoną i wysłuchać musi skargi jej bolesnych. Chór w czwartem stasimonie opiewa trzy podania, przedstawiające ludzi, których wyrok Przeznaczenia skazał na śmierć przez zamurowanie za życia.
W piątem epejsodyonie słychać huczącą zapowiedź kary nad Kreonem; wieszczbiarz w imieniu bogów potępia jego wyrok na Antygonę i zapowiada, że go Kreon nieszczęściami we własnej rodzinie przypłaci. Władca, choć niechętnie, postanawia wyrok cofnąć, a Chór, w przypuszczeniu, że jeszcze w porę postanowienie to król powziął, śpiewa z towarzyszeniem poważnego tańca pieśń na pochwałę Bacha, opiekuńczego boga Teb, prosząc go, by ochronił gród swój od klęsk mu grożących.
Zapóźno! Egzodos maluje katastrofę: śmierć Antygony, Hemona, Eurydyki, oraz bezbrzeżny żal władcy, na głowę którego zwaliło się tyle nieszczęść niepowetowanych. Zginąć musi każdy, kto zuchwale bogom urąga a postępków swoich dojrzałą rozwagą nie kieruje.
Poezya grecka pozostawiła nam kilka prawdziwie pięknych postaci kobiecych, jak: Andromacha, Penelopa, Nauzykaa, Elektra; lecz żadna z nich nie budzi tak głębokiego i serdecznego współczucia, żadna nie jest tak blizką ideału chrześcijańskiego, jak Antygona Sofoklesa, Jest ona charakterem rozwiniętym w całej pełni i wycieniowanym nawet w szczegółach.
Śmiała, odważna, dzielna, nie daje się powodować samym tylko popędom uczucia chwilowego, lecz postępuje z namysłem i świadomością, a lubo wie, że się na srogą narazi karę, lubo nie dozna, pomocy od nikogo, lubo usłyszy zrażające przestrogi; nie cofnie się od spełnienia zamiaru, który zgodnie ze swojem sercem i poglądami obyczajowymi, panującymi w jej otoczeniu, uważa za święty, przez bogów nakazany obowiązek. Zapewne, w tak niebezpiecznem przedsięwzięciu, jak pogrzebanie brata wbrew zakazowi króla, pragnęłaby mieć wspólniczkę w ukochanej siostrze, więc przemawia do niej najserdeczniejszymi wyrazami; doznawszy atoli lękliwej odmowy, pójdzie sama i spełni obrządek.
Nie wyprze się swego postępku wobec groźnego władcy, stanowczo a dumnie postawi niepisane prawo boskie ponad jego zakazem ziemskim, bo więcej znaczy dla niej miłość rodzinna, przez samą naturę w duszę wszczepiona, niż ustawa; więcej podobać się pragnie odwiecznemu bóstwu, aniżeli potędze ziemskiej, przemijającej. Wówczas okaże się nawet szorstką względem siostry, która wprawdzie na czyn zdobyć się nie mogła, lecz cierpieć wraz z nią potrafi. W tem oedepchnięciu siostry czynna jest nie tylko harda świadomość, że ten jedynie winien pokutować za czyn, co go spełnił; ale także ukryta, niewymówiona z miłości siostrzanej płynąca obawa, by rozgniewany król nie chciał karać niewinnej, do czego okazuje się pochopnym.
Po mistrzowsku, z nadzwyczajną subtelnością psychologiczną ukazał poeta miększą stronę duszy bohaterki dopiero w ostatniem jej wystąpieniu, kiedy rozżalona skarży się przejmująco, iż tak młodo, nie zaznawszy rozkoszy życia, zstąpić musi do grobu... Dopóki działała, dopóki bronić trzeba było czynu swojego wobec ziemskiego władcy, Antygona podtrzymywała swą energię krzepiącem poczuciem, że spełniła wielki i święty obowiązek; ale gdy już pozostała jeno bierna ofiara z życia, gdy już do czynu nie było pola, przychodzą jej na myśl wszystkie powaby, jakich życie dostarczyć mogło, a których była i będzie pozbawioną na zawsze. Mniej rozważny poeta możeby zapragnął utrzymać swą bohaterkę w nastroju heroicznym do końca, ale nie Sofokles, który tym rysem miękkiego rozżalenia w duszy silnej i do czynu śmiałego zdolnej genialnie dopełnił całości charakteru kobiecego, ukazując w nim ten miękki, tak głęboko ludzki pierwiastek.
Czy Sofokles chciał przedstawić w Antygonie niewinną, tylko męczennicę obowiązku? Chyba nie. Chór zarzuca jej, tak samo jak jej ojcu Edypowi, hardość umysłu, nie dającą się ująć w karby posłuszeństwa; a chociaż te słowa Chóru nie mogą być w zupełności brane za sąd samego poety; to wszakże częściowo można w nich widzieć wskazówkę, iż Sofokles uznawał winę bohaterki w sprzeciwieniu się prawu państwowemu, sprzeciwienie się jednak konieczne ze względu zarówno na charakter Antygony, jak i na obowiązujące prawo zwyczajowe. Przytem nie należy zapominać, iż Konieczność (Ananke) bierze w rachubę nie tylko czyny danych osób, ale także cały łańcuch czynów, ciągnący się przez życie poprzednich pokoleń. Stąd zarówno Chór jak i sama Antygona mówi o spełnieniu się wyroków Przeznaczenia zawisłego nad rodem Edypowym. Hardość duszy bohaterki jest tylko drobnem ogniwem w owym łańcuchu przyczyn i skutków, kończących się zgonem.
Poeta ma dla Antygony niezmierne spółczucie, a w stosunku do niej postępowanie Kreona piętnuje jako czyn niegodny, sprzeczny z prawami porządku moralnego na świecie.
Antygona ginie, bo tak wynikło z nierozwikłanego splotu różnorodnych czynników, wśród których Przeznaczenie jest najsilniejszym; lecz pamięć jej jako bohaterki trwać będzie wiecznie; w niej bowiem uosobiona jest wielkość duchowa, nieśmiertelna, gdy tymczasem to, co reprezentuje Kreon, choć chwilowo ważne, jest przemijającem.
Ismena jest także piękną, ślicznie skreśloną postacią, lecz nie bohaterską. Przejęta na wskroś biernem stanowiskiem kobiety, wyznaje, że siła i rządy należą do mężczyzn, że władzy potrzeba się poddać, że stawiać oporu tej władzy, chociażby na zasadzie jakiego wyższego prawa, nie wolno. Do czynu tedy, do działania zdolną zgoła nie jest; umie tylko spółczuć i cierpieć. Ale jakże jest serdeczną i pociągającą w tym biernym zakresie! Gdy siostrze zagroził władca srogą śmiercią, ona sama się wprasza, by los jej podzielić; lubo czynu nie dokonała, lubo nie była pomocną Antygonie w pogrzebaniu brata; teraz w chwili niebezpieczeństwa przyznaje się do współudziału, byleby siostry nie opuszczać, byleby ostatnie jej chwile osłodzić. Odtrącona przez nią, nie wpada w gniew, nie oburza się, ale z uporem kochającego serca trwa w postanowieniu, bo cóż jej po życiu bez siostry?... Próbuje przemówić do uczuć Kreona, przypominając mu, że jej siostra jest przecież narzeczoną jego syna, a gdy się ta próba okazuje bezskuteczną, milknie, lecz trwa przy swojem; tak że Kreon w zapamiętałości, obie siostry na śmierć skazuje. Dopiero później, gdy Chór przypomniał królowi, że Ismena zgoła nie winna, uwalnia ją od kary. Ismeny już potem nie widzimy; zostaje nam ona w pamięci jako gotowa do poświęcenia się dziewica.
Kreon jest przedstawicielem władzy, dbałym o jej znaczenie, które umie bardzo dobrze, należytymi argumentami uzasadnić. Mówi on wiele o doniosłości prawa w życiu społeczeństw i niepodobna temu, co mówi, zaprzeczyć słuszności. Tylko zastosowanie wywodów tych do głównego w tragedyi wypadku nie jest wolne od silnego zabarwnienia samolubnego i od uporu przy raz powziętym i ogłoszonym zamiarze. Kreon pozornie poddaje swe postanowienia pod kontrolę spółobywateli, lecz tylko pozornie; bo ani jednego słowa opozycyi ze strony Chóru lub syna nie dopuszcza. Podejrzliwy, jak każdy despota, we wszystkich upatruje zdrajców, chcących wydrzeć mu władzę; i własnemu synowi nie oszczędza tej obelgi, zwraca ją również względem wieszczbiarza Tyrezyasza, uważając go za przekupionego. Nie jest wszakże naturą bohaterską i ugina się wobec pewności, że mu grozi nieszczęście. Przepowiednie wieszczka przejmują go strachem; pragnąłby odrobić to, co zrobił, lecz już zapoźno. Wtedy wpada w bezradną rozpacz, a narzekania jego, w których uznanie winy się odzywa, wypełniają koniec (egzodos) tragedyi.
Jego syn Hemon jest młodzieńcem szlachetnym, ale porywczego usposobienia. Wstawiając się do ojca za narzeczoną, z początku przemawia bardzo łagodnie, poddaje się jakoby wszystkiemu, co Kreon obmyśli i postanowi; lecz już i wtedy zastrzega warunek: jeżeli te myśli i postanowienia będą rozumne. Następnie stara się trafić do osobistego interesu ojca, opowiadając to, co słyszał w mieście o srogim wyroku królewskim; wykazuje też niebezpieczeństwa zatwardziałego uporu we własnem zdaniu. Nie chce zrazu wyznać jawnie, że mu idzie głównie o Antygonę, ukrywa tę miłość jak słabość; wciąż ma niby na widoku pomyślność i trwałość rządów ojca, i tylko z tych powodów żąda zmiany postanowienia. Dopiero gdy Kreon okazuje się głuchym na wszelkie przełożenia, gdy zaczyna lżyć syna, budzi się w Hemonie porywcze usposobienie; wtedy nie zważając na następstwa, czyni bardzo ostre ojcu uwagi i oświadcza, że jeżeli Antygona zginie, to śmierć jej pociągnie za sobą czyjś zgon jeszcze. Kreon bierze tę groźbę do siebie, lecz Hemon go uspokaja pod tym względem, dodając, że to on sam ojca na wieki pożegna. Gdy atoli Kreon zjawił się w pieczarze, gdzie już Antygona śmierć sobie zadała, Hemon w pierwszym popędzie wściekłości zwraca miecz przeciw ojcu, i dopiero po jego ucieczce, sam się przebija. Niektóre jego słowa tchną siłą niepospolitą i dojrzałym rozsądkiem.
Zajmującą jest postacią Strażnik, jeden z tych. co mieli pilnować ciała Polinika, by go nie pogrzebano. Wyjątkowo w tragedyi greckiej, wnosi on promień komizmu i wesołości na scenę, posępnymi odbrzmiewającą głosami. Tchórz, mocno przywiązany do życia, choć wie i wyznaje, że nic się stać nie może wbrew Przeznaczeniu, gadatliwy i przebiegły w obmyśleniu środków zrzucenia z siebie odpowiedzialności za zniknienie trupa, nie pozbawiony jest dowcipu i zdolności dyalektycznej, jak to okazuje w ciętej rozmowie z królem, oraz w zakończeniu powieści o schwytaniu Antygony: „Było to dla mnie — powiada — przyjemne i bolesne zarazem. Bo samemu ujść przed nieszczęściem jest rzeczą bardzo przyjemną, ale w nieszczęście pogrążyć przyjaciół jest boleśnie; to wszystko przecie przywykłem uważać za drobnostkę wobec mojego własnego bezpieczeństwa“. Samolubstwo, spryt i słowa, stosownie do potrzeby, zagmatwane lub jasne, cięte, dowcipne czy też obrazowe, doskonale charakteryzują tę osobistość. Można ją. uważać za daleką zwiastunkę tych licznych trefnisiów, których miał kiedyś Szekspir do tragedyj i dramatów swoich wprowadzić. I ten szczegół, obok postaci bohaterki, zbliża „Antygonę“ najbardziej ze wszystkich greckich do dramatu nowożytnego.
Tyrezyasz, nieraz występujący w tragedyach Sofoklesa, to wieszczbiarz ociemniały, lecz umiejący przewidywać przyszłość i ostrzegający ludzi przed niebezpieczeństwem, zazwyczaj bezskutecznie. Rozważny jest; nie brak mu wszakże rysu popędliwości. Z początku mówi niejasno, w ogólnikach, nie wskazując wyraźnie, jakie nieszczęścia spaść mają na głowę osób; dopiero później, podrażniony okazywaną sobie niewiarą lub nawet podejrzeniem o przekupstwo, o łączenie się z wrogami, wybucha gwałtownie i wypowiada bez ogródki, co stać się musi, jeżeli zawczasu nie przebłaga się bogów. Potem znów wraca do swej zrezygnowanej powagi.
Chór w „Antygonie“, złożony z obywateli tebańskich, świetne śpiewy treści ogólnej zawodzący, bardzo nieśmiało wypowiada swe zdanie, przeciwne postanowieniom króla, bardzo lękliwie okazuje spółczucie swe dla cierpiących. W sądach swoich waha się nieraz; przyznając słuszność to Antygonie i Hemonowi czy Ismenie, to Kreonowi; jedna tylko jego uwaga o zupełnej niewinności Ismeny trafia władcy do przekonania. Dopiero w samym końcu, gdy ciosy jedne po drugich zaczęły uderzać w ludzi, Chór nabiera pewności siebie i w ostatnich swych słowach wygłasza zasadniczą myśl samego poety.




„Antygonę“ przedstawiono po raz pierwszy w Atenach r. 441 przed Chrystusem z nadzwyczajnem powodzeniem. Podział ról między trzech aktorów był następujący: protagonista grał: Antygonę, Tyrezyasza, Posła i Drugiego Posła: — deuteragonista: Ismenę, Strażnika, Hemona, Eurydykę; trytagonista miał tylko jedną osobę do przedstawienia tj. Kreona.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Kaszewski.