Pogląd ogólny na „Antygonę“

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kazimierz Kaszewski
Tytuł Geneza „Antygony“
Pochodzenie Antygona
Data wydania 1902
Wydawnictwo Feliks West
Miejsce wyd. Brody
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


Pogląd ogólny na „Antygonę“.

Zasadniczą ideę „Antygony“ wyraził u nas najlepiej Adam Asnyk. Zamiast tedy kusić się o nowe jej, niewątpliwie słabsze, uwydatnienie, wolę przytoczyć jego pogląd dosłownie.
W „Antygonie“, powiada on, „spoczywa myśl niezmiernej doniosłości i ogólnie ludzkiego znaczenia, myśl wybiegająca poza granice jednej wyłącznej epoki i jednego szczególnego kraju i plemienia: sięga ona bowiem do najgłębszych zadań społecznych, do nieskończonego nigdy sporu, który się toczy przez wszystkie wieki, między poczuciem wyższych moralnych praw a obowiązującemi współcześnie ustawami, wyposażonemi siłą ku utrzymaniu skrystalizowanego społeczeństw porządku. Ten spór, ta walka trwa nieustannie w świecie, znajdując coraz to nowych dla siebie przedstawicieli i przyczyniając się, wśród ciągłych starć tragicznych, do ożywienia zastygłych form prawa nowym duchem wznioślejszej moralności. Na tem polega cały postęp, całe doskonalenie się społecznego prawodawstwa, które, jak powstało z łona etycznych wyobrażeń, tak powinno się ciągle niemi posiłkować i odnawiać, pod karą pozostania w sprzeczności z ludzką naturą i z własnym swoim celem.
„Lecz podobne przeobrażenie odbywa się nazbyt powoli; i każda nowa idea moralna otrzymuje dopiero wtedy zupełne zwycięstwo, gdy znajdzie przysposobioną dla siebie szeroką podstawę ogólniejszego uznania, gdy stanie się jasną widoczną i odczutą przez większość.
„Stąd to ci wszyscy, którzy, jak Antygona, wybiegną wewnętrznem uczuciem ponad sferę moralnych pojęć swego otoczenia, i uzbrojeni tylko swem osobistem przekonaniem wystąpią przeciw ustalonemu porządkowi praw i ustaw rządzących, pomimo całej swej szlachetności i szczytności idei, którą piastują, uledz muszą, podobnie jak ona, smutnemu przeznaczeniu. Jest to naturalnem, koniecznem. Inaczej, gdyby nie było tej grozy tragicznych losów, zawieszonej nad głowami wdzierających się na przepaścisto wyżyny bohaterów, każda wówczas ruchliwsza jednostka gotowaby się uważać za wyższą nad obowiązujące prawa i czułaby się powołaną do narzucania światu swoich osobistych pojęć i przekonań. A wtedy żaden ustrój społeczny nie byłby możliwym.
„Odpowiedzialność więc za wszelki zamach na istniejące urządzenia jest nieubłaganą koniecznością utrzymującą równowagę społecznego życia. Dosięgnięte przez nią ofiary mogą być wyniesionemi wyżej ponad poziom swojej epoki, mogą połyskać szlachetniejszą, jaśniejszą, myślą wobec ciemniejszego tła przesądów i uprzedzeń; nie mniej przeto noszą w sobie winę bezwzględnego lekceważenia, rzeczywistych warunków. Będą one czystemi i niewinnemi przed Bogiem i własnem sumieniem, a przyszłe pokolenia czcią je okryją należną; ale w sądzie współczesnych, mimo współczucia i sympatyi, znajdą one potępienie swej niewczesnej śmiałości.
„Takiem jest przynajmniej wobec Antygony zachowanie się Chóru. Chór bowiem lituje się nad nieszczęściem bohaterskiej dziewicy, otacza ją współczuciem, podziwia jej szlachetność i odwagę: ubolewa nawet nad nieludzką surowością Kreona; nie mniej jednakże wypowiada swoje przekonanie, że jest winna przekroczenia praw i że swem nieposłuszeństwem władzy i państwu zasłużyła na karę. Ustawy Kreona, w pojęciu Chóru, mogą być złe i bezbożne; Antygona wszakże powinna się do nich zastosować; a jeżeli na mocy szlachetniejszych pobudek przeciw nim występuje, musi się przygotować na śmierć, która tutaj jest logicznem następstwem zarówno karą wobec społeczeństwa i praw jego, jak nagrodą wobec sumienia bohaterki. Śmierć taka bowiem nie jest bezpłodną i jałową, ale staje się wymownem świadectwem idealne prawdy, mającej zwyciężyć w przyszłości, i trwałym aktem zaskarżenia praw i urządzeń, niezgodnych z moralnością. Bezwzględni wyznawcy ideału padają zwyciężeni, ale padając pociągają za sobą zwycięzców, co upojeni wyłącznem uwielbieniem siły i wszechwładzy państwowej, zapominają, iż są jeszcze wyższe, boskie prawa, których obrażać im nie wolno.
„Tych wrzekomych tryumfatorów, co nadużywając władzy i zwycięstwa, gotują sobie nieuchronny, zasłużony upadek, mamy uosobionych tutaj w postaci Kreona. On — to jest przedstawicielem żelaznej potęgi państwowej, żywym wyrazem tak zwanego rozumu stanu. Dzierżąc władzę w swych rękach jako twórca, stróż i wykonawca praw, nie uwzględnia on żadnej innej sprawiedliwości, żadnych innych moralnych uczuć, oprócz tych, które się opierają na jego uznaniu i nieomylnej mądrości. Wola jego jest prawem, a wyrok prawa — świętym i niewzruszonym. Nic go nie ugnie i nie wzruszy. Dla ugruntowania wszechwładzy państwowej deptać będzie wszystkie ludzkie uczucia, mieniąc się w nieograniczonej swej dumie jedyną wyrocznią, orzekającą o tem, co jest złe i dobre. Najbardziej krzycząca niesprawiedliwość będzie w oczach jego rzeczą słuszną i godziwą, gdy tylko można ją oprzeć na gruncie publicznego prawa. Naprożno staną przeciw niemu szlachetniejsze pobudki ludzkości, głos krwi, wola bogów; on gotów prawdę, cnotę i religię zarówno postawić pod pręgierzem, oskarżając je o najwyższą zbrodnię sprzeciwiania się jego widokom. Ale właśnie ten szalejący zapęd nieuznającej nic nad sobą siły, to zaprzeczenie idealnym kierunkom ludzkiego ducha, to znieważenie najwyższych świętości, sprowadzić musi prędzej czy później na głowę winowajcy odpowiednią przestępstwom karę. Każdy jego tryumf, wypływający z nadużycia władzy, przyśpiesza tylko wymiar niebieskiej sprawiedliwości zwraca, się przeciw niemu, a boska Nemerys spycha go ze szczytu wielkości chwały w przepaść unicestwienia.
„Taka jest myśl przewodnia Sofoklesowskiej tragedyi... występuje z całą jasnością nieśmiertelnej prawdy, z łona umarłych światów, w najodległejszą przyszłość posyłając swe promienie. Mijają wieki, zmieniają się pokolenia i ludy, ale... myśl ta... płynie ponad ziemią falą wzniosłej harmonii, niosąc przestrogę tym, co zaufani w swą siłę i rozum gwałcą ogólno-ludzkie świętości, pociechę zaś dla tych, co pozbawieni praw i siły, opierają się jednak na wyższej moralnej idei“.
My więcej może niż ktokolwiek odczuć możemy krzepiącą doniosłość tej idei, wcielonej w najharmoniejszą tragedyę, jaką literatura powszechna posiada; my bowiem w podobnem jak Antygona jesteśmy położeniu, co trafuie wyraził prof. K. Morawski w „Przygrywce do polskiej Antygony“:

To też dlatego wtórujem ci dzielnej,
Kiedy ty gromisz i miażdżysz tyrany,
Jak głos sumienia wielki, nieśmiertelny,
Sławiąc praw bożych zakon niepisany;
Zstąp więc ty śmiało, o dziewo, na ziemie,
Którą też gniecie praw pisanych brzemię...




Opracowań krytycznych „Antygony“ mamy w języku naszym bardzo mało. Oprócz króciutkich ocen w Historyach literatury powszechnej i w Historyi literatury greckiej Z. Węclewskiego, można wymienić:

1) Antoni Malecki: krótki rozbiór „Antygony“ wraz z poglądem na dramat starogrecki w „Prelekcyach o filoologii klasycznej“, (Kraków, 1851).
2) Adam Asnyk: „O Antygonie Sofoklesa, odczyt miany w Muzeum techniczno-przemysłowem w Krakowie“. („Przegląd Polski“ 1874, zeszyt kwietniowy, str. 3—26).
3) Kazimierz Kaszewski: „Wstęp do przekładu „Antygony“ w zbiorowem wydaniu wszystkich „Tragedyj Sofoklesa“. (Warszawa, 1888).
4) Stanisław Schneider: „Dwie etyki w Antygonie Sofoklesa“ (Lwów, 1897). Autor stara się udowodnić, że w tragedyi Sofoklesa odbiła się walka „dwu ścierających się ze sobą zasad: państwowej i społecznej, których broniło starsze i młodsze pokolenie“, że postać Antygony jest przedstawicielką głosu ludu, domagającego się „usunięcia hańbiących krzywd i wymiaru bezwzględnej sprawiedliwości“; że wielbiąc rozwagę, zdrową. radę (eubulia) Sofokles poszedł „za wzniosłą nauką Protagorasa“.




Mamy cztery całkowite tłómaczenia „Antygony“; najdawniejsze z nich ogłosił Wincenty Smaczniński (1850), potem wystąpił Kazimierz Kaszewski. który po wielu latach ponownie całość swego przekładu przerobił (1888); najnowsze są pióra Jana Czubka oraz Kazimierza Morawskiego (obecnie w zbiorze p. t. „Wiersze i proza“. Kraków, 1901), Przekład Kaszewskiego uznano powszechnie za najlepszy; podajemy go tutaj, za zezwoleniem czcigodnego tłómacza.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Kaszewski.