Strona:PL Sofokles - Antygona (Kaszewski).djvu/21

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    ją również względem wieszczbiarza Tyrezyasza, uważając go za przekupionego. Nie jest wszakże naturą bohaterską i ugina się wobec pewności, że mu grozi nieszczęście. Przepowiednie wieszczka przejmują go strachem; pragnąłby odrobić to, co zrobił, lecz już zapoźno. Wtedy wpada w bezradną rozpacz, a narzekania jego, w których uznanie winy się odzywa, wypełniają koniec (egzodos) tragedyi.
    Jego syn Hemon jest młodzieńcem szlachetnym, ale porywczego usposobienia. Wstawiając się do ojca za narzeczoną, z początku przemawia bardzo łagodnie, poddaje się jakoby wszystkiemu, co Kreon obmyśli i postanowi; lecz już i wtedy zastrzega warunek: jeżeli te myśli i postanowienia będą rozumne. Następnie stara się trafić do osobistego interesu ojca, opowiadając to, co słyszał w mieście o srogim wyroku królewskim; wykazuje też niebezpieczeństwa zatwardziałego uporu we własnem zdaniu. Nie chce zrazu wyznać jawnie, że mu idzie głównie o Antygonę, ukrywa tę miłość jak słabość; wciąż ma niby na widoku pomyślność i trwałość rządów ojca, i tylko z tych powodów żąda zmiany postanowienia. Dopiero gdy Kreon okazuje się głuchym na wszelkie przełożenia, gdy zaczyna lżyć syna, budzi się w Hemonie porywcze usposobienie; wtedy nie zważając na następstwa, czyni bardzo ostre ojcu uwagi i oświadcza, że jeżeli Antygona zginie, to śmierć jej pociągnie za sobą czyjś zgon jeszcze. Kreon bierze tę groźbę do siebie, lecz Hemon go uspokaja pod tym względem, dodając, że to on sam ojca na wieki pożegna. Gdy atoli Kreon zjawił się w pieczarze, gdzie już Antygona śmierć sobie zadała, Hemon w pierwszym popędzie wściekłości zwraca miecz przeciw ojcu, i dopiero po jego ucieczce, sam się przebija. Niektóre jego słowa tchną siłą niepospolitą i dojrzałym rozsądkiem.
    Zajmującą jest postacią Strażnik, jeden z tych. co mieli pilnować ciała Polinika, by go nie pogrzebano. Wyjątkowo w tragedyi greckiej, wnosi on promień komizmu i wesołości na scenę, posępnymi odbrzmiewającą głosami. Tchórz, mocno przywiązany do życia, choć wie i wyznaje, że nic się stać nie może wbrew Przeznaczeniu, gadatliwy i przebiegły w obmyśleniu środków zrzucenia z siebie odpowiedzialności za zniknienie trupa, nie pozbawiony jest dowcipu i zdolności dyalektycznej, jak to okazuje w ciętej rozmowie z królem, oraz w zakończeniu powieści o schwytaniu Antygony: „Było