Szelest makówki (cykl)/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Tytuł Szelest makówki
Pochodzenie tomik Balet powojów
Wydawca J. Mortkowicz
Data wydania 1935
Drukarz Drukarnia Narodowa T-wa Wydawniczego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały tomik
Pobierz jako: Pobierz Cały tomik jako ePub Pobierz Cały tomik jako PDF Pobierz Cały tomik jako MOBI
Indeks stron
SZELEST MAKÓWKI



ARGUMENT KOSMICZNY

Prawy poszedł na prawo,
Nieprawy — na lewo,
Więc go teraz prowadzą
Pod wisielcze drzewo.

W drodze klęka na ziemi:
«Łaski! Co wam ze mnie»!
Lecz Prawy wzniósł prawicę:
«Nie proś nadaremnie»!

Nieprawy ręką szyję osłania przed Prawym!
Zawył wiatr szubieniczny,
Pokładły się trawy...


Prawy patrzy spokojnie,
Prawy prawa broni,
Choć serce ma po lewej
Nie po prawej stronie.




CUD NIETOPERZA

Ja byłem ssakiem
A chciałem latać;
Pisnąłem, czując bezsiłę —
I stając blisko
Tajemnic świata,
Pragnieniem się modliłem.

I niespodzianie,
Tkanką błon
Porosły moje żądze,
Niosąc mnie
W mroczny niebios skłon,
W chmury,
Fjoletem wrzące.


Ach, skrzydłem stała się tęsknota,
Spoistem, miękkiem, czarnem...
............
Gdy beznadziejność
Was ogarnie —
Myślcie o moich lotach!




ŚMIERĆ KARJATYDY

Kaśka, marmur krajowy,
Błękitem ocieka,
Głowę ma do słonecznej stworzoną pozłoty,
A dźwigać jej kazano
Mieszczańską brzydotę
Kamienicy swarliwej,
Spiętrzonego piekła....
Łatwiej podźwignąć balkon,
Niźli własne serce!
Marmur słabł,
At się w ciało miłosne rozkwasił...
Szydziły miotły, schody
Z Karjatydy-Kasi,
Gdy czyhała na stróża,
Grzęznąc w poniewierce.
............


W szpitalu,
Co ją przyjął
Biało i ozięble,
Tors niedawnej bogini
Wypręża w gorączce
I kona, ze słowami prawdziwej służącej:
«Ciemno mi...
Do piwnicy schodzę już...
— Po węgle?...»




LOXODROMA

Skrzyżowały się drogi lotnika i kaczek.
Zamęt powstał na ich loxodromie.
Między skrzydła bijące,
Wytężone szyje,
Między krzyki nadziei z pożegnania płaczem
Weszła rotacja śmigi,
Śmiertelna i blada.
Jak cepy w ziarnie i słomie,
Tak, skrwawiona,
Pracowała w mięsie kaczem.
Z chmury w chmurę leciało pierze...
Wdole nie wiedziano, dlaczego krew pada
I skąd się bierze.




SIŁA I SUKCES

Kto chce zdrowia i siły, niech stanie pod dębem
I wdycha rozrost mocy tego lwa drzewnego,
Atmosferę męskości, dębowej, odrębnej,
Którą wieki szanują, której wiosny strzegą...

A kto chce powodzenia, oklasku, pochwały,
Niech wdycha sukces kwiatów, które nie chybiają
Które w historję świata, w ludzkie sny, wplątały
Wieczne przeboje: różę, bzy i lilję białą...




EMIR RZEWUSKI

«Tadż el Faher», «Abd el Niszan», Emirze tułaczy!
Coś chciał zawsze więcej, szczodrzej, gdzieindziej, inaczej —
Któryś gardził i pomiatał — czem? — Poeta zgadnie...

Piękność Abli królowała w legendzie Antara;
W twojej — szał wolności tylko i klacz, Muftaszara,
Kochejlanka, cwałująca z sercem twojem zgodnie.

Płyniesz w siodle, smętnie biały jak zły anioł moru —
Z twojej kopji wieje chmura piór strusia Tedmoru!
Nocą smutne składasz wiersze. O co życie winisz?


Czyś dlatego wichry minął w Wehabi, w Halebie,
Płacząc w grzywę słodkiej klaczy wykarmionej chlebem,
Aby łzami stwierdzić «wolność oka wśród pustyni?»

— Ty poetom drogę znaczysz; za twoim przewodem
Lecą myśli nasze dumne, buntownicze, młode,
Poematy nieczytane, toczące się z wiatrem!

W nas, po nocach twoje chmurne powstaje pragnienie
I słyszymy Muftaszarę, wzywającą rżeniem
Do ucieczki wgłąb pustyni przed pustynnym światem!




BARWY NARODOWE

Białokrwawy,
Krwawobiały, lniany,
Opatrunku który zwiesz się: sztandar,
Coś się z wielkim krwotokiem uporał!
Wiatr rozwija ten dokument rany,
Wznosi w górę bohaterski bandaż,
Tę pamiątkę,
Ten dług
I ten morał.




BIAŁY KOŃ W RABAT

Kochejlanie z sułtańskiego orszaku,
Arabczyku, marzenie Kossaków,
Z wiotką grzywą i z natchnieniem w oku!

Rozwichrzony, jak fala wezbrany,
Kipisz, mącąc twoich kształtów plany,
Pod czaprakiem co cię w przepych okuł.

Cień twój tańczy, szafirowa struga,
A namiętność w twoich nozdrzach mruga,
Błyskasz sierści palącem się mlekiem...

— I tak dumnie, prychając dokoła,
I chwast grzywy odrzucając z czoła,
Nosisz godność niebycia człowiekiem!


Pochwalony, kochany dosyta,
W znosisz w górę, wyciągasz kopyto
Jak wyniosłą dłoń do pocałunku...

Stwórco! — patrząc na formę tak czystą,
Już cię wielbię, gorący artysto,
Już kwituję z naszych rozrachunków...

Rabat, kwiecień 1934.




SMUTNY KTOŚ I BIEDNY NIKT

Ktoś ma dziś serce chore
W tę zimną, nocną
porę...

Dyga spłoszona świeca,
Wicher dmucha
do pieca...

Jęczy, płacze w kominie
Ten, co mu Nikt
na imię...

Ktoś jest zły, Ktoś ma dosyć,
A Nikt płacze
po nocy...


Źle Komuś, złe Nikomu,
I w przestrzeni
i w domu...

Nikt gra na smętnym flecie
I śpiewa
o zaświecie...

Ktoś, co chce zostać Nikim
Słucha jego
muzyki...

Słucha... potrząsa głową...
Odkłada broń
gotową...




USARZ SKRZYDLATY

(Naszemu lotnictwu poświęcam)

Na ornem polu, w potyczce, przed laty,
Skrzydłem ku ziemi padł usarz skrzydlaty...

I przeszedł po nim pułk tatarskiej jazdy:
Z ram szaropiórych pozostały drzazgi.

Leżał i krwawił wojennym zwyczajem
Aż się zespolił z jesienią i majem,

Z kwiatem łubinu i z kwiatem lucerny,
Ten lotnik konny, towarzysz pancerny...

Lecz dzisiaj — ożył! — Powstał z wielką mocą
I już, nad hełmem, lotki mu łopocą!


Biegnie, chce konia dopędzić w oddali!
Pomoc wichury niesie go na fali,

Skrzydła mu rosną, w sercu ogień błyska,
Nad szmaragdowym snem pobojowiska...

Leci naoślep, zjawą huczną, siną,
Aż się wirażem ku niebu wywinął

I wchodzi z szumem na obłoki złote,
I krąży w słońcu polskim samolotem.




ENTHAUPTET!

Raz chiromantka,
W dłoniach lekkich jak dwie lilje
Dojrzała ciekawe linje...
«Gdyby nie wiek dwudziesty,
Ręczyłabym za to,
Że zetną paniom głowy, Benito,
Renato,
Gdyby nie wiek dwudziesty!» —
I śmiała się wieszczka,
Patrząc w liljowe garście, znaczone złowieszczo.
.................
Słaniała się Benita,
Zemdlała Renata, —
Ocucone, świadomie poszły w ręce kata.
Stanął, z toporem,
Rzeźnik, mięśniami sękaty,

Odwalił się oburącz
I zarąbał kwiaty.
Choć wiotką jak łodyga
Jest szyja kobiety,
By w nią uderzyć — trzeba teutona, atlety!

Platynowa Renato, złocista Benito!
Natura klęła wichrem, kiedy was zabito,
Klęła wichrem,
Patrzących szarpała, jak matka,
Która niegodne córki wielbi doostatka...

Powiało świeżą grozą pośród nowin świata!
W oddal toczą się głowy:
Benita!... Renata!...
Kto je dojrzy, skrwawione, tego w gardle dławi!
Wstyd za ludzkość,
Jej sądy, powagę, nienawiść!
.................
Wyrok wydali Niemcy,
W mętny dzień zimowy,
Na pniu tępej tyranji
Sami tracąc głowy...




NIEPOROZUMIENIE

Oto jaśnieje wieniec: galaktyka...
Oto zanosi się na śpiew słowika,
Na głos miłości, obcy ziemskim więzom...
W jaśminach — szelest...
Kotka czarno-siwa
Czeka i myśli:
«Śpiewające mięso
Da znać za chwilę gdzie go poszukiwać...»




KWAŚNA HAFCIARKA

Haftując piękną różę z ośrodkiem z «toleda»
Wzruszyła ramionami: ot, praca i bieda!

Przy robocie Amora wśród wieńców i wstążek,
Wspomniała przejścia swoje: nieszczęśliwą ciążę...

A gdy w dodatku, ostrą zakłuła się igłą,
Pociemniały jej oczy zemstą niedościgłą!

Dwojąc obrazy haftu, spadały z jej powiek
Łzy — to jedno co lśniło na niej kiedykolwiek.

Wreszcie, zamkną wszy ściegów monotonne dzieje
Przegryzła biały sznurek, wiążący ją z dziełem...


Wisi smutna firanka, na oknie, po bokach,
Ale słońce unika odtąd tego okna.

Wielki komar nadleciał. Szyba mu dolega...
Jęczy zcicha na róży z ośrodkiem z «toleda».




KOCHEJLAN

Gwiaździsty, grzywą skrzydlaty,
Głową, ogonem, nogami sześciopromienny!
Oko żałobne!
Nozdrza rumiane
Jak dwa dotknięcia henny!
W czerwonej uzdy szagrynowym chrzęście
Wydzierasz się, szarpiesz,
Niby samo szczęście!




KOBIETA I BURZA

Była jak lilje, spragniona,
Aż się niebo ulitowało.
W miłosierdziu darzy ją swojem
Burzą deszczu, szumną i białą.
Wicher miota nią, jak w pokłonach,
A grzmot gromi ją, na całe miasto:
«Pij, jak lilja, skoroś spragniona!
Pij, powiadam, schnąca niewiasto!»




SZELEST MAKÓWKI

Srebrna grzechotka
Z gwiaździstą koroną —
Jakiemuż dziecku
Ją przeznaczono?

Najuboższemu,
Dziecku rozpaczy,
Gdy w objęciach nędzy
Wybucha płaczem.

Srebrna grzechotka
Z gwiaździstą koroną,
Z marką piękności
Sennie zastrzeżoną...


— Przyjm z nią,
W dziecinne serce otwarte,
To co boskie na świecie,
A grosza nie warte...





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.