Przejdź do zawartości

Symfonja armat

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Eugeniusz Małaczewski
Tytuł Symfonja armat
Pochodzenie Pod lazurową strzechą
Wydawca Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska“
Data wyd. 1922
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

SYMFONJA ARMAT.

„Żelazo, stal i miedź,
„ład liczb i scisłość miary...
„Zaiste — tak niewiele,
„abyśmy mogły grzmieć,
„jak sino-wstęgie gromy,
„od których bór się ściele;
„abyśmy, jak pożary
„niebieskie, szły do miast
„i w wyludnione domy
„waliły cios po ciosie
„w obliczu bladych gwiazd
„zgubionych w mgle i w rosie.

„Pierś ludzka nie podoła
„tej wszystkiej nienawiści,
„którą na świat wyrzuca,
„a która wre dokoła
„bladego z gniewu serca,
„jak rozżagwiona smoła;
„tej strasznej nienawiści,
„potwornej, jak zaraza,
„nie wyśpiewają płuca;
„ani jej nie nakarmi
„zbyt krótka ręka zbrojna.

„I oto pas z żelaza
„na chlubę naszej armji

„stworzyła Macierz Wojna:
„abyśmy oną wściekłość
„wyolbrzymiły w szał...
„I wyrzygały z paszcz
„rozdygotanych ciał
„dalekonośnym gradem
„rozwarkotanej stali,
„co, jak lawina, w dół
„odruzgi swoje wali;
„i razi nagłym spadem,
„niby żelazny drąg,
„w sto przerażonych czół
„i w sto bezradnych rąk,
„osłaniających głowę...

„Abyśmy rozbrzmiewały
„swą niszczycielską moc,
„jak burze piorunowe,
„od rana przez dzień cały —
„— od świtu aż po noc!...

„Byśmy tryumfowały — — !“

Szarpiącym za słuch rykiem
śpiewają tak armaty,
wtoczone w bzowe gąszcze,
obok zwalonej chaty,
po osie w winie dzikiem.

Dolecą do nich czasem
i trzepną po gałęziach,

jak twardołuskie chrząszcze,
aż tu zbłąkane kule;
i pędy bzu rozchwieją
i rozchybocą liście,
podbite srebrnym zamszem...
iż bzy przez krótki moment
ciemnieją i jaśnieją
zielono i srebrzyście.

Zarżnięto w ziemię koła,
wciosano radła w glebę.
I wszystko dookoła
pod lazurowem niebem,
tak samo jest, jak pierwej.
I tylko w bujnej trawie,
zasnutej przez mlecz w puchy,
jak dwie nieduże przerwy,
czernieje para szańców,
niedostrzegalnych prawie
nawet z aeroplanów;
i grudki ziemi suchej
i całe ziemne bryły,
jak gruzem — przywaliły
szeroki liść łopianów.

A sprawa Śmierci trwa.
Trzaskają jednostajnie
naoliwione zamki
i ludzie swą robotę
sprawują najzwyczajniej,
jakby rąbali drwa.

...A błękit nad ich głową
bez chmurki jest, bez plamki...

Co chwila grzmią wystrzały
brutalnie i donośnie
i z tym jedynym dźwiękiem,
jakby się rozpękały
pnie w wysuszonej sośnie;
lub jakby w wielki upał
pień dębu rozeschnięty
napoły wzdłuż się łupał
z gwałtownym suchym trzaskiem.
I deszcz, wybuchem wszczęty,
za każdym strzałem smaga
po liściach drzew, jak piaskiem.

Ale się również wzmaga,
jakby przez sen słyszana,
daleka kanonada.
To od wczesnego rana
wróg ogniem odpowiada.
Wymacać chce z oddali
w bzach skryte stanowisko,
lecz trafia — raz za blisko —
lub wpobok — to znów dalej...
I tylko raz wraz w górze
pociski mkną... jak kruki
mające w piórach — burzę...
I, jak przeźroczy batyst,
powietrze drą na sztuki.


Więc i baterja z bzów
grzmi częściej, ryczy ostrzej,
jak róg chrapliwogłosy.
I z wszystkich sześciu luf
odskakujących w tył,
pocisków całe stosy
wachlarzem w dal rozpostrze,
by trafić w swe rywalki
i moc ich rozgnieść w pył.

Koło każdego działa
kilkoro wprawnych rąk
wchwytało się w rytm walki,
zamknięty splotło krąg.
I w spiż i stal armaty,
jak w krzak własnego ciała,
krew ludzka wpulsowała
tętniące swe szkarłaty.
Iż człowiek — w śnie — nie we śnie —
trwa duszą obojętną
w swem ciele — i po za niem:
w metalu — — jednocześnie,
we wspólne wplecion tętno.

I, porwan armat graniem,
u ramion skrzydła czuje
wyrastające w świat...
I lśniącą śni szczeżuję
i hełm na sobie śni,
jak za zamierzchłych dni,

gdy kmieć od lęku bladł
na widok jasnej zbroi,
spowitej w ciemny płaszcz...

I, wsłuchan w strzałów huk,
natęża pierś, jak łuk
i ducha śpiewem poi —
tym oto hymnem z paszcz,
zębatych startym gwintem:

„Raz jeszcze — jeszcze raz
(tak ryczą grzmoty dział)
„uderzmy szumem w las,
„potoczmy huk nasz w pole,
„jak gigantyczny wał — —
„Raz jeszcze — jeszcze raz!

„Zachwiejmy czarną ziemią,
„poruszmy próchno ciał,
„co w niej od wieków drzemią.
„Niech w ciemni swej zaświecą,
„obudzą się, słuch napną —
„niech w żywe ciało sklecą
„krew rdzawiejącą w glinie
„i kość, zbutwiałą w wapno, —
„niech zmartwychwstaną, ninie!
„By istnieć, aby żyć
„w tej chwili, w tej godzinie,
„co jeden raz w sto lat
„krwią dzieje świata złoci,

„jak rzadki kwiat paproci,
„szkarłatno-złoty kwiat!

„Bo ten, kto żyje dziś,
„ten żyje z żywiołami — — !
„Wspaniały, nagi czyn
„dziś wciska miecz do rąk.
„Żołnierza nie omami
„już czar mistycznych łąk
„i czczość wytrawnych win,
„podanych w rzniętem szkle
„sonetu, ronda, scherza...
„Albowiem teraz czyn
„wawrzynem oplótł serca
„i odjął je niemocy
„i w wir bitewny śle,
„jak grad kamieni z procy!

„Bo ten, kto żyje dziś,
„ten może bogiem być,
„mającym piorun w czynie — — !
„Umiejcie tedy żyć
„w nadludzkiej tej godzinie,
„co kwitnie raz w sto lat
„i wspaniałością złoci
„przejrzyste nasze dymy,
„jak gęstw swą — kwiat paproci...
„Umiejcie tedy żyć
„drapieżnie, jak sęp srogi
„i bądźcież nam, jak bogi,

„albowiem wam na cześć,
„na chwałę waszą grzmimy!

„Bo ten, kto jest dziś żyw
„a czołem w skon nie padnie, —
„ten będzie z sobą nieść
„przez całe swoje życie
„wśród lasów, łąk i niw,
„pod słońcem i w błękicie,
„po chwile swe ostatnie,
„po swą ostatnią miedzę,
„co gdzieś w wieczności zginie —
„zdobytą w tej godzinie
„zuchwalstwem ducha wiedzę!
 
„Wiedzę, że oprócz marzeń,
„wiotkich, jak zwiewne mgły,
„potrafi Ludzkość stworzyć
„labirynt wielkich zdarzeń;
„wiedzę, iż Człowiek umie
„lwi pysk na twarz swą włożyć
„i lwie wyśnieżyć kły,
„i lwim, wspaniałym duchem
„zakwitnąć na stuleciu,
„jak ludzka krew na kwieciu,
„jak sztandar na ruinie,
„zatknięty dumnym ruchem
„w Szatana pyszne cielsko — — !
„...A DUCH ten w nas uderza —
„— w złożoną między koła

„armatnią laną pierś
„haubicy i moździerza,
„jak — w trąbę Archanielską — —
„I woła — woła — woła!

„Więc wstańcie z niemej ziemi
„grzęznący w śmierci skronią
„i pójdźcie w żywych ślad,
„szczękając jasną bronią;
„niech serca wam zadzwonią
„pieśniami szkarłatnemi,
„co wgrane będą w ład
„i rytm tej naszej burzy — —
„Niech duch się wasz zanurzy
„w bitewny wichr i wir
„i będzie naszym wtórem,
„jak chór tragicznych lir,
„co dźwięczą, bite w struny
„bronzowych orłów piórem — — !

„Raz jeszcze — — jeszcze raz!
(armatnie grzmią pioruny)
„Uderzmy szumem w las,
„zachwiejmy ziemią wkrąg —
„niech mocniej sciśnie broń
„zawzięty legjon rąk — — !
„Uderzmy burzą w las,
„zamiećmy wichrem błoń —
„raz jeszcze — jeszcze raz — — — !“




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Eugeniusz Małaczewski.