Spirytyzm (du Prel, 1908)/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Karl du Prel
Tytuł Spirytyzm
Wydawca M. Arct
Data wydania 1908
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Stanisław Brzozowski
Tytuł orygin. Der Spiritismus
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Indeks stron
I. W jaki sposób stałem się spirytystą.

Spirytyzm jest bezwątpienia i dziś jeszcze najbardziej paradoksalnym odłamem wiedzy ludzkiej i zapewne pozostanie nim jeszcze przez pewien czas. Jest oczywistym, że pochodzi to w znacznej mierze stąd, iż zdaje się zbywać mu dotychczas na niciach, które łączyłyby go z nauką współczesną; co więcej, zdaje się on w wielu punktach pozostawać w jawnej z tą nauką sprzeczności. W rzeczywistości sprawa ta przedstawia się jednak inaczej: nici łączące spirytyzm z innemi gałęziami wiedzy niewątpliwie istnieją; przez ujawnienie ich spirytyzm zyska na prawdopodobieństwie i utraci charakter dziwactwa; nieprzekonani i powątpiewający chętniej zajmą się bliższym jego zbadaniem, Chcę dlatego właśnie wypełnić lukę, zdającą się przedzielać spirytyzm od nauki współczesnej; na ogniwach pośrednich nie zbywa tu bynajmniej, są one tylko zbyt mało znane, — są jakby kładką, prowadzącą, od strony nauki aż do spirytyzmu, po której można dojść do niego, nie wpadając przy tym w bagno zabobonu.
Gdy przed dwudziestu laty okoliczności zewnętrzne pozwoliły mi zająć się swobodniej i gorliwiej niż dotychczas pracami naukowemi, zajmowałem się, jak wszyscy zresztą w tym czasie — darwinizmem. Pojęcie „rozwoju”, to hasło niejako całego darwinizmu, musiało mi przypaść do smaku, gdyż oswoiły mnie z nim moje studja filozoficzne. Zasada rozwoju zastosowana już była do gieologji i historji, nie mogły mnie więc zadziwiać usiłowania wprowadzenia jej do biologji — zajmującej stanowisko pośrednie pomiędzy temi dwiema naukami. Że stało się to stosunkowo dość późno, należy przypisać o wiele większym okresom czasu, jakich wymagał rozwój biologiczny w porównaniu z rozwojem dziejowym, co utrudniało dostrzeżenie go, i wielkiej złożoności czynników rozwoju biologicznego.
Filozoficzna osnowa darwinizmu polega na tym, że tłumaczy on celowość biologiczną, zasadzającą się na przystosowaniu organizmów do ich warunków życiowych nie przez bezpośrednie dążenie do czczej przyrody, lecz przez pośredni dobór tego, co jest celowym; dobór ten, stosując się do coraz to szerszych zakresów, uwarunkowuje doskonalenie się, czyli rozwój postępujący form żyjących. To co jest niecelowym, jest niezdolnym do życia i ginie; w ten sposób po-zostawanie przy życiu form wyłącznie tylko celowych i utrwalanie się ich przez dziedziczność jest zjawiskiem zupełnie naturalnym[1].
Jeżeli rozwój we wszystkich dziedzinach odbywał się przez dobór pośredni tego, co jest celowym, to zjawisko to musi być tam najbardziej przejrzystym, gdzie czynniki tego rozwoju są najbardziej proste i najmniej powikłane. Idealną pod tym względem dziedziną może być astronomja. W astronomji mamy do rozwiązania stosunkowo bardziej ograniczone zagadnienie celowości ruchów ciał niebieskich; w rachubę wchodzi tu — co jest nadzwyczaj ważnym — jeden tylko czynnik rozwoju — ciążenie.
[2] Zająłem się więc badaniami astronomicznemi w tej nadziei, że w tej nieograniczonej dziedzinie dobór celowości występować powinien o wiele wyraźniej niż w biologji. Praca, w której myśl tę usiłowałem przeprowadzić, nosi w trzecim swym wydaniu tytuł „Historja rozwoju wszechświata” — (Entwickelungegeschichte des Weltalls). — List, jaki napisał do mnie z powodu tej książki Darwin, był jednym z ostatnich, jeżeli nie ostatnim jego listem.
Kto zajmuje się astronomją z filozoficznego punktu widzenia, ten musi wreszcie stanąć wobec zagadnienia: przez jakie istoty mogą być zamieszkane inne ciała niebieskie? To, co dotychczas zostało napisane w tym przedmiocie, jest dziełem raczej fantazji, niż rozumu. Z jakiego stanowiska wogóle zagadnienie to da się ująć w sposób naukowy? Zapewne nie znalazłbym nigdy odpowiedzi na to pytanie, gdyby mi właśnie wtedy profesor Ernest Kapp nie był przysłał swojej „Filozofii Techniki” (Philosophie der Technik, 1877). Odpowiedzi tej nie znalazłem wprawdzie w samej książce, leżała ona jednak niejako na linji przedłużenia tej książki, i chociaż Kapp, gdym mu wyłożył w liście swoje poglądy, początkowo potrząsał powątpiewająco głową nad tym przejściem od ziemi do mieszkańców planetarnych, to pomimo to następnie zgodził się ze mną zupełnie.
Kapp dowiódł, że w organizmie ludzkim można znaleźć wzory wielu wynalazków i wytworów technicznych, tak, że badania nad organizmem ludzkim mogłyby ułatwić rozwiązanie wielu zagadnień technicznych. Tak np. człowiek był w stanie zrozumieć dopiero wtedy ustrój oka, gdy spostrzegł, że jest ono wzorem organicznym — camery obscury. Świat organiczny znajduje więc swoje uzupełnienie w świecie tu znanym i duch jest dalszym ciągiem przyrody.
Z punktu widzenia monistycznego poglądu na świat, nie jest to zadziwiającym. Dla rozwiązania zaś zagadnienia, które mnie wtedy zajmowało, potrzebowałem zrobić niewielki już krok tylko, i uznać, że to uzupełnianie się tych dwuch dziedzin: organicznej i technicznej jest wzajemne. Jeżeli są zagadnienia organiczne, które zostały na naszej ziemi rozwiązanemi technicznie[3] to jest prawdopodobnym, że i te zagadnienia, które na ziemi tylko technicznie rozwiązanemi zostały, znalazły w innych warunkach istnienia — t. j. na innych planetach, rozwiązanie organiczne. Dają się pomyśleć istoty, które posiadają mikroskop, teleskop i spektroskop nie jako oddzielne przyrządy, lecz jako części swojego ustroju. Technika nasza może więc posłużyć za podstawę do wnioskowania przez analogję co do ustroju cielesnego mieszkańców innych ciał niebieskich.
W książce swojej „Mieszkańcy Planet(Die Planeten bewohner), chciałem wszakże zająć się roztrząsaniem naukowym innego jeszcze zagadnienia, dotyczącego mianowicie strony intelektualnej mieszkańców gwiazd. Podniety do rozwiązania tego zagadnienia dostarczył mi pisarz rosyjski Ernest von Baer, nie żyjący już dziś prezydent Akademji petersburskiej. Dzieło jego „Mowy wygłaszane na zebraniach naukowych” — zawiera bardzo ciekawe studjum; „Jakie pojmowanie natury jest prawidłowe”. Zagadnienie teoretyczno — poznawcze, zasadzające się na zależności naszego wyobrażenia o świecie od ustroju naszych zmysłów i naszego umysłu, zostało tu wyświetlone w sposób dla czytelnika bardzo pociągający. Drobna zmiana w naszym mózgu spowodowałaby zmiany w całym naszym wyobrażeniu o świecie. Byłby to zawsze ten sam świat, ale w inny sposób ujęty przez nas i zmieniony nie do poznania. Wobec niezmiernego bogactwa natury i niezmiernej różnorodności form życia i świadomości, dadzą się pomyśleć niezliczone rodzaje istot, z których każda żyje w innym świecie, chociaż w istocie swej szeregi te są identyczne. Świat bowiem, w którym żyjemy, jest to świat taki, jakim go widzimy i jakim mamy go w swej myśli; gdyby więc różne istoty zapatrywały się na jeden i ten sam świat w sposób zupełnie odmienny, znaczyłoby to to samo, jakgdyby były one w równych warunkach.[4] Organizm nasz jest przystosowanym tylko do pewnych drgań eteru. Nie wiemy, jak wiele istnieje rodzajów takich drgań; istoty wszakże, które byłyby przystosowanemi do innych nieznanych dla nas drgań, miałyby zupełnie inne wyobrażenia o świecie, inne wiadomości i inne sposoby działania.
Okultyzm więc leży na linji przedłużenia darwinizmu, jest on transcendentalnym darwinizmem i dla wyobraźni naszej staje rozlegle pole otworem.[5] Nauką wszakże moglibyśmy ująć zagadnienie to w takim tylko razie, gdyby pomiędzy światami, których mieszkańcy różniliby się co do sposobów poznawania i działania, zachodziły jakie stosunki i oddziaływania, co musiałoby doprowadzić do zjawisk nadzwyczaj zastanawiających i ciekawych. O takich zjawiskach zaś mówiono naówczas bardzo wiele. Spirytyści mówili o tym właśnie, czego ja szukałem. Byłem więc wprost zmuszony zbadać, co też naprawdę zawierają w sobie poglądy spirytystów. Wtedy wszakże zajmowałem się przedmiotem tym zaledwie kilka miesięcy i musiałem w krótkim czasie uznać, że naukowe badanie spirytyzmu jest niemożliwym, dopóki przedziela go tak znaczna luka od innych gałęzi wiedzy. Musiałem więc szukać ogniwa pośredniego, a ponieważ fakty jedynie mogły mieć dla mnie znaczenie takiego ogniwa, więc zająłem się pytaniem, czy też u człowieka w jego stanach nie można zauważyć jakiegoś nadzwyczajnego sposobu poznawania i oddziaływania. W rozległej literaturze traktującej o somnambulizmie znalazłem bardzo wiele faktów tego właśnie rodzaju i dlatego też naukowe poznanie somnambulizmu wydało mi się najlepszym wstępem do studjów nad spirytyzmem.
Do zdolności somnambulików[6] należą i takie, których żadną miarą niepodobna wytłumaczyć w sposób czysto fizjologiczny: zdolności widzenia i działania na odległość (zjawiska telepatyczne). Niemożliwym jest przypisywać czasową zdolność widzenia na odległość[7] cielesnym komórkom mózgowym. Z chwilą więc gdy napotykamy choćby pojedyńczy tylko wypadek „telepatycznego” widzenia, zmuszeni jesteśmy wprost logicznie do przyjęcia jakiegoś podścieliska tej zdolności i podścieliskiem tym — rzecz jawna — nie może być człowiek cielesny, musi ono być czymś od niego odrębnym i różnym. Nie znamy wszakże tego podścieliska, nie uświadamiamy sobie bowiem naszych somnambulicznych zdolności, nie jesteśmy w stanie posługiwać się niemi w sposób dowolny. Wypływa stąd, że nasza samowiedza nie obejmuje całej naszej istoty. Tkwi więc w nas jakaś istność ukryta i dla naszej samowiedzy niedostępna, która zdradza odmienne zupełnie, od cielesnego, przystosowanie do świata zewnętrznego. Istność ta właśnie jest podścieliskiem naszych zdolności tajemnych (okultystycznych). Jesteśmy więc istotami dwoistemi: i nasza ziemska cielesność wraz z cieleśnie uwarunkowaną świadomością tworzy tylko jedną stronę naszego istnienia. W ten sposób zmartwychwstaje zagadnienie nieśmiertelności, które zniknęło dla nauki, że tak powiem optycznie, ponieważ ona zaczęła się zajmować wyłącznie tylko cielesną stroną człowieka. Śmierć usuwa jedynie ziemską formę zjawiska; jeżeli zaś posiadamy zdolności, niezależnie od naszego ciała, to i podścielisko też nie może być przez śmierć dosięgnięte. Istność więc, która tworzy to podścielisko, żyje po śmierci wraz ze zdolnościami od ciała niezależnemi. Czyż właśnie nie takim istnościom należy przypisać zjawiska spirytystyczne?
W ten sposób staje się zrozumiałym, w jakim związku pozostają ze sobą spirytyzm i somnambulizm. Somnambulizm pozwala nam w samych sobie dostrzec pierwiastek duchowy, spiryt, którego dalsze życie po naszej śmierci wydaje się pewnym. Powstaje pytanie, czy spiryt ten, po odłączeniu się od ciała, może oddziaływać w sposób doświadczalnie postrzegalny, t. j., czy może wchodzić w stosunki z ludźmi żyjącemi. Ten tylko może uważać się za przygotowanego do rozstrzygnięcia tego pytania, komu nie obce są niezwykłe zdolności człowieka, t. j. spirytu w nas samych. Spirytyzm nie może być studjowanym oddzielnie i niezależnie od somnambulizmu. Tylko przy jednoczesnym badaniu zjawisk obydwuch rzędów, będziemy w stanie rozstrzygnąć pytanie, czy zjawiska spirytystyczne powstają dzięki niezwykłym siłom — medjum, czy powinny być przypisywane spirytowi w stanie ucieleśnienia, czy też niezbędnym jest wdanie się obcych, niewidzialnych istot, lub czy też wreszcie należy przypisywać powstawanie tych zjawisk bądź jednemu, bądź też drugiemu z tych czynników.
Fakt, że somnambulizm i spirytyzm posiadają bardzo wiele wspólnych cech, dowodzi przedewszystkim tego tylko, że w obydwuch wypadkach mamy do czynienia z działalnością tych istot, t. j. z działaczami ludzkiemi; ale czy są to ludzie żyjący (... medjum), czy też zmarli, nie może być rozstrzygniętym na zasadzie tych podobieństw; niezbędnym do rozstrzygnięcia tego pytania jest jeszcze zbadanie cech zjawisk obydwuch rzędów. Działacz może znajdować się wstanie ucieleśnienia,[8] ale także w stanie obezwładnienia, gdyż w obydwuch stanach rozporządzą jednemi i temi samemi siłami. Stoimy więc na rozdrożu pomiędzy hypotezami: animistyczną i spirytystyczną. Z punktu widzenia wszakże obydwuch tych hypotez jest zarówno jasnym, że spiryt, czy to ucieleśniony, czy też bezcielesny, w każdym razie przy ujawnianiu się w świecie zmysłowym znajduje się w niewłaściwym dla siebi żywiole, nie jest on przystosowany do świata zmysłowego, jak człowiek cielesny, nie może więc posiadać zbyt rozległego i urozmaiconego programu działalności, gdyż program ten musi zmieścić się na wązkiej linji pogranicza świata i zaświata.[9] Świat więc i zaświat wprawdzie nie są odrębne od siebie w powszechnym znaczeniu tego wyrazu, ale rodzaje przystosowania są w nich tak dalece różne, że wynika stąd podmiotowy dualizm[10] światów. Ubóstwo stąd programu działalności spirytu powinno być kładzione na karb odrębności nie duchowej, ale fizycznej. Dotyczy to zarówno somnambulizmu jak i spirytyzmu. W obydwuch wypadkach możemy studjować, jak dalece trudnym jest działać w świecie, do którego nie jest się przystosowanym. Zarówno wdzieranie się człowieka w świat duchowy, jak i przedostawanie się duchów do naszego świata, napotyka z konieczności niezmierne przeszkody.
Mogę więc w ten sposób streścić całą drogę, jaką przebiegła myśl moja. Astronomja nauczyła mnie, że zasada przystosowywania się ma znaczenie w całym wszechświecie. Darwinizm wpoił we mnie przekonanie, że na ziemi istnieją miljony różnych form przystosowania się istot żyjących do przyrody. Chociaż pierwiastkiem tych istot jest zawsze komórka, to jednak znajdujemy, że i na ziemi istnieją już istoty komórkowe, które nazawsze są dla siebie nieznanemi. Uważam jednak za nieprawdopodobne, aby niewyczerpana w swym bogactwie przyroda miała poprzestać na komórce, jako na jedynym środku wytwarzania życia. Nic nie wzbrania nam przyjmować istnienie istot o naturze elektrycznej, które posiadałyby i wszystkie właściwości eteru.[11]
Teorja poznania nauczyła mnie następnie, że zależnie od rodzaju przystosowania istoty żyjącej do przyrody, jej wyobrażenie o przyrodzie wypada w sposób bardzo rozmaity. Nietylko więc istnieją ciała niebieskie przedmiotowo niezmiernie różne, które wymagają od żyjących na nich istot odpowiedniego rodzaju przystosowania się, ale jeden i ten sam przedmiotowo świat może być ujęty przez istoty o różnym ustroju w sposób bardzo różny i dać w ten sposób początek różnym wyobrażeniom o świecie, czyli nieskończenie różnym światom podmiotowym. Z różności więc środowisk życiowych wypływa zasada: inne światy, — inne istoty. Z rozmaitości zaś istot żyjących — inna zasada — inne istoty — inne światy.[12] Również istoty mogą być w nader różny sposób przystosowanemi do jednego i tego samego środowiska życiowego. Dają się więc pomyśleć istoty, które żyją w tym samym co i my świecie, ale zupełnie inaczej niż my wyobrażają go sobie i wskutek tego inaczej niż my działają; o istotach tych wiemy nie więcej, jak o tych zadziwiających istotach, z któremi zapoznajemy się jedynie tylko w wypadkach somnambulizmu, a które przecież, jak przypuszczamy, pomimo, że uchodzą naszej świadomości, stanowią naszą właściwą istność. Istność ta jest właśnie podścieliskiem naszych zdolności tajemnych.
Z darwinizmu więc wypływa, że dwie różne istoty mogą być w nader różny sposób przystosowanemi do jednego i tego samego świata; somnambulizm zaś uczy nas, że jedna i ta sama istota może być w dwojaki i różny sposób przystosowaną do jednego i tego samego świata, tak, że wskutek różnic w tym przystosowaniu będzie sobie wyobrażała dwa różne światy i jednocześnie będzie żyć w obydwuch, działając w inny sposób w świecie, a w inny w zaświecie. Spirytyzm wreszcie poucza, że śmierć z punktu widzenia jednego z tych przystosowań będzie opuszczeniem ciała przez duszę, a z punktu widzenia drugiego przystosowania, będzie obezcieleśnieniem duszy, śmierć więc niweczy tylko dwojakość naszego stosunku do przyrody, bynajmniej zaś nie naszą istotę całą.[13]
Takim jest więc stosunek pomiędzy somnambulizmem i spirytyzmem: działania są w obydwuch jedne i te same; tylko, że w pierwszym działają one nie posługując się ciałem, ale posiadając je, w drugim zaś działają one bezwzględnie bez ciała; siły, zdolności, o ile pozostawi się na stronie możliwe różnice co do stopnia ich natężenia, są zupełnie identyczne. Somnambulizm jest więc tylko osłabionym spirytyzmem tego świata, spirytyzm zaś — wzmocnionym somnambulizmem zaświata.
Jeżeli rozłożymy ten systemat okultyzmu na jego części składowe, to przekonamy się, że nie jest on tak dalekim od nauk przyrodniczych, jak mogłoby się to zdawać.
Z punktu widzenia nauk przyrodniczych jest możliwe, że dwie istoty w tak różny sposób są przystosowane do jednego i tego samego świata, że powstaje stąd dualizm obrazów podmiotowych świata i zakresów działania.
Z punktu widzenia nauk przyrodniczych możliwym jest dalej, że jedna istota pozo — stawać będzie w podwójnym stosunku do jednego i tego samego świata, tak, że będzie ona w posiadaniu odrębnych organów poznania dla każdego z dwuch różnych zakresów rzeczywistości. Gdyby pomiędzy temi dwoma ogniskami poznania me było żadnych stosunków, lub tylko stosunki niedostateczne i dorywcze, wtedy każda z dwuch części istoty tej nie uświadamiałaby sobie istnienia innej. Istota ta byłaby wtedy czymś w rodzaju amfibji wyższego rzędu, należącej do dwuch różnych światów jednocześnie. Jak możliwym jest to, że posiadamy w mózgu centralny organ dla naszego życia świadomego, a w układzie nerwowym sympatycznym organ dla naszego życia bezwiednego, — tak możliwym jest i to, że obydwa te rozpołowione narządy stanowią tylko połowę naszej całej istoty, tak, że nadzmysłowa jej połowa — podmiot transcendentalny — posiadałaby swój własny świat wyobrażeniowy i swój własny sposób działania w tym świecie.
Możliwym także z punktu widzenia nauk przyrodniczych jest, że z dwuch rodzajów przystosowania się i z dwuch ognisk poznania jednej i tej samej istoty, jedno jest jej udzielone na czas krótszy, a drugie, — na czas dłuższy, że jedno jest tymczasowe a drugie — ostateczne, i że jedna połowa naszej istoty przetrwa drugą.
Z tego samego punktu widzenia, jest możliwym i stosunek pomiędzy światem i zaświatem, o ile przez wyrazy te oznaczamy światy rozdzielone tylko podmiotowo, t. j. o ile granica pomiędzy temi światami istnieje jedynie z punktu widzenia istoty żyjącej. Granicą taką jest próg świadomości, właściwy ziemskiemu organowi poznania, a próg ten może się nieustannie przetwarzać, posuwać, o czym świadczy rozwój biologiczny zjawiska somnambulizmu.
Możliwym jest również, że wyższy rozwój istot żyjących złączy rozdzielone podmiotowo światy wyobrażeniowe istot różnych, lub też istot dwoistych.
Możliwym jest wreszcie, że przedmiotowo i podmiotowo rozdzielone światy dojrzewają stopniowo, aby dojść do jednego i tego samego poziomu, tak, że cały niezmierny kosmos tak dalece przekraczający granice naszego świata wyobrażalnego, zarówno pod względem swego zewnętrznego roztoczenia, jak i pod względem swej wewnętrznej treści, nosi w sobie zaczątki, mocą których stanie się kiedyś jedną całością organiczną.
Przeciwnie, z punktu widzenia nauk przyrodniczych, jest rzeczą niemożliwą, aby kosmos ten miał być czymś w rodzaju mozajki i aby pomimo rozwoju skazanym był na pozostanie nią na zawsze. Jak daleko sięga nasz podmiotowy obraz świata, wszędzie znajdujemy jako fakt — zmienność, przystosowanie, rozwój postępowy i doskonalenie się istot żyjących oraz ich świadomości. Fakt ten pozwala nam wierzyć, że granice podmiotowego obrazu świata będą się rozszerzać, aż wreszcie świat i zaświat tworzyć będą jeden tylko świat. Etapem koniecznym na drodze tego rozwoju jest właśnie spirytyzm.
Okultyzm jest tylko nieznaną i zapoznaną nauką przyrodniczą. Będzie on dowiedziony przez nauki przyrodnicze przyszłości, ale zarzutów zasadniczych nie może mu stawiać nawet przyrodnik naszych czasów. Tylko płascy materjaliści mogą się temu opierać: uważają oni świat taki, jakim odbija się on w ludzkiej świadomości za jedynie możliwy, t. j. nie przeczuwają wprost nawet zasadniczych teorji poznania.
Rozpatrzmy to zagadnienie. W przyrodzie wszystko oddziaływa na wszystko; niema jednak organizmu, któryby był przystosowanym do całości przyrody; w ograniczony tylko sposób jesteśmy wpleceni w niezmierną sieć przyczynowości i zmysły nasze wskutek swojej ograniczonej liczby i zdolności działania są raczej granicami, niż pośrednikami naszego poznania. Przypuśćmy, że istnieją bardzo różne rodzaje przystosowania się; z różnych przystosowań wypływa również w organizacji i różnica w stosunku do przyrody; stąd zaś różne światy wyobrażeniowe i różne doświadczenia; z różnic zaś w doświadczeniu wynikają różnice w prawach przyrody, które są zawsze jedynie abstrakcjami z doświadczenia wyprowadzonemi. Organizacja i doświadczenia jakiejś istoty uwarunkowują dalej zakres jej naturalnej i sztucznej działalności. Jeżeli działalność ta zostaje rozszerzoną na obcą jej dziedzinę przyczynowości, to koniecznie muszą powstać zjawiska tego właśnie rodzaju, jak te, które są podstawą wielu zarzutów czynionych spirytyzmowi — to mianowicie, że pozostaje on w sprzeczności z naszemi prawami przyrody. Spirytyzm jest więc jakby odwrotną stroną darwinizmu i teoretyczno-poznawczego zagadnienia, i gdyby nawet cały ziemski spirytyzm był jednym tylko wielkim kuglarstwem, to musiałby gdziekolwiek bądź indziej istnieć spirytyzm prawdziwy. Ponieważ materjalizm nie uznaje tej konsekwencji, więc można go nazwać darwinizmem o ułamanym szczycie, darwinizmem nie rozumiejącym niejako samego siebie.
Istota, posiadająca uszy, wyprowadzi ze swego doświadczenia zasady akustyki; istota posiadająca oczy — zasady optyki; istota o innej organizacji — inne zupełnie zasady. Jeżeli teraz taka właśnie istota o innej organizacji w swej działalności — t. j. w sztucznym stosowaniu zasad właściwych jej organizacji, wywoła zjawisko postrzegalne dla innych istot, ale niezgodne z zasadami wypływającemi z ich organizacji, to będą one skłonne uważać zjawisko to za własną halucynację albo czyjeś kuglarstwo. Profesorowie i uczeni uważają spirytystów za ludzi szczególnie ograniczonych, gdyż „wierzą w rzeczy sprzeciwiające się prawom natury”. Sprzeciwianie się to wszakże jest wprost logiczną konsekwencją samej istoty spirytyzmu, jest konieczne tam, gdzie mamy do czynienia ze zjawiskami oddziaływania na siebie dwuch różnych światów, chociaż nie pozostają one w żadnej sprzeczności do przyrody rozważanej jako całość; jest to więc sprzeczność zachodząca pomiędzy dwiema różnemi dziedzinami doświadczenia, wypływająca wprost z różności samej tych dziedzin.
Nikt przenikliwy nie zgodzi się na to, aby miljony zamieszkałych gwiazd istniały po to tylko, aby bezustannie powtarzać jedno i to samo zagadnienie organiczne: siatkówki i trąbki Eustachego. Jeżeli zaś istnieją istoty o innej organizacji, a więc i o innym doświadczeniu i innych czynnikach, to spirytyzm jest wtedy czymś zrozumiałym sam przez się i to nietylko na naszej ziemi.
Każdy myślący badacz zjawisk spirytystycznych doszedł do przekonania, że mamy tu do czynienia ze zjawiskami zachodzącemi na pograniczu dwuch różnych światów. „Jest to świat nowy, stojący przed nami otworem” powiada profesor Richet w swoim sprawozdaniu z posiedzeń medjolańskich. Ta właśnie istotna i zasadnicza strona tych zjawisk staje się tu przedmiotem zarzutów. Porównanie więc wyjaśni, że przeciwnikom spirytyzmu zbywa tu wprost na rozumieniu rzeczy, o które idzie. Rozdzielmy ucho i oko na dwie różne istoty; jasnym jest, że mogłyby one mówić ze sobą nieskończenie długo nie rozumiejąc się wzajemnie zupełnie. Gdyby posiadały jedną nić i zdolność odczuwania tonów okiem, a drugą zdolność odczuwania barw — uchem, to i wtedy każda z nich tyleby wiedziała o tonach, a druga o barwach, ile materjaliści pojmują o zjawiskach spirytystycznych. Idzie tu właśnie o inny świat, o którym wiedza może być zbudowaną nie bezpośrednio, lecz pośrednio na podstawie sprzeczności, w jakiej pozostają zjawiska tego świata względem znanych praw natury; na tym właśnie polega zasadnicza trudność naukowego opracowania spirytyzmu. Tak przynajmniej stoją sprawy te obecnie, chociaż nie ulega wątpliwości, że w styczności pomiędzy dwoma światami musi stopniowo wyniknąć wzbogacenie naszej wiedzy o nich.
Pierwsze kroki każdej nauki są zawsze najtrudniejszemi. W sprawie spirytyzmu zaś przyłącza się jeszcze i ten wzgląd, że wiele oszustw rzeczywiście ma miejsce i dla rozbrojenia przeciwników, każdy spirytystyczny eksperymentator musi postawić doświadczenie w takich warunkach, któreby wykluczały możliwość wszelkiego oszustwa. Warunki wszakże mające na widoku coś zupełnie obcego istocie samych zjawisk nie mogą być z natury rzeczy warunkami, jakich wymagają te zjawiska i jakie najbardziej ich powstaniu sprzyjają. Stąd wynika więc konsekwencja, że zjawiska będą tym słabsze, im z większą nieostrożnością i nieufnością dokonywane będzie doświadczenie. Przeciwnicy, spostrzegając to, opierają na tym swe nowe podejrzenia; właściwie jednak jest to woda na młyn spirytystyczny, gdyż jest to właśnie dowód, że zjawiska spirytystyczne mają też swoje prawa, odrębne od naszych praw natury; prawa te mogłyby stanowić przedmiot jakiejś zaświatowej (transcendentalnej) fizyki.
Z tego powodu radziłbym wszystkim eksperymentatorom, aby przynajmniej do czasu pozwolili zjawiskom odbywać się zupełnie swobodnie i nie narzucali im żadnych obcych lub krępujących warunków. Nie powinno się zważać na to, że w ten sposób narażamy wszystkie zjawiska, iż będą je wystawiać jako wynik kuglarstwa; znajdą się bowiem niechybnie pomiędzy niemi i takie, których nawet ten zarzut nie będzie w stanie dosięgnąć i których oczywistość będzie tak wielka, że żadne warunki, w jakich mogłyby one mieć miejsce, nie będą w stanie zwiększyć jej, ani zmniejszyć.
Cofnijmy się jednak nieco. Okultyzm musi mieć miejsce dla każdego świata i dla każdego szeregu istot. Wymaga on trzech warunków i wszystkie one są wypełnione na naszej małej ziemi: wielkie okresy czasu, wielkie biologiczne bogactwo form i ciągły rozwój postępowy. Można więc przynajmniej przypuścić możliwość, że nawet na tej małej ziemi zjawiska okultystyczne będą kiedyś czymś tak zwyczajnym, jak dzisiaj są niezwykłemi. Można sobie wyobrazić, że nastąpią na ziemi istoty jedne po drugich, choć mogą być przedzielone od siebie przez wielkie okresy czasu, — istoty żyjące, których formy wyglądu będą się tak różniły pomiędzy sobą, że będzie się to równać zmianie podmiotowych obrazów świata, jak i odpowiadających im sposobów działania. Daje się pomyśleć, że dla jednej i tej samej istoty te różne formy ujęcia i sposoby działania będą danemi jednocześnie, przyczym różne połowy tej istoty mogą wiedzieć o sobie wzajemnie, albo też nie wiedzieć. Byłoby to równoznacznym z jednoczesnym należeniem do świata i zaświata — i takim właśnie jest udział człowieka, przynajmniej w moim mniemaniu. Bez samego przypuszczenia byłoby wprost nie do zrozumienia, w jaki sposób obok naszego normalnego istnienia mamy objawiać jeszcze istnienie somnambulizmu, ze zgoła odmiennemi formami ujęcia i sposobami działania, co przecież nie może być w czas stworzone w sposób czarnoksięski przez magnetyzera, ale jedynie ujawnione i wydobyte ze stanu ukrytego. I Kant zresztą był tego przekonania i wypowiedział w swoich „Marzeniach Jasnowidzącego” myśl, że należymy jednocześnie do tego i innego świata, chociaż sami nie wiemy o tym, dopóki jesteśmy tylko ludźmi ziemskiemi.
Daje się pomyśleć wreszcie, że na naszej ziemi istoty żyjące o innej od naszej formie myślowego ujęcia świata i innym sposobie działania nie mają dopiero powstać kiedyś w przyszłości, ale już dziś istnieją i zamieszkują ziemię. Choćbyśmy o tym nic nie wiedzieli, to nie dowodziłoby to jeszcze nieistnienia tych istot; gdyż nie wiemy także nic lub prawie nic o naszym transcendentalnym podmiocie, który należy właśnie do rzędu tych hypotecznych istot i który żyje w tym samym zaświecie, co i one.
Przypuśćmy, że takie żyjące jednocześnie z nami istoty mogą wskutek rozwoju wejść w styczność z nami. Byłoby to równoznacznym oddziaływaniem zaświata na nasz świat, i nasze różne podmiotowe obrazy świata i sposoby działania mieszałyby się ze sobą. Nastąpiłyby wtedy zjawiska, które z punktu widzenia naszego świata byłyby cudami, chociaż z punktu widzenia tych samych istot, przez zetknięcie się z nami pozostałyby czymś zupełnie prawidłowym.
Jakże zachowałby się wobec tych zjawisk człowiek ziemski? Ponieważ nie wie on nic o tych różnych od siebie istotach, więc przedewszystkim będzie możliwie długo zaprzeczał samym faktom. Jeżeli stanie się to niemożliwe z powodu zbyt licznych spostrzeżeń, będzie on wyprowadzać te fakty z jakiejś nieprawdziwej przyczyny: będzie je tłumaczył przez chorobliwy stan obserwatora, albo też przez sztuczki zręcznego kuglarza. Tłumaczenie to będzie przypadać do smaku szczególniej tym ludziom, którzy są dostatecznie wykształconymi, aby siedzieć, że w naturze nie mogą zachodzić żadne cuda. Najbardziej zaś powstawać będą przeciwko wszelkiemu innemu pojmowaniu tych zjawisk — wszyscy uczeni, których pojęcie o przyczynowości zostało wyprowadzone ze zjawisk tego świata i którzy z tym pojęciem zżyli się tak mocno i ściśle, że wszelkie rozszerzenie widnokręgu wydawać się im będzie bolesną operacją. Nie będą oni w stanie zrozumieć, że z innych wyobrażeń o świecie dadzą się wyprowadzić inne także pojęcia przyczynowości. Istoty, których to dotyczy, muszą wywoływać zjawiska pozostające w sprzeczności wprawdzie nie z nauką wogóle, ale z naszą obecną wiedzą. Uczeni wszakże, którzy usłyszawszy sam wyraz „Zaświat” wznoszą oczy ku zenitowi, gdzie powoławszy się na powagę Kopernika nie dostrzegają nic, dadzą się jedynie z wielkim trudem i trudniej niż inni ludzie przekonać, że zaświat da się odkryć jedynie przez zatopienie się we własnym wnętrzu. — Słowem, w wypadku, przypuszczonym przeze mnie, prawda byłaby przyjętą kopnięciem nogi t. j., właśnie, jak dzisiaj spirytyzm jest przyjmowany.
Ażeby się ustrzec od udziału w takim przyjmowaniu spirytyzmu, należy zawsze pamiętać, że o świecie i zaświecie może być mowa nie w przestrzennym znaczeniu tych wyrazów, ale jedynie w znaczeniu podmiotowym i teoretyczno-poznawczym[14]. Kant powiedział, że zaświat jest nie innym miejscem, ale innym stanem, Hellenbach nazywa urodzenie tu i śmierć — przeznaczoną formą ujmowania, a obydwa te twierdzenia dadzą się także krótko wyrazić w ten sposób: „zaświat jest światem, ujętym tylko inaczej”. I uświadomione przez jakąś istotę stosunki jej do przyrody tworzą świat, stosunki zaś uchodzące jej świadomości — zaświat. Mogą więc istnieć niezliczone światy i zaświaty, gdyż istnieją niezliczone stosunki żyjących istot do przyrody, a także niezliczone szeregi istot i niezliczone położenia progu świadomości, które dla każdego z tych szeregów istot wykraiwają inny „świat” z wielkiej całości przyrody.
Jak to widzimy, przyjęcie, jakie znajduje spirytyzm u jakiegoś człowieka, zależy od stopnia jego wykształcenia filozoficznego, co do którego mogą zachodzić bardzo wielkie różnice. Można wprawdzie zostać spirytystą dzięki samej brutalnej naiwności faktów, z któremi się spotykamy. Aby jednak stać się myślącym spirytystą, potrzeba wniknąć w zagadnienie teorji poznania, co nie jest bynajmniej dostępnym dla wszystkich. Potrzeba móc wątpić o świecie, ażeby móc w zaświat uwierzyć. Dlatego też ci filozofowie, którzy oparli swoje systematy na teoretyczno-poznawczym zagadnieniu, jak Kant i Schopenhauer — którzy zatym zwątpili o świecie — doszli wreszcie do mistyki;[15] nic też dziwnego, że materjaliści, którzy bynajmniej nie wątpią o świecie, uważają świat za rzeczywisty wprost dlatego, że można dotknąć go laską, — dostają prawdziwej febry, gdy tylko usłyszą coś o zaświecie i duchach.
Można śmiało powiedzieć, że to, co się da pomyśleć bez napotkania przeszkód ze strony nauk przyrodniczych, przekracza o wiele zakres zjawisk znanych pod nazwą somnambulizmu i spirytyzmu. Rzeczywistość zaś tego wszystkiego da się w ten sposób pomyśleć, jest prawdopodobniejszą, niż przypuszczenie, aby tylko wyobraźnia takiego robaka ziemskiego, jakim jest człowiek, mogła być bogatą, — przyroda zaś, — tak ubogą, że nie może zdobyć się na nic więcej, jak tylko na wytwarzanie czworo i dwu-nogich istot płci żeńskiej i męskiej. Sądzę przeciwnie, że żadna ludzka wyobraźnia nie jest w stanie zbliżyć się nawet do niewyczerpanego bogactwa rzeczywistości. Dlatego też w metafizycznej pomroce, która nas otacza, — jesteśmy tak daleko od tego, aby wiedzieć, na czym polega prawda, jak ćma, która znęcona światłem gwiazdy, leci w jej kierunku.
Okultyzm podaje nam jako fakty doświadczenia niektóre z tych rzeczy, jakie zdawały się z punktu widzenia nauk przyrodniczych jedynie pomyśleć. Twierdzą, że nie powinienem zważać na te fakty dlatego tylko, że przekraczają one nałogi myślowe istot, które żyją w XIX wieku na niknąco małej planecie. Nie mam zamiaru pójść za temi radami, przeciwnie, widzę w spirytyzmie i somnambulizmie jedynie przychodzącą w porę, ale nieznaczną zaliczkę, jaka może przypaść w udziale istocie ludzkiej w dziedzinie wiedzy.
Pozostańmy wszakże na naszej ziemi. Znaleźliśmy na niej trzy zasadnicze warunki, jakich wymaga rozszczepienie życia na normalne i tajemne, na świat i zaświat, rozszczepienie, przy którym części mogą występować albo jedna po drugiej, albo też jednocześnie i mogą być rozdzielone na różne szeregi istot, albo też tworzyć różne strony jednej i tej samej istoty. Jeżeli zaś ma miejsce taka następność lub współczesność, to już z samego faktu rozwoju wypływa, że cała przyroda dąży do stania się organiczną całością, chociażby miało to nastąpić dopiero w bardzo odległej przyszłości. Co jest rozdzielonym tylko czasowo i podmiotowo, może być rozdzielonym dla istot żyjących w pewnym ograniczonym co do przestrzeni i środowisku i w pewnym ograniczonym co do czasu okresie rozwojowym. Świat nie jest robotą mozajkową. Zarówno przedmiotowo różne środowiska będą wchodzić w coraz to liczniejsze i ściślejsze stosunki wzajemne pomiędzy sobą, jak i porozdzielane obrazy świata będą coraz to bardziej zlewać się ze sobą. Możemy wyobrazić sobie ziemię, zamieszkaną przez rasę ludzką, komunikującą się z mieszkańcami Marsa, albo też zaludnioną przez istoty, w świadomości swej łączące i obejmujące świat wraz z zaświatem, które jednak dziś występują odrębnie z powodu progu świadomości, ruchomość którego jest faktem biologicznym. Kto inaczej myśli, podobnym jest do filistra, który przypuszcza, że malowane w pręgi słupy rogatkowe, będą odnawiane zawsze w jeden i ten sam sposób w ciągu całych eonów.[16] Takie zjednoczenie podmiotowego i przedmiotowego świata, wyda się nam dzisiaj czymś prawie nie dającym się pomyśleć, gdyż nie jesteśmy w stanie wytworzyć sobie mniej lub więcej określonego wyobrażenia o rozwoju umysłowym niezbędnych do tego pokoleń istot; mamy tu przed sobą zadanie pozornie nierozwiązalne gdy mierzymy je miarą obecnych zdolności ziemskiego człowieka. Musimy zważyć, że nie idzie tu koniecznie o mieszkańców ziemi, a nawet nie o przyszłych mieszkańców tej ziemi. Ziemia może nie jest jeszcze podatną do wydania Kolumba dla tego wielkiego zjednoczenia; a przynajmniej spirytystyczny Kolumb nie urodził się na ziemi. Spirytyzm powstał wskutek faktów, które zostały nam narzucone, nie jest on odkryciem ludzkości, ale jej doświadczeniem.
Są i dzisiaj jeszcze ludzie, którzy wierzą, że tylko w drodze stopniowego oszołomienia można stać się spirytystą. Można stać się nim wszakże i w drodze myślenia, niezależnie zupełnie od eksperymentów, co więcej, stajemy się spirytystami z konieczności, jeżeli tylko myślimy dostatecznie konsekwentnie. Gdyby nawet nie było dotąd mowy o zjawiskach spirytystycznych, możnaby je przepowiedzieć na przyszłość. Co do mnie osobiście, to w Bposób dedukcyjny pozyskane myśli, które ku własnemu mojemu zdumieniu doprowadziły mnie do okultyzmu, zostały następnie stwierdzone przez fakty doświadczalne. W takich warunkach nie może być mowy, przynajmniej co do mnie, o oszołomieniu, raczej wtedy, gdybym pomimo wszystko nie stal się spirytystą; gdyż najwyższa pewność, jaką człowiek wogóle osiągnąć może, polega właśnie na zgodzie pomiędzy myślą logiczną i doświadczeniem.
Wykład powyższy przekona czytelnika przynajmniej o tym, że wyszedłem z dziedziny niepodejrzanej: — astronomji i darwinizmu. W szerokiej przestrzeni, przedzielającej nauki te od okultyzmu, nie przeskoczyłem, ale przeszedłem przez nią krok za krokiem. Za pomocą, wniosków, którym — o ile mogę być sędzią, własnej sprawy — niepodobna odmówić logiczności, doszedłem do okultyzmu i doświadczenie potwierdziło ostateczne wyniki mojego rozumowania.
Wprawdzie dopiero teraz przy obejmowaniu przebytej drogi wstecznym rzutem oka, wydaje mi się to powolne posuwanie się tak jasnym, jak usiłowałem to tutaj przedstawić, i jest rzeczą, zupełnie naturalną,, żem w rzeczywistym swoim pochodzie niezawsze zdawał sobie sprawę z prawdziwej drogi. Wiedziałem wszakże, że nie potrzebowałem troszczyć się o cel, do którego poczęści dążyłem, a poczęści byłem popychany, dopóki prowadziła logika, wspierana przez doświadczenie.

Przypisy

  1. Uwaga tłumacza. Dla czytelników nieznających zasad Darwina, zaznaczam, że polegają one na następujących wywodach. Wszystkie żyjące formy rozwinęły się z jakiejś początkowej jednej formy, przez drobne zmiany, którym ona ulegała. Znaczy, że mogły podążać w bardzo różnych kierunkach, dając w ten sposób początek tak nieskończenie różnorodnym gatunkom i rodzajom żyjących istot. W stosunku do samej istoty, znaczy, że mogły być pożytecznemi, dla niej obojętnemi, albo szkodliwemi. Ponieważ wskutek ograniczoności środków i warunków istnienia pewna tylko liczba istot żyjących utrzymać się może przy życiu, więc życie jest jedną ciągłą i nieustanną „walką o byt“, jest czynnikiem w rozwoju wielkiego konkursu, na którym tylko najlepiej
  2. uposażeni utrzymać się mogą. Oczywiste więc, że zmiany szkodliwe prowadzić będą do zagłady tych organizmów, w jakich zaszły, a zmiany pożyteczne będą dawały pierwszeństwo w wielkim konkursie życia. Jeżeli teraz zaznaczymy, że wszystkie właściwości organizacji istot dziś istniejących powstały w drodze takich drobnych zmian i że celowością organizacji nazywamy jej użyteczność dla istoty, organizacją tą się odznaczającej, to zrozumiemy, że rozwój musiał doprowadzić do powstania celowych form, gdyż odbywał się ciągle przez utrwalenie zmian wyłącznie pożytecznych. Nie dlatego więc celowość istnieje w świecie żyjącym, że trwała ona w planie istnienia, ale dlatego, ze organizmy posiadające w swoim ustroju coś, coby dla nas było szkodliwe, nie mogły się ostać przy życiu.
  3. Uwaga tłumacza. Wniosek ten jest zupełnie dowolny. Dalsze jednak wywody du Prela zawierają w sobie wiele bardzo cennych pierwiastków, których znaczenie nie cierpi nic na dowolności i braku uzasadnienia tego wniosku.
  4. Uw. tł. Locke filozof angielski XVII w., a przed nim Kartezjusz, Galileusz i inni dowiedli, że wrażenia, jakie odbieramy od przedmiotów zewnętrznych, zależą nietylko od tych przedmiotów, ale i od budowy naszych narządów zmysłowych; właściwość więc takich przedmiotów, jak: kształt, barwa, dźwięk, ciężar i t. p. zależy od ustroju naszych zmysłów i zmieniłaby się choćby przedmioty pozostały te same, gdyby tylko w naszym urządzeniu zmysłowym zaszła jaka zmiana. Kant — filozof niemiecki XVIII wieku dowiódł, że nasze wyobrażenia i pojęcia o świecie zależą nietylko od ustroju naszych zmysłów, ale i od ustroju naszego umysłu, który stany przez zmysły dostarczane, myślowo opracowuje. Choćby dusze te pozostały te same, ale nastrój samego umysłu się zmienił, to wskutek samego opracowania myślowego, świat przedstawiłby się zupełnie inaczej.
  5. Okultyzm — wiedza tajemna; jednym z zasadniczych jej twierdzeń, jest przekonanie o istnieniu istot myślących, o innej wyższej od ludzkiej, naturze Darwinizm pozwala przypuszczać zmienność i rozwoj nieograniczony w zastosowaniu do wszystkich istot żyjących, a więc i możliwość istot myślących, wyższych od człowieka. Wnioski więc du Prel’a dadzą się pogodzić z darwinizmem, chociaż bynajmniej nie wypływa z tej teorji, aby istoty te istniały w samej rzeczy; idzie tu tylko o możliwość ich istnienia z darwinistycznego punktu widzenia. Wyrazem transcendentalny, tłumaczy wyraz transcendental, który w filozofji od czasów Kanta ma inne zupełnie znaczenie, podczas gdy wyraz transcendent ma u Kanta to samo znaczenia mniej więcej co u du Prel’a; znaczy: niedostępny dla doświadczenia, zaświatowy.
  6. Somnambulik — uśpiony snem magnetycznym.
  7. Du Prel ma tu na myśli wypadki, w których somnambulik widzi z zupełną dokładnością rzeczy mające miejsce nieraz o wiele tysięcy mil od niego.
  8. Każdy człowiek posiada w sobie według du Prel’a istność niewidzialną, — spiryt; przez działalność tej istoty, znajdującej się w ludziach, t. j ucieleśnionej, tłumaczy du Prel zjawiska somnambulizmu. Zjawiska zaś spirytystyczne mogą być wytworem albo spirytu ucieleśnionego w medjum, t. j. istoty znajdującej się w stanie przypominającym sen magnetyczny i niezbęddnej do wywołania zjawisk spirytystycznych, bądź też spirytów bezcielesnych, należących do ludzi, którzy już nie żyją.
  9. Przez «świat» i «zaświat» tłumaczy niemieckie «diesseits i jenseits» — powołując się przy tym na powagę Augusta Cieszkowskiego, który w tym właśnie znaczeniu posługiwał się temi wyrazami. (Uw. tł.).
  10. Dualizm ten nazywa du Prel podmiotowym dlatego, że i spiryt i człowiek zmysłowy żyją w jednym i tym samym świecie, ale ujmują go w nowy, inny, sobie tylko właściwy sposób. Jeden i ten sam przedmiotowo świat jest więc podmiotowo innym dla spirytu, a innym dla człowieka zmysłowego.
  11. Zwracam uwagę czytelników, że jest to tylko hypoteza du Prel’a i że wiara w niewyczerpane bogactwu natury, nie może być bynajmniej wystarczającą dla niej podstawą. (Uw. tł).
  12. Poznanie i cała działalność zmysłowa mogą być uważane za jeden z objawów przystosowania się organizmu do środo iska: podstawę bowiem ich tworzy odczuwanie przez organizm zmian w środowisku t m zachodzących; od ustroju zaś i natury organizmu zależy, jakie zmiany i jak będzie on je odczuwać. (Uw. tł.).
  13. Według więc du Prel’a istnieje w nas podwójne życie duchowe, polegające na podwójnym przystosowaniu do świata. Jedno z tych przystosowań pozwala nam odczuwać pewne tylko zmiany w świecie i wytwarza nasze doświadczenie zmysłowe; drugie zaś przystosowanie jest przystosowaniem spirytu do zgoła innych zmian, które są niedostępnemi dla naszego doświadczenia zmysłowego. W ciągu życia żyjemy zazwyczaj (za wyjątkiem wypadków somnambulizmu i podobnych) tylko pierwszym życiem duchowym: życie duchowe spirytystyczne dochodzi do szerszej świadomości śmierć zaś zamyka i niweczy naszą doświadczalną świadomość zmysłową, nie tykając życia duchowego spirytu, które staje się po śmierci jedynym naszym życiem. Z tego punktu widzenia, urodzenie i śmierć są to zmiany w formach ujęcia świata (Anschanungsformenj, jak mówi Kellenliauz; przy urodzeniu, świadomość zmysłowa występuje na miejsce życia spirytu, przy śmierci zaś odwrotnie. Jest to pogląd metafizyczny nie pozbawiony głębokości.
    (Uw. tłum.).
  14. Uw. tł. Słowa świat i zaświat to nie dwie różne rzeczy, ale jedna i ta sama rzecz widoczna z różnych punktów widzenia: świat i wszelkie przejście ze świata w zaświat jest tylko zmianą punktu widzenia i niczym więcej. Nie przenosimy się ze świata na inne miejsce, zaświatem zwane ale umieramy tu i wskutek tego, to co było dla nas światem, staje się zaświatem.
  15. Kant w swoich wydanych przez Pöllitza „Wykładach o metafizyce“, Schopenhauer w swoich rozprawach „O magnetyzmie zwierzęcym i magji (Uber den animalischen magnetismus und Magie), o pozornej celowości w losach jednostek (Über die ascheinende Absichlichkeit Schicksale des Einzelnen) i «o ducho — widztwie i pokrewnych przedmiotach» — (Über das Geistersehen und was damit zusammenhängt).
  16. Eon — niezmiernie długi okres czasu, w ciągu którego światy giną i powstają. Termin używany przez filozofów greckich. (Uw. tł.)


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Karl du Prel i tłumacza: Stanisław Brzozowski.