Rosprawa o krytyce

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Kostka Potocki
Tytuł Rosprawa o krytyce
Podtytuł czytana na publicznym posiedzeniu Królewskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk dnia 21. stycznia 1811 roku
Data wydania 1805
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
ROSPRAWA
o
KRYTYCE,
czytana
NA PUBLICZNYM POSIEDZENIU KRÓLEWSKIEGO
TOWARZYSTWA PRZYIACIÓŁ NAUK
dnia 31. Stycznia 1811. Roku
przez
STANISŁAWA POTOCKIEGO
Senatora woiewodę, prezesa rady stanu i ministrów, oraz izby edukacyyney, kommendanta jeneralnego korpusów kadeckich, członka towarzystwa królewsk. przyiaciół nauk, orderów polskich i legii honorowey
kawalera.
Dar S. Staszica.


w Warszawie.



* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *



Non ego paueis offendar maculis, Hor.


Co iest Krytyka, iakie iéy zasady, prawidła, korzyści? o tém dziś rzecz czyniąc przed naywyższym iéy sądem, światłą Publicznością; mam w zamiarze dowieść, iż ona iest godną zacności sądu takiego, który czuwaiąc nad nią, czuwa nad własnym i Narodu dobrem.

Te iedynie dzieła godnemi są krytyki, które zasługuią na pochwałę; bo nie przywięzuie się ona do nikczemności, lecz sięga tego, co wydoskonalonym bydź może. Wydoskonalenie więc, (gdyż doskonałość iest niepodobną), rzetelnym krytyki bydź winno przedmiotem. Biada nieoświeconemu narodowi, któremu krytyka wytykaćby musiała to, co zdrowy rozsądek i smak dobry zupełnie potępia! Byłoby to bowiem znakiem tak grubéy iego ciemnoty, iżby iéy światło krytyki rozwidnić nie zdołało. Naród takowy dla krytyki niedoyrzały, okazałby się iéy dobrodzieystw niegodnym.

W miarę cywilizacyi narodów wzrasta u nich światła krytyka; co naylepiéy dowodzi, że ma za cel wydoskonalenie. Dążenie do niego iest naturalne ludziom, w społeczności żyjącym, ktoréy chęć swobodnieyszego życia była zawiązkiem. Ztąd cywilizacya wzięta swóy początek: rośnie ona z wiekiem narodów, w miarę łatwości, którą im do tego mieyscowe daie położenie, ieśli ich rząd lub wiara, nie są temu na przeszkodzie, i nie niszczą dobrodzieystw, któremi ich obdarzyła natura. Do udoskonalenia więc wszystkie zmierzaią narody; lecz te, które przez dłuższe i szczęśliwsze rozwinięcie się swoiéy cywilizacyi wygórowały nad inne, poszukuiąc wszystkich śrzodków, co do udoskonalenia zbliżyć ie mogą, wzywaią w tym celu pomocy krytyki, w naukach, umieiętnościach, sztukach nadobnych rękodziełach, zgoła we wszystkich geniuszu i pracy ludzkiéy płodach.

Drażliwszemi są przeciw krytyce mniéy wygórowane w cywilizacyi narody; czyli dlatego, że nieznane sobie zasady krytyki mieszaią z uszczypliwością satyry, któréy się albo lękaią, albo się nią brzydzą; czyli z powodu téy próżności, która zwykle towarzyszy mierności. W małéy liczbie płodów naukowych mniéy cywilizowanych narodów, zdaie się u nich tym, co nie wyszedłszy z mierności, wznieśli się wszelako nad swoich rodaków, iż naywyższego doszli doskonałości stopnia. Łatwe dla miłości własnéy omamienie, do którego brak krytyki, zatém ślepe często rodaków zadziwienie, a nadewszystko próżność narodowa dopomaga. I ztąd to pochodzi, że kiedy u nayoświeceńszych narodów, główne nawet dzieła sławnych ich pisarzów, podpadaią krytyce, (w niczém nieubliżaiącéy szacunkowi i poszanowaniu, które sobie zjednali), słyszeć o niéy nie chcą mierni pisarze miernie oświeconych narodów, i iakby za osobistą poczytuią ią urazę. Wolter krytykował Kornela, Woltera wielu innych, aż do zbyt może surowego badacza pomyłek iego Pana Geofroi. Znał wszelako Wolter całą wielkość Kornela, i oddawał iéy sprawiedliwość; tak iak krytycy Woltera znaią wartość tego sławnego pisarza, i nie odmawiaią iéy winnego hołdu. Lecz oba ludźmi będąc, nie mogli się, mimo wyższości swoiéy, ustrzedz pomyłek; które tém słuszniéy poszukuie i wytyka krytyka, że otoczone pięknościami, i wśrzód nich ukryte, z niemi pomięszane, wsparte sławą autora, mogłyby się stać niebezpiecznemi dla mniéy bacznych naśladowców, których nieudoskonalony smak, obłąkany w wątpliwym wzorów wyborze, pomiiaiąc piękności, możeby naśladował przywary.

Ma jeszcze inny celny zamiar do wydoskonalenia dążący krytyka. Porównywa ona piękności z pięknościami, i właściwe im stopnie naznacza. Bada czy to, co iest miernym, dobrym, co dobrym, doskonałym staćby się nie mogło, i ku temu pewną wskazuie drogę. Zgoła krytyka iest logiką dobrego smaku, razem rzecznikiem iego u publiczności, przed którą sprawy iego wprowadza, i równie współczesnych, iak zeszłych pisarzów pod ten szanowny sąd pociąga. Gdzie tylko obszerne granice nauk i smaku dobrego dosięgaią, władza się iéy rozciąga. Urząd iéy iest wielkim, potrzebnym i pięknym, gdy go zdobi prawdziwy talent, a uszczypliwość lub stronność nie kazi.

Kiedy takiemi są zasady krytyki, że ią bodzcem do wydoskonalenia ludzi, żyjących w społeczności, nazwać można; powinny odpowiadać tak szlachetnemu celowi iéy prawidła. Trzymając się téy zasady, zastanówmy się nad ich poszukiwaniem. Przywróćmy krytyce, nadużyciem skażonéy, zaszczyt, który w sobie samo iéy imię zamyka; przywróćmy mówię cześć iéy winną, a zamiast owego trwożącego straszydła, iakim się źle wyobrażona w oczach wielu maluie, okażmy ią przyiaciółką sztuk, nauk, smaku dobrego; zgoła ludzi, nad których czuwa wydoskonaleniem!

Imię krytyki z Greckiego przyswoione znaczy sąd, czyli wymiar sprawiedliwości. Zamyka więc to imię w sobie całą zacność i świętość obowiązków, które wkłada. Ile występnym iest sędzia nieprawy, tyle podłym i pogardy godnym krytyk stronny, lub niesłuszny. Jeden iak drugi wyzuć się powinien z wszelkich namiętności; by słuchał tylko głosu przekonania i prawdy. Lecz iako urząd sędziego, oprócz nieskazitelności, wymaga gruntownéy praw znaiomości, i niepospolitéy przenikłości; tak też nie łatwe krytyka obowiązki, prócz nieuprzedzonego umysłu, wyciągaią obszernych wiadomości, gruntownéy nauki, a nadewszystko smaku dobrego.

Sąd krytyki usprawiedliwionym zawsze bydź powinien przyczynami, na których się gruntuie; nie zaś samowolne wydawać wyroki, albo ie szyderstwem tylko popierać. Krytyk albowiem iak krytykowany podpada naywyższemu Publiczności sądowi; tę acz niekiedy bawi dowcipna złośliwość, nie przebacza iednak iéy nadużycia, i wnet takowego krytyka w liczbę zapisuie oszczerców.

Już się wyżéy powiedziało, nie zdaie się to bydź przedmiotem krytyki, co na żadną nie zasługuie pochwałę. Dziennikarze nawet, dla których krytyka iest rzemiosłem i sposobem do życia, nie wchodzą w rozbiór dzieł takowych, chyba świeżo z druku wychodzących, by ciekawym nowości badaczom oszczędzić kosztu i tęsknoty. Ieśli tedy zaszczyt krytyki tym tylko należy się dziełom, które są godnemi pochwały; ztąd pierwszy wypada wniosek, iż z poważaniem i szacunkiem mówić iéy o nich należy. Drugi, że gdy krytyka iest sądem piękności iak pomyłek, równie w niéy pochwała iak nagana mieysce mieć powinna; a iedna iak druga pewnym bydź oznaczona stopniowaniem, z obóch stron od zbytniego uniesienia dalekim, tak, iżby w pochwale iak naganie nie było nadmiaru. Dodaymy do tego, że ieśli nagana potrzebuie dowodów, nie mniéy ich wymaga pochwała; bo gdy piérwsza znayduie w złośliwości pomocnika, druga ma przeciwnika w zazdrości.

Rościć sobie prawa do ogólności w krytyce nikt nie może, bo powszechność znaiomości nikomu nie iest daną. Iest to atoli dosyć pospolitą ludzi przywarą, chcieć sądzić o wszystkim, nawet o tém, czego nie znaią tak dalece, iż śmiałość wyrokowania częściéy niewiadomości niż umieiętności towarzyszy. Co ztąd pochodzi, iż ten, który umieć mniema, nie zna trudności nauki, a zatém mniéy się zastanawia nad sądem o niéy, iak ten, który rzetelnie umie. Piérwszego natchnienie ślepo popycha, drugiego pewna wstrzymuie rozwaga; ten się w obłędne paszcza manowce, kiedy tamten pewnéy szuka drogi. Lecz iakieżkolwiek są w tym rodzaiu przywary rozumu ludzkiego, nie mniéy iednak iest to rzeczą pewną, iż sądzić o tém zdrowy rozsądek nie dozwala, czego dokładnéy nie posiadamy znaiomości.

Iak łatwość w mówieniu, wsparta dowcipem, zdaie się wielu prawem sądzenia w rozmowach o wszystkiém, kiedy błyskotki ich wyroków mamią samą swoią lekkością słuchaczów, nie mniéy iak oni powierzchownych; tak też łatwość pisania gładkim, przyiemnym, wesołym, żartobliwym lub złośliwym wsparta stylem, przywłaszcza sobie często prawo wyrokowania o wszystkiém, nie bez poklasku gminu tych niby smakownych i umiejętnych wielkich miast próżniaków, którzy w czytaniu zabawy, nie nauki szukaią. Zyskali nieraz, i mogą sobie zyskać, na czas nieiaki odgłos dowcipu takowi pisarze; lecz prawdziwa, a zatém długotrwała sława, nie iest ich podziałem. Wnet oznaczeni czczéy lekkości cechą, nie znayduią mieysca w rzędzie prawdziwych krytyków, których sądowi współczesne i następne zawierzaią pokolenia, dlatego, że połączyli gruntowną znaiomość rzeczy, o któréy sądzą, z iasnym, rządnym, bezstronnym i gładkim iéy wystawieniem; dlatego, że nie złośliwość lub dowcip tylko, lecz rozsądek i smak dobry kierowały ich piórem. Takim nad innych okazał się sławny Bayle, wzór do dziś dnia krytyków niezrównany. Tym prawem wyrokował on potomności, która z uszanowaniem sądy iego przyymuie, iako wyroki prawdy i smaku.

Lubo ten geniusz w krytyce prawie powszechny, rzadkim nader dowiódł przykładem, to co przez się żadnéy nie podpada wątpliwości, że prawo iéy do wszystkich ludzkich znajomości rozciąga się, że do niéy równie umiejętności iak nauki należą; szczególnieyszym przecięż te ostatnie są iéy przedmiotem, iako więcéy upowszechnione, i więcéy z smakiem dobrym związku maiące. Z którego to powodu i sztuki nadobne pod bliższym krytyki zostaią dozorem. Lecz nie wchodząc w te rozróżnienia, które granice krótkiéy rozprawy przechodzą, zobaczmy, na czym krytyka iakiegokolwiek bądź rodzaiu, polega.

Każda krytyka ma dwa główne oddziały: Zwierzchni, to iest postaci czyli formy; Wewnętrzny, to iest ducha czyli treści; z których piérwszy iako więcéy zmysłowy, bardziéy do smaku, drugi iako więcéy rozumowy, bardziéy do rozsądku należy; choć oba nierozerwanego ich wymagaią związku. Układ słów, który stylem nazywamy, iest powierzchowną formą pisma; myśli zaś, z których się składa, są wewnętrzną iego istotą i mocą. Zgoła słowa są postacią, myśli są duszą dzieła każdego. A iako piękny kształt ciała uprzedza nas na piérwszy widok, nieprzyiemny odraża; tak też w dziele każdym styl iego naprzód nas przywięzuie lub odpycha. Lecz iako przymioty duszy nie są koniecznie przywiązanemi do kształtności ciała, tak też nie zawsze dokładność i dobór myśli towarzyszy uymuiącemu stylowi. Dlatego te dwa oddziały stanowią dwie główne części krytyki. Rozważa ie ona z osobna, i stopień właściwy dokładności naznacza, daiąc pierwszeństwo tym dziełom, w których słowa z myślami, to iest styl z rzeczą, są w tym doborze i harmonii, iaką połączenie piękności fizycznéy z moralną sprawuie. Mieści tedy krytyka w piérwszym rzędzie te dzieła, w których rzecz sama i sposób iéy wysłowienia znayduią się w równéy mierze dokładności, a innym właściwe po nich naznacza mieysce, czyli styl iest celną ich ozdobą, czyli głębokość myśli prze ważną zaletą.

Co się tyczy rozkładu i myśli dzieła iakiego, roztrząsanie ich wymaga po krytyku dokładnéy znaiomości materyi, o którą rzecz idzie, doskonałego rozsądku i wielkiéy nawykłości rozbioru. Rozważa on naprzód ogólny układ czyli plan dzieła; potem trafność i porządek w układzie; daléy stosunek między sobą części, następnie łatwe i szczęśliwe rozwinięcie się, nakoniec ten łańcuch iedności, który wszystko bez przymusu do zamierzonego celu prowadzi i spaia. Z drugiéy strony zgłębia on gruntowność myśli, odkrywa moc i piękność, wskazuje świeżość i nowość, nie pomiiaiąc uchybień, które mu się tak w saméy osnowie rzeczy, iak w rozumowaniu o niéy dostrzedz zdarza.

Zastanawiającemu się nad stylem krytykowi, trzeba smaku niepospolitego, i wrodzonéy, że tak powiem, harmonii, którąby go znaiomość wielkich w sztuce pisania wzorów, i szczęśliwe nawyknienie, nauczyły przystosować do wszystkich uczuć człowieka, duszy i serca, rozkoszy i bolu. Bo to wszystko równie słowa iak myśli wyrażać powinny; a często wyraz ten, od wzorowych pisarzów, samym słowom był szczęśliwie powierzonym.

Smak, czyli to delikatne i trafne uczucie tego, co w rzeczach iemu podległych przystoi i zdobi, chociaż po części zdaie się wrodzonym darem natury, iednakże kształci się, wzmacnia, wydoskonala, a nawet nabywa ustawnym obcowaniem z prawdziwemi iego wzorami. Klassyczna starożytność iest czystym źrzódłem iego; w niéy naczelni wieków naszych pisarze, wyczerpali tę wielkość i smak, które ich klassycznymi uczyniły. Maczaiąc, że tak powiem, w starożytności pióra swoie, przybliżyli się do niéy, i ta iest naypiérwsza ich zaleta. Bo nie rozciągając zdania tego do umieiętności, śmiało twierdzić można, że wyiąwszy scenę, w innych literatury częściach wieki nasze nie przeszły dawnych, a w wielu nawet nie wyrównały.

Kto tedy chce nabydź smaku dobrego, kto poznać różność stylów, zawsze dobieranych do rzeczy, kto sądzić o niéy, niech szuka téy znaiomości w odwiecznych prawodawcach stylu i smaku dobrego, i niech do niéy pilną dołączy rozwagę wielkich pisarzów, którzy, tą idąc drogą, stali się wzorami i ozdobą wieków naszych. Do nich nawykły, ich duchem przeięty, z nimi wszystko porównywaiąc, i na ich mierząc stopę, nie obłąka się w sądach swoich; a zapewnione ich prawidła, zmienią się dla niego przez długie nawyknienie, w niemylne uczucie smaku dobrego.

Mówiąc ogólnie o krytyce, chcieć zastanowić się nad każdym rodzaiem stylu i iego własnościami, a to od listowego zacząwszy, kończąc na epicznym, byłaby to nie krótką rozprawę o krytyce, lecz obszerne dzieło o literaturze przedsięwziąć. Przestać mi więc na ogólnych prawidłach należy, i zamknąć w ich obrębie wiersze iak prozę, one bowiem zarówno im służą.

Sądzący krytyk o stylu, sam go posiadać powinien. A lubo naylepsze zdania zamkniętemi bydź mogą nie zawsze w szczęśliwych wyrazach, a mowa nayozdobnieysza mylne popierać wnioski; wszelako zdaie się, że ten, co sądzi o dobrym smaku, sam bydź przykładem złego, bez zgorszenia i odrazy nie może. Krytyka, by swego dopięła zamiaru, powinna bydź uymuiącą; inaczéy iest żadną, przynaymniéy co do skutku. W powszechnym mniemaniu; włożonym iest na nią ciężki obowiązek po łączenia z nauką zabawy, a chociaż on się rozsądnie do wszystkich iéy rodzaiów rozciągać nie może, wszelako w każdym wymaga się po niéy gładkości, mocy, ognia i téy właściwości, która rzeczy naturalnym ich maluiąc kolorem, kiedy mówi o stylu iakim, zbliżać się do nie go, a ieśii można, wzór iego dać powinna.

Po tych ogólnych nad krytyką uwagach, do wszystkich ięzyków i kraiów przystosować się mogących, rzućmy okiem na szczególnieyszą iéy u nas potrzebę, i na pewny zaprowadzenia iéy sposób.

Wyznać należy, iż dotąd nie mieliśmy żadnéy prawie krytyki, lub mieliśmy ią samowolną i rzadko bardzo opartą na iéy prawdziwych zasadach. Ztąd u nas, nienawyknienie do niéy, ztąd odraza, ztąd uszczypliwość satyry, na mieyscu umiarkowania krytyki położona, ztąd puszczone w zapomnienie to iéy znamię istotne, że krytyka iest sztuką równie pochwały iak nagany. Wszakże przy takim krytyki u nas zaniedbaniu wzrasta codzień iéy potrzeba. Ocucony Polak z długiego letargu nierządu, który go ogołocił ze wszystkiego, rzucił okiem na przeszłość, i uyrzał dawne bogactwa i obecne ubóstwo swoie. Uyrzał wśród ruin miast, handlu, rękodzieł, przemysłu i rolnictwa, upadek nauk dawniéy u nas kwitnących; a w zabytkach owego złotego literatury za Zygmuntów wieku, wyczytał tę smutną prawdę, że kiedy wszystko z wiekiem u sąsiadów wzrosło, u nas przeciwnie wszystko w pogorszenie idąc, do ostatniego przyszło upadku! Niestety! staraliśmy się, lecz niewcześnie zaradzić złemu, i to nas zgubiło. Powierzyło atoli sprawiedliwe Niebo losy nasze temu, w ręce którego opatrzność przeznaczenie świata złożyła; a on nas nowym udarował życiem, które godnym takiego twórcy, i wielkich iego zamiarów, uczynić winniśmy. Oświecenie i krytyka są iedną z dróg, które do tego geniusz iego narodom wskazuie, a mądrość i potęga wspiera.

Jakieżkolwiek nieszczęścia ciężały nad panowaniem Stanisława Augusta, pod nim iednak ocucona Polska, iak gdyby trzaskiem ruin własnych, nauki dźwigać zaczęła. Wzrost ich był raptownym, bo w miarę zdolności narodu; mianowicie w literaturze i rymotworskiéy sztuce olbrzymim postępował krokiem. Lecz brak krytyki nie dozwolił mu doyść do tego doskonałości stopnia, iaki zamierzonym zdaie się, wrodzonym talentom Polaka.

Wytknę tu w krótkości, bo tylko co do ięzyka i stylu, zwykle u nas w nich zboczenia, które okażą, ile się krytyka do ich poprawy przyłożyć może. Obce i niestosowne do ięzyka naszego wyrazy, którego ród iest Słowiański, zbyt często każą mniéy potrzebnie, i z nawyknienia tylko, dzielą naylepszych pisarzów naszych. Lubo nie dzielę uprzedzenia o mniemanym bogactwie ięzyka naszego, mam go iednak za dostateczny co do pięknych nauk, i mniemam, ze się ustrzedz w nim można wady cudzoziemczyzny przy łatwości, którą nam do tego zwrot i układ iego podaie. Lecz ta sama budowa ięzyka naszego, równie prawie iak Łacińskiego szczęśliwa, pełna powagi i harmonii, iest nader niebezpieczną, i bacznéy wymaga krytyki; bądź dla uniknienia tęsknéy iednogłosności, skutku ustawicznego peryodów spadku, bądź dla tego zamięszania, w które wprawia samowolność przekładania słów, i nadania mowie toku, iaki się podoba. Podwóyną więc pisarz znayduie do zwyciężenia trudność; iednę w harmonicznym słów układzie, by się w twardość lub tęskną nie zmienił śpiewliwość, drugą, w takim ich uporządkowaniu, iżby w niczém, mniéy uważnym zbiegiem nie nadwerężały myśli, i co iest zbyt częstym, opacznego im nie nadawały znaczenia. Jakżeż do tego wyćwiczonego ucha, iakżeż pilnéy trzeba uwagi! Trudności te nieznanemi są ięzykom, któremi rządzi grammatyczny słów porządek.
Tak więc liczniejsze u nas iak u innych narodów krytyki przedmioty, wskazują większą iéy potrzebę; brakowi iéy pewnie należy przypisać, iż dotąd liczymy więcéy znakomitych poetów, iak prozą pisarzów. Maią bowiem wiersze miarę i tok sobie przepisane; nie ma proza takiego prawidła, sama iéy wolność obłąkać iest zdolną; i ztąd to pochodzi, że u wszystkich narodów krytyka późno uformowała prozę, kiedy wprzód sama prawie natura, wdzięczne poetów natchnęła pienie.

Powiedziałem, ze nie mam bogactw ięzyka naszego za rzetelne; usprawiedliwić to mniemanie winienem. Mamy w prawdzie wiele wyrazów zbytkowych, kilkokrotnie rzecz iednę znaczących, powiększających lub zmnieyszaiących; i ten zbytek pozór nam obfitości daie. Lecz z drugiéy strony brak wielu wyrazów właściwych i koniecznie potrzebnych, (mianowicie w umiejętnościach), ubóstwo nasze dowodzi. Przyznać atoli należy, iż ięzyk Polski był bogatym, w stosunku nawet z temi, które dziś za takie uchodzą, nim się one wzbiły w zamożność od wieku i więcéy przyswaiaiąc ustawnie, iako spadek macierzyńskiéy mowy Łacińskie wyrazy, lub te, które Rzym uczony od uczeńszéy przeymował Grecyi. Wzrost nauk i umiejętności, stał się dla tych narodów wzrostem ich mowy. Czerpały one niedostaiące im do nich słowa u źrzódła, z którego wypłynął ich ięzyk. Przeciwnie przez ten długi przeciąg czasu, nasz leżąc z naukami w odłogu, utracił nawet czystość swoię, i barbarzyńskim skaził się sposobem, do dni ieszcze naszych naieżony, iak owa baieczna soyka, pawiemi Łaciny piórami. Lecz cóż lepiéy dowodzi niedostatku ięzyka naszego w pewnych względach, iak ta nieustanna słów kuźnia, która się z poprawą stylu u nas zjawiła, a pod któréy ciężkiemi młotami stękał nieraz ięzyk Polski. Twory takowe są tym waźnieyszym u nas krytyki przedmiotem, iż z iednéy strony potrzeba ich czuć się często daie, z drugiéy nadużycie zepsuciem ięzykowi zagraża.

Potomkowie dzielnych lecz nieumieiętnych Słowian, dziedzice ich mowy, nie możemy iak wiele innych narodów czerpać brakuiących nam wyrazów na uczonéy matki łonie, i pobratnie przysposabiać słowa. Nie możemy równie dawać wolnego wstępu cudzoziemskim do mowy naszéy; bo ie z niéy wyłącza samo ich brzmienie z Słowiańskim niezgodne, co ie wieczyście dla nas obcemi czyni. Czuwać tedy surowo krytyka powinna nad tworem i przyborem słów, by pierwszy nie skaził powagi, drugi harmonii, oba czystości ięzyka Polskiego. Co do tworu słów, właściwość i gładkość dobroć iego stanowi. Co do obcych przybrania, zdaie się, iż w umieiętnościach, powszechnie od wszystkich narodów przyięte i naszemu służyć mogą. Lecz przeciwnie, że w pięknych naukach, do których iest przywiązaną harmoniia ięzyka i stylu ozdoba, bez koniecznéy potrzeby, cierpieć ich krytyka nie powinna.

Łatwoby mi było liczne dodać uwagi, dowodzące potrzebę zaprowadzenia u nas krytyki, bo ie tylko co do stylu z lekka dotknąłem; gdybym zbytniém nie sądził to staranie, przekonany, iż tu wątpliwość mieysca mieć nie może. Idzie tylko podług mnie, o sposób oswojenia z nią narodu, który wskazać przyrzekłem. By doyść tego zamiaru, nie widzę lepszego środka, iak zacząć krytykę nie od źyiących, lecz umarłych, nie od dzieł miernych, lecz od naylepszych iakie mamy wzorów. Nie jeden z nas chwali Kochanowskich, Zimorowiczów, Szymanowskich, Krasickich, i wielu znakomitych rymotworców naszych, choć nie zawsze w ich czytaniu smakował; nie ieden wielbi Górnickiego, Orzechowskiego, Skargi, Koiałowicza, i innych prozę, choć w niéy niekiedy doznał tęsknoty. Odkryie mu krytyka iéy przyczynę, zawsze pochodzącą z uchybienia w myśli lub w iéy wysłowieniu, równie iak tych słusznych uniesień, któremi go mysi piękna z szczęśliwym zgodna wyrazem zachwyca. To odkrycie, własnym zatwierdzone uczuciem, zwróci go z większą ciekawością i pożytkiem do sprawdzenia pochwał i wykwitniętych niedokładności, a może go postawi w stanie dostrzeżenia przepomnianych; i z czasem uczyni sędzią sprawiedliwym dla innych; a dla siebie samego bezstronnym krytykiem. Tym sposobem nietylko talent iego ulepszyć się może, lecz całkiem nieznany rozwinąć.

Z upowszechnioną krytyką wzrośnie chęć do czytania, liczba piszących pomnoży, uformuie smak narodowy, styl i ięzyk ustali; a podobne do ziemi, na któréy zamieszkał, buyne Polaka talenta lepiéy uprawne, godne darów, któremi go obdarzyła natura, wydadzą płody. W tedy pisarze nasi iedynie wydoskonalenia chciwi, wyżsi nad podeyrzliwą mierność, lękać się krytyki nie będą; owszem wzywać iéy pomocy, i korzystać z światłéy porady, gardząc zawistnych Zoilów oszczerstwem, któremu milczenie nakaże ich wziętość, a iako przepaść pochłonie wiekopomna sława.

Kończąc mowę o krytyce, którą całkiem do literatury przystosowałem, wspomnieć przynaymniéy winienem, iak znakomitemi stały się iéy korzyści dla umiejętności i nauk, odtąd iak nieśmiertelny Bakon rzucił na nie jasne iéy światło. Naypamiętnieysza iest to epoka w dzieiach ludzkich umieiętności, przez wpływ szczęśliwy, który na nie miała, zmianę, którą w nich sprawiła, wzrost który im dała. Jak tylko twórczy geniusz Bakona natchnięte od światłéy krytyki przepisał umieiętnościom prawidła, zniknął nieład, zniknęła otaczaiąca ie przesądów ciemnota, a natomiast rozwinął się piękny łańcuch znaiomości ludzkich, i właściwy każdéy porządek. Tę wielką zmianę winny umieiętności nieśmiertełnéy Bakona krytyce, która odtąd towarzysząc im podług iego wskazania, drogą oczywistości i doświadczenia, doprowadziła ie do tego wysokiego doskonałości stopnia, którym wiek nasz szczyci się nad wszystkie inne.

Ten co iest czasów naszych wieczną i iedyną ozdobą, ten co zgromadził wszystkie rodzaie sławy, których tylko może człowiek pożądać, ten co religii świętość, rządom władzę, prawom moc przywrócił, piérwszy świata woiownik, prawodawca i polityk, mąż ten mówię zadumiewaiący, wśród tylu wielkich i rozlicznych starań, któremi go opieka nad światem zaprząta, nie tylko iak nowy Atlas, dźwiga z łatwością to niezmierne brzemię, lecz wraz umieiętnościom, naukom, sztukom nadobnym, i krytyce nad niemi czuwaiącéy, dobroczynną podaie rękę. Wiecznym będzie wzniesiony przez niego dla nich ogromny pomnik, który wznawiaiąc wspomnienie czasów naypięknieyszych Grecyi, składa w ręce krytyki dziesięcioletnie nadgrody dla ubiegaiących się o nie wszelkiego rodzaiu talentów. Głos naywiększego z ludzi powołujący ie pod iéy sąd, rozlegać się będzie po wiekach, a długo trwałe ustanowienie iego, zaświadczaiąc i zapewniaiąc korzyści krytyki, głosić światu, że nic wielkiego, nic użytecznego niemasz dla ludzi, czegoby zaniedbał, czegoby nie przedsięwziął, czegoby nie dokonał

NAPOLEON

prawdziwie Jedyny.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Kostka Potocki.