Puszcze polskie/Na straży Mazowsza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ferdynand Ossendowski
Tytuł Puszcze polskie
Wydawca Wydawnictwo Polskie R. Wegner
Data wydania 1936
Drukarz Biblioteka Polska w Bydgoszczy
Miejsce wyd. Poznań
Ilustrator wielu autorów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


ROZDZIAŁ DRUGI
NA STRAŻY MAZOWSZA

Nad brzegiem Narwi, tonąc w ciemnej zieleni, panuje Łomża. Zdaleka widać jej wieże i wysokie dachy kościelne. Stary to gród, bardzo stary, bo w świątyni farnej znaleziono tablicę z datą jej ufundowania — rok 1000-ny! Podobno następca św. Wojciecha, mnich benedyktyński — Brunon założył tu nad Narwią kościół św. Wawrzyńca za panowania Bolesława Chrobrego; w dwieście zaś lat potem książęta mazowieccy zbudowali na tem samem miejscu grodzisko i zamek, a Kazimierz Wielki wzniósł drugi — pod Starą Łomżą. Bogate to było miasto i z różnych korzystało przywilejów, jako to wolność od ceł wodnych, wyrąb drzewa w puszczach Łomżyńskiej i Giełczyńskiej, w lesie Wąsowskim i w borze Czerwonym. Mieszkała tu w zamku samotna, zadumana wdowa Anna Jagiellonka, a gościli w Łomży — Zygmunt August, Bona i August II. Potężna to była twierdza, broniąca Mazowsza przeciwko Krzyżakom i Litwie. Kasztelan Tulny pod murami Łomży śmiercią bohaterską przypłacił zwycięstwo nad Zakonem w r. 1410, a „drogę krzyżacką“ pamiętają ludzie aż do dnia dzisiejszego. Po wygaśnięciu linji mazowieckiej gród ten zaczyna podupadać; Tatarzy, kozacy Nalewajki, ogień i powodzie to przyczyny jego powolnego konania. Miasto utraciło dawne przywileje i nadania, bo spalił je zdrajca, partyzant Nalewajki — Franek Obłom — mieszczuch warszawski, który podawał się za rotmistrza chorągwi królewskiej — Jakóba Sułkowskiego. Mieszkała tu też czarownica, Barbarka Królka, która, jak głosi podanie, urok rzuciła na Zygmunta Augusta i zgładziła dwie królowe — Elżbietę i Barbarę Radziwiłłównę. Gdy wpadła wkońcu w ręce burmistrza wizneńskiego i została skazana na śmierć, sprowadziła na kraj zarazę morową, lecz burmistrz nie uląkł się i „czarcią babę“ spalił. Opaliński i Czarnecki ścierali się tu ze Szwedami w r. 1658. Starostowie łomżyńscy surowością i wyzyskiem zmusili Kurpiów do powstań w r. 1711 i 1733, co znów odbiło się fatalnie na losach miasta. Gdy w r. 1795 przeszło ono we władanie Prus, — pozostawały w niem tylko gruzy i ruiny, a poza kościołami nic nie mówiło o minionej świetności tego najpierwszego z miast starego Mazowsza. Najstarszy kościół farny o pięknych sklepieniach gotyckich, marmurowej posadzce, grobowcach, wspaniałym ołtarzu i kracie roboty snycerskiej odbudowano po pożarze w r. 1696-ym. Na wieży kościelnej — dawnej baszcie zamkowej — przechował się pęknięty dzwon św. Michała, odzywający się, jak twierdzą staruchy, przed każdą klęską, zagrażającą miastu. W zakrystji oglądać można pozostawioną tu przez Szwedów w r. 1619 skrzynię — ofiarnicę z rzeźbami gotyckiemi. Kule, tkwiące w murach fary, świadczą o wichrach dziejowych, szalejących tu nieraz. Inne kościoły — klasztory benedyktynek i kapucynów z malowniczym ogrodem i widokiem na ciemnoszafirową wstęgę Narwi i jej zieloną dolinę posiadają nieliczne zabytki przeszłości. Na Nowym Rynku powstały piękne gmachy urzędów, hotel, restauracje, sklepy. Stary zaś Rynek — to już państwo kupców żydowskich — hałaśliwe i zgiełkliwe.
Druga jeszcze twierdza, w dawnych czasach broniąca Mazowsza od strony Prus, zaczaiła się również nad Narwią. Jest to Nowogród. Przysłonięty niegdyś przez bagnistą puszczę, dobiegającą do nizinnego brzegu rzeki, bronił on z wysokiego urwiska przepraw przez Narew i zamykał ujście Pissy. Istniał tu gród warowny w w. XIII a w XV-ym — Bolesław, książę warszawski, wyszogrodzki i zakroczymski, nadał mu prawo magdeburskie, zastrzegając sobie... bezpłatną kąpiel w łaźni miejskiej... raz w tygodniu. Królowa Marja Ludwika rozkochała się w Nowogrodzie i wybudowała sobie nad Narwią piękną siedzibę, którą jednak wojny zmiotły z powierzchni ziemi. Istniały tu w w. XIX-ym słynne warsztaty bursztyniarskie, gdyż zwożono tu najlepszy bursztyn surowy, wydobywany we wsiach Lipniki, Dębe i Łyse. Mieszkańcy tego biednego teraz miasteczka uprawiają piasczystą, jałową rolę, gdzie rodzi się wyłącznie gryka, to też nowogrodzian nazywają żartobliwie „gryczanami“. Z wyniosłości, gdzie stał niegdyś zamek Ziemowita i królowej Marji Ludwiki roztacza się rozległy i malowniczy widok na Narew, na dolinę Pissy i resztki dawnej puszczy Nowogrodzkiej — „łownej, bursztynnej i bartnej“. W Nowogrodzie powstało interesujące niezmiernie muzeum, a w niem odżywają stare dzieje Kurpiów i szepcą poważnie do nowego pokolenia, jakgdyby upominając je...
Jeszcze bliżej do serca Mazowsza, w okolicy piasczystej i lesistej, również na lewym brzegu Narwi, stanęła jedna z najdawniejszych osad puszczańskich, Ostrołęka, która należała do włości Jana Mazowieckiego, syna Ziemowita III-go, a po przyłączeniu Mazowsza do Korony, oddana została Bonie wraz z puszczą okoliczną. W pobliżu tego małego, schludnego miasteczka miały miejsce ważne w dziejach Polski wypadki; najdonioślejszym zaś i najbardziej tragicznym z nich — pamiętna bitwa, stoczona w maju roku 1831, gdy, podług planu generała Prądzyńskiego, miał tu być osaczony i rozbity cały korpus gwardji rosyjskiej, dążący pod Warszawę.
Ostatnim strażem puszczy jest Przasnysz, stojący na granicy bagnistej puszczy na północy i żyznej zaludnionej gęsto równiny — na południu, gdzie od niepamiętnych czasów kwitł handel zamienny. Puszczaki zwozili tu miód, wosk, skóry, bursztyn, drzewo i nabywali za swój „towar leśny“ — zboże, sól, tkaniny, żelazo, proch, ołów, bydło i statki domowe. Stał tu w w. XIII-ym młyn Prasnyka, który podejmował u siebie zbłąkanego w puszczy księcia Konrada Mazowieckiego, ten zaś nadał mu klejnot szlachecki i tuż obok młyna założył zamek dla siebie. Klęski „powietrza, głodu, ognia i wojny“ nawiedzały Przasnysz często i dotkliwie. Pozostały tu kościoły, odrestaurowane w czasach nowszych. Fundatorką świątyń była kasztelanka zakroczymska — Małgorzata z Krzyckich Kostkowa i jej syn Paweł — matka i brat św. Stanisława Kostki, który urodził się w podmiejskiej wsi Rostkowo w r. 1550.
Wzdłuż granicy pruskiej, w dawnej puszczy rozmieściły się miasteczka Kolno, Myszyniec i Chorzele. Były to „oczy i uszy“ czujnego zawsze, do napadów stałych przygotowanego Mazowsza. Oczy te spostrzegały najmniejszy i najtajniejszy ruch w zasiekach i burgach, gdzie stały załogi krzyżackie, uszy pochwytywały tupot koni heroldów, nawołujących drapieżnych komturów do broni, najazdu, krwi rozlewu, grabieży i zniszczenia. Nad błotnistą rzeczułką Łabną stoi miasteczko stare, Kolno, przeniesione tu ponoć z nad brzegów Pissy, lecz kiedy się to stało, o tem nic nie wiadomo, bo wszystkie pergaminy grodzkie spłonęły podczas powstania r. 1831. Broniły Kolna błota, torfowiska i piasczyste wydmy, niszczyli je Szwedzi, osobliwie zaś zaraza morowa i pożary. Słynęło miasteczko to z handlu wieprzami, pędzonemi do Prus, a dodziśdnia — cienkiem płótnem zręcznych prządek kurpiowskich. Połujański zaznaczył, że „Kolno szczyci się mianem stolicy szlachty Kurpiowskiej, której dziewice, obok cnót dawniej wielbionych, posiadają jeszcze wdzięki dawnych prababek polskich, bo któż tam wie pochodzenia familij Cwalnia, Ksepka, Giętek i innych? Może to są Arciszewscy, Zborowscy itd.“ Połujański bowiem twierdził, że Kurpie — to „banici dawnej Rzeczypospolitej“. Nie wszyscy zgadzają się z tą hipotezą, a szkoda, jakżeż bowiem jest ona romantyczna! — Nad Rożogą ulokowała się nowożytna stolica Kurpiów Myszyniec. Jest to najważniejsze po Ostrołęce miasto puszczańskie, dawna ostoja o.o. jezuitów misjonarzy, którzy zbudowali tu kościół drewniany, ozdobiony dobremi freskami. Obecnie świątynia nie istnieje, pozostała natomiast surowa, ciężka pojezuicka wieża. Ludność trudni się kilimkarstwem, wycinankami z kolorowego papieru, tokarstwem, klejeniem skrzypiec, stolarstwem, rzeźbieniem figur Chrystusa i Świętych Pańskich. Dalej ku południowi nad Orzycem leżą założone przez Zygmunta I-go Chorzele, które, mimo przywileje, nadane przez Jana Sobieskiego, Augusta III-go i Stanisława Augusta, w zwarze wojen szwedzkich, a potem wyprawy Napoleona na Moskwę, zmarniały zupełnie. Kościół ufundowała tu królowa Bona, odbudowano go zaś w roku 1878. Miasteczko było stolicą „Poborzan“, — gdyż Kurpie mają pierwsze swe zasięgi nieco stąd dalej ku wschodowi. Tak to na wielkiej połaci ziemi polskiej, jako straż przednia nad granicą dawnych Prus Książęcych, niepewnych zawsze, acz Jagiellonom hołdujących, rozsiadło się osiemdziesięcio-tysiączne plemię Kurpiów, którzy na własnych barkach dźwigali swoją część różnorakich losów Rzeczypospolitej, a wiary w nią i nadziei niezłomnej na lepszą przyszłość nie utracili. Pocą się teraz na roli, na wyrębach i na tratwach, ale śpiewają po swojemu — beztrosko, pokpiwając z swojej biedy:

Mam ja pasicek cołu pięknego, z jancmienny słomy trendzle u niego.
Juz nie wrócą takie casy, co nosili takie pasy
W polskiej Korunie.

ZIELONY SZANIEC NADBUŻAŃSKI

Między Narwią a Bugiem, na południe od Łomży, ciągnął się tu znaczny niegdyś Bór Czerwony. Uwzięli się na niego najeźdźcy, jakgdyby na wroga najbardziej znienawidzonego! Szwed palił go i Krzyżacy, Tatar i zaporożcy; wyrąbywali w pośpiechu wściekłym Niemcy podczas okupacji i dopiero władze polskie zaopiekowały się Czerwonym Borem i teraz usiłują doprowadzić go do normalnego istnienia i rozwoju. Ten skrawek puszcz Mazowieckich wiąże się na południu z borem nadleśnictwa Ostrów, a jeszcze dalej z lasami Wiśniewo i Jegiel, kończącemi się nad Bugiem między Brokiem a Wyszkowem, od zachodu zielonemi oazami nadleśnictw Lemany i Pułtusk, opierając się wreszcie na Narwi. Ta część borów Mazowieckich zdawiendawna nosi nazwę Puszczy Białej, okrywającej około 52 000 hektarów. Puszcza należała w większym swym obszarze do książąt mazowieckich, w mniejszym zaś do ekonomji biskupów płockich, i ta właśnie część nosiła nazwę „biskupiej“. Puszcza Biała — to przedewszystkiem królestwo sosny, o rozmiarach i kształtach przepięknych i imponujących. Wyrastają one na lekkofalistej, słabo wzniesionej, a często bagnistej równinie, na której zalegają piaski, rzadziej gliny lodowcowe i głazy, przyniesione z północnej macierzy lodu. W dolinach rzecznych tam i sam pojawiają się wydmy piasków lotnych. W wielu miejscach potworzyły się bagniska torfowe z gnijących turzyc, z rokiet a najczęściej — olch. W lasach mieszanych, rosnących na zboczach wydm piasczystych, zbiegających ku bagnom, dęby i graby zaczynają wypierać sosnę, dochodząc tu do wysokości 23 metrów.
W lasach tych i borach, przez które szedł szlak najazdów Jadźwingów na serce Mazowsza, z biegiem czasu pobudowano wielką ilość kaszteli i wsi szlacheckich, dla obrony przed napastnikami. Osiedla te musiały mieć połączenie ze sobą, aby w potrzebie nagiej pomoc nadążyć mogła rychło. Toteż powstała w puszczy cała sieć przerębów, które, coraz bardziej się szerząc i mnożąc, potworzyły rozległe polany, gdzie osiadać zaczął lud rolny i dalej trzebił puszczę, rządzoną przez biskupów płockich, w Broku mających swego rezydenta w pięknym zamku, zburzonym w w. XVII-ym przez Szwedów. Z czasów tych pozostał kościół z cegły, nietynkowany, w stylu polskiego gotyku, o szczytach zębatych, ozdobionych niszami. W kościele tym przechowały się dobre obrazy i renesansowa ambona. Od Broku szosa przecina bory Jegiel i dobiega do miasteczka Ostrów, na skraju puszczy leżącego. Zbudował je, jako osadę łowczą, Bolesław IV, książę Mazowiecki w r. 1410 i tu niejedna odbyła się rozprawa z Jadźwingami. Teraz jest to spore, przemysłowe i handlowe miasteczko, leżące na linji kolejowej, przecinającej puszcze mazowieckie. Bory, otaczające niegdyś miasto, należały do książąt mazowieckich i posiadały zaledwie kilka osad. Puszcza zaś „biskupia“ ciągnęła się prawym brzegiem Bugu, gdzie powstały wsie: Brańszczyk i Brok, oraz gród książęcy Nur. Na początku w. XVII-go pod Ostrowem stał pałac królewski. W mieście pozostały kościoły, istniejące z końca XVIII stulecia. — Założono tu w nowszych czasach plantacje morw i hodowlę jedwabników.
Jednak za najstarsze osiedle tej puszczy należy uznać Drohiczyn, który, jako stolicę swoją, założyli w r. 1061 dawni posiadacze tych ziem — Jadźwingowie. Zmuszeni byli jednak oddać ten gród w w. XII-ym książętom mazowieckim, ci zaś w r. 1237 osiedlili w nim jak też i na puszczańskich zastawach pomiędzy Bugiem a Nurem — braci dobrzyńskich — zakonnych rycerzy, broniących Mazowsza od strony ruskiej rubieży. W trzy lata potem zakon ten wraz ze wszystkiemi grodami i wsiami zniknął, stratowany kopytami koni najeźdźców mongolskich. Do r. 1657 rozwijał się Drohiczyn coraz bardziej, ale wtedy właśnie Rakoczy ze Szwedami spalił go i zmiótł z powierzchni ziemi dawny zamek. Obecnie pozostały żałosne szczątki grodziska i duże pieczary. Wojewoda Aleksander Ossoliński usiłował podnieść miasto, w którem chociaż założone zostały kolegjum jezuickie, dwie wyższe uczelnie bractwa Jezusowego i o.o. pijarów, lecz mimo wszystko do dawnej świetności dojść już nie mogło. Kościół św. Trójcy powstał w pierwotnych swych zarysach w r. 1350. Mieszczanie Drohiczyna trudnią się tradycyjnie rolnictwem i rybołówstwem. W wojnie polsko-bolszewickiej miasto to odegrało znaczną rolę, toczyły się tu bowiem w sierpniu 1920 r. zacięte walki pomiędzy pierwszą dywizją legjonową a oddziałami II, XVII i XXVII czerwonych dywizyj bolszewickich; zakończyły się one zagarnięciem przez nasze wojsko sztabów, jeńców i taborów oraz cofnięciem się nieprzyjaciela w popłochu. Teraz małe to i biedne miasteczko zapewne nic nie wie o swej burzliwej przeszłości.
Nad Bugiem, na południowo-zachodnim krańcu Puszczy Białej leży Wyszków. Należał on od w. XIII-go do katedry płockiej, a biskupi mieli tu swój pałac. Zygmunt I zbudował most przez Bug. Mieszkał tu i zmarł Karol Ferdynand Waza, biskup płocki, syn Zygmunta III, o czem świadczy obelisk z krzyżem i herbem Wazów — snopem. Wyszków został niemal zupełnie zniszczony przez Szwedów, a zaraza morowa zdziesiątkowała ludność miasta i okolic. Biskupi Ścibor i Szembek ufundowali tu świątynie. Ten ostatni dostojnik kościoła wystawił kościół parafjalny w r. 1793, gdzie w wielkim ołtarzu stoi piękna z w. XV. rzeźba w drzewie, przedstawiająca św. Idziego, druga statua św. Anny znajduje się w bocznym ołtarzu. Szosa z Wyszkowa przez grunta orne dobiega znów do borów, przecina je i, po przekroczeniu Narwi, doprowadza do znacznego, malowniczo położonego Pułtuska. Ładne gmachy, dobrze utrzymana jezdnia i chodniki asfaltowe. Istnieje tu ożywiony handel i przemysł drobny. Była to tarcza Płocka od wschodu, dla obrony przed Prusakami i Jadźwingami. Tu też płonęła pochodnia wiedzy i wiary katolickiej. Miasto leży poniżej ujścia rzeki Pałty, w dolinie Narwi, przeciętej dwiema jej gałęziami. Okolice lesiste i malownicze. Miasto stało się w r. 1875 pastwą ognia, lecz szybko się odbudowało i ozdobiło bulwarem kasztanowym. Pułtusk był najdalej na wschód wysuniętą strażnicą w obliczu puszcz nadnarwiańskich i nadbużańskich. Za pogańskich jeszcze czasów istniała tu osada, gdzie stała świątynia, było miejsce sądne i cmentarzysko z grobami popielnicowemi. W przywileju z r. 1203 Konrad Mazowiecki wspomina „castrum Poltowsko cum castellatore suo“, uznając tę osadę za punkt strategiczny i obronny, za siedzibę sądu, składnicę danin, dziesięcin królewskich i rynek okrężny. Stąd też rycerz Gunter — „princeps territorii pultovensis“, czynił wyprawy przeciw Prusakom, tyłami opierając się o Pułtusk. Kiejstut zburzył zamek i spalił miasto. Z końcem w. XIV Pułtusk wchodzi w okres stopniowego i spokojnego rozwoju, aż zdobywa sobie sławę wskutek powstania tu kolegjum jezuickiego, jako oddziału akademji krakowskiej. Szlachta ze wschodu i zachodu posyła tu swoich synów, pragnących wykształcenia. Rozpoczął tu swoją działalność Piotr Skarga; profesorem był Jakób Wujek i jego uczeń, poeta Stanisław Grochowski; w kolegjum pułtuskiem nauki pobierali znakomity poeta łaciński, Maciej Sarbiewski, Andrzej Batory, biskup warmiński, i Jerzy Ossoliński, późniejszy wielki kanclerz koronny, jeden z najbardziej oświeconych mężów swej epoki, erudycją swoją zdumiewający uczonych kardynałów w Watykanie i dwór angielski. Najstarszym zabytkiem Pułtuska jest zmieniony już i przebudowany kościół Najświętszej Maryi Panny z w. XIII. Kolegjata jezuicka, pełna zniszczonych portretów biskupów, została odrestaurowana. Skarbiec jej posiada krzyż i kielich z w. XV-go; bardzo cenny jest również obraz Zdjęcia Zbawiciela z krzyża, umieszczony w wielkim ołtarzu. Inne świątynie — św. Magdaleny, św. Krzyża, pobenedyktyński z obrazem Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia z r. 1524. Imponująco strzela ponad miasto stara gotycka wieża ratuszowa.
Ludność tutejsza, choć na słabych orze ziemiach, urodzaje miewa dobre. Poddostatkiem tu łapią ryb i podbierają miodu, trzymają sporo bydła, łąk bowiem nie braknie. Ulubionem zajęciem jest „lasowanie“, a więc ścinanie drzewa, klecenie i wiązanie tratew, no... i kłusownictwo. Dawne, fałdziste sukmany, katanki szare, wytkane w domu koszule płócienne, buty z cholewami i okrągłe kapelusze filcowe ustąpiły miejsca tandecie fabrycznej. Mazurzy białopuszczańscy są dobrymi i oszczędnymi gospodarzami. Znają się też na dyplomacji, bo „kulę“ — ów kij zakrzywiony, jako godło władzy sołtysa, oddają takiemu sąsiadowi, na którego najłatwiej mogą wpływ swój wywierać. Zabobony i stare obyczaje znikły tu niemal zupełnie, co się objaśnia tem, że wielu mężczyzn i dziewczyn pracowało już po miastach, gdzie łyknęło cywilizacji i nauczyło się drwić ze wszystkiego, co jest „pradziadowskie“, starożytne i dawne, co „myszką trąci“. Zmieniło się to wszystko wraz z puszczą, która zrzedła i zmalała... Poszarpana na strzępy, po krawędziach okrajana dziwacznie, pełna piasków, wybijających się spod wykarczowanych pni, szerokich bieli, gdzie powstały osady lub gdzie na wiosnę zielenią się łąki i łany, — nie może już być karmicielką, obrońcą i źródłem rozkoszy łowieckiej dla Mazura puszczańskiego, traci więc on związek z nią, przestaje rozumieć jej mowę i zapomina o wszystkiem, co w puszczy powstało i do potęgi doszło. Nikły to już skrawek wielkich kniej, co ongiś całe Mazowsze zalegały, i nie każdy z Mazurów pojmuje, że bronią te bory dostępu do Bugu i dróg do Warszawy, wiernie służąc ojczyźnie do chwili aż z hukiem runie ostatni pion sosnowy i ostatni dąb rozstrzępi się na szczap, gdy w jego głowicę niszczący piorun uderzy.
Od pojezierza pruskiego, od jezior augustowskich do Niemna, Narwi i Bugu stoi na odwiecznej straży ziemi polskiej puszcza — jedyna, aczkolwiek na ostrowy, szmaty, smugi i skrawki przez ludzi i dzieje podzielona, porwana, pocięta. Z prawego brzegu Bugu przerzuca się na drugą jego stronę i tu — staje — najeżona, groźnie zadumana. Jeden jej pas przeciągnął się od Białej Podlaskiej ku Mazowieckiemu Mińskowi, skupiając się w lasach Jata, gdzie na bajorzyskach i torfach jodły, łapy swe i rosochy ku ziemi pochyliły, pieszcząc ją i tuląc. Druga smuga, znaczna zielonym, przerywanym szlakiem, ponad Wisłę od Radomia aż do samej Warszawy, opowiada o świetności królewskiej puszczy Kozienickiej i przerzucając echa swe rozgłośne aż po Bzurę i Utratę, bo tam, na krawędzi wysokiego spychu wiślanego, siostrzyca jej — puszcza Kampinowska słucha, wpierając korzenie swoje w wydmy piasczyste, w porosty białe, w mchy zielone, w runo, zdobne w kiście jagód krwawych i w aksamity darniny łąkowej.
Puszcza — matka! Karmicielka, dobrodziejka i ostatnia ucieczka w biedzie, kiedy już skądinąd ratunku nie było! Tu się kryli Mazurzy z żonami i dziećmi, gdy krwawy najazd szalał w kraju, tu uwozili i uprowadzali dobytek i chudobę swoją, zasiekami się zasłaniali i ogniem, gdyż „czerwonego kura“ puszczali, a on — szalony i wściekły — miotał się, zżerając smolne iglice i gałęzie żywiczne sosen i świerków, wrogowi drogę zamykał i palił bez miłosierdzia. Puszcza ta przecież ocaliła Mazowsze w dobie nawały mongolskiej. Ledwie umknęły za Dniepr lotne watahy jeźdźców skośnookich, wynurzał się z puszczy lud mazurski, dawne siedziby podnosił ze zgliszcz i rumowisk i ziemię „ruszał“ lemieszem. Głód, zaraza morowa, ucisk nieprawy — wszystko przetrwał Mazur w swych puszczach rodzimych. Umiał on zdobyć w niej pożywienie obfite, boć różnego zwierza tropił i „skradał“ na grzędach żubrowych, turzych i jelenich, ptaki w sidła chwytał, a ryby w sieci, zbierał jagody leśne, orzechy i bedłki — grzyby jadalne; zarazy się nie bał, bo niesporo jej było srożyć się w kniei, gdzie upojne zapachy żywiczne zdrowie niosły i życie; z wroga lub prześladowcy drwił sobie Mazur puszczański, któż bowiem wyśledzić go i w ręce dostać potrafił w matecznikach, uroczyskach i ostępach nieznanych, wśród moczarów sitowych, na kępach, po trzęsawiskach zdradliwych? Teraz również puszcza żywi i wspiera ludność osad leśnych. Ileż to tysięcy wieśniaków z puszcz żyje? One przecież karmią drwali, smolarzy, kołodziejów, bednarzy, flisaków, węglarzy, leśników, gajowych, plecionkarzy i innych jeszcze bez liku. W mroku kniei biją z piersi ziemi źródła rzek naszych — wartkich potężnych, pełnowodnych. — Państwo, co puszcze swoje opieką mądrą osłoniło, ma w nich skarbiec bogactw wielkich i obronę w dobie wojny i napaści. Ich ściany zielone przegradzają wszystkie drogi wolne ku sercu Polski — Warszawie, zwężają szlaki ataku i dopomagają w zwycięstwie. Gdy wicher przemknie nad ziemią naszą, a rozkiwają się, rozmiotają zielone głowice borów, grondów i rozległych zasięgów puszczańskich, — w rozgwarze konarów, w trwożnym poszumie listowia, w cichych pluskach jezior odzywa się saga tajemna i przemożna, co nie o przeszłości jedynie gaworzy, ale rzuca odważne i mocne hasła na przyszłość promienną, widzialną z podniebnej wyżyny, a w ciszy i skupieniu kniei wyczuwaną tak ostro i tak radośnie.
W czasach wszystkich trzech wojen naszych z Rosją w r. 1831, 1863 i wreszcie w r. 1920-ym napastnicy i zaborcy dotkliwie odczuwali obronną moc „zielonego pancerza“ ziemi polskiej. Jakżeż często małe nawet oddziały powstańcze i wojsk regularnych stawiały skuteczny opór nieprzyjacielowi, opierając się o opiekuńcze ramiona puszczy. W historji wojny r. 1920-go kilka dobrze przez Tuchaczewskiego, Budennoja i Gaj-chana pomyślanych manewrów strategicznych rozbiło się o wierną pierś rodzimej puszczy. Każde drzewo w kniei, każde bajorzysko, gąszcz podszytu i zdradliwe halizny bagienne, gdzie na okrytej rzęsą powierzchni jeziorek puszczańskich kwitną grążele i śmiga po ich liściach kulik samotnik, — cała puszcza od skraju i do skraju broniła ziemi naszej i jej krwią zdobytej wolności.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ferdynand Ossendowski.