Proroctwo Izajaszowe (tłum. Faleński, 1921)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Proroctwo Izajaszowe
Pochodzenie Dywan wschodni, dział Izrael
Redaktor Antoni Lange
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie
Data wydania 1921
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Felicyan Faleński
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)Cały dział Izrael
Pobierz jako: Pobierz Cały dział Izrael jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały dział Izrael jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały dział Izrael jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
PROROCTWO IZAJASZOWE.
ROZDZIAŁ XL.

Ciesz się, mój ludu! — mówi Pan — do łona
Jeruzalemę weź! bo już skończona
Jest jej pokuta, gdy za złości swoje
Wzięła karania z Ręki Pańskiej w dwoje! —
Wołającego słyszę głos w pustyni:
— Kto żyw, niech Panu drogę gładką czyni!
I niech nie będzie ścieżek z przejściem stromem!
Dolina każda zrówna się z poziomem,
A zaś wyniosłość wszelka swe krawędzie
Do ziemi zniży. Przeto, tak już będzie:
Że droga, przeto, iż się Pańską stawa,
Nie ma być ani kręta, ni chropawa.
Tak Pańskich Zrządzeń Chwała się objawi.
Aby pojęli wszyscy ludzie prawi:
Iże z ust Pańskich wyszło tu wołanie.
Głos słyszę: — Wołaj! — A ja rzekłem: — Panie!
Cóż będę wołał? Wszelkie ziemskie ciało
Trawą jest, a zaś kwiat jest jego chwałą.
Uschła i zwiądł jej kwiat. Bo duch, z ust Pana
Wionął nań. Człowiek trawa jest zdeptana!
Uschła i opadł z nią jej kwiat od spieki —
Lecz słowo Pańskie trwa na wieków wieki! —
Ty, który wieścić masz radosne słowo,
Wstąp na wysoką górę Syonową,
I podnieś głos twój, by na całą ziemię
Brzmiało, co głosić masz, Jeruzalemie.
Nie miej obawy. Niech twój głos urasta,
By słychać było poprzez Judzkie miasta:
— Oto Pan! w Mocy, której nic nie złamie,
Idzie, i władać będzie Jego ramię!

Przed Nim, sądzenie złości tego świata,
A z nim zaś idzie sprośnych spraw zapłata.
Jak pasterz, dobry, będzie Sam swą trzodę
Paść, i baranki Swe gromadzić młode,
I także nosić kotne matki stada.
Kto zmierzył garścią wody? Kto posiada
Pięść, w której Niebo swej ciężkości nie ma?
I kto zawiesił ziemię palcy trzema?
Kładł w szalę górskich brzemion osiadanie,
A zaś pagórki zważył na bezmianie?
Duchowi Pana kto pomagał? albo
Był Jego Radcą, by się cieszył chwalbą,
Iż Mu w czynnościach wskazał szlak przewodni?
Z kim On wszedł w radę, by się uczył od niej
Dróg sprawiedliwych? i w niej także wiela
Umiejętności miał nauczyciela?
Są narodowie przy nim jak kropelka
W wiadrze. A ważność ich jest równie wielka,
Co ciężar ziarnka w wodzie gospodarczej.
Na dym kadzideł Liban Mu nie starczy,
Ni trzód wszej ziemi na całopalenie.
Są narodowie wszyscy w równej cenie
Przed Nim, co miejsce zgoła próżne ani
Za istniejących są gdzie poczytani.
Jakiż więc dacie kształt postaci Bożej?
I jakiż obraz trafnie Ją odtworzy?
Czyż nie rzemieślnik posąg ów odlewa
W srebrze lub złocie, lub dłutuje z drzewa?
Pień na to wybrał mocny, nie spróchniały,
Gdyż uznał godnem rzemieślniczej chwały
Nieruchawego stawić wam bałwana.
Nie byłaż przez was rzecz ta usłyszana?
I gdzież wam w pochód przodem iść, jeżeli
Wyście żywota zasad nie pojęli!
Pan dzierży ziemię! ty zaś, jej mieszkańcze,
Przelotnyś tylko, tak, jak mkną szarańcze!
On, jak chce, Niebo ściga lub rozszerza,
Jako na polu namiot dla pasterza.
On też badaczom daje ginąć w błędzie,
A też czczą rzeczą czyni ziemskie sędzie,

Bo ani wsiani, ani są wszczepieni
W prawdę, i pień ich nie ma w niej korzeni.
Przeto, gdy uschły pod słoneczną spieką,
Wiatr jako ździebła rozwiał je daleko.
— A wyście komu — pyta Pan — zuchwali,
Przypodobali mnie i z kim zrównali?
Podnieście oczy w górę, by widziały:
Kto mógł ten w górze stworzyć układ cały
Gwiazd, niby wojska niezliczone mrowie,
W którem On każdą po imieniu zowie.
Możność i wola Jego to sprawiły,
Bo, krom tych mocy, nie ma innej siły.
Czemu więc mówisz: — Droga mi do Pana
Zakryta! sprawa moja jest przegrana!
Mój Pan i Bóg mój wziął mi precz Swe łono!
Izali nie wiesz? Wszak ci to mówiono:
— Pan, który stworzył wszystkie ziemskie kraje,
Ni się spracował, ani On ustaje.
Bezdenna Jego jest mądrości sprawa,
Spracowanemu siły On dodawa,
Bezmocnych wzmaga w twardość i w działanie.
Pacholę tylko w pracy swej ustanie,
I młodzieniaszki w mdłości swej upadną.
Ale, mający ufność w Panu, snadno
Odzyszczą mocy utraconej zdrowie,
I wziąwszy na się pióra jak orłowie,
Iść będą stopą nieupracowaną,
I nawet choćby biegli, nie ustaną.


ROZDZIAŁ LIII.

Kto zaś uwierzy, iż mój duch nie kłamie?
Kto tak oglądał, jak ja Pańskie ramię?
Oto, kiełkuje przed Nim, jak Pan życzy.
A jak korzonek, w ziemi swej, dziewiczej
Nie ma On ani krasy, ni piękności,
A choć widzimy, gdy On wśród nas gości,
Iż okiem ziemskiem nie ma patrzeć na co,
To niemniej wszyscy z Niego się bogacą,

I ani chwili dola Go nie pieści.
I najpodlejszy jest z tych, co w boleści
I wzgardzie trwają od wczesnego rana
I niemoc żadna nie jest Mu nieznana,
I w Swej pokorze twarz ma w dół spuszczoną,
Jak taki oto, którym pogardzono
Za nic go mając. Nasze On prawdziwie
Choroby nosił, i kto tylko żywię
Bóle Mu swoje dał do odniesienia.
I On się niby w oczach naszych zmienia
W trędowatego, który ze wszej strony
Od Pana bity jest i uniżony.
Ma z nieprawości naszych krwawe rany,
A zaś naszemi złośćmi jest smagany.
Przezeń się z Bogiem pojednanie stało,
A naszem zdrowiem silne Jego Ciało.
Wszyscyśmy błędni, niby stado owiec.
Każdy w swą drogę zboczył na manowiec.
A Pan, od zguby chcąc wybawić ziemię,
Włożył Nań całe grzechów naszych brzemię.
Ofiarowany jest z Swej własnej woli
I nie otworzył ust swych, gdy go boli.
Pod nóż, jak owca, na śmierć jest wiedziony,
A jak baranek cichy bez obrony,
Gdy go strzygący u swych nóg powali,
Ani się szarpie, ani choćby żali.
W ucisku będą sądzić Go sędziowie,
A pochodzenie Jego któż wypowie!
I jest wycięty z ziemi, jak łodyga
Za owe grzechy ludzkie, które dźwiga
Ubity sprośnie. Wszakże niezbożniki
Zapłacą pogrzeb Jego! lud zaś dziki,
Co go potępił, Jego śmierć zapłaci!
Gdyż ani grzechem żadnym zgorszył braci,
Ni w Jego uściech zdradne słowa były.
A Pan mu na to ziemskie odjął siły,
Aby, gdy duszę Swą za grzech położy,
Na wieki wieków plon miał siew ów Boży.
I Jego ręką siana Pańska rola
Okryje kłosem urodzajne pola.

A, iż pracował duszą swą chętliwą,
Ujrzy posiewu Swego plon i żniwo.
Umiejętnością Swą nieprzyjaciele
Zachwieje w sądach, a też będzie wiele
Takich, u których On niewinnym zwie się,
A nieprawości wszystkich On poniesie.
Przetoż Mu zjednam duchy nawet wraże
I będzie u mnie Panem nad mocarze,
Gdyż na śmierć wydał duszę umęczoną,
I z czyniącemi złość Go policzono,
A za nieswoje grzechy cierpiąc znoje,
Modlił się nawet za oprawce Swoje.


(Felicyan Faleński)




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: anonimowy i tłumacza: Felicjan Faleński.