Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PROROCTWO IZAJASZOWE.
ROZDZIAŁ XL.

Ciesz się, mój ludu! — mówi Pan — do łona
Jeruzalemę weź! bo już skończona
Jest jej pokuta, gdy za złości swoje
Wzięła karania z Ręki Pańskiej w dwoje! —
Wołającego słyszę głos w pustyni:
— Kto żyw, niech Panu drogę gładką czyni!
I niech nie będzie ścieżek z przejściem stromem!
Dolina każda zrówna się z poziomem,
A zaś wyniosłość wszelka swe krawędzie
Do ziemi zniży. Przeto, tak już będzie:
Że droga, przeto, iż się Pańską stawa,
Nie ma być ani kręta, ni chropawa.
Tak Pańskich Zrządzeń Chwała się objawi.
Aby pojęli wszyscy ludzie prawi:
Iże z ust Pańskich wyszło tu wołanie.
Głos słyszę: — Wołaj! — A ja rzekłem: — Panie!
Cóż będę wołał? Wszelkie ziemskie ciało
Trawą jest, a zaś kwiat jest jego chwałą.
Uschła i zwiądł jej kwiat. Bo duch, z ust Pana
Wionął nań. Człowiek trawa jest zdeptana!
Uschła i opadł z nią jej kwiat od spieki —
Lecz słowo Pańskie trwa na wieków wieki! —
Ty, który wieścić masz radosne słowo,
Wstąp na wysoką górę Syonową,
I podnieś głos twój, by na całą ziemię
Brzmiało, co głosić masz, Jeruzalemie.
Nie miej obawy. Niech twój głos urasta,
By słychać było poprzez Judzkie miasta:
— Oto Pan! w Mocy, której nic nie złamie,
Idzie, i władać będzie Jego ramię!