Poeta i świat (Kraszewski, 1929)/Część I/VIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Poeta i świat
Część Część I
Rozdział VIII
Pochodzenie Poeta i świat
Data wydania 1929
Wydawnictwo Księgarnia Wilhelma Zukerkandla
Miejsce wyd. Złoczów
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część I
Pobierz jako: Pobierz Cała część I jako ePub Pobierz Cała część I jako PDF Pobierz Cała część I jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
VIII.
On i oni.
Przeto jakem powiedział, mądrze to Bóg sprawił,
Kiedy ludzi różnemi sprawami zabawił.
Ten stworzywszy część ludzi chciwych na pieniądze,
Mnie, za co mu dziękuję — stworzył bez tej żądze.
Kochanowski, Marszałek.

A jadąc dalej, myślał Gustaw:
— Czemuż nie jestem jak inni ludzie, których myśl toczy się w ciasnej sferze ziemskich wyobrażeń, którzy nie umieją płakać, śmieją się z cierpień serca i wierzą tylko w cierpienia głodu, zimna, kalectwa, bo te tylko czuć potrafią.
Tamci wśród przypadkowych łez nawet, które się nie sercu, lecz oczom ich wyrywają, myślą jeszcze o obiedzie i łóżku. Niebo dla nich jest tylko przedłużeniem ziemi; wyobrażają sobie, że tam kiedyś będą, lecz nigdy o tem nie dumają i nie mówią, bo pojąć go nie umieją. Oni to powiadają, że cnotą jest nic nie robić, że cnotliwym być można bez poświęcenia, bez ofiary, wygodnie, w ciepłym pokoju, gdy ubodzy i biedni dzwonią zębami z głodu, zimna, upokorzenia i pogardy; oni to powiadają, że cnota nie zależy na tem, aby dobrze czynić, lecz tylko, żeby nic złego nie robić. Kamienie! — Tacy ludzie prawie nigdy się nie żenią, bo w żonie widzą wiele kłopotów, a najmniejsza ofiara z siebie głupstwem się u nich nazywa. Jeśli się żenią, narzekają całe życie na ożenienie, i żonę swoją i dzieci biedne robią niewolnikami swymi, nie zostawią im ani woli, ani rozumu, ani nic własnego, miotają niemi wedle swoich widoków z uśmiechem, męcząc wedle upodobania dla rozrywki, uważając je za stworzenia podległe sobie, dla których nigdy nie przyjdzie chwila emancypacji. Dzieci ich i żona nigdy nie mają swego zdania i woli, — rozum tych egoistów, żydowski, pieniężny, kręci się koło dukata, jak wilk koło dołu, w którym gęś siedzi; — wszyscy muszą wlec się za nimi, serce ich zimne, ma służyć całemu podległemu im rodzinnemu światu za prawidło postępowania, za wzór uczuć, ich szczęście musi starczyć wszystkim, co od nich zależą, gniewają się, jeśli komu zamało ich ciepłego samolubnego szczęścia. O! biada żonie i dzieciom! życie ich upływa w niewoli umysłu i ciała, a ten człowiek nie pojmuje nawet ofiar czynionych dla siebie, bierze je za obowiązek, cierpień nie rozumie, i śmieje się, siedząc u komina, jeśli te biedne ofiary poskarżą się, że cierpią.
Ja nie jestem jak ci ludzie — mówił do siebie Gustaw — ja siebie uważam sługą moich braci, stworzonym dla nich, więcej niż dla siebie, moje życie, moje serce, wszystkobym im oddał i chciałbym tylko w nagrodę widzieć ich oczy wlepione w to niebo, ich serce przejęte anielską miłością dla wszystkich, ich dłonie połączone w pokoju, wieczną wiosnę nad nimi, wiosnę ziemi, wiosnę serca, wiosnę rozumu, bo zimy straszne są wszystkie, a najstraszniejsza zima serca, zima głowy, która czyni z człowieka szkielet suchy, zbierający w siebie promienie całego świata, żyjący jedną tylko myślą, jednem słowem: Ja! Szacunek, na który się stara zasłużyć, pieniądz, który zbiera, osoby, które pociąga suchą a podłą, bo udaną miłością swoją, wszystko to zmierza do tego: Ja!
Lecz inne są myśli moje i serce moje, mnie ziemia jest tylko przedsieniem nieba, gdy im jest drugiem niebem; ja widzę się tu wędrownikiem, widzę pigmeje w ich olbrzymach, a w ich bojaźni i zabiegach fraszki niedojrzane. Bo oni patrzą na ziemię z ziemi, a ja z nieba, na którem myśl moja żyje. Chrześcijanie, oni wierzą w Chrystusa, dlatego, że nauczył pokory, dobroczynności, litości, miłości, które oni wszystkie odnoszą do siebie; ja wierzę w Chrystusa, żeby spełniać jego naukę, oni tylko, żeby z niej korzystać. — Dla nich poezja, ta rajska muzyka duszy, która unosi wysoko i do reszty odrywa od świata, jest niepojętym szmerem, w którym cenią gładki ton i melodję, lecz myśli nie rozumieją, zapału nie czują. — Oni wierzą w swoją duszę, bo ona obiecuje im życie na przyszłość; lecz za życia ziemskiego pętają ją w ziemskie rozkosze, zabijają ją w sobie, dręczą i starają się użyć wszystkich rozkoszy bydlęcia, dopominając się potem jeszcze życia, które obiecano aniołom. — Któryże z nich był kiedy poetą? żaden, bo myśl ich błądzi tylko koło siebie, jak nić jedwabnika; jeśli który przypadkiem usta otworzy, śpiew jego będzie tylko dla siebie, o swoich bolach, swoim losie, swoich rozkoszach, — tylko o sobie i swoich. Nigdy nie poleci on dalej, a myśli jego mętne, brudne, przesycone kałem, w którym ci wychowańcy trzody Epikura tarzają się, będą opiewać niebo nawet z ziemskiemi rozkoszami, jak gdyby w niebie inna była rozkosz nad miłość dla wszystkich, i to zlanie się dusz, które miljony miljonów ludzi połączy w jedną całość z Bogiem!






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.