Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jeszcze o obiedzie i łóżku. Niebo dla nich jest tylko przedłużeniem ziemi; wyobrażają sobie, że tam kiedyś będą, lecz nigdy o tem nie dumają i nie mówią, bo pojąć go nie umieją. Oni to powiadają, że cnotą jest nic nie robić, że cnotliwym być można bez poświęcenia, bez ofiary, wygodnie, w ciepłym pokoju, gdy ubodzy i biedni dzwonią zębami z głodu, zimna, upokorzenia i pogardy; oni to powiadają, że cnota nie zależy na tem, aby dobrze czynić, lecz tylko, żeby nic złego nie robić. Kamienie! — Tacy ludzie prawie nigdy się nie żenią, bo w żonie widzą wiele kłopotów, a najmniejsza ofiara z siebie głupstwem się u nich nazywa. Jeśli się żenią, narzekają całe życie na ożenienie, i żonę swoją i dzieci biedne robią niewolnikami swymi, nie zostawią im ani woli, ani rozumu, ani nic własnego, miotają niemi wedle swoich widoków z uśmiechem, męcząc wedle upodobania dla rozrywki, uważając je za stworzenia podległe sobie, dla których nigdy nie przyjdzie chwila emancypacji. Dzieci ich i żona nigdy nie mają swego zdania i woli, — rozum tych egoistów, żydowski, pieniężny, kręci się koło dukata, jak wilk koło dołu, w którym gęś siedzi; — wszyscy muszą wlec się za nimi, serce ich zimne, ma służyć całemu podległemu im rodzinnemu światu za prawidło postępowania, za wzór uczuć, ich szczęście musi starczyć wszystkim, co od nich za-