Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czy będziem tu popasać? — zapytał pocichu — bo i ja głodny i konie głodne stoją od godziny.
Gustaw obrócił się i nie zrozumiał. — On myślał o niebie, a ten człowiek przyszedł mu rozbić jego poetyczno-religijne dumanie, suchem wspomnieniem o sobie i koniach! — Wstał jednak biedny poeta i milcząc pojechał dalej.
Nieprawdaż, że człowiek wielkich myśli, który się musi do małego życia dwunożnych zwierząt stosować, wygląda jak droga perła, przyszyta zamiast guzika do sukmany wieśniaka?




VIII.
On i oni.
Przeto jakem powiedział, mądrze to Bóg sprawił,
Kiedy ludzi różnemi sprawami zabawił.
Ten stworzywszy część ludzi chciwych na pieniądze,
Mnie, za co mu dziękuję — stworzył bez tej żądze.
Kochanowski, Marszałek.

A jadąc dalej, myślał Gustaw:
— Czemuż nie jestem jak inni ludzie, których myśl toczy się w ciasnej sferze ziemskich wyobrażeń, którzy nie umieją płakać, śmieją się z cierpień serca i wierzą tylko w cierpienia głodu, zimna, kalectwa, bo te tylko czuć potrafią.
Tamci wśród przypadkowych łez nawet, które się nie sercu, lecz oczom ich wyrywają, myślą