Pocieszne wykwintnisie (1926)/Scena piąta

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Molier
Tytuł Pocieszne wykwintnisie
Pochodzenie Bibljoteka Narodowa Serja II Nr. 43
Data wydania 1926
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Druk Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Précieuses ridicules
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
SCENA PIĄTA
MAGDUSIA, KASIA, GORGONI

GORGONI

Potrzebne doprawdy wyrzucać tyle pieniędzy poto, aby sobie gęby paćkać! Gadajcie, coście wy zrobiły tym panom, że pożegnali się tak ozięble? Czy nie kazałem przyjąć ich jak ludzi, których przeznaczam wam za mężów?

MAGDUSIA
I jakiż oddźwięk[1], ojcze, mogło w nas znaleźć postępowanie tych osobników, tak dalekie od poprawności?
KASIA

Mocą jakiej harmonji, wuju, uduchowiona istota mogłaby się dostroić do ich jestestwa?

GORGONI
A cóż wy im macie do zarzucenia?
MAGDUSIA

Piękne mi doprawdy zaloty tych panów! Jakto! od pierwszej chwili zapoczątkowywać sprawę od małżeństwa?

GORGONI

A od czegóż mieli „zapoczątkowywać“ według ciebie? od nałożnictwa? Czyż nie powinnybyście obie, równie jak i ja, być szczerze rade z takiego postępowania? Możeż istnieć pod słońcem przyzwoitszy sposób? Czy święty węzeł, do którego zmierzają najkrótszą drogą, nie jest najlepszą rękojmią zamiarów?

MAGDUSIA

Ach, ojcze, jakież to obrzydliwie płaskie co mówisz. Wstyd mi doprawdy, że muszę słuchać, jak z twoich ust wychodzą podobne światopoglądy. Czas byłby, ojcze, byś się nauczył ujmować rzeczy ze szlachetniejszego tonu.

GORGONI

Kpię sobie i z twego tonu i z piosenki. Powiadam, że małżeństwo[2] jest rzeczą czcigodną i świętą, i że zaczynać od takiej materji jest postępowaniem godnem uczciwego człeka.

MAGDUSIA

Boże! gdyby świat cały tobie był podobien, ojcze, jakże rychły byłby koniec każdego romansu! Ładna-to byłaby rzecz, gdyby Cyrus[3] na samym początku zaślubił Mandanę, a Aroncjusz[3] z miejsca połączył się z Klelją!

GORGONI

O czem ta znowu bredzi?

MAGDUSIA

Oto kuzynka moja, ojcze, powie ci, równie dobrze jak i ja, że małżeństwo powinno wieńczyć rzecz dopiero na końcu, po wielu przygodach. Trzeba, by kochanek[4], kuszący się o pozyskanie względów, umiał pięknie wynurzać podniosłe uczucia; by umiał być w miarę słodkim, czułym i namiętnym, a pragnienia swoje poddał uświęconym obrzędom kultu miłości. Zrazu, bądź to w świątyni, bądź na przechadzce, bądź na publicznem igrzysku, ujrzy po raz pierwszy tę, którą mu jest przeznaczonem pokochać; może się również zdarzyć, iż los, w postaci krewnego lub przyjaciela, zawiedzie go do jej mieszkania, które opuści rozmarzony i pełen melancholji. Jakiś czas ukrywa swój płomień przed ubóstwianą; od czasu do czasu jednak zjawia się w jej salonie i nie omieszka skierować rozmowy na jakąś kwestję serdeczną, która zaprzątnie dowcip całego zebrania[5]. Wreszcie, przychodzi dzień wyznań, które zazwyczaj winny się odbywać w alei, w ogrodzie, gdy reszta towarzystwa oddali się cokolwiek. Wyznanie to zrazu napełnia nas gniewem, widnym po rumieńcu, który to gniew na jakiś czas wypędza kochanka z przed naszych ócz. Stopniowo znajduje sposób aby złagodzić ciężką urazę; udaje mu się nieznacznie oswoić nas z tkliwą wymową swych płomieni i wydobyć wreszcie zwierzenie, które kosztuje nas tak wiele[6]. Potem, zjawiają się przeszkody: rywale stający wpoprzek wzajemnej skłonności, prześladowania rodziców, wybuchy zazdrości zrodzonej z fałszywych pozorów, skargi, rozpacze, wykradzenie[7] i jego następstwa. Oto, jak prowadzi się rzecz w świecie wytwornych dusz; to prawidła, których w materji uczuć nie wolno zaniechać. Ale tak, z miejsca, ugrzęznąć w małżeńskiej sypialni, wszystkie zabiegi miłosne sprowadzać jedynie do spisania ślubnego kontraktu, zaczynać romans od tego co powinno być jego szczytnem uwieńczeniem! Doprawdy, ojcze, nie mogę sobie wyobrazić nic bardziej kramarskiego: słabo mi się robi na samo uprzytomnienie takowego barbarzyństwa.

GORGONI

Cóż to, u djabła, za gwara? Cóż ty za górnym sztyletem przemawiasz?

KASIA

W istocie, wuju, kuzyna moja ujęła rzecz we właściwem świetle. Jakże możliwem jest dobrze przyjmować osobników zupełnie nieokrzesanych w sztuce zalecania się do płci naszej! Założę się, że z pewnością nigdy na oczy nie widzieli Mapy Czułości[8] i że Tkliwe-Liściki, Czułe-Starania, Bileciki-Słodkie i Lube-Wierszyki to dla nich ziemie zupełnie nieznane. Czyż nie widzisz, wuju, że na całej ich osobie wyciśnięte jest to piętno i że zbywa im najzupełniej na owej zewnętrzności, która od pierwszej chwili nastraja nas przychylnie? Przybywać w zamiarach miłosnych a w gładkich pończochach[9], w kapeluszu na którym pióra świecą nieobecnością, z głową utrefioną poniżej najskromniejszych wymagań, w ubraniu chromającem na niedostatek wstążek! Boże mój! i cóż-to za zalotnicy! Cóż za niezdobność w stroju, cóż za jałowość w rozmowie! To można życiem przypłacić[10], to można zmysły postradać! Zauważyłam też, że ich kołnierze nie zdradzają dłoni najlepszej przykrawaczki i że więcej niż dobre pół stopy[11] brakuje, by szerokość ich pludrów mogła być zadowalającą.

GORGONI

Jak mi Bóg miły, pobzikowały obie; toż ja nic wyrozumieć nie mogę z ich szwargotu. Słuchaj mnie, Kachna, i ty, Magdusiu...

MAGDUSIA

Na miłość Boga! ojcze, oszczędź nam, proszę, tych dziwacznych imion[12], i raz wreszcie zechciej nazywać nas inaczej.

GORGONI

Jakto, dziwacznych imion! Czy to nie są wasze imiona, na chrzcie świętym nadane?

MAGDUSIA

O Boże, jakżeś ty poziomy, ojcze! Co do mnie, wyznaję, tonę w nieustannem zdumieniu, iż ty, ojcze, byłeś zdolny dać życie istocie mego pokroju. Słyszał kto kiedy w wytwornym stylu o Kachnie lub Magdusi? czy nie przyznasz, że starczyłoby jednego z tych imion, by osławić i odrzeć z uroku najpiękniejszy romans?

KASIA

To prawda, wuju, że ucho nie wyzute z delikatności piekielnie musi cierpieć, słysząc dźwięki tego rodzaju; wzamian imię Polikseny, które obrała moja kuzyna, i miano Aminty, które ja przyjęłam za swoje, posiadają czar, na który i ty, wuju, nie możesz zostać nieczułym.

GORGONI
Słuchajcież mnie tedy: mądrej głowie dość dwie słowie. Nie chcę ani słyszeć o tem, byście sobie brały jakieś inne imiona, niż te które dali wam chrzestni rodzice; co zaś do tych panów, znam ich ród i majątek, i żądam stanowczo, byście widziały w nich swoich przyszłych mężów. Dość już długo siedzicie mi na karku, a wieczne stróżowanie dwom dziewuchom, to nieco za ciężkie zadanie dla człowieka w moim wieku.
KASIA

Co do mnie, wuju, wszystko co mogę odpowiedzieć, to iż małżeństwo wydaje mi się rzeczą wskróś nieprzyzwoitą. Nie pojmuję, jak można znieść myśl sypiania z mężczyzną zupełnie nagim[13]?

MAGDUSIA

Pozwól, ojcze, byśmy nieco zaczerpnęły oddechu w wykwintnym świecie Paryża, gdzieśmy dopiero przybyły. Daj nam snuć dowoli tkankę powieści życia i nie przyśpieszaj tak rozwiązania.

GORGONI na stronie

Niema co i wątpić, pomylone są zupełnie. Głośno: Słuchajcie więc: to moje ostatnie słowo. Nic nie rozumiem tych wszystkich bredni; wiem to, że chcę być panem w domu i, aby przeciąć zbyteczne gadania, albo w najkrótszym czasie wyjdziecie obie za mąż, albo, jak Boga kocham, wpakuję was do klasztoru; przysięgam.



Przypisy

  1. I jakiż oddźwięk... Od pierwszych słów zaznacza Molier pretensjonalną sztuczność tej pannicy, która w kuzynce swojej znajduje posłuszne echo. W ten sposób ta, która sama jest kopją, staje się znowuż dla innej wzorem; i oto naocznie widzimy, jak się szerzy zaraza.
  2. Powiadam, że małżeństwo... Aby pognębić Wykwintnisie, Molier staje tu jedyny raz po stronie starego obyczaju i małżeństwa z ręki ojcowskiej, które przez całą swoją twórczość tak będzie podkopywał.
  3. 3,0 3,1 Cyrus, Aroncjusz — bohaterowie powieści panny de Scudéry (1607 — 1701), które były biblją Wykwintniś. Każda z tych dwóch powieści, Klelja i Artamenes czyli Wielki Cyrus, ma po dziesięć grubych tomów, wypełnionych perypetjami dążących ku sobie i napotykających przeszkody kochanków.
  4. Trzeba, by kochanek... Mimo iż pedantycznie i śmiesznie wyrażone, marzenia te są to marzenia każdego prawie dziewczęcego serca! W owej epoce zwłaszcza były one protestem przeciw narzuconemu zazwyczaj w kwiecie młodości prozaicznemu małżeństwu.
  5. dowcip całego zebrania... Potrzeba zaprawy intelektualnej w miłości, oto co stało się jedną z podwalin francuskiego salonu.
  6. które kosztuje nas tak wiele... Porównajcie analizę „miłości romantycznej“ w Kuzynce Bietce Balzaka, który to styl zajął miejsce stylu brutalnych miłostek z epoki wojen Cesarstwa.
  7. wykradzenie... W Wielkim Cyrusie Mandanę wykradają conajmniej cztery razy.
  8. nie widzieli Mapy Czułości... Ta słynna „Mapa Czułości“ znajduje się w Klelji, powieści pani de Scudéry. Miejscowości tej mapy znaczyły fazy uczuć. Czułe starania była to wioska, którą trzeba było przebyć, aby przez Świeżą przyjaźń dojść do Czułości nad Wdzięcznością (rzeką) etc. Po drodze trzeba się strzec, aby nie zboczyć do jeziora Obojętności etc. W ten sposób opracowano całą psychologję miłości. Analizy takie wyrodziły się oczywiście w śmieszność, ale są one wyrazem tej tendencji psychologicznej ducha francuskiego, która wydała Maksymy La Rochefoucaulda. Zaznaczmy, iż dla wielu ówczesnych rycerzy analizy te były taką samą rewelacją, jaką byłyby dla naszych Maćków i Bartków na wsi.
  9. w gładkich pończochach... t. zn. bez t. zw. canons, rodzaju krezek zapiętych pod kolanem, które u elegantów dochodziły do olbrzymich rozmiarów.
  10. To można życiem przypłacić... Jedną z cech języka Wykwintniś było nadużycie najsilniejszych wyrażeń dla lada błahostki. Wiele z tych wyrażeń zresztą utrwaliło się w języku, straciwszy tylko swoją barwę. (Por. Wstęp).
  11. więcej niż dobre pół stopy... Znamiennem jest, że te damy, tak bujające po obłokach, notują z drobiazgowym pedantyzmem wszystkie najtrywialniejsze nawet szczegóły stroju, o ile się odchylają od ostatniej mody.
  12. tych dziwacznych imion... Wszystkie Wykwintnisie miały przybrane imiona, które często były anagramem prawdziwych. Margrabina de Rambouillet miała na imię Katarzyna, otóż sam wielki poeta Malherbe z drugim poetą Racanem strawili kilka godzin na szukaniu anagramu. Znaleźli Arthenice, Eracinthe i Carinthée: Pierwsze zyskało uznanie i pani de Rambouillet nosiła odtąd miano Arthenice.
  13. z mężczyzną zupełnie nagim... Molier zaznacza tu, jak bardzo wszystkie te mizdrzenia dalekie są od prawdziwej wstydliwości i delikatności serca i jak bardzo te emancypantki były otrzaskane (w myśli przynajmniej) z realnościami życia.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Molier i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.