Pierwsza nagroda Naci

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki

Skocz do: nawigacja, szukaj
>>> Dane tekstu >>>
Autor Elwira Korotyńska
Tytuł Pierwsza nagroda Naci
Podtytuł Komedyjka w 1-ym Akcie dla dziewcząt
Wydawca Wydawnictwo Muzyczne i Księgarnia B. J. Zalewski
Data wydania 1930
Miejsce wyd. Chicago
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI (testowo)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Pierwsza Nagroda Naci
Komedyjka w 1-ym Akcie
dla dziewcząt
napisała
ELWIRA KOROTYŃSKA
OSOBY:
Wandzia
Ziutka
Nacia
Felcia
Oleś
Julka, służąca


lat 7
lat 8
lat 8
lat 8
lat 8
lat 9


Rzecz się dzieje w mieście. Scena przedstawia pokój dostatnio umeblowany. Stół, krzesła, kanapa, etażerka z książkami, kwiaty w oknie. Na stole książki i kajety. Nacia ubrana ładnie, Felcia skromnie ale czysto.
Nakład i Własność
WYDAWNICTWO MUZYCZNE I KSIĘGARNIA
B. J. ZALEWSKI, CHICAGO, ILL.



Scena 1.


Nacia (siedzi na krzesełku i wyciera gumą kleksa w kajecie): Skąd on się tu wziął? Doskonale pamiętam, że napisałam ćwiczenia, złożyłam kajet i doprawdy nie było ani jednej plamki... Co to znaczy? Czyby Mruczek? Ale nie! Onby całą łapką zamazał mi kajet, albo też wylałby atrament z kałamarza... To nie kot, ale jakiś człowiek... Ale kto? Otóż pytanie... ale bez odpowiedzi. Jedna, jedyna osóbka mogłaby to zrobić... to ta ordynarna stróżówna! I to taka dziewczyna chodzi do szkoły, uczy się jak i my, siedzi obok nas... To okropne! (wstaje) I coby tu zrobić, żeby ją wysadzić ze szkoły? (chodzi i myśli).
Powiedzieć przełożonej, że używa jakichś wyrazów nieprzyzwoitych?... Nie uwierzy, bo Felka zawsze milczy, zawsze udaje pokorną i cichą... Fałszywa!
Możeby nie przychodzić, a jak przełożona się spyta, dlaczego opuszczam lekcje, powiedzieć, że jestem córką dyrektora banku, że nie mogę chodzić na taką pensję, gdzie są ordynarnie wychowane i niskiego stanu koleżanki...
I to nie pomoże! Przełożona wytłómaczy zaraz, że wszyscy są równi, że wreszcie Felka nie jest ordynarnie wychowana, przeciwnie, jest grzeczniejszą od wysoko urodzonych, no i bronić ją będzie, bo ją lubi, bo jest pierwszą uczennicą... Nakoniec zacznie w nas wmawiać, że Felka nie jest córką żadnego stróża, że tylko wróciwszy z niewoli i nie mając z czego żyć, zastępował dozorcę domu, że jest mechanikiem i tak dalej...
Niema żadnej rady! (zamyśla się) Ach! znalazłam sposób dokuczenia jej! Poczekaj Feluniu, dam ja sobie radę!... Bo i pomyśleć tylko: ja, dyrektorówna, córka sławnego człowieka, bo trzeba wiedzieć, że tatuś mój jest wielkim wynalazcą — ja, panienka z wyższej sfery, jak mówi moja korepetytorka — ja mam koleżankę — stróżównę!
Ach! ach! To okropne! (siada i wzdycha).

(Wbiega Ziutka)


Ziutka: O czem tak rozmyślasz? Czy o jakiej nowej zabawie, czy też o jakim figlu?
Nacia: Jestem zmartwiona!
Ziutka: Co się stało? Czy kto zachorował?
Nacia: O, nie...
Ziutka: Więc czegóż się martwisz?
Nacia: (pokazując kajet): Patrz!
Ziutka: Ach! jaka straszna plama!
Nacia: Dostanę zły stopień z porządku...
Ziutka: Z pewnością!
Nacia: Wydrzeć karty nie mogę, bo wypadnie zapisana...
Ziutka: Naturalnie...
Nacia: Trę gumą, od kwadransa i całkiem wytrzeć się nie chce.
Ziutka: Wytrzećby się dało, ale zrobiłaby się dziura.
Nacia: A wiesz kto to zrobił?
Ziutka: Ach! to nie ty sama?
Nacia: Jak możesz tak myśleć
Ziutka: Przepraszam cię, ale każdemu się może zdarzyć...
Nacia:Ależ nie mnie...
Ziutka: A któż ci to zrobił?
Nacia: Któżby jak nie Felka!
Ziutka: Coo? Felka?
Nacia: Felka stróżówna!
Ziutka: Nie nazywaj jej tak... Pani przełożona nie pozwala.
Nacia: Alboż kłamię?
Ziutka: Ona jest córką mechanika.
Nacia: Taki mechanik, jak ja córka króla greckiego.
Ziutka: Ależ Naciu...
Nacia: Czego chcesz?
Ziutka: Żebyś była bardziej koleżeńską...
Nacia: Nie potrzebuję twych nauk...
Ziutka: To nie moje nauki, ale naszej drogiej przełożonej.
Nacia: Co mi tam przełożonaś
Ziutka: Ach! Naciu!
Nacia: Ach! Ziutko!
Ziutka: Skąd wiesz, że to Felcia zrobiła ci ten kleks?
Nacia: Zrobiła ona — nikt inny!
Ziutka: Widziałaś?
Nacia: Nie widziałam, ale wiem...
Ziutka: Czy ci kto o tem powiedział?
Nacia: Nie potrzebuję niczyich plotek... Sama wiem!...
Ziutka: A więc widziałaś?
Nacia: Przestań mnie badać! Wiem, że ona i koniec!
Ziutka: I dlaczego ci to zrobiła?
Nacia: Z zazdrości!
Ziutka: Czegóż ci może zazdrościć? Pierwsza uczennica!
Nacia: Zazdrości mi mego pochodzenia... bogactwa, strojów...
Ziutka: I dlatego robiłaby ci plamy! Ach! co ty wygadujesz!
Nacia: Nie jestem papugą, żebym miała gadać... Ludzie mówią, nie gadają!
Ziutka: Przepraszam, że obraziłam jej królewską mość!
Nacia: Kto wie, czy nie zostanę królewną... Tatuś mój jest wielkim człowiekiem!...
Ziutka: O tak! wyższy jest od mojego tatusia o całą głowę!...
Nacia: Tu nie o wzrost chodzi... Tatuś mój jest sławny...
Ziutka: A mój takie śliczne rzeczy pisze...
Nacia: E, pisać, to i ja potrafię!
Ziutka: Co? ty?
Nacia: Cóż to tak dziwnego?
Ziutka: Ledwie możesz jakieś ćwiczenie napisać, a mój tatuś pisze śliczne powieści i opisy podróży!
Nacia: Pisałam już wiersze...
Ziutka: A były gdzie drukowane?
Nacia: Zgubiłam...
Ziutka: Jakaś ty pyszna!
Nacia: Mam z czego być pyszną!
Ziutka: Z czego? z tej dwójki, coś dostała z arytmetyki?
Nacia: Nie obchodzą mnie stopnie! I bez stopni będę stała wyżej od was wszystkich!...
Nacia: Dlaczego? Z jakiego powodu?
Nacia: Jestem panną dyrektorówną!
Ziutka: Więc cóż z tego?
Nacia: Należę do wyższej sfery!
Ziutka: Co to znaczy: wyższa sfera?
Nacia: Mamusia tak mówi i nasza nauczycielka...
Ziutka: Nie wiesz co to znaczy i wychwalasz się...
Nacia: Wiem tyle, że wyżej od was stoję i już!
Ziutka: No, dobrze! dobrze! bądź wyższą, ale chciałabym, żebyś mnie przekonała, że naprawdę Felka zrobiła ci tę plamę na kajecie. Uwierzyć temu nie mogę... ona taka milutka i dobra, taka koleżeńska... Pamiętasz, jak przyszła kiedyś na pensję o 6-ej rano, żeby nas nauczyć rachunków. Nie mogłyśmy wtedy w żaden sposób rozwiązać swych zadań... Nie dospała, a przyszła...
Nacia: Ja tam nie przyszłam! Nie potrzebuję łaski od stróżówny!
Ziutka: Nie chciało ci się wstawać tak rano, wolałaś przepisać gotowe!
Nacia: Naturalnie!
Ziutka: A widzisz! Potrzebowałaś jej łaski!
Nacia: Przepisałam od córki doktora!
Ziutka: Jakaś ty niewdzięczna! Ale wiesz, że jestem przekonana o niewinności Felci... To nie ona zrobiła ci ten szkaradny kleks!
Nacia: Ona napewno! Powiem o tem jutro nauczycielce, jak zauważy tę plamę i zechce mi dać zły stopień z porządku...
Ziutka: Nieprawda! Nieprawda! To nie Felcia! Będę jej broniła!
Nacia: Piękna z ciebie przyjaciółka!
Ziutka: Chcę być sprawiedliwą.
Nacia: Dla Felki tylko!
Ziutka: Na biecie nikt przecież złego nic nie mówi, a ty ją podejrzewasz o niekoleżeństwo, będę więc broniła!
Nacia: Pożałujesz tego!...
Ziutka: Dobrze! Dobrze! Zostaw mnie w spokoju!
Nacia (obrażona) : Idę już, idę... Nigdy więcej do ciebie nie przyjdę!
Ziutka: Do widzenia...

Scena II.
Nacia, Wandzia, potem Oleś.


Nacia: Wielka figura! Ojciec skrobipiórek... Cha, cha, cha! Myśli, że jest nie wiedzieć czem! Ona mnie, pannie dyrektorównie ośmiela się prawić nauki i bronić tej paskudnej Felki! A, broń!, broń sobie! Zobaczymy, kto wygra! Prędzej mnie, z takiego wysokiego rodu uwierzą, jak jej! Bo trzeba wiedzieć, że mamusia moja jest z domu hrabianką, a tatusia prababcia była też hrabiną, czy nawet księżniczką! Wszystkie moje ciocie to wielkie damy, mają majątki, pałace i dużo, dużo służby! Lokaje mówią po francusku, jeden z nich rozmawia nawet i po angielsku...
Taka Felka byłaby tam najwyżej pokojówką, a tu śmie być pierwszą uczennicą i prześcigać mnie w naukę! Gdyby nie te rachunki i ten niemiecki język, byłybyśmy na równi w naukach!
Ale ja ją urządzę! Jak wyjdą wszystkie uczennice na pauzę, wyciągnę jej kajet z rachunkami, z niemieckiem ćwiczeniem i wrzucę do pieca! Niech szuka! Dostanie zły stopień i ja będę pierwsza! (uśmiecha się z zadowoleniem).

(Wchodzi Oleś)


Oleś: Naciu! Naciu! co za nowina!
Nacia (zaciekawiona) : Cóż takiego? Mów prędzej!
Oleś: Idziemy do Czerska!
Nacia: Z kim?
Oleś: Z nauczycielem...
Nacia: Dużo was idzie?
Oleś: Nas osiemnastu, nauczyciel i pan Żółtowski...
Nacia: Coo? ojciec Felki?
Oleś: Tak. Cóż cię to tak dziwi?
Nacia: Wycieczka ze stróżem!
Oleś: Z jakim stróżem? Pan Żółtowski idzie z nami jako mechanik i przewodnik. Pracował niegdyś jako zarządzający w cukrowni...
Nacia: Nigdybym z takim nie poszła na wycieczkę...
Oleś: Niemądra jesteś, moja Naciu... Ja tam idę tembardziej, że on nam przewodniczy...
Nacia: Idź! idź, nie zazdroszczę ci takiego towarzystwa!

(Oleś wychodzi)


Nacia: A to skończenie świata! Żółtowski prowadzi pańskie dzieci! Tembardziej muszę być pierwszą uczennicą, a Felcia po mnie dopiero! Niech wiedzą, że równać się ze mną nie może!

(Wchodzi Wandzia)

Wandzia: Czyś gotowa? Już czas na pensję! Dziś mamy popołudniowe lekcje gimnastyki i konwersacji.
Nacia: O, pamiętam! pamiętam!
Wandzia: Włóż palto, bo chłodno.
Nacia: Wolę iść w sukience... Niech każdy widzi, jaką mam śliczną i drogą sukienkę!...
Wandzia: Ale się przeziębisz...
Nacia: To nic! Tatuś ma na doktorów pieniądze!
Wandzia: To chodźmy, już trzecia! (wychodzą).

Scena III.
Nacia, Wandzia, Ziutka, Felcia.


Nacia: Zwyciężyłam! Jestem pierwszą w klasie! Ta nieznośna Felka nie stoi mi już na przeszkodzie!
O piątej godzinie wszystkie wyszły do ogrodu na gimnastykę — skorzystałam z tego, wyjęłam z szuflady Felki kajet z rachunkami i z ćwiczeniem i czemprędzej wrzuciłam do pieca. Ledwie zatrzasnęłam drzwiczki, weszła Ziutka, ale na szczęście nie zauważyła niczego... Nie rozmawia ze mną z powodu ostatniej naszej rozmowy. Tem lepiej...
Obroniła Felkę przed mojem posądzeniem... które coprawda nie było słuszne, bo to podobno mój mały braciszek Bobuś wylał na mój kajet atrament... Ale, w każdym razie dobra przyjaciółka nie powinna była bronić Felki a mnie potępiać!... Panna Marta nie dała mi złego stopnia z porządku, bo przyniosłam jej duże pudełko czekoladek. Powiedziałam mamusi, że imieniny naszej damy klasowej i wyłudziłam czekoladki...
Ale z rachunkami i niemieckim nie poszłoby mi tak gładko, gdyby nie pomysł wrzucenia kajetów Falki do pieca!
Wandzia (wchodzi) : Ach! siostrzyczko! taką śliczną będziesz miała książeczkę!
Nacia: Jaką książeczkę? co mówisz?
Wandzia: Na nagrodę!
Nacia: Skąd wiesz?
Wandzia: Panna Julja, nasza nauczycielka pokazywała nam wszystkie nagrody. Twoja najpiękniejsza!
Nacia: A kto dostanie drugą nagrodę? Czy nie wiesz?
Wandzia: Pewnie nikt...
Nacia (klaszcząc w ręce): A Felcia?
Wandzia: Felcia nie miała zrobionych zadań, przytem uparła się i nie chciała się wytłómaczyć... Pewnie nie dostanie nawet drugiej nagrody!...
Nacia: Choć raz wymierzona sprawiedliwość! Ach! jak to dobrze! Jak to dobrze! (zaczyna skakać z radości).
Wandzia: Ale wiesz co Naciu, mnie żal Felci.
Nacia: Ma to, na co zasłużyła!
Wandzia: Ona się dużo uczyła... Nieraz i w nocy jeszcze pisała przy świecy...
Nacia: I ja też dużo pracuję!

(Wchodzi Ziutka)


Ziutka: Miałam nie przyjść nigdy do ciebie, ale muszę...
Nacia: Cóż się stało?
Ziutka: Widziałam, jakeś wrzucała kajety do pieca i nie pozwolę na to, żeby Felcia przez ciebie cierpiała!
Nacia (zarumieniona): Bardzo proszę!
Ziutka: Jesteś nieszlachetna!
Nacia Proszę się nie zapominać!
Ziutka: Nie zapominam się — mówię prawdę!
Nacia: Idź sobie! czego przyszłoś?!
Ziutka: Przyszłam powiedzieć, że nie dostaniesz pierwszej nagrody a nawet i drugiej! Idę do naszej damy klasowej.
Nacia (podbiega do niej): Ty tego nie zrobisz! (po namyśle) Ja kupię taką samą książkę i dam Felci...
Ziutka: To nie będzie zasłużona nagroda, ale zwykły podarunek... To jej nie ucieszy! Będziesz miała karę, najzupełniej ci należącą...
Nacia: Ach! co powiedzą nauczycielki? co powie tatuś?...
Ziutka: Nic to mnie nie obchodzi! Idę do pani przełożonej, teraz jest w domu... Oto jak postępuje panna dyrektorówna!... Wolę Felkę i zawsze ją kochać będę!... (chce wyjść, Nacia czepia się jej i nie puszcza).
Nacia (płacząc) : Nie idź! Nie mów! Ach! ja nieszczęśliwa!
Ziutka: Pójdę! Miej naukę... albo sama idź i przyznaj się.

(Wbiega Felcia, która przysłuchuje się zza drzwi niedomkniętych całej rozmowie)


Nacia: Ach!
Felcia (podchodzi nieśmiała do Naci): Naciu, nie bój się, ja nie pozwolę iść do przełożonej... Będę miała drugą nagrodę, to wszystko jedno, abym miała wewnętrzne zadowolenie.
Nacia (rzuca się jej na szyję): O, tyś sto razy lepsza odemnie! Przebacz!
Felcia (całuje ją): Wcale się nie gniewam i nikt o tem wiedzieć nie będzie. Słyszysz, Ziutko?
Ziutka: Dla ciebie gotowam na wszystko, a i Nacia poprawi się teraz...
Nacia: O, tak! tak! I poniewierać nikim nie będę!
Ziutka: Jakżeż się cieszę! Niema tego złego, coby na dobre nie wyszło!

Nacia, Ziutka i Felcia (przytulone do siebie, stoją czas jakiś, poczem słychać głosy wesołe za drzwiami, wpada Julka, służąca)


Julka: Na smaczny podwieczorek!
Nacia: Pójdziemy razem!
Julka: Starczy dla panienek!
Felcia: I ja?
Ziutka: Ty najpierwsza! Jesteś najszlachetniejsza i najgodniejsza siedzieć przy stole w domu Naci rodziców...
Nacia: Będę bardzo szczęśliwa, jeśli zechcesz do mnie przychodzić...
Felcia: O, z największą radością, o ile czas pozwoli.
Nacia i Ziutka (wołają) : Niech żyje nowa przyjaciółka! Niech żyje szlachetna i dobra Fela! (wychodzą).

(Zasłona spada)


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Elwira Korotyńska.