Józef Muczkowski (Siemieński, 1865)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Siemieński
Tytuł Józef Muczkowski
Pochodzenie Portrety literackie
Data wydania 1865
Wydawnictwo Księgarnia Jana Konstantego Żupańskiego
Druk N. Kamieński i Spółka
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBICały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


JÓZEF MUCZKOWSKI
PROFESOR BIBLIOGRAFII I BIBLIOTEKARZ UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO.
(1795—1858.)

Nic niema szybszego jak zła wiadomość; lotem prądu elektrycznego obiega ona miasto, kraj, kulę ziemską. Taka wiadomość rano na dniu 31 lipca 1858 r. obiegła Kraków zwiastując nagłą śmierć Józefa Muczkowskiego, professora i bibliotekarza. Niespracowany ten badacz rzeczy ojczystych, nieszukając wypoczynku nawet czasu wakacyi, udał się był na Wawel do katedralnego kościoła dla odczytania cerkiewnych napisów na złoconem i lazurowem tle sklepień kaplicy Ś. Krzyża, gdzie jak się zdaje, wytężając wzrok i podnosząc głowę, dostał krwi uderzenia i padł, uderzywszy czaszką o krawędź kamiennego nagrobka Jagiełły.
Piękny to zgon uczonego męża, bo taki jak całe jego życie, poświęcone zdobyczom światła i prawdy dziejowéj, które pracowicie wydobywał z bibliotecznych pyłów i oczyszczał zdrową krytyką. On to pragnąc wskrzesić nam wizerunek Jagiełły i Jadwigi, oddawna robił poszukiwania archeologiczne nad starym drzeworytem wyobrażającym w głębi lektorium akademickie, a na czele postacie założycieli uniwersytetu; że zaś w kaplicy Ś. Krzyża na drzwiach ołtarza znajduje się wizerunek Jagiełły, a przytem i jego marmurowy grobowiec — zdaje się, że miał zamiar porównać z sobą te szczegóły i krom tego popytać zatartych napisów na wiązaniach sklepienia o odpowiedź na niejednę zagadkę historyi.... Przy tém zatrudnieniu uczony mąż spotkał się z wiecznie nierozwiązaną zagadką — ze śmiercią! —
Strata ta nieodżałowana dla naszego szczupłego grona naukowych ludzi; nieodżałowana dla biblioteki, która pod jego sterem powstała z gruzów, przyszła do porządnego układu i zaczęła się wypełniać we wszystkich gałęziach umiejętności. Wiadomo bowiem, że ś. p. Muczkowski, bibliograf zawołany, z prawdziwém zamiłowaniem chodził około urządzenia i pomnożenia powierzonych sobie skarbów. Prace piśmienne zostawione przez niego, najlepsze dają mu świadectwo jak biegłym był w rozgmatwywaniu niepewnych podań bibliograficznych, a nadewszystko jak szczerze miłował ten zakład uniwersytecki Jagiellonów, kiedy wieloletnie poszukiwania poświęcił na odbudowanie jego przeszłości we wszystkich szczegółach, nietylko co do urządzeń wewnętrznych lecz funduszów, życia nauczycieli i studentów, i to przez całe prawie pięć wieków jego istnienia. —
Był to jednem słowem mąż pracowitego żywota, w tém szczęśliwy, że pracy jego zostały widoczne ślady i wyraźny pożytek. Można o nim powiedzieć że jedną ręką pisał rozprawy z dziejów uniwersytetu, biblioteki i związanéj z nią bibliografii — a drugą porządkował, gatunkował i zbierał naukowe skarby, prowadząc nieprzerwanym ciągiem tę historyą, którą szczodrobliwość Jagiellonów zaczęła.
Ażeby godnie ocenić bibliotekarskie zasługi ś. p. Kuczkowskiego trzebaby porównać stan biblioteki jaki był za czasów Bandkiego, a w jakim on ją zostawił. To tylko wiadomo, że kiedy nią Bandkie zarządzał, wiele zostawało do życzenia. Sam układ ksiąg niezgadzał się z wymaganiami dzisiejszego czasu. Księgi bowiem ustawione były na pułkach podług wielkości formatu a nie ze względu na przedmiot i tak: przy dziele teologicznem stał romans, obok historyi, matematyka i t. p. — Wprawdzie Bandkie chcąc bibliotekę prędko przygotować do publicznego użytku, a mając książki prawie na stos zrzucone, użył téj najkrótszéj i zresztą dość praktycznéj metody. Mimo tego jednak powstały za niego porządne katalogi, jako to: katalog ćwiartkowy, czyli główny; katalog repozytoryalny czyli wskazujący w któréj szafie, pułce i pod którą liczbą z kolei umieszczone jakie dzieło; katalogi podług języków dla polskich dzieł, dla łacińskich przez Polaków pisanych, dla łacińskich obcych, téż dla greckich, francuzkich, niemieckich, wschodnich, i t. d. dwa katalogi systematyczne rozpoczęte, to jest: dzieł prawnych i medycznych; katalogi manuskryptów, ćwiartkowy i alfabetyczny wedle języków, nakoniec niedokładne i depiéro w zaczęciu katalogi numizmatów i monet.
Taki był stan biblioteki Jagiellońskiéj gdy po śmierci Bandkiego Muczkowski objął jéj zarząd. Przedewszystkiem i to była niezbędna czynność, zajął się on sprawdzeniem bytności dzieł podług katalogów. Wskutek zmudnéj téj pracy okazały się liczne braki co do kiążek i rękopisów niepośledniéj rzadkości i ważności. Tytuły takich zatraconych dzieł odłączył od ćwiartkowego katalogu i osobno zachował pod napisem Desiderata. Odłączył także dublety i zarządził spis takowych. — Jakkolwiek układ biblioteki zrobiony przez Bandkiego dogodnym był ze względu na praktyczne użycie, a to z powodu, iż w katalogach każda książka miała naznaczony numer pod którym stała w szafie, co ułatwiało prędkie znalezienie jéj, jednakowoż ś. p. Muczkowski uznał układ takowy mniéj odpowiednim nowszym wymaganiom bibliotecznym; tém więcéj, że wszędzie wielkie zagraniczne księgozbiory ułożone były systematycznie to jest podług przedmiotów. Widząc atoli szczupłość miejsca, a prócz tego gmach biblioteczny chylący się do upadku, zwrócił całą uwagę na konieczność wyrestaurowania sal tego gmachu, i tak gorliwie poparł swoje żądania, iż na przedstawienie jego niektórzy reprezentanci na sejmie Rzeczypospolitéj Krakowskiéj w r. 1837 poparli tę myśl, i wyjednali fundusz roczny na restauracyą kollegium Jagiellońskiego. Sejm zaś odprawiony w r. 1844 zapewnił potrzebny zasiłek aż do zupełnego odnowienia i przebudowania bibliotecznego gmachu. W skutek tego, roboty rozpoczęte w r. 1838 a ukończone w 1851 przyprowadziły kollegium do tego stanu że połowa téj starożytnéj budowli obróconą być mogła na użytek publiczny; jakoż wspaniale w gotyckim smaku odnowione i ozdobnemi z dębu szafami zapełnione sale oddano Muczkowskiemu, który rozporządzając już odpowiednim lokalem, zajął się z niespracowaną gorliwością do systematycznego układu książek. Kto wie ile trudności nastręcza rozklassyfikowanie kilkudziesięciu tysięcy tomów podług ich treści, ten pojmie, w jakim położeniu znaleźć się musiał Muczkowski, kiedy w toku rozpoczętéj pracy odebrał był rozkaz, ustawić w przeciągu 24 godzin wszystkie książki w szafach. Cesarz Austryacki będący wówczas w Krakowie, miał zwiedzić bibliotekę: nieład zatem pochodzący z rozgatunkowywania książek, wypadło z przed oczu monarchy usunąć. Stało się podług rozkazu zwierzchności — lecz ciężka praca bibliotekarza przez jednę dobę zniweczona, wymagała rozpoczęcia jéj na nowo. Odtąd przy szczupłéj pomocy, bo tylko dwóch bibliotecznych urzędników p.p. Mułkowskiego i Piwowarskiego systematyczne uporządkowanie biblioteki odbywało się bez przerwy. Ułożono naprzód literaturę polską i wszystko, co się odnosiło do rzeczy polskich, następnie filologią, historyą i pomocnicze jéj nauki; daléj medycynę, nauki przyrodzone, filozofią, prawo, literatury obce, tudzież encyklopedyą i miscellanea. Układ ten zalecający się dokładnością, miał to jeszcze do siebie, iż ułatwiał znalezienie każdego dzieła, nawet bez zaglądania do katalogu, a oraz pokazywał w jakim stopniu każda gałęź literatury i umiejętności wypełnioną jest najniezbędniejszémi dziełami. — Oprócz téj głównéj pracy niepominął Muczkowski i drobnych szczegółów, w które skrupulatnie wchodził; jakoż dawał on baczność aby kilka dzieł niebyło oprawnych w jednym tomie, co się tak często zdarzało; tym końcem porozdzielał on takowe zbiory, i wyuczywszy jednego z bibliotecznych posługaczów introligatorstwa, polecił mu owe rozdzielone broszury osobno oprawić, sam własną ręką podawał na każdem stosowne intytulacye i podług przedmiotów w pudłach poukładał. Niemniéj polecił sporządzenie katalogów repozytoryalnych wszystkich ulotnych pism i drobnych broszur, w który to poczet weszła i olbrzymia literatura panegiryków, dotąd tak rzadko uwzględniana, a nieraz nastręczająca tyle ważnych dat do żywotów znamienitych osób. Spisał także i sam ponumerował w znacznéj części atlasy i mapy niemające dotąd katalogu. Ostatniemi laty zajęty rozkładem ksiąg teologicznych i ascetycznych, zapełniających całą ogromną salę Jagiellońską, niemógł zatrudnić się formowaniem katalogów, dopókiby nie rozłożył wszystkich należących do téj gałęzi książek, czego jednak nie mógł wprzód dokonać, gdyż dopiéro 1go listopada 1857 r, oddane mu zostały nowe sale przeznaczone na użytek biblioteki. Gdy to nastąpiło, czynnie zabrał się do rozdziału reszty ksiąg na przedmioty, i w ciągu tego zatrudnienia, śmierć przecięła pasmo czynnego żywota. — Szczerze przywiązany do tego zakładu, co więcéj spojony z nim przez zamiłowanie w badaniach bibliograficznych, niczego nie zaniedbywał do postawienia go na równi z najsłynniejszémi bibliotekami, w czém wielce dopomagały mu rozległe jego stosunki z uczonymi krajowymi i zagranicznymi, którzy dla uczczenia naukowego męża, ciągłemi darami dzieł wydanych przez siebie pomnażali biblioteczne skarby.
Często téż mawiał do swego pomocnika a tymczasowego zastępcy, p. Mułkowskiego, który z naukowego zamiłowania tyle lat pracując wspólnie z Muczkowskim, sam jeden dziś zna skład i wartość zabytków Jagiellońskiego zbioru — iż niczego goręcéj nie pragnie, jedno by przynajmniéj przed śmiercią doprowadzić mógł bibliotekę do zupełnego porządku.
Nagła śmierć zabierająca go w pełni zdrowia i siły, acz w sędziwych już latach, niepozwoliła dokonać mu tak zaszczytnie i umiejętnie prowadzonego dzieła; przecięła ona również pasma tylu planów do pism, tyle rozpoczętych już badań, które poparte nieznanemi światu źródłami wydobytemi ze składów biblioteki, miały objaśnić niejedną wątpliwość tak pod względem literatury ojczystéj, jak dziejów uniwersyteckich. Nierobię tu bynajmniéj przypuszczenia o rzeczy niewiadoméj lub nieistniejącéj, lecz prosty wyprowadzam wniosek z tych prac piśmiennych jakie Muczkowski różnemi czasy drukiem ogłaszał. Przy wyliczaniu ich, niewchodząc w ścisły rozbiór, wskażę przynajmniéj, co nowego przyniosły, jaką rozwikłały wątpliwość, jakie rzuciły światło na oddaloną przeszłość. —
Wykazawszy zasługi zgasłego męża w zawodzie bibliotekarskim, jako stanowiącym główną treść jego powołania, dotknę zasług pisarza historyka; wprzód jednak winienem opowiedzieć żywot jego, w tych nieledwo słowach w jakich sam go nakreślił. —
Józef Muczkowski urodził się d. 17 marca 1795 r. we wsi Maszki położonéj w dawnem województwie lubelskim, z rodziców ubogiego stanu: Marcina i Katarzyny z Drelanków. Ojciec jego z pracy rąk utrzymujący rodzinę, pojmował to, że tylko przez danie swym dzieciom naukowego wykształcenia, przyszły ich los daleko lepiéj zapewnić im potrafi, niż żeby majątek zostawił. Jakoż po poprzedniem domowem usposobieniu synów w nauce czytania i pisania, oddał w r. 1803 naszego Józefa wraz ze starszym bratem do początkowych szkół lubelskich zwanych podówczas normalnemi. Po ukończeniu tychże w r. 1806 wszedł w poczet uczniów gimnazyalnych, i w ciągu lat sześciu nie bez korzyści przebył szkoły wojewódzkie. —
Zaledwie 15 lat liczący młodzian utracił matkę i ojca (1808—1810) i odtąd osierocony, bez opieki i pomocy, jedynie samemu sobie zostawiony, kierował się daléj i wywalczał nietylko środki do życia ale i chwile swobodne do nauk, a zawsze tworząc sobie los, który go nie znikomemi dostatkami lub czczemi godnościami, ale prawdziwą zasługą i wziętością odpowiednią osobistéj wartości, miał w oczach ziomków otoczyć. Wszakże pracował on nietylko na samego siebie; serce jego braterskie powiększyło się uczuciem ojcowskiem dla młodszego brata, którego po śmierci rodziców utrzymywał z własnych dochodów, naprzód w krakowskich, późniéj w poznańskich szkołach, a w końcu na uniwersytecie wrocławskim i berlińskim...
Błogosławieństwo Opatrzności najczęściéj spływa na poczciwą pracę ubogich — niedziwmy się i nienazywajmy nieszczęściem, kiedy padają wielkie majątki trwonione w próżniaczym nierządzie — człowiek prawie zawsze jest twórcą swojéj złéj lub dobréj doli...
Po ukończeniu jednocześnie ze starszym bratem szkół departamentowych lubelskich w r. 1812 dotknął go cios najboleśniejszy: bo zgon tego brata i nauk towarzysza. Bardziéj osierocony niż kiedykolwiek, udał się do Krakowa dla pobierania wyższych nauk na tym jednym w epoce Księztwa Warszawskiego uniwersytecie.
Przybywszy do obcego miasta, młody, niedoświadczony, bez funduszu i znajomości między ludźmi, znalazł w osobie Adama Czapskiego, któremu od jednego z profesorów był poleconym, osobliwą pomoc w uzyskaniu miejsca dającego mu środek utrzymania życia i uczęszczania na kursa. Musiał to być człowiek z sercem i przyjaciel młodzieży garnącéj się do nauk, kiedy Muczkowski, najczulsze poświęcał mu wspomnienie i chował niewygasłą wdzięczność. Rozpocząwszy z końcem 1812 kurs nauk filozoficznych, jako odpowiedni nauczycielskiemu powołaniu — przerwał go niebawem. Był to rok olbrzymiéj wyprawy Napoleońskiéj na Moskwę. Jeżeli geniusz ten uniósł ze sobą wszystkie ludy Europy, mógłże oprzeć się ogólnemu prądowi młodzieńczy umysł słuchacza filozofii, zapewne natchniony tą samą wiarą co i cały naród, upatrujący w nadzwyczajnym człowieku, wskrzesiciela swojego bytu? — Wstąpił więc w szeregi gwardyi ułanów polskich i udział miał w kampaniach odbytych w r. 1813 i 1814 tak w Niemczech jak we Francyi. W r. 1815 d. 15 marca skończył swój zawód wojskowy i znowu znalazł się w Krakowie, ubogi jak niegdyś za studenckich czasów. Ale czuwała nad nim Opatrzność, ksiądz Felix Jaroński pod którym dawniéj słuchał filozofii, nietylko otworzył mu dom własny i przez wiele miesięcy utrzymywał, ale nadto udzielał mu prywatnych lekcyi języka łacińskiego i odświeżał nauki obozowem życiem wywietrzałe z pamięci. Odtąd zostawszy powtórnie uczniem uniwersytetu, uczęszczał na kursa wydziału filozoficznego przez ciąg trzyletni, a po ukończeniu onych, na przełożenie ś. p. Bandkiego profesora i bibliotekarza, otrzymał posadę adjunkta biblioteki Jagiellońskiej. Przy tém zatrudnieniu tak zgodnem z jego skłonnością, zaczął dawać od r. 1818 po cztéry godziny tygodniowo bezpłatne lekcye łaciny, co trwało aż do chwili powołania go na nauczyciela do gimnazyum poznańskiego, gdzie przez 8 lat nauczał języka polskiego, łacińskiego i greckiego. W tym okresie swego życia (1821 r.) wstąpił w związki małżeńskie pobłogosławione sześciorgiem potomstwa, z których troje utracił w czasie grasującéj cholery. Obok nauczycielskich obowiązków nieprzestawał Muczkowski pracować piórem i zwracać na siebie uwagę jako mąż oddany naukowym badaniom szczególniéj w przedmiocie historyi i literatury swego narodu. Ten jego charakter i odpowiednia zdolność, otworzyły mu sposobność zrobienia naukowéj podróży do Danii i Szwecyi w towarzystwie hr. Tytusa Działyńskiego zawołanego miłośnika rzeczy ojczystych, który wziął go ze sobą, dla przepatrzenia bibliotecznych skarbów Kopenhagi, Sztokholmu, Upsali, jak wiadomo wzbogaconych dwukrotnemi na Polskę najazdami: Karola Gustawa i Karola XII. Podróż tę odbył w r. 1823.
W lat kilka uwolniony na własne żądanie od obowiązków publicznego nauczycielstwa, podjął się domowego wychowania syna hr. Mikołaja Mielżyńskiego, z którym w r. 1829 do Krakowa przybył, i nieprzerwanie w tem mieście zostając, przyjął w r. 1831 obowiązki zastępcy profesora a w r. 1832 urząd rzeczywistego profesora liceum Ś. Anny, dopóki w r. 1834 na przełożenie komisarza rządowego przy instytutach naukowych p. Karola Hubnera niezostał mianowany kustoszem bibliotek uniwersyteckiéj. W owym téż czasie dostąpił stopnia doktora filozofii i napisał inauguralną rozprawę: Pauli Paulirini liber etc. Po śmierci zaś Bandkiego przypadłéj zaraz w następnym roku 1835 otrzymał posadę profesora bibliografii i bibliotekarza, który to urząd wieńczący wieloletnie jego prace, do kresu życia tak zaszczytnie piastował.
Podawszy w krótkich słowach żywot Muczkowskiego, dotknąłem jednéj części jego zawodu, to jest: nauczycielstwa i bibliotekarstwa, teraz o drugiéj wypada pomówić, czyli o jego pracach autorskich.
W ogóle niezostawił on po sobie grubych tomów napuszystych oratorskiemi deklamacjami; umysł jego praktyczny i prosty, ściśle i treściwie biorący każdą naukę pilnował saméj rzeczy z tą purytańską sumiennością, która zabrania sobie najmniejszego nawet domysłu lub śmielszego przypuszczenia, jeżeli takowe nie jest wielą wiarogodnémi świadectwami poparte. Z téj zbytniej czasami oględności wyrodziła się w pismach jego pewna suchość opowiadania, która mimo tego niemęczy czytelnika, bo nowość widoków i mnóstwo nagromadzonych rzeczy utrzymuje ciągle w natężeniu uwagę. Zapewne niemoże być obojętniejszy i suchszy przedmiot dla wielkiéj liczby czytających jak bibliograficzne badania; a przecież jego traktaciki o rękopisach Długosza, o bibliach Szarfenbergerowskich, o Leopolitach, dadzą się, czytać każdemu; chociaż nieubawią jak komedya lub powieść, wymuszą jednak na czytelniku sympatyą dla bystrego sądu i zdrowych rozumowań autora. Duch badawczy, czy się przedziera przez puszcze Afryki, czy przez lody podbiegunowe, czy dochodzi w wnętrzach ziemi epok natury, czy z lada ułamku naczynia sądzi o stanie cywilizacyi zgasłego plemienia, czy nakoniec losy książek wyjaśnia konfrontując ze sobą różne ich edycye, lub odgadując wątpliwych drukarzy i autorów — duch badawczy zawsze ma coś poetycznego uroku, bo odkrywa, bo nowy świat otwiera, bo ma stronę dodatnią; przeciwnie nieznam nic mniéj poetycznego i mniéj potrzebnego, jak nienowe rzeczy przedstawiać ze strony najpospolitszego sposobu widzenia, gromadzić stosy szczegółów, a niedawać im ustroju życia — słowem robić książki dla książek. —
Józef Muczkowski w pismach swoich szedł inną drogą i starał się odpowiadać bądź potrzebie publiczności uczącéj się, bądź potrzebie nauki jakiéj, którą chciał posunąć wyżéj i badaniami swemi wzbogacić. Z tego powodu jedne są treści pedagogicznej drugie bibliograficznej i historycznej. —
Poświęcony stanowi nauczycielskiemu niepoprzestał na ustnym wykładzie, ale jeszcze pracował nad ułożeniem książek elementarnych mogących ułatwić naukę. Jakoż w Poznaniu 1820 napisał i wydał następujące książki: 1) Powieści starego i nowego Testamentu dla użytku szkół miejskich i wiejskich według tłumaczenia Wujka, z pytaniami do każdéj powieści i stosownémi zdaniami biblijnémi we 2 częściach. (Drugie wydanie wyszło tamże w 1831 r. przerobione i poprawione). — 2) Sexti Aurelii Victoris de viris illustribus urbis Romae nec non de Caesaribus — do użytku szkół zastosowane i słownikiem łacińsko-polskim opatrzone w Poznaniu 1823. 3) Gramatyka języka polskiego — Poznań 1825 r. (wyd. drugie poprawne i pomnożone w Krak. 1836, wydanie trzecie przerobione i pomnożone, tamże, 1849. 4) Pierwsze zasady języka łacińskiego w Krakowie 1832 r.
Niewielki na pozor zasób pedagogicznych dzieł, lecz w istocie mających za sobą wartość praktyczną w nauczaniu; gramatyka jego mianowicie najprzystępniejsza dla uczniów, bez przyczyny usunięta z publicznego wykładu, aby dać miejsce innym pisanym dla zawrotu głowy, przez gramatykarzy nieumiejących najczęściéj języka, którego prawidła chcą stanowić.
Inne prace Muczkowskiego więcéj literackie, składają się z niektórych wydań dawnych autorów opatrzonych jego przypisami, i z rozpraw odnoszących się do bibliografii i dziejów uniwersytetu Jagiellońskiego. Pod ogólnym tytułem: Zbiór najcelniejszych i najrzadszych rymotworów wieku 16 i 17, miał on zamiar wydawać rodzaj biblioteki złożonéj z przedruków rzadkich autorów polskich. Na początek w małym tomiku ogłosił w Poznaniu r. 1827 Rytmy Mikołaja Sępa. Jak same rymy, tak i wydanie cenione jest wielce; lecz więcéj tomików nie wyszło, zapewne dlatego, że wydawca zmieniając około tego czasu miejsce pobytu, niemógł czerpać z bogatych w białe kruki zbiorów hr. Tytusa Działyńskiego.
Osiedliwszy się w Krakowie, poświęcony bibliograficznym studiom, jako sposobiący się do zawodu bibliotekarza, oddał wielką przysługę przez wydanie w r. 1832 z rękopisu dzieła Józefa Jędrzeja Załuskiego bisk. kijowskiego: Biblioteka historyków, prawników, polityków i innych autorów polskich. Jest to osobliwe w swoim rodzaju dzieło — bo bibliografia wierszem pisana. Uczony biskup Załuski porwany z sejmu i wtrącony do więzienia w Kałudze, słodził swoję niedolę spisywaniem z pamięci książek składających literaturę polską. Natchnieniem była mu wielka miłość do tych geniuszu narodowego zabytków, co niebawem same jedne miały świadczyć o zasługach narodu w dziele powszechnéj cywilizacyi. Rękopis, opatrzony dawniéj przypisami Józefa Epifaniego Minasowicza, wzbogacił Muczkowski nowemi przypisami i indexami, a nadto sprawdził cytaty swego poprzednika, wszakże jak powiada: mógł to wydanie pomnożyć jeszcze liczniejszémi dodatkami, lecz bojąc się wyciągać księgarza na wielki koszt, dodawał tylko rzeczy niezbędne. Przed 20 laty podobne książki narażały na oczywistą stratę — dziś tyleśmy postąpili, że księgarz niezraziłby się obszernością przypisków.
Wspomniałem już jak Muczkowski zostawszy doktorem filozofii napisał inauguralną rozprawę: Pauli Paulirini, olim Paulus de Praga vocitati, viginli artium manuscriptum librum.... descripsit Crac. 1835 r. Przedmiot téj pracy wiele zajmujący; wykrywa bowiem, że owa wielka pargaminowa księga, jak mówi legenda, przykuta łańcuchem i przywalona kamieniem, czarnoksięzki płód Twardowskiego, — jest niczém inném tylko encyklopedyą napisaną przez Pawła z Pragi, jak to jeszcze w r. 1788 objaśnił Steiner w piśmie: Warschauer Bibliotek. Muczkowski zebrawszy różne podania, pokazuje zkąd cała baśń o téj księdze mającéj być dziełem Twardowskiego, urosła. Niemieccy pisarze Jakub Woit i Jan Zyg. Jungschultz książką swoją: De incrementis studiorum per Polonos ac Prussos. Lipsiae 1723, naprzód puścili w obieg tę legendę, a w rok późniéj X. Naramowski w dziele: Facies rerum Sarmaticarum powtarzając z niektórémi okolicznościami o księdze Twardowskiego, powiada: że po śmierci Zyg. Augusta dostały się różne książki do kollegium jezuickiego w Wilnie, między którémi był i ów czarnoksięzki kodeŁ — X. Szpot słyszał o nim z ust Daniela Butwiłła i wskazywano mu osobne miejsce, gdzie był przykuty na łańcuchu. Ojciec Butwiłł wiedziony ciekawością, chciał się dowiedzieć, co tam w nim stało i zaledwie zaczął czytać, aż straszny powstał turkot i duchy napełniły izbę; przestraszony uciekł, a książki nazajutrz już niebyło. Bajka ta mogła być opowiadaną w r. 1620; X. Szpot spisał ją około r. 1660; Naramowski zaś r. 1724 ogłosił. —
Wypadałoby wnosić z tego podania, że księga Twardowskiego mogła się znajdować u jezuitów wileńskich od r. 1572 do 1620. Czyli istotnie był tam jaki manuskrypt Twardowskiego, czy ten sam o którym się Muczkowski rozpisał, odpowiedzieć niepodobna, gdyż przestraszony X. Butwiłł zapomniał co czytał. — Owoż gdy fascykuł encyklopedyi Pawła z Pragi, w skutek obojętności dla nauki, przywalono w bibliotece Jagiellońskiéj kamieniem, który napisem na cześć Władysława IV. przyozdobił Marcin Radymiński, a którego kamienia profesorowie kollegium niepozwolili w ścianie osadzić, — wileńska legenda przeniosła się do Krakowa i na potępienie skazała niewinną encyklopedyą, przedłużając niejako i po śmierci męki nieszczęśliwego autora, co prześladowany całe życie, w Pilznie w Czechach nie mając więcéj nad 12 złotych ówczesnych rocznego dochodu, o głodzie pisał ten skarbiec różnorodnych swoich wiadomości; a późniéj nawet, chociaż go na dwór królewski zaprosił Jerzy Podjebard, tak mało dbano o niego, że w ciągu lat pięciu ośm razy mógł tylko przecisnąć się do dworskiego, a pięć do królewskiego stołu. — Muczkowski w rozprawie swojéj powyciągał ciekawe ustępy z księgi Pawła z Pragi, dające poznać jaki w piętnastém stuleciu był stan umiejętności w Europie, a raczéj ile potwornych wyobrażeń pomięszanych z magią i grubym zabobonem krążyło w obiegu. —
Niewielka książeczka Karola Winarzyckiego: O stanie obecnym literatury Czeskiéj, znalazła w nim tłumacza. Wydał ją w Krakowie 1834 r. dogadzając interesowi wzrastającemu dla piśmiennictwa pobratymczych plemion słowiańskich.
Zajęty pracami około uporządkowania biblioteki powierzonéj sobie, nieogłaszał nic przez lat kilka; dopiéro w r. 1840 ułożył rzecz pod napisem: Rękopisma Marcina Radymińskiego i dołączył wiadomość o historyografach szkoły Jagiellońskiéj. Jest to jedna z ważnych prac Muczkowskiego, podaje bowiem szczegóły bliższe o rękopisie znajdującym się w bibliotece: Fastorum Studii Generalis Almae Akad. Crac. i t. d, czyli o Historyi Uniwersytetu spisanéj przez Radyminskiego od początku założenia do r. 1654 — o któréj to pracy najlekkomyślniéj i najsprzeczniéj wyrażał się to Sołtykowicz, to Bandkie, chociaż temu pierwszemu należy się podziękować, że rękopism z zapomnienia wydobył. — Muczkowski opisał tedy manuskrypt, wykazał zasługi Radymińskiego, ale, o ile wiem, jeszcze w niedostateczném świetle przedstawił te skarby dokumentów, co najobfitsze, a jedyne otwierają źródło do historyi głównéj szkoły Jagiellońskiéj; bo chociaż Sebastian Petrycy w r. 1621 ustanowił fundusz na historyografa akademii, jednakowoż ledwo kilku i to w początkach odpowiedziało temu zadaniu — późniéj, brano pieniądze, ale nikt niepisał. Niedziwię się, że nawet w gronie uczoném jak są profesorowie, instytucya Petrycego nieprzysłużyła się w niczém dziejopisarstwu ojczystemu; i przychodzę do wniosku: że pisanie dziejów swojego czasu nie jest tak łatwem zadaniem, żeby pierwszy lepszy umiał mu podołać, choćby nawet profesor.
Mieszkanie i postępowanie uczniów krakowskich w wiekach dawniejszych — cokolwiek większego rozmiaru historyczna praca, wyszła w r. 1842. Uważać ją możemy jako próbę wielkiéj historyi uniwersytetu, którą Muczkowski wygotować zamierzał. W przedmowie sam natrąca o tém, i podaje plan przedmiotów mających się zamknąć w dziesięciu tomach. Rozkład ten następujący:
Tom I. i II. Historya początku, wzrostu, upadku, reformy i t. d. Uniwersytetu aż do r. 1809.
III. Skład Uniwersytetu. Wydziały i ich historye. Rektor, profesor, uczniowie.
Administracya uniwersytetu, jego dobra, beneficya, fundusze, dochody.
IV. Kollegia, bursy, borkarny, archiwum, biblioteka.
V. Szkoły w Krakowie. Akademie, kolonie, a w Dodatku wiadomość o szkołach w dawnéj Polsce.
VI. i VII. Wspomnienia o profesorach i ich dziełach.
VIII. Przywileje uniwersytetu, nadania i statuta.
IX. Księgi promocyi, to jest spis osób, które od r. 1400 różnie stopnie akademickie w wydziałach Uniwersytetu Jagiellońskiego otrzymały.
X. Ważny spis, nietylko dla nas, ale i dla obcych: Metricae Studiosorum pars prima od r. 1400 do r. 1508 dochodzący.
Ostatnie trzy tomy, jak sam powiada, przedstawiające niewyczerpane źródła, na które miał się często powoływać w ciągu dziejów, zamierzał wydać przed innemi, jeżeliby posłużyły przyjazne okoliczności — lecz widać że napotkał na przeszkody, kiedy ogłosił tylko tom IX. pod napisem: Statuta nec non liber promotionum Philosophorum Ordinis in Univers. Stud. Jagielon. ab a 1402 ab a 1849. Co się zaś tyczy innych części dzieła, dał niektóre z nich ustępy w pojedynczych rozprawkach, jak: Bractwa Jezuickie t Akademickie w Krakowie, Kraków 1845. Wiadomość o założeniu Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 1849; nakoniec: Wiadomość o Władysławsko-Nowodworskiem Kollegium, czyli dzisiejszem liceum św. Anny. Krak. 1849 (znajduje się w programacie téj szkoły na r. 1849 i w osobnem odbiciu).
Wracając do próbki historycznéj jaką zostawił w dziełku: Mieszkania i postępowania uczniów krakowskich, mocno żałować przychodzi, że zupełnego nieskreślił obrazu tego życia studentów, które szczególniéj w XVI. i XVII. wieku nosiło charakter nie tyle naukowy, ile fanatyczny i rozpasany na wszystkie swawole. Już w tym obrazku jaki podał, a który zawiera opis urządzeń kollegiów, burs i obrzędów studenckich, spotykamy się z surowémi prawami królów naszych na poskromienie wyuzdanéj swawoli młodzieży akademickiéj liczącéj nieraz do siedmiu tysięcy głów, a tém samem tworzącéj siłę zbrojną (każdy bowiem nosił szablę u boku) któréj niełatwo mogli poradzić pachołcy grodzcy, zbrojne korporacye cechów i wojsko przyboczne panów. Ztąd téż ustawne po ulicach tumulty, napady na domy różnowierców, na brogi kacerskie, rabunki sklepów żydowskich, gwałty przy pogrzebach i processyach. Nienawiści religijne ciągle posługiwały się tym burzliwym żywiołom studenckim, który zamiast się ćwiczyć w uszanowaniu praw i władzy, wynosił z kollegiów zarody zuchwałéj samowoli potęgującéj się potém w niepodległym stanie obywatelskim na sejmach, kołach rycerskich, trybunalskich zjazdach, słowem, w publiczném życiu narodu.
Hasło uczącéj się młodzieży: Bić akatolików i żydów! powtarzane przy każdéj sposobności w ciągu dwóch wieków, mogło w rzeczy saméj stać się źródłem tego bezrządu, jaki rzeczpospolitę w przepaść pochłonął. Już Sebastyan Petrycy wskazał palcem to złe, kiedy wyrzekł: „niepodobna rzecz, aby syn swawolnie w domu ojca żyjąc, miał być prawom koronnym posłuszny. To grunt, to źródło dobréj rzeczypospolitéj jeszcze z młodych lat przyzwyczaić się nikomu szkody nieczynić, jeźli niemożesz każdemu pożytecznym być...
„U tych co się nieoglądają na przystojność z młodu do dobrego niesposobieni, prawa, by téż stalowe były, padać się muszą.“
Akta rektorskie dochowały wywód wielu podobnych spraw o tumulty uliczne, o napaści zbrojne na osoby — o wydzieranie opłat od żydów, z których pokazuje się, że zbrojne kupy żaków nierzadko bywały używane za narzędzie fanatyków, co niedość dzielni słowem i wyżsi duchem, aby przeciwników kościoła pokonać, uciekali się do brutalnéj siły, łatwo dającéj się wzburzyć. To pewna, że owe wielkie ofiary jakiemi niezmącona katolicka oświata w XV. wieku uposażyła główną szkołę Jagiellońską, dając jéj liczne kollegia i bursy, w XVI. już wieku, kiedy zaleciały nowostki różnych obcych wiar, nietylko niewydawały owocu, ale owszem stały się gniazdem zepsucia młodzieży.
Bursy te porównaćby można do dzisiejszych koszar rozlegających się krzykiem pijackich szajek rozpustujących z nierządnicami, zkąd na pierwsze wezwanie wypadała zbrojna hałastra nieraz krwią własną lub cudzą obryzgująca bruki.
W dziełku Muczkowskiego wszystko to znajduje się zebrane i wskazane w rysach głównych, oficyalnych z datami i źródłami; brakuje jednak szerszego rozwinięcia, tak niezbędnego, jeśli obraz stanu nauczycielskiego, obyczajów uczącéj się młodzieży i instytucyi edukacyjnych w ich najprzedniejszém siedlisku ma być zupełny i skończony. Dotąd jest to szkic tylko, lecz bardzo nauczający i ważny, jako przyczynek do dziejów domowych.
Autor pojmując zadanie historyka badacza, ciągle przysposabiał noty i wyciągi z pomocniczych źródeł jak o tém świadczą najlepiéj pozostałe po nim rękopisy odnoszące się po największéj części do historyi uniwersytetu Jagiellońskiego, której wypracowanie było jednym z celów jego czynnego życia na polu dziejopisarskiém.
Rozprawy obchodzące już samą bibliografią, już literaturę, a umieszczane w wychodzącym w Krakowie Dwutygodniku, niemałą oddały przysługę rzucając światło na liczne wątpliwości i błędy jakie przyjmowali na wiarę jedni od drugich, co pisali o literaturze polskiéj, szczególniéj, gdzie szło o dokładność bibliograficznych szczegółów. Były to nieuniknione usterki z których niemożna robić zarzutu ani Bentkowskiemu, ani Wiszniewskiemu, a mianowicie temu ostatniemu, co nadając swemu obrazowi szerokie ramy, i wiążąc jedną myślą historyka-filozofa, tyle różnorodnych pojawów umysłowego życia przeszłości, nie zawsze był w stanie robić cząstkowe poszukiwania, i znać wszystkie a wszystkie książki o jakich pisać mu przyszło — błąd cudzy przyjmował w dobréj wierze, bo go niepodobna było sprawdzić. Powracam zatem do téj uwagi, którą nieraz robiłem, że ogólna historya literatury narodu nieda się napisać, dopóki rozliczne jéj części niebędą przez osobnych badaczów wypracowane, dopóki żywoty pisarzów niezostaną podług ściślejszych i obfitszych źródeł obrobione.
Muczkowski z tego względu podobnie jak niegdyś Ossoliński, oddał niemałą usługę. Jego rozprawki: o Rękopisach historyi Długosza (Krak. 1850) o Bernardzie z Lublina, o Walentym Kuczborskim, o Janach Leopolitach, o bibliach Szarfenbergerowskich, o Józefie Boguckim i t. d. jak wiele innych drobniejszych artykułów przyczyniły się do rozwikłania niektórych niepewności i ustaliły zdanie na dobrych świadectwach i trafnem rozumowaniu oparte.
Ostatnie dzieło jakie w r. 1851 wydrukował, jest: Jana Długosza kan. kat. krak. Banderia prutenorum, tudzież Insignia seu Clenodia Regni Poloniae, z 16 tablicami. Wiemy z dziejów, że zdobytych pod Grunwaldem na Krzyżakach 50 chorągwi zawieszono na Wawelu przy grobie św. Stanisława. Owoż staranny o trofea sławy polskiéj Długosz, opisał je i kazał wymalować — Muczkowski zaś wydał z objaśnieniami podług najlepszego w Krakowie znajdującego się kodexu, i użył dawnych drzeworytów wyobrażających te chorągwie, które jeszcze Paprockiemu w jego Herbach rycerstwa służyły. — Drugi rękopis Długoszowy ogłoszony po raz pierwszy, zawiera zarysy ojczystych klejnotów, czyli herbów: jest to najstarszy zatem herbarz, który służył za podstawę dla innych naszych heraldyków. — To w nim ciekawego, że charakteryzuje pewnymi przymiotami lub wadami umysłu i serca różne domy, wyszukując zawsze jakąś analogią ze znaczeniem herbowego znaku. — Staranne porównanie textu Długoszowego z tém co pisał Paprocki, idzie na zaletę tego wydania.
Jeżeli niewidzimy w przytoczonych pismach Muczkowskiego żadnego dzieła większego rozmiaru i wyczerpującego to lub owo zadanie — dzieła jednem słowem, mającego zająć poważne miejsce w dziejopisarstwie polskiem — złożyć tego niemożna na brak chęci i zasobów umysłowych zmarłego męża, raczéj na rodzaj jego zatrudnienia bibliotekarskiego i profesorskiego, ciężącego rozlicznémi obowiązkami urzędu; nietylko bowiem oddawał codziennie kilka godzin, w których biblioteka otwarta, usłudze publiczności czytającéj i zwiedzającéj ten przybytek, ale nadto resztę chwil musiał obracać na układanie książek, i tysiączne pisaniny kancellaryjne i zajęcia połączone z bibliotekarza i profesora urzędem. Zmęczony, dorywczo tylko chwytał za pióro historyka, i to najczęściéj, aby przysposabiać surowy materyał do tych wielkich dziejów uniwersytetu, które były najulubieńszém marzeniem w jego piśmiennym zawodzie, a którego nieubłagana śmierć niepozwoliła mu ziścić w ziemskim jego żywocie wywalczającym w młodych latach: środki do własnéj exystencyi, a w późniejszym wieku: ziarna prawdy historycznéj skażone fałszem złéj wiary i uprzedzeń, lub zakopane w zbutwiałych kartach nieczytelnych pargaminów.
Silnie zbudowany, czerstwy do ostatnich chwil, umysłem bystry, lubiący żołnierski porządek, czujny i czynny, miał wytrwałość niezrażającą się trudnościami; i ten to rys charakteru połączony z zamiłowaniem w dochodzeniu prawdy szczegółów, robił zeń prawdziwego badacza, niedającego się uwieść żadnym powabnym teoryom, ani poetycznym sytuacyom, jeżeli ścisłe świadectwo współczesnych dokumentów niezamieniało je w niezbity pewnik. Z drugiéj strony znając świat i ludzi, brał wypadki w nagiéj rzeczywistości i nieszukając często wyższych pobudek, dawał im pospolitą namiętność za źródło. W tym sposobie zapatrywania się, niezawsze szczęśliwe i głębsze otwierał zdanie, mianowicie gdy przedstawiał dawniejsze spory o religią. Chciał być bezstronnym w duchu niektórych szkół filozoficznych — lecz zarozumiała filozofia, patrząca z góry na kościoł i jego sprawy, niekoniecznie jest bezstronnością historyka; przeciwnie, tyle napłodziła już fałszów, że niejedna epoka nowych badań i roztrząsania wymaga. Wszelako zdrowy rozsądek i takt zacnego męża, wreszcie silne uczucie narodowości, kazały mu ostrożnie tych drażliwych materyi dotykać; dlatego pisma jego nietchną gorszącémi wyrzekaniami na kościół i stan duchowny, aczkolwiek w grupowaniu faktów kiedy niekiedy przeglądnie mniéj im przychylna intencya łatwo dająca się przecież uniewinnić, gdy przypomnimy sobie, że to był człowiek, co zarwał końca zeszłego wieku, i co początkowe szkoły przechodził w chwilach wielkiéj religijnéj obojętności, nawet w materyach wychowania. Żeby dać przykład, między innymi bronił on poniekąd księdza Bogucickiego, który podczas pobytu Stanisława Augusta w Krakowie wyrwał się był z niedorzeczną obroną Hussa i Wiklefa, czém nietylko oburzył obecnych, ale w całym kraju złe zrobił wrażenie, tak dalece, że bogobojni rodzice nieradzili byli posyłać synów do akademii zarażonéj libertynizmem. Pisał o tém zdarzeniu ówczesny profesor Radwański do Jana Śniadeckiego ubolewając nad tą niedorzeczną dyssertacyą.
Jakąż my, dziś żyjący, mielibyśmy mieć przyczynę bronić księdza przeniewierzającego się nauce kościoła? —
Uwaga ta, nieujmująca Muczkowskiego zasługom, niemogła być w charakterystyce pism jego pominiętą — nakazywała ją sumienność, równie jak nakazuje powiedzieć: że strata zacnego męża, zawsze liczyć się będzie do strat narodowych; a dla mnie com go znał bliżéj — do strat serdecznych. —




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Siemieński.