Gospoda pod Aniołem Stróżem/XVIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sophie de Ségur
Tytuł Gospoda pod Aniołem Stróżem
Rozdział W kąpielach
Data wydania 1887
Wydawnictwo Wydawnictwo Księgarni K. Łukaszewicza
Druk Drukarnia „Gazety Narodowej“
Miejsce wyd. Lwów
Tytuł orygin. L'auberge de l'Ange Gardien
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


XVIII.
W kąpielach.

Po krótko trwającej przekąsce, generał posłał po bilety do kasy.
Na dworcu, między podróżnemi oczekującemi na pociąg, dostrzegł generał i żołnierza, który poprzedniego dnia bawił w gospodzie pod Aniołem Stróżem.
— Trzy bilety do pierwszej klassy, krzyknął generał, kiedy Moutier właśnie miał iść za kupnem takowych.
Za powrotem, Moutier zatrzymał jeden bilet dla siebie, dwa zaś inne oddał generałowi, który zaraz jeden doręczył czekającemu żołnierzowi. Otrzymawszy bilet nieznajomy ukłonił się generałowi po wojskowemu a tak wszyscy trzej wsiedli razem do wagonu.
Podczas drogi generał zaznajomił się z żołnierzem, który również odbywał krymską kompanie.
Skromne odpowiedzi wojaka, a przytem rozsądek przebijający się w każdym jego wyrazie i dziwna powaga, nadzwyczaj podobała sie generałowi.
Łatwo domyśleć się, że generał dowiedziawszy się że żołnierz, nie ma żadnego zajęcia i że jest zupełnie swobodny, pragnął przyjąć go natychmiast do służby.
Podróż odbyła się bez wypadku, oprócz kilku sprzeczek jakie wywiązały się między generałem a urzędnikami kolejowemi lub też właścicielami restauracyi. Zakończyły się jednak wszystkie bardzo szczęśliwie dla wszczynających sprzeczki, jednych bowiem generał wynagrodził ofiarowaniem dukata, innych małym podarkiem a innych jeszcze ofiarowaniem szklanki szampańskiego wina, — za każdym przecież razem, przeciwników swoich zapraszał do siebie, do dóbr w Gromilinie, leżących niedaleko Smoleńska.
Nakoniec podróżni przybyli do Alençon ostatniej stacyi przed Baguoles. Żołnierz chciał się pożegnać z generałem.
— Co to znaczy? zawołał tenże. Czy cię obraziłem? Albo może wydaję się tak śmiesznym, że dla tego nie chcesz przyjąć u mnie służby?
— Broń Boże, odparł żołnierz, ale tyle już doświadczyłem od pana dobrodziejstw, że nie chce mu narzucać się dalej..
— Więc to niby przez wdzięczność porzucasz mie jak jakiego nicponia. Dziękuję, bardzo dziękuję!
— O panie generale, usprawiedliwiał się żołnierz, byłbym bardzo szczęśliwym, gdybym mógł przy panu pozostać.
— A wiec zostań. Nic ci nie przeszkadza.
Żołnierz był jakiś niezdecydowany i spojrzał na Moutier; ten zaś dał mu znak, aby zgodził się.
Generał patrzył na obu bardzo uważnie a wreszcie rzekł:
— Pozostajesz więc tedy u mnie w służbie? Ofiaruję ci sto franków miesięcznie i mieszkanie. Co, nie jesteś z tego zadowolony? Bardzo dobrze więc podwajasm, sumę, daję ci 200 franków miesięcznie.
— Ależ to za wiele panie generale, zawołał żołnierz; daj mi pan tylko tyle, ile mi potrzeba na utrzymanie życia a będę najzupełniej zadowolony.
— Cóż to, krzyknął generał, uważasz mię za skąpca, za liczykrupę? Czy dałem ci jakikolwiek powód do podobnego o mnie mniemania? Jak możesz przypuszczać, abym żołnierza, który się odznaczył odwagą, mógł wyzyskiwać nie płacąc mu. Żołnierza, który mi jest niezbędnie potrzebny bo nie mam nikogo teraz do usługi? Spytaj się o to Moutier, który się właśnie dla tego obrócił tyłem, żeby się mógł śmiać dowoli; on ci to potwierdzi. Odpowiedz mu Moutier, obudź w tym młodym człowieku potrzebną odwagę.
— Przyjmij służbę u p. generała, rzekł Moutier, bo nigdzie lepszej nie znajdziesz.
— Jak się nazywasz? zapytał generał.
— Jakób Derigny, panie generale.
— Nie mogę cię nazywać po imieniu, bo mam już jednego przyjaciela Jakóba, ale mówić będę Derigny.
Nareszcie wysiedli i udali się do wielkiej austerji kąpielowej. Generał wynajął na jeden miesiąc, najpiękniejsze ze wszystkich, na dole i zaraz je zajął wraz ze swoim małym orszakiem. Kelner zapytał go, czy każe przenieść rzeczy i pakunki z dworca? Generał patrząc na niego ze zwykłym dobrotliwym uśmiechem, odpowiedział:
— Wszystkie pakunki mam ze sobą. Zapewne to cię dziwi.
— A ci panowie? zapytał znowu sługa.
— Ci panowie należą do mojego orszaku i również nie mają ze sobą żadnych rzeczy.
Kelner podejrzliwie spojrzał na starego pana i oddalił się w milczeniu. Generał przewidując to naprzód zatarł ręce z zadowoleniem. Rzeczywiście nie upłynęło kilka minut, pojawił się sam właściciel i dość lekceważącym ukłonem powitał generała.
— Łaskawy panie, rzekł, to mieszkanie wskazano panu fałszywie, gdyż rzeczywiście już jest wynajęte. Nie możesz więc pan w niem pozostać.
— Doprawdy a jednakże wcale go nie opuszczę, odparł generał. Nająłem je i rzecz skończona.
— Powtarzam panu po raz drugi, iż apartament ten jest już wynajęty.
— To poczekam aż przyjdzie ten, który go wynajął, ażebyśmy się ze sobą porozumieli. Tymczasem, skoro raz tu wszedłem, pozostanę.
— Mój panie, kto nie ma żadnych rzeczy, ten powinien z góry płacić.
Generał spojrzeniem porozumiał się z Moutier i udając wielce zakłopotanego, zaczął się drapać po głowie, po czem dodał:
— Nigdy nie stawiano podobnych warunków, nigdzie nie żądano ode mnie zapłaty z góry.
— Ja zaś tymczasem żądam tego stanowczo ponieważ podróżni nie posiadający pakunków, mają brzydkie przywyknienie niepłacenia i musimy więc zapobiegać temu domagając się zapłaty z góry.
— Tacy podróżni, są złodzieje!
— Prawdopodobnie.
— Więc pan mnie również uważasz za złodzieja?
— Tego nie powiedziałem.
— Ale dałeś mi do zrozumienia, że tak myślisz.
Właściciel oberży nie odezwał się. Generał zbliżył się a spojrzawszy mu bystro w oczy, rzekł:
— Pan jesteś grubijanin i zuchwalec.
Jestem uczciwym człowiekiem, jestem hrabia Durakin, generał i jeniec na słowo, mam 600 tysięcy rubli rocznego dochodu; oto przepatrz pan mój pugilares a znajdziesz w nim kilkadziesiąt tysięcy; mógłbym panu podwójną zapłacić cenę, a nawet złożyć pieniądze z góry za cały miesiąc, ale nic nie dostaniesz, bo się natychmiast przenoszę do innego hotelu. Chodźcie, rzekł, Moutier i ty Derigny.
Przy tych słowach generał nacisnąwszy na oczy kapelusz skierował się ku drzwiom, zgnębiony gospodarz usiłował go zatrzymać.
— Przebacz pan, panie hrabio, gdyż będę niepocieszony. Nie podobna mi było domyśleć się czegoś podobnego. Mój kelner powiedział że pan nie masz nawet koszuli do przewdziania. Minionego zaś roku jakiś oszust, który podawał się za austryackiego hrabiego, rzeczywiście zaś był świeżo uwolnionym więźniem z galer, oszukał mię i okradł na 2000 franków. Przebacz pan, panie hrabio. Nieszczęśliwi właściciele hotelów muszą się mieć na baczności. Czyni mi to wielką a wielką przykrość.
— Aha, przykro panu, że u niego nierozproszę moich dukatów?
— Ależ panie hrabio, jestem niepocieszony, że..
— Dość tego, proszę mi powiedzieć wiele pan żądasz, za mieszkanie i stół, ale oświadczam panu iż ja i moi przyjaciele mają być obsługiwani po książęcemu.
Twarz gospodarza rozjaśniła się i kłaniając się nieustannie to generałowi, to jego towarzyszom; zaczął rachować:
— Mieszkanie, 1000 franków; wikt, tak jak sobie tego hrabia życzył, obsługa i światło także 1000 fr.
— Dobrze, oto 2000 franków, odpowiedział generał, a teraz proszę zostawić nas w spokoju.
Gospodarz ukłonił się jeszcze niżej i wyszedł. Generał spojrzawszy tryumfującym wzrokiem na Moutier, odezwał się:
— Biedaczysko, straszliwie się zląkł, żebym nie odszedł. W gruncie rzeczy ma słuszność i ja nie postąpiłbym inaczej będąc na jego miejscu, bo wyglądamy istotnie jak trzej kawalerowie trudniący się drogowym przemysłem.
— Wszakże mógł być cokolwiek grzeczniejszym i nie powinien dać poznać po sobie że nas uważa jako wagabundów, rzekł Moutier.
— Za karę napędziłem mu porządnego stracha. Teraz zaś kiedy już porozumieliśmy się, pójdę wraz z mojemi towarzyszami za kupnem bielizny i innych niezbędnych przedmiotów.
Na nieszczęście w Bagnoles generał nie znalazł ani dość cienkiej bielizny, ani też odzieży, w której możnaby się okazać przyzwoicie.
Pobyt w Bagnoles był dla generała nadzwyczaj przyjemnym, wszędzie bowiem jego pękata figura wywoływała ogólną wesołość, tem bardziej, że on sam czynił się jeszcze bardziej śmieszniejszym proponując piętnastoletnim dziewczętom małżeństwo, nadto wiele osób zapraszał do Gromilina, do swych dóbr w Rossyi a nakoniec jadł i pił przez cały boży dzień. Moutier i Derigny spędzali tu chwilę w cichości i smutku. Pierwszy rachował prawie minuty pragnąc jak najprędzej powrócić do oberży pod Aniołem Stróżem, aby odtąd pędzić życie obok ukochanej Elfy; drugi zaś niewiadomo z jakiej przyczyny ciągle był nadzwyczaj smutnym.
Napróżno Moutier starał się pozyskać jego zaufanie; nie podobno mu było zbadać przyczyny owego smutku. Nawet generał często go o to zapytywał, ale nie pomogła ani prośba ani groźba. Wypełniał on obowiązki swe z całą sumiennością i ścisłością nie dając generałowi najmniejszego powodu do nagany, zawsze gotów na każde skinienie, zawsze czynny i usłużny, prawie nadskakujący, generał też uważał go za perłę służących. Zresztą dla wszystkiego co nie należało do jego zajęć codziennych okazywał najmniejszą obojętność.
Ofiarowanych przez generała pieniędzy nie chciał wcale przyjąć a gdy ten nacierał coraz ostrzej na niego rzekł:
— Niech pan generał raczy zachować je dla mnie na przyszłość, gdyż obecnie wcale ich nie potrzebuję.
W dniu odjazdu oblicze generała zajaśniało radością, Moutier nie mógł się powstrzymać od rzewnego okazania ukontentowania, tylko Derigny jak zawsze był smutny i milczący.
Pożegnanie było bardzo uroczyste, bo też generał rzeczywiście sypał złoto pełną garścią.
Około dwustu osób odprowadzało go do dworca kolei, towarzyszyły mu też błogosławieństwa i życzenia aby znowu tutaj powrócił; nakoniec nastąpiły głośne krzyki i owacyje.
Ze w owej chwili generał nie zaniedbał porozdawać wielu osobom podarunki, nie potrzebujemy wcale wspominać.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Sophie de Ségur.