Co jenerał Tabaka ...mówi o wojnie...

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Szczypawka
Tytuł Co jenerał Tabaka ...mówi o wojnie...
Podtytuł czyli Najlepszy plan zbawienia Polski, opracowany przez sztab gieneralny wojska polsko-amerykańskiego
Wydawca Bicz Boży
Data wydania 1913
Druk Bicz Boży
Miejsce wyd. Chicago
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
SZCZYPAWKA
CO JENERAŁ TABAKA
…MÓWI O WOJNIE…
==============  CZYLI  ==============
Najlepszy plan zbawienia Polski, opracowany przez sztab gieneralny wojska polsko-amerykańskiego.


Drukiem Bicza Bożego
959 Milwaukee Ave. Chicago, Ill.
Co jenerał Tabaka mówi o wojnie - ilustracja.jpg
CO JENERAŁ TABAKA
MÓWI O WOJNIE.
I.
CO JENERAŁ TABAKA OGŁASZA NARODOWI POLSKIEMU I CAŁEMU ŚWIATU?

Bendzie pochwaluny!...
Halo, rodaki, wierne krześcijany i patryjoty! Pewnikiem juześta se myśleli, ze jeneroł Tabaka na fajt do starych kontruw wyjechał i ze me tam, psieścirwo, jaki mniemiecki, ruski abo ałstryjacki śrapnel na drobniuśkie pisy rozerwoł? Newer majn! Do tygo jesce daleko, bo cłek je przecie nie byle krejzy, a ino nacelny ćyf całki armij polski w Hameryce, tedy i wi dobrze, jak i co mo dzisia robić. Wiem ci jo tyz, psieścierwo, dobrze, co całki świat i całki naród polski mo tero obrócune ocy na polskie wojsko w Hameryce i wsyscy cekajo na jakiś notis odemnie wula tygo fajtu w starych kuntrach. Ba! to i nie dziwota! — Przecie nasa polsko-hamerycka armija najfajniejsa je ze wsyćkich wojsków na świecie!... Bajgaś! chwackich korpusów, bregadów, dewizyjów, morski kawaleryj i antyleryj — zadne jense wojsko przy barach nie zbituje, bo wsyćko to so chłopy, co kiej ino cycek zaśtapowały ssoć, to zaro sie zaceny drelować w kunście rycyrskim po wsyćkich zalunach. Ho, ho! Co rycyrstwo polsko-hameryckie, to nie zodne tam te grynoskie wojska w Juropie! Mo sie tedy wiedzieć, ze nie przez racy[i] całki świat waciuje tero na wiadomości, co zrobi wojsko polsko-hameryckie, bo sie wi, ze kumu my pomozema, to znacy sie: ślus! ten wojne wygro! Siur, ze by tak beło a nie inacy!
Wula tygo pomyślołem se, ze trza wam rodaki, wierne krześcijany dokumentnie, kiej sie patrzy wyłożyć, co i jak rycyrstwo polsko-hameryckie mo zamiar robić w casie tygo wielachnygo fajtu w starych kuntrach i jakie fajne plany wykalkulował nas śtab gieneralny, wula zbawienia ojcyzny.
Kiej chces sie rodoku, wierny krześcijanie, dowiedzić, jakie to wej som te plany, to przynieś se z zalunu pelik piwa, siondź se na rakycier i cytoj te ksienge dali, az do samygo kuńca, i popijoj se tyz po ździebecku z pelika, coby ci wej w gardzieli nie zaschło, bo suchość w gardzieli to je rzec bardzo nieprzespiecno. Można z tygo suchotów dostać, aboco!




II.
POCZĄTEK WOJNY. — OLBRZYMI ZAPAŁ WŚRÓD WOJSKA POLSKIEGO W AMERYCE.

Dzizys Krajs!... Nimota wy pojencia rodaki, wierne krześcijany, co to wej, psieścirwo, za wielga była uciecha miendzy rycerzamy, kiej sie w starych kuntrach zaceni fajtować!... Wsyćkie zaluny, pedom wom, były psie ścirwo dokumentnie zapchane ja[z]e po same drzwi! Drelunek kie[l]a barów set dniem i noco! Stra[t]ecne śturmy, jedne za drugimi, przypuscały rycyrze do kiegów z piwem i do butlów z wisko! Wsyćkie wojaki na haryjap opatrzały sie w tulsa rvcyrskie i kużden codzień po pare butlów raj wisky, abo brendy kupował, coby wej być redy, kiej przyleci order z gieneralnygo śtabu, aby iść na wroga.
— Na wojnę! — krzycało rycyrstwo kiela barów.
— Hurrej fajt!
— Walić wrogów ojcyzny!
— Niech żyje Polska!
— Jesce Polska nie zginena! — śpiwali se inne, z kuflami, podniesionemi do góry.
Wielgi buł rozgardyjas bez pare dni po wsyćkich zalunach. Ale tyz cłekoju jaze dusa rosła, psieścirwo, kiej patrzył na takich smart wojaków!
— Oj, bende ja z takim rycyrstwem walił wrogów — to bende! — myślołem se, kiej przeglond wojska po zalunach robiłem. — Cłek i Napulijona przeńdzie! Aj beciu, psieścirwo! Całki świat obacy, co to je jeneroł Tabaka!




III.
JENERAŁ TABAKA ZWOŁUJE MITYNG SZTABU GIENERALNEGO.

Kiej cłek obacuł, psieścirwo, co wsendy je taka uciecha miendzy rycyrstwem polskim i wsyćkie chcom sie na haryjap jechać fajtować do starych kuntrów, tak ci zaro zacunem kalkulować, co by tu robić? A no, coż? trza zebrać starsyzne ze śtabu gieneralnygo na mityng, coby sie wej naradzić, z kiem wojsko polskie mo trzymać, w jakie sie opatrzyć tulsa wojenne, bo kiej fajt, to fajt — trza, psieścirwo, coby wsyćko było redy.
Nagrypsołem tedy do wsyćki starsyzny ze śtabu gieneralnygo listy, włozułem je do jenwelopów, przylepiułem na kuzdy za dwa centy śtempsa i wrzućiułem do baksy poćtowy.
Zaro tyz zaorderowałem seśćdziesiont kiegów piwa, sidemdziesiont galonów wiski i śtyrdzieści baksów cygarów, aby wej mityng sie udał, bo wiaduma rzec, że przez piwa i wisky żoden porzundny polski rycyrz co cyni swój onor rycyrski — radzić nad oswobodzeniem uciminzony ojcyzny nie bendzie, bo to ańba i obraza boska! Ino sycylisty cyrwone i jense mateuse, co to w pana Jezusa miłosirnygo nie wierzo i wielebnem ojcom kolektów nie dajo — przez wiski i piwa o ucieminzuny ojcyźnie radzo. Ale prawy rycyrz krześcijański, nie bendzie sie przecie zapatrywał na tych przeklentych sycylistów i jennych bezboznych mateusów, bo takie ludzie, co pana boga i wiske za nic majo — to wej som niby dźwirze jakie, psieścirwo, aboco!




IV.
MITYNG SZTABU GIENERALNEGO.

Drugiego dnia odwiecura zacena sie starsyzna ze śtabu gieneralnygo cało kupo zwalać na mityng.
Najprzóćki przyset jeneroł major, kum Antałek, kumendant od saperów morskich, pod wezwaniem świentego Pita, późni przyset jeneroł-adjutant, kum Paprzymucha, dowódca kunny marynarki, pod wezwaniem świentygo Kalasantego, mencennika, pustelnika i wyznawcy, późni przyset pułkownik, kum Fujara, dowódca od antyleryj powietrzny, pod wezwaniem matki boski, patrunki od cienzkich porodów, po niem przyset pułkownik kum Duda, kumendant od kunny piechoty, pod wezwaniem świentego Michała Archanioła, głównygo ćyfa wojsków niebieskich, a po nich przyset cały bunć różnych jenerołów i pułkowników. Wsyćki starsyzny zwaliło sie blisko dwa duce.
Kiej juz nie brakowało nikogo, zaro zasiedliśma za stołem, zmówilim modlitwe, jak na starsyzne wojska krześcijańskiego wypada, a potem śtuknonem kuflem w stół i pedom do starsyzny w te słowa:
— Kumy jeneroły i pułkowniki, wierne krześcijany, trza nam sie naradzić nad zbawieniem uciminzony ojcyzny, bo to tero je wielgi fajt w starych kuntrach. Bierzta tedy kufle do renców, naliwajta se piwo i wiske, coby sie ździebko przysykować do myślonku, jak na rycyrstwo krześcijaskie pasuje.
Nie dała se starsyzna tego dwa razy gadać, bo zaro w mig z wielgiem patretoicnem zapałem rzuciła sie do kiegów i butlów.
Po godzinie, kiej już piętnaście kiegów piwa i śtyry duce butlów z wisko wypiliźwa — i myślonek zacon iść do głowy na haryjap, śtuknunem znów kuflem w stół i pedom:
— Zaśtapujta tero picie, kumy jenoroły i pułkowniki. Widzi mi sie co do myślonku jezdeśwa juz redy, tedy trza radzić nad losem uciminzony ojcyzny i obmyślać plany, kumuby tu iść psieścirwo z pomoco: cy frajcuzom, cy janglikom, cy moskalum cy miemcum?
Wnetki po taki moi mowie ucichło ździebko kole kiegów i butlów i zaro tyz kum jeneroł Paprzymucha podniós palic do góry i pedo:
— Ja tu jezdem za tym, coby iść na pumoc frajcuzom i janglikom. Jangliki i frajcuzy z pewnościo wojne wygrajo, bo kuzden przecie z nas wi, że amunicyj jem nie braknie. W Jangliji, kiej byś sie cłeku nie rusył, to ci wsendy je plendy zalunów, z dobremi wiskamy, a we Francyj to nawet te pańskie wino, siampan, rośnie na polach. Tedy kuzdy zrozumi, ze kiej amunicyj je plendy, to i fajt mozno wygrać, a wtedy kumy jeneroły i pułkowniki, jakby jangliki i frajcuzy fajt wygrały — to Polska tyz bendzie sama w sobie.
— Goteheł z Jangljo i Frajcyjo! — krzyknon na to kum pułkownik Ruchała. — Idźma lepi rodaki, wierne krześcijany, na pomoc miemcom, bo uny majo plendy piwa! Gdzie tyla zalunów je co w Dziermany, co? Taj tam by sie wojsko polskie najlepi mogło fajtować!
— Krejzy jezdeś! — krzyknun na to jeneroł Antałek.
— Chto? Jo krejzy?! Siarap, ty samewagunie, bo jak cie ździele kuflem w łeb, to jaze sie girami nakryjes!
— Ty som siarap! — pedo na to pułkownik Ruchała.
— Kuman fajt! — krzyknun jeneroł Antałek, zerwoł sie z czeir, rzuciuł kołt i zacun zaginać renkawy.
— Kuman! — pedo tyz na to pułkownik Ruchała.
Rozgardyjas zrobiuł sie straśny! Jedne ze starsyzny chciały pomagać Antałkoju, a drugie Ruchale, ale ja ci psieścirwo, jak nie złapie flache z raj wisko, jak nie skoce na kieg piwa i jak nie krzykne:
— Stap ten byznes, bo flacho po łbach bende waluł! My tu radzić o wojnie przyśli, a nie pofajtować sie! Całki naród wyglunda teroz od nas pomocy, tedy nie cas je sie na mityngach fajtować! Sidajta psieścirwa, bo jak nie — to flacho po łbie!
Spojrzał ci Ruchała, a za niem i Antałek na wielgie flache raj wiski, którno trzymołem w garści i widać markotno jem sie zrobiło, ze to tela wisky bez pożytku dla uciminzony ojcyzny by sie rozlało, zaceni sie drapać po głowie i nakuniec kum jeneroł Antałek pedo:
— Ja ta nie po zły woli nazwał go krejzem, ale wula dobra ojcyzny. Bo joci tak wykalkulowałem, co najlepi bandzie iść na pomoc moskalom, a nie frajcuzom, miemcom, ani janglikom.
— A to z jaki racyj? — pytam sie Antałka.
— A z taki, ze rusek obiecoł nom dać ałtonomije, co znacy sie, ze pod ruskiem wiska i piwo bendo w Polsce fraj, a wsyćkich sycylistów, co to z polsko-hameryckiego rycyrstwa funy teroz robio — rusek powiesi!
— To byłoby fajnie! — pedo na to kum jeneroł Fujara.
— Juści! — przytwierdził pułkownik Duda.
Zaceniśma tedy radzić nad tem planem i pociungać po ździebecku z kiegów i butlów, coby jesce lepsego myślunku nabrać.
Juzem jo mioł zaconć śpikować, a tu wej drzwi otwierajo sie i wpada do śtabu gieneralnygo moja stara.
— Wacumera? — pytom sie baby.
— Co wy tu robita, pijusy jakieś? — pedo na to Kiejda, niby moja kubita.
— O, siarap! — mówię ij na to. My tu nie żadne pijusy, ino starsyzna wojska polskigo w Hameryce! Układawa plany wula wyjazdu na fajt do starych kuntrów.
Kiej to Kiejda usłysała, to z jakie śtyry jardy giembe rozdziawiła ze ździwietnio, a potym podesła na środek izby, ujena sie pod boki kiej jaka hrabini i zacena śpikować w te słowa:




V.
MOWA PANI JENERAŁOWEJ TABAKA.

— O wy psiekrwie, pijusy, gamunie, trempsy jakieś, to wum mało je chlać po wsyćkich zalunach w całki Hameryce, to jescebyśta do starych kuntrów na chlanie chcieli jehać?... Niedowiarki! Sycylisty! Mateuse bezbozne! To byśta psiekrwie pojechały i nos, bidne kubity, hauzy, bejbiki i zaluny na opatrzności bozy ostawili, bez zadny pociechy, co?!
— Niby prowda — zamamrotał kum pułkownik Ruchała.
— A cy wyśta pomyśleli nad tem, lejze jakieś, jakby to nisko spad onor narodu polskigo, kiejby przy poświncaniu kościołów abo plebanijów, przy obchodach narodowych, przy urodzinach jakigo wielebnego ojca, abo przy birzmowaniu — wojsko polskie wymarsiów po śtrytach nie urzondzało, co?!
— Juści, — zacena pomrukiwać po cichu starsyzna.
— A widzita, opoje jakieś !... Chce wum sie jechoć do starych kuntrów, a któzby tu na mityngach patrejotycnych i kiela barów na miemców i rusków wymyśloł, co?!
— Siur, ze prowde goda! — pedo ten i ów ze starsyzny.
— Guzdroły! Bomsy! Juześta sie widać wiary świenty wyzbyły i sycylistami i zydami porobiły.
— No mam! — zaprotestowała na to starsyzno całem bunciem.
— O, siarap juz Kiejda! — pedom znów, aby babe umitygować, bo mi sie widziało, co za wiela jadacke rozpuściła.
Ale Kiejda, kiej nie zacnie mi wywijać rencami kiela łba i kiej nie zacnie krzycyć:
— Ty som siarap, kurzygnacie, bo jak złapie brumy — to obacys! Pedata, ześta nie zydy i nie sycylisty, a Polski wom sie kce wolny, do Juropy chceta jechać z rycyrstwem, a cy wyśta pomyśleli tyz i nad tym, ktoby tu w Hameryce zaluny dalij runował, ktoby grobu Jezusa ukrzyżowanygo w wielganoc w kościołach waciował, co?
— Wunowejta ich!
— Świnta prowda! — pedo na takie słowa Kiejdy jeneroł Paprzymucha.
— Trza pomyślić cy warto jechać — pedo kum jeneroł Antałek.
— Siur! — przytaknunem, bo i mnie jakosi śpic Kiejdy zacun sie podobać.
A Kiejda gadała dali.
— Pamientajta masuny, sycylisty i mateuse bezbozne, ze kiejbyśta, psiekrwie, pojechały do starych kuntrów z rycyrstwem i kiej by groby pana Jezusa ostały sie we wielganoc bez waciunku — to renka boska cienzko by was dotknena! Tam na ty wojnie kule i śrapnele bebechy by wom porozpruwały!
— Wacumere? Kule i śrapnele? — pedo na to jeneroł kum Antałek. — My ta żadnymi kulami i śrapnelami byśwa sie nie fajtowali, a ino modern, kuflami i śklanicami!
— O, łby zakute! — wykrzyknena Kiejda. — A patrzajta ino, co tu w gazycie stoi, ze kuzdygo dnia kupa ludu je zabita od kulów i śrapnelów! Przecytajta se!...
Rzuciła ci nom Kiejda onom gazyte na stół. Kiej przeczytaliśma jo pomaluśku, to jaze ci nam włosy na głowach wstaneny.
— Jezus, Maryja!... A to byźwa, bajgaś, sie wybrali! — krzyknon całki bladziuśki pułkownik Ruchała.
— Gadem z tako wojno! to nie dla rycyrstwa polsko-hameryckigo taki fajt! — pedo tyz pułkownik Rzempała.
— Siur! Ja ta nie krejzy iść na tako wojnę, gdzie kulami i śrapnelami strzelajo! — przytwierdził tyz kum pułkownik Duda.
— A ino! — pedo jeneroł Fujara.
Podniósem i jo palic do góry i pedom:
— Tedy wita co, rodoki, prawowite rycyrze krześcijańskie? Najlepi bendzie ogłosić tero nełtralizacyją, a dopiru późni, kiej juz wrogi ojcyzny nasy wymordujom sie, my se wsiondziema na śyfy, pojadziewa i pozajmujewa wsyćkie zaluny w Polsce, a bez to ojcyzne najprendzy z niewoli oswobodziemy.
— Siur, ze tak bendzie najlepi! To je najfajniejsy plan! — przytwierdziła starsyzna.
— Niech żyje kum jeneroł Tabaka, co takie fajne plany potrafi obmyślać! — zawołali znów wsyćkie na całkie garło.
Uchwała tedy zapadła jednojednomyśnie, coby ojcyzne uciminzone zbawić wedla moigo planu, a w casie wojny — waciować, ogłosić nełtralizacyją i nie miensać się do fajtu.




VI.
ZAKOŃCZENIE.

Tedy mata rodaki, wierne krześcijany, tu wyłozune wszyćko dokumentnie, w jaki sposób zbawi Polskę polsko-hameryckie wojsko i wula cego nie pojechaliźwa fajtować sie do starych kuntrów.
Tero rycyrstwo śtedy sie dreluje przy barach, coby być redy do zajencia po wojnie wsyćkich zalunów w ojcyźnie i pędom wom rodaki, wierne krześcijany, co możeta przez obawy spać spokojnie, bo wedla tygo planu, jo daje wom rycyrskie słowo onoru, co Polska musi być fraj!
Ostańta se z bogiem!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Telesfor Chełchowski.