Złote myśli z dzieł J. I. Kraszewskiego/Życie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Złote myśli z dzieł J. I. Kraszewskiego
Rozdział Życie
Redaktor Stanisław Wegner
Wydawca N. Kamieński i Spółka
Data wydania 1879
Drukarz N. Kamieński i Spółka
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Życie.

Życie — to wielki hymn stworzenia dla Stwórcy, to wielki widok na ludzkość, na wieki, na ludy, na światy; z wierzchołka duchownéj Himalai, życie — to cudowny słodki sen między zapomnianą przeszłością, a przyszłością do któréj serce bije i wzdyma się.




Są chwile w życiu człowieka przestraszające go, choć bojaźni, któréj doznaje patrząc na nie gdy się zbliżają, nic wytłómaczyć nie potrafi. Nie zawsze przeczucie wieszcze wstrząsa sercem i cofać się doradza — czasem wielkość nadziei rodzi obawy, by ich mgnienie oka nie zniszczyło. Głowa się zawraca, usta bledną, oko patrzy a nie widzi, myśl nawet jak ptaszę nad którem krąży jastrząb niewidomy, osłabłemi skrzydły plącze się w powietrzu i opada. Najodważniejszy, najprzytomniejszy w tych krytycznych życia peryodach niepoznaje sam siebie, a gdy późniéj chłodniejszem okiem spojrzy na bojaźń doznaną, śmieje się z niéj jak z dzieciństwa.




Nie ma straszniejszą goryczą zaprawnego życia, nad życie osamotnione, chłodne i pozbawione przywiązania, w którém człowiek zamiera chłodem jak podróżni na górach usypiając powoli.




Nieraz sobie wystawiam życie niby długą tkaninę różnobarwną! Co na niéj pstrocizn! co kolców! Jak się to błyszcząco poczyna to płótno wzorzyste, bogate, wesołemi posiane plamkami, jak potem w szare rozwija pasy, na których tylko gdzie niegdzie barw młodości błyszczy przypomnienie... Coraz rzadziéj, coraz rzadziéj; z szarego w czarne przechodzim, zgasły świeże kolory, wypłowiała przędza; wśród czerni już nawet świetniejsza nić przypomina żałobne obwódki, aż w końcu noc... kir i nożyce rozcięły pasmo, a tkań owa z wiatrami i wodami poszła na zgniliznę.




Trudne zaprawdę jest całe życie człowieka, ale dla większości ludzi nie ma cięższego zadania nad resztę żywota z któremi nie wiedzą co począć. Przychodzi chwila w któréj się skończyło wszystko, mało do czego czuje się już zdatnym, mało czego pragnie, a ostatek dopalających godzin staje się ciężarem nieznośnym.




Są w życiu wstrząśnienia, po których wrócić do spokoju nie łatwo.




Życie ludzkie tyle razy rozpoczyna się nadzieją a kończy zawodem.




Z wzajemnych ofiar składa się to co zowiemy życiem; szczęście tutejsze w sumieniu czystem, przyszłe? w wierze.




W najskromniejszym żywocie człowieka jest zawsze Waterllo i Ś. Helena.




Ma życie tajemnicze pociechy swoje w samych boleściach nieuleczonych i tęsknocie na którą wieczyście choruje. Łza jest rozkoszą, zbytek ciężaru ulgę sprawia swym nadmiarem. Czujemy w nim zwiastowanie przesilenia i obietnicę spoczynku.

*   *   *



Jeźli człowiek nie wie co ma z życiem zrobić, jego to wina nie losu, — zawsze jest co począć byleby wola i siła.




Wszystko tak powoli opada jak liść w jesieni; tracim tych co nas otaczali i zostajem coraz bardziéj, coraz ciężéj osamotnieni. Ci z którymi łączyły nas węzły najściślejsze latami związane, odchodzą i rzucają samych. Oglądamy się i widzim, że nic ich nie zastąpi. Smutna pielgrzymka nasza.



Życie od powołania oddzielić niepodobna. Człowiek prywatny i publiczny nie są dwoma ale jednym. Kto naucza i karci, winien być godnym nauczać i karcić; pracować musi, aby stanął na wysokości powołania.




Jak wystrzał, który im daléj idzie, tem chybiony daléj od celu odchodzi, tak życie jeśli w pierwszéj chwili na włos wynijdzie z drogi, daléj już Bóg wie gdzie się zatoczy.




Każdy z nas dźwiga na ramionach brzemię życia... szczęśliwy komu Bóg dał siłę.




Z wzorów nieśmiertelnych życia tworzy fantazya obrazy, ale bezsilna jest jak dziecię, które z malowanéj karty figurki wystrzyga... nowego nie potrafi urodzić, ledwie ze szczątków coś klei.




Życie ludzkie... tak jednakowem się zdaje zdaleka, a tak dziwnie i nieskończenie jest rozmaitem, gdy się na nie patrzy serca i duszy mikroskopem. Naówczas ta czarna i różowa plamka rozkłada się w cały świat kształtów, świateł i cieni.



W życiu naszem są kalwaryjskie drogi i pochody krzyżowe, które wieki trwać się zdają, tak je męczarnia niepokoju przedłuża.




Kto swojego życia wiosną,
W drodze pamiątki rozsiewa. —
Niech się w jesieni spodziewa
Że z nich łzy wyrosną.




Nic poważniejszego, surowszego nad życie, a kto je chce zbyć żartami, ten go nie pojął.




Cóż warte życie bez życia, bez wypadków, bez wzruszeń i uczuć?




Każdy człowiek ma trzy życia w sobie: jedno, po którem płacze, drugie w którem żyje i stęka, trzecie, którego się spodziewa.




Życie wiekiem, życie chwilą — rzekłbyś, że w szczęściu połyka się czas wielkiemi hausty, a w niedoli wypija po kropelce. Dawno o tem ludzie wiedzą! a zawsze im to dziwném się zdaje, zawsze powtarzają zdumieni: Jak ten czas upłynął.



Zwodne bo też życie człowieka; — tyle obiecuje, a te obietnic kwiaty, pierwszy mrozek zwarzy i po nich nie ma zawiązek. Bądźmy więc drzewem co nie dając owocu, służyć choć może na coś wyrastając: na budowę dla człowieka, na schronienie gniazdom ptasim — żyjmy dla drugich, tak, żyjmy dla ludzi!




Życie tajemnic węzeł który śmierć rozcina,
Pół chwilki wśród wieczności, a długie bez końca,
Z jednéj strony kolebka z drugiéj rozwalina,
W środku trawka Hioba i promyczek słońca.




Są w życiu ludzkiém chwile stanowcze, które nowy zwrot nadają nietylko losowi, ale nawet charakterowi człowieka.




Życie jest ciągiem obowiązków surowych.




Motyl i najmizerniejszy robak zarówno są potrzebni na świecie i jedno mają prawo życia.



Często maluczka chwila wyrokuje o losie całego życia; jeden krok stanowi o całéj drodze, jeden rzut oka zawiera w sobie całą przyszłość, a wśród tego poplątanego kłębka ludzi i myśli, ruchów i czynów świeci wszędzie idea sprawiedliwości, która tą trudną kieruje machiną.




Życie nieraz wygląda jasno i pogodnie jak owoc, który się rumieni na gałęzi, ale wziąwszy do ręki postrzeżesz, że go robak potoczył...




Życie na zagonie i w pałacu równo upływa i kończy się, a słusznie ktoś powiedział, że Bóg nie spyta, ani cośmy umieli ani cośmy mieli tylko jakośmy spełnili obowiązki i co zrobiliśmy na świecie...




W podróży i w życiu niecierpliwość rośnie, w miarę jak się zbliżamy do celu; niecierpliwość jeźli go pożądamy, strach, jeśli się go boim, póki daleko, daleko — cel ten mglisto się maluje, patrzym obojętnym okiem, zimno o nim rozmyślając; bliżéj to serce bije, piersi się podnoszą, łzy na oczy, lub uśmiech na twarz występuje — a ostatnich kilka kroków dłuższe są od całych dni w początku podróży.




Życie jedną walką długą z ludźmi, z losem i ze światem, gdzie potu otrzeć z czoła nigdy nie ma czasu, chwili nie ma ani westchnąć, ani za siebie obejrzeć się mokrem okiem.




Nie ma podobno nic lepszego, jak życie wiejskie, i człowiek jest w swoim domu, panem swéj woli, zatrudnień; nie krępuje go etykieta, żyje według siebie, wolno mu płakać i śmiać się kiedy zechce, mówić lub milczeć, słowem tak postępować jak sobie życzy.




Życie ma obowiązki i ciężary; nie godzi się umierać duchem, gdy żyjemy ciałem.




O! jakeśmy to śnili życie, a jak dziwnie inaczéj się splotło? jakeśmy wierzyli święcie, jak czcili poczciwie, jak się modlili gorąco, jak spodziewali się ufnie, jak każdy gdyby w bajce królewicze działem brał jakąś część świata... a co nam dzisiaj z tego dziedzictwa urojonego zostało?




Życie jest walką, a choć bój zwycięski, są chwile w nim do przetrwania ciężkie, tak że zwycięzcy nawet jęknąć muszą. Im daléj w lata, tem się cierpliwiéj spogląda na bieg rzeczy ludzkich, na własne i cudze bóle i jak Bóg patiens quia aeternus, tak człowiek się staje patiens quia mortalis.



Życie jest potrawą, którą każdy przyprawia do swojego smaku: pieprzem, solą, octem, lub cukrem, a wszyscy po niéj mają wargi spalone. Na tę zgagę nie ma doktora... mylę się, jest jeden, śmierć...




Wieleż to żywotów ludzkich podsycanych tylko nadziejami, które się nigdy nie ziszczą, wleką się tak do końca, do mogiły, otoczone ciemnością... ale Bóg policzy tam kiedyś cierpienia nasze, na które płacze ciało, na których zyskuje dusza.




Całe życie jest walką, a ten mądry kto zwycięży, i nikt go nawet nie spyta jakim sposobem.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.