Wybór poezji (Horacy, 1935)/Ody rzymskie/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Horacy
Tytuł Ody rzymskie
Pochodzenie Wybór poezji
Data wydania 1935
Wydawnictwo Filomata
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz zbiorowy
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
ODY RZYMSKIE
Dzielność rzymska (III 1).[1]
Stałość rzymska (III 3).
Iustum et tenacem propositi virum...

Prawego męża postanowień mocnych,
Ani szał ziomków do złego wiodący,
Ani tyrana wzrok gniewem płonący,
Ani gwałtowny pęd wiatrów północnych,

Ani pioruny, które Jowisz ciska, —
Nie zdolne wyprzeć z gruntu tęgiej duszy;
Świat niech się cały na niego obruszy,
W nieulękłego uderzą zwaliska!

Taką to cnotą Pollux wiecznie żyje,
I tułacz Alkid górne zdobył progi;
Z nimi tam August, siadłszy między bogi,
Purpurowemi listy nektar pije.

Takto i Bacchus, dobroczyńca ziemi,
Do jarzma zaprzągł tygrysów okrutnych,
Tak też od brzegów Acheront! smutnych
Uszedł Quirinus końmi Marsowemi.

I już bez gniewu mówiła Junona
Na radzie bogów: „Płochych ludzi dwoje
W perzynę wreszcie obrócili Troję:
Niebaczny sędzia i niewierna żona.

Odkąd umowę zawartą z bogami
Laomedona pogwałciła zdrada,
Gród ten wyklęłam i ja i Pallada
Z jego przewrotnym ludem i królami.


Lecz dziś, spartańskiej gość cudzołożnicy,
Oddawna Paris nie świeci chełpliwy,
I ród Priama wyginął zdradliwy,
I nie masz groźnej Hektora prawicy.

Ów bój wszak nasze żywiły niesnaski!
Dziś już nie widzę do gniewów powodu;
Więc choć potomka niemiłego rodu,
Przyjmę kapłanki syna do mej łaski.

Marsowi gwoli niech się skończy sprawa:
W dziedzinie światła niech Romul zasiędzie,
I policzony w nieśmiertelnych rzędzie,
Niech się wraz z nami nektarem napawa.

A ci, co wówczas uszli od zagłady,
Gdzie chcą niech władną, nie przeszkadzam wcale;
Byle dzieliły Okeanu fale
Od Ilionu wygnańcze osady.

Byle Parisa grób deptały stada,
I zwierz się gnieździł pośród zwalisk Troi,
Niech w blasku chwały Capitolium stoi,
Niechaj Rzym jarzmo na Azjatów wkłada.

Niech imię jego wszędy strach rozsiewa
Do krańców ziemi: gdzie morska cieśnina
Od Europy Afrykę odcina,
Gdzie Nil szeroko równiny zalewa.

I niech mu będzie łatwiej gardzić złotem
(Oby zostało w ziemi bez użytku!),
Niźli przerabiać dla wymysłów zbytku
Kruszec nabyty ludzką krwią i potem.


Niechaj bitnemi poskramia szeregi
Każdego wroga, w każdej świata stronie, —
Czy która wiecznym ogniem Phoeba płonie,
Czy ją mgły kryją i deszcze i śniegi.

Taki Toś wróżę Quiritom walecznym;
Biada im wszakże, jeśli uniesieni
Zbytnią czcią wspomnień, szczęściem zaślepieni,
Zasiąśćby chcieli w swem gnieździe odwiecznem.

Bo Troja w chwili fatalnej dźwigniona.
Znów musi zginąć w powtórnym pożarze,
Ody ją zwycięskim szykom obledz każę
Pierwszego z bogów ja, siostra i żona!

Choć mur spiżowy za Phoeba przyczyną.
Trzykroć się wzniesie, to jej nie ocali:
Trzykroć go dzielność Achiwów obali;
Po mężach, synach, łzy branek popłyną“.

Lecz dość już Muzo, bo nam nie przystało
Z żartowną lirą tak górnie się nosić!
Przestań więc płocha, mowy bogów głosić,
Rytmem za lekkim psuć treść okazałą.




Do Rzymian (III 6).
Delleta maiorum inmeritus lues...

Za grzechy przodków będziesz pokutował
O Rzymianinie! póki świątyń szczyty
Nie wstaną, już się walące na pował
I póki z bożyszcz kurz nie będzie zmyty.

Kornyś przed niebem — świat na twe rozkazy;
Z Bogów początek, z Bogów koniec idzie —
Gdyś nimi wzgardził, powiedz, ile razy
Hesperia grzęzła w nędzy i ohydzie?

W dwóch bitwach sprzecznych woli samych Bogów
Mionds i Pakor zbili nasze szyki,
I łup bogaty wzięty nam przez wrogów
Zdobił ich z podłej miedzi naszyjniki.

Roma rozdarta wnętrzną waśnią — oto
Szła już na pastwę Aithiopa z Dakiem,
Gdy tamten groźną napierał ją flotą,
A ten częstował pełnym strzał sajdakiem.

Wiek ten zbrodniczy naprzód skaził łoże
Małżeńskie, potem rodzinę i plemię —
Z tego to źródła wyszły kary boże
Na wszystek naród i ojczystą ziemię.

W jońskich się pląsach lubuje dziewica
Zaprawiając się wczas do sztuczek innych,
I już lubieżną myślą chuć podnieca,
Acz jeszcze z latek nie wyszła dziecinnych.


Prędko w niej żądza w pożar się rozpala —
Lecz w towarzyszach mężowskich hulanek
Już doraźnego nie szuka chabala
Z którymby poszła gdzie w ciemny krużganek,

Tylko otwarcie wstaje, gdy kto woła
Wobec małżonka — czy to kupczyk który,
Czy z hiszpańskiego statku patron — zgoła
Każdy, kto bezwstyd zapłaci jej zgóry.

Nie z takich matek zrodzone te chłopy
Co krwią punicką zrumienili fale
Pyrrusów zgnietli, rzucili pod stopy
Z Antiochami srogie Hannibale.

A był to zastęp tych kmiecych żołnierzy
Nałożnych pługiem sabelskim ryć ziemię,
Co to na rozkaz surowej macierzy
Do domu dźwigał na plecach drew brzemię.

Wtenczas, gdy długi cień padał z wierzchołków
Gór, a z błękitu zjeżdżał wóz słoneczny
I z jarzma karki oswobadzał ciołków
I na spoczynek zapraszał bezpieczny.

Czegóż niszczący wiek ten nie obali?!
Ojcowie nasi mniej warci niż przodki;
A my się w ojców naszych tak nie wdali
Że po nas tylko zostaną wyrodki.




Dialog (III 9).
Donec gratus eram tibi...

H.  Żyłem szczęśliwszy od króla perskiego,
Póki twe serce tylko dla mnie biło,
Lecz teraz darzysz uczuciem innego
Z tą samą siłą...

L.  Żyłam sławniejsza, niż latyńska Rhea,
Dopóki Chloe twem sercem nie władła,
Lecz dziś twa miłość do Lydji minęła —
Jak sen przepadła...

H.  Teraz mi Chloe Thrakijka jest panią,
Lutnia mnie nęci i jej pieśń pieszczona —
Chętniebym życie swoje oddał za nią.
By żyła ona...

L.  Wzajemną żądzą teraz płonę cała
Do Kalaisa, co jak smok jest chciwy;
Dwakroćbym życie za niego oddała,
By on był żywy...

H.  A jeśli dawna miłość znowu wróci,
I rozłączonych znowu jarzmem spoi?...
Jeśli kochanek płową Chloę rzuci
Dla Lydji swojej?...

L.  To w takim razie nie żal mi tamtego,
Choć mógłby nieba być wśród gwiazd ozdobą;
Z tobą żyć pragnę po kres życia mego
I umrzeć z tobą!...




Skarga Neobuli (III 12).
Miserarum est neque amori dare ludum...

Biada, biada tej dziewczynie, co marzy stęskniona,
Ni zapomnieć chłopca może, ni paść mu w ramiona.
Dni mijają, ona z trwogą nagan starców słucha,
Płacze, płonie; uleciały radość i otucha.

Chłopca tobie pani Kypru przywiodła miłosna
I rzuciłaś, Neobule, czółenka i krosna —
Zapomniany kunszt Mineryy, za kochaniem obcem
Poszły myśli, za uroczym z wysp aiolskich chłopcem.

Kto tak drugi w Tyber skoczy i wśród rwącej toni
Wpław go przejdzie i na dzikim źrebcu kto pogoni?
Kto z ostępu, gdzie się schronił, zdoła wyprzeć dzika,
Kiedy puszczy dowierzając, z gąszczu w gąszcz pomyka?

Komu chwała i zwycięstwo tam gdzie walczą męże?
Goniąc konno, kto oszczepem jelenia dosięże?
A biegają chłopcy w stadiach, kto odbiera wieniec?
Gość nadobny z wysp aiolskich, z Lipary młodzieniec!




Do dzbana (III 21).
O nata mecum consule Manlio...

Dzbanie mój pisany,
Dzbanie polewany,
Bądź płacz, bądź żarty, bądź gorące wojny,
Bądź miłość niesiesz albo sen spokojny;

Jakokolwiek zwano
Wino, co w cię lano,
Przymknij się do nas, a daj się nachylić,
Chciałbym twym darem gości swych posilić.

I ten cię nie minie,
Choć kto mądrym słynie,
Pijali przedtem i filozofowie
A przed się mieli z pełna rozum w głowie.

Ty zmiękczysz każdego
Najstateczniejszego,
Ty mądrych sprawy i tajemną radę
Na świat wydawasz przez twą cichą zdradę.

Ty cieszysz nadzieją
Serca, które mdleją;
Ty ubogiemu przyprawujesz rogi,
Że mu ani król, ani hetman srogi.

Trzymaj się na mocy,
Bo cię całej nocy
Z rąk nie wypuścim, aż dzień jako trzeba,
Gwiazdy rozpędzi co do jednej z nieba.




Do Melpomeny (IV 3).[1]
Do Muzy (III 30).
Exegi monumentum aere perennius..

Stawiłem sobie pomnik trwalszy, niż ze spiży,
Ani go deszcz trwający, ani Aquilony[2]
Od królewskich pyramid sięgający wyżej;
Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony

Szereg, ni czas lecący w wieczności otchłanie.
Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie
Poza grobem. Potomną sławą zawsze młody,
Róść ja dopóty będę, dopóki na schody

Capitolu z Vestalką cichą kapłan kroczy.
Gdzie z szumem się Aufidus rozhukany toczy,
Gdzie Daunus w suchym kraju rządził polne ludy,
Tam o mnie mówić będą, że ja — niski wprzódy,

Na wyżyny się wzbiłem, i żem przeniósł pierwszy
Do narodu Italów rytm aiolskich wierszy.
Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie
I delphickim wawrzynem wieńcz mi włos radośnie.




Wiosna (IV 7).
Diffugere nives redeunt iam gramina campis...

Zmienia szatę swą świat: już trawa się jawi na łące,
w gaju rozwija się liść.
Znikły śniegi, a rzeki, dotychczas roztopem huczące,
nurtem zaczęły znów iść.
Nago, bez lęku pląsają trzy Gracje z gronem rusałek...
Roku ostrzega nas bieg
z każdą chwilą, codziennie kradnącą nam życia kawałek,
iż nie jest wieczny — nasz wiek...
Zephyr lody pokruszył — lecz wiosnę lato wnet wyprze!
Ono przeminie też wraz:
jesień jego dziedzictwo roztrwoni... I w tropy najszybsze
zimy powróci znów czas!
Jednak chyże miesiące nagrodzą niebieskie te straty.
My zaś, gdy w ziemi już rdzeń
wnijdziem, gdzie zbożny Aeneas, gdzie Ancus i Tullus bogaty,
popiół z nas będzie i cień...
Któż ci zaręczy, że bogi o jedną dobę jutrzejszą
życia przedłużą nam ciąg?
Nie szczędź darów przyjaźni! Dziedzicom, co mienie twe zmniejszą,
wydrzesz ze chciwych je rąk.
Kiedy raz umrzesz, świetny Torquacie, i kiedy nad tobą
Minos odprawi swój sąd,
już cię nie wskrzesi twój ród, ni wymowa, lśniąca ozdobą,
ni cześć dla bogów i świąt...
Wszak Hippolyta czystego nie zbawi Diana z podziemu,
gdy w mrok śmiertelny był wzięt,
ani Theseus nie zdoła Peirithojowi drogiemu
skruszyć lethejskich pęt...




Do Vergiliusa (IV 12).[3]
W święto Neptuna (III 28).
Festo quid potius die...

W dzień świąteczny Neptuna cóż pocznę lepszego?
Lyde, moja gosposiu — przynieś nam amphorę,
Caecuba w mej piwnicy skrzętnie schowanego.
Niechaj wino rozprószy trosk gryzących zmorę.

Już się południe zbliża — a ty, jakby lotny
Dzień mógł się wstrzymać w biegu, wahasz się dać dzbany
Konsula Bibulusa, choć czekam markotny.
Popijając — będziemy śpiewać na przemiany:

Chwałę Neptuna, włosy Nereid zielone
Potem, wziąwszy twą lyrę, Cynthii bystrej strzały
Śpiewać będziesz i boską jej matkę Latonę,
Zaś najwyższej dostąpi w pieśniach naszych chwały

Knidosu, Kyklad słonecznych władczyni.
Co w zaprzęgu z łabędzi na swój Paphos boski
Podąża. Potem każdy należne uczyni
Pochwały Nocy. Dzisiaj przejdzie tak bez troski.




Przypisy

  1. 1,0 1,1 Przypis własny Wikiźródeł Utwór przejdzie do domeny publicznej w 2041 roku, po wygaśnięciu praw autorskich tłumaczki Idy Wieniewskiej.
  2. Przypis własny Wikiźródeł  Wersy pierwszy i drugi są przestawione.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Utwór przejdzie do domeny publicznej po wygaśnięciu praw autorskich tłumacza.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Horacy i tłumacza: zbiorowy.