Wschód słońca z Rigi

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Buława
Tytuł Wschód słońca z Rigi
Pochodzenie Szkice helweckie i Talia
Data wydania 1868
Wydawnictwo Księgarnia Pawła Rhode
Drukarz A. Th. Engelhardt
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Wschód słońca z Rigi.[1][2]
List do P.



Ciemno było – jak w duszy, co nawpół zła-
                                 mana,
Składa skrzydła w otchłanie zwątpień zapa-
                                 trzona,
Ale co wkrótce nową siłą uorlona,
Wzleci – –
           Noc już konała bliska swego rana.
Nocowałem u szczytu, a przed dniem zbudzony,
Mogłem budzić jaskółki (choć arcystrudzony),
Z kijem, co ojcem mógł być srebrnych pasto-
                                 rałów,
Zakończonym w róg gemzy, darłem się do góry,
I wszystko spać się zdało wśród dzikiej natury
Prócz zdrojów, we mgle grających pieśni nocnych
                                 chorałów.
Na kiju tym nazwiska były wypalone
Szczytów, które zwiedziłem. Tak po drodze życia

Na pielgrzymim kosturze czyny wymodlone
Wypala człowiek od dni swojego powicia….
A więc alpejska różę spotkaną po drodze,
Uwiązałem u rogu gemzy, co kij kończył,
I myślałem: „kto z różą te znaki połączył,
Wygrał – choć grożą gady uskrzydlonej no-
                                 dze…”
Taka różo, o Polko! to trofea życia!
Jako uśmiech Helleński w pośród walk po-
                                 życia!...
I tak myśląc się wdarłem na czub nagiej skały;
Ranne zorze już noc ze szat jej odzierały,
I na łachmany mgieł, co przetykane gwiazdami
Zdały się, przepaściom je rzucały, gdzie z dołu
Szarpały niemi wichry., co nie śpią, skrzydłami
Uderzając, jak orły dziejowe pospołu...
Ale noc jeszcze silna, podemną, nademną,
Zdawał się panować potężnie śród świata,
Jak koncesye robiący pół grzyb dyplomata,
Co spróchniałych rusztowań budowę daremną
Przebiegłością ochrania, myśląc, że ocali,
Dokąd mu gmach podając głowy nie przy-
                                 wali!...
W tej ciemności, co stała się już zbłękitniona,
Coraz mniej czarna, księżyc po nad gleczerami
Zawisł srebrny, jak hostia natury, blaskami
Jasnemi zlewał światłość na gór mgliste łona…
I był jako łza Stwórcy nad światem zroniona,
Którego wszechmoc sama podźwignąć nie zdoła,
Bo sama się dźwignąć może!... ale łza
                                 zmrożona

Zdała się oddechami pysznego anioła…
I osrebrzał świat wielki od końca do końca,
Gdzie przestrzeń swą granicą! Wśród przestwo-
                                 rzów koła,
Noc się zdała stróżować u jasnych wrót słońca.
I gwiazdy jeszcze drżały, gasły, samotnice
Smętne, jako u grobów lampy i łzawice;
A szereg gór lodowych, śnieżny i spiętrzony,
Jak szkielet mamutowy, co czeka zbudzenia,
Paszczą śniegów i lodów kłami najeżony,
Ku przepaściom poglądał, pełen rozryczenia,
I piany wodospadów, których srebrną grzywą
Trząsł i mroził mgły szaty piersią na pół żywą.
Od wtórej strony jura łańcuch wpół widomy,
Drżał światłami przedświtu, jak gdyby ru-
                                 chomy,
A w dole – ha! tam przestrzeń bez końca
                                 i końca [3]
Rozłożona się zdała, we mgle pogrzebana,
Jako w żłobie na wschód jasny czekająca
„W żałobie swojej wiarą w słońce
                                 zaufana...”
We mgle tej dolnej harmonia cudów! to miljony
Trzód, grających dzwonkami na pastwisk ob.-
                                 szarach,
Razem wzlatały, grając po szczytach i jarach
Anielsko, jak głos arfy duchów niewidomej,
Co wzlatujące modły całej smutnej ziemi
Biorą i odrzucają perły tęczowemi!...

Ta harmonia z mgieł, obszar ziem otulających,
Zdała się sfer harmonii echem.
                                 Już lecących
Ptasząt ujrzałem kilka; to ranne jaskółki
Zbudzone, w tych się toniach jak błękitu
                                 pszczółki
Zdały, a już skowronek począł psalm, co słońca
Budzi; i za lodami zgasła twarz miesiąca.
Wszystko zdało się czekać na wschód prze-
                                 czuwany,
Wodospady zdały się ciszej szumieć, ranny
Powiew już od lodowców wiał słabiej, i dzwonki
Z dolnych mgieł grały smętniej, umilkły sko-
                                 wronki...
Nad szczytami się niebo zrumieniło smugą
Różową, kraśną, krwawą, purpurowa, długą,
Co chwilami w fioletu zdała się odcieniach;
I gwiazdy poznikały na cichych sklepieniach,
Jak stado gemz spłoszonych, co pędząc z wi-
                                 chrami,
Sadzą nad tęczę kaskad, grzmiących otchłaniami;
A niebiosa bezbrzeżne, wielkie i rozwarte,
Zdały się jak pierś boga, duchowi otwarte…
I taka cisza stała się nagle w naturze,
Co tylko pochód słońca poprzedza lub burze.
I na skrzydłach wichrowych, w płaszcz swój
                                 purpurowy
Trysło nad iglicami strojne, gorejące,
Rozlało zdrój ognisty po nad ziemi końce,
Rozdarło mgły w przestrzeniach dolin, jak Je-
                                 howy

Mieczem, wzniosło je w górę, roztrzęsło w błę-
                                 kicie,
I dwanaście mi jezior na jeden rzut oka
Odsłoniło!!!... tak cichych, jak samotne życie,
Zwierciadeł nieba, w których zagrało promie-
                                 niem.
Dusza, jak one cicha, jak one głeboka!...
Bo cierpienie jej szczęściem – a szczęście cier-
                                 pieniem!
I noc jak zakwefiona ze swemi chmurami.
Od dróg rozstajnych słońca uchodząc w pie-
                                 czary,
Od kaskady cisnęła garścią pereł rosy,
Co z szyi swej zerwała, i cichemi głosy
Strojąc lutnię wichrową, usnęła z gwiazdami;
Po za nią mgły uchodzą, jak snów wędzidłami
A już niebo i skały zdały się płomieniem
Pochodni zapalone, wodospady grały
Znowu głośniej; i trzody rzewniej podzwaniały.
Kwiaty jarów otwarły główki pochylone –
I wszystko, wszystko, wszystko! zdało się na-
                                 tchnione
Tą potęga twórczości, co zgina kolana,
Tęczami wiąże otchłań brzegi, kędy wstaje,
Budzi śpiących w ciemności, nad ludy roz-
                                 wiana,
I wstrząsa gromem życia, co znak życia daje!...
Alpy po Alpach zewsząd olbrzymio wstawały
Szeregami, piętrami, bez końca i końca.
Natura, jak dziewica z letargu wstająca,
Lasy, wody i wichry w hymn się rozszalały.

Orły płyną błękitem – ponad przestrzeniami,
Gdzie szedł Hannibal, Cezar, zkąd spadł Bo-
                                 naparte
Lawiną – nad Auzonii czerwonej licami.
Ślady ich już wichrami i wiekami starte!...
Tędy jak myt wsteczności cofał się Suwarów,
Tędy dzisiaj wygnańcy, co postrachem carów,
Idą naprzód samotni, odarci, zgłodniali,
I przy Tela kapliczce milczą – skamieniali!...
Ale cel ich dróg wyższy, niż tych, co bywali
Orłami szczytów waszych, dumni i zuchwali,
A jak wasze na skał tych niebotycznym
                                 szczycie,
Imię, tak ich na dziejów wieczności błękicie
Będzie ryte iskrami, i niczem nie starte,
Większe niż Ceza, Karol i ty Bonaparte!
I Rigi dumny szumiał lasów festonami
Ponad jezior zwierciadły zdał się cichym królem,
Był jak żywioł romański, wielki pięknościami,
Grający tarczę Romy czynów wspomnieniami
Jak w grobie swoim Wielki Karol w Akwiz-
                                 granie [4]
Z dumą na twarzy nad wszystko wyższą, ale
bolem
Wydeptaną, nie wyższą nad ból, co cierniami
Ściele drogę przyszłości!...
                                 Naprzeciw w błękicie
Stał Pilatus [5][6] skalisty, piersiami obficie

Zdał się karmić naturę, choć sam był karmiony,
I dumą niesiony, choć u szczyta nagi
Jak prawda; on zdał mi się jak żywioł germański,
Jako chleb, zaczyniony wielką ręka Sagi,
Chciał rość, ale skamieniał w sobie sam strawiony
W wieki, od wrót gotyckich przeszłości patrzący
Nad tonią dziejów, szatę swoją zszywający,
I bardziej szatą swą zajęty, niż ludzkością!...
A słońce powstające z między nich, miłością
Jasne i gorejące, ach! to świat słowiański,
Wstający z pod Karpatów, gdzie po piramidzie
Tropów, co nieśmiertelnie konają, Bóg idzie!
I szło słońce wędrując…
                                 Pielgrzymie wieczności!
Nad ziemią sprawiedliwych wstań słońce wolności!...



Przypisy

  1. Rigi, góra Szwajcarska 10,000 stóp mająca, od Rzymian zwana mons rigidus.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Rigi - patrz artykuł w Wikipedii.
  3. Około 10,000 mil kwadratowych.
  4. Alluzya do fresku Norymberskiego Kaulbacha.
  5. Góra naprzeciw Rigi.
  6. Przypis własny Wikiźródeł Pilatus - patrz artykuł w Wikipedii.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.