Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/016

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zdała się oddechami pysznego anioła…
I osrebrzał świat wielki od końca do końca,
Gdzie przestrzeń swą granicą! Wśród przestwo-
                                 rzów koła,
Noc się zdała stróżować u jasnych wrót słońca.
I gwiazdy jeszcze drżały, gasły, samotnice
Smętne, jako u grobów lampy i łzawice;
A szereg gór lodowych, śnieżny i spiętrzony,
Jak szkielet mamutowy, co czeka zbudzenia,
Paszczą śniegów i lodów kłami najeżony,
Ku przepaściom poglądał, pełen rozryczenia,
I piany wodospadów, których srebrną grzywą
Trząsł i mroził mgły szaty piersią na pół żywą.
Od wtórej strony jura łańcuch wpół widomy,
Drżał światłami przedświtu, jak gdyby ru-
                                 chomy,
A w dole – ha! tam przestrzeń bez końca
                                 i końca [1]
Rozłożona się zdała, we mgle pogrzebana,
Jako w żłobie na wschód jasny czekająca
„W żałobie swojej wiarą w słońce
                                 zaufana...”
We mgle tej dolnej harmonia cudów! to miljony
Trzód, grających dzwonkami na pastwisk ob.-
                                 szarach,
Razem wzlatały, grając po szczytach i jarach
Anielsko, jak głos arfy duchów niewidomej,
Co wzlatujące modły całej smutnej ziemi
Biorą i odrzucają perły tęczowemi!...

  1. Około 10,000 mil kwadratowych.