Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zdał się karmić naturę, choć sam był karmiony,
I dumą niesiony, choć u szczyta nagi
Jak prawda; on zdał mi się jak żywioł germański,
Jako chleb, zaczyniony wielką ręka Sagi,
Chciał rość, ale skamieniał w sobie sam strawiony
W wieki, od wrót gotyckich przeszłości patrzący
Nad tonią dziejów, szatę swoją zszywający,
I bardziej szatą swą zajęty, niż ludzkością!...
A słońce powstające z między nich, miłością
Jasne i gorejące, ach! to świat słowiański,
Wstający z pod Karpatów, gdzie po piramidzie
Tropów, co nieśmiertelnie konają, Bóg idzie!
I szło słońce wędrując…
                                 Pielgrzymie wieczności!
Nad ziemią sprawiedliwych wstań słońce wolności!...