Wieczór przed Świętym Janem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Walter Scott
Tytuł Wieczór przed Świętym Janem
Pochodzenie Tłómaczenia
Wydanie drugie
Data wydania 1874
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Czcionkami Gazety Lekarskiéj
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Edward Odyniec
Tytuł orygin. The Eve of St John
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


WIECZÓR PRZED ŚWIĘTYM JANEM.
BALLADA
Z WALTERA SKOTTA.

Groźny baron Smajlhomu,[1] przede świtem sam w domu
Siodła konia, i jedzie za mury.
Obejrzał się: nikogo! — ścisnął konia ostrogą,
I jak wicher zapuścił się w góry.

Nie w tę stronę gdzie wojna, gdzie Duglasa dłoń zbrojna
Grzmi piorunem i lśni błyskawicą;
Gdzie ojczyzny nadzieja, dzielne hufce Bukleja
Stoją murem nad szkocką granicą.


Przecież od stóp do głowy, cały w zbroi stalowéj,
I koń cały okryty żelazem;
I bojowy miecz w ręku, i zwieszony na łęku
Lśni buzdygan i topór zarazem.

Gdzie pojechał, nikt nie wié; wiedzą tylko, że w gniewie
Był straszliwym przed samą swą drogą.
Lecz nikt przyczyn nie zbadał; Baron z nikim nie gadał,
Słowa o nic nie pytał nikogo.

Dnia czwartego z za góry, nasępiony, ponury,
Baron wraca; — twarz dzika i blada.
I koń widać podbity, kurzem, znojem okryty,
Drży pod jeźdźcem, i omal nie pada.

Baron wraca do dworu — ale nie z Ankram-Moru[2],
Gdzie pamiętny zwycięztwem i mordem,
Stoczył bój Duglas mężny, i Lord Buklej potężny,
Z Sir Ewersem, angielskim milordem.

Zkądże ten znak przy znaku, na puklerzu, szyszaku,
Od brzeszczotu, czy włóczni żelezców?
Ha! i topór stępiony, we krwi widać zbroczony —
Lecz nie we krwi angielskich najeźdźców!


Most przejechał zwodowy, i u bramy zamkowéj
Zsiada z konia, i gwizdnął trzy razy.
Jakby czekał już wprzódy, na to hasło paź młody,
Przybiegł skokiem na pańskie rozkazy.

„Słuchaj, paziu mój młody! twéj wierności dowody,
„Wiész, że łaską odpłacam wzajemnie.
„Mów więc śmiało, licz na niéj: mów, gdzie była twa pani?
„I kto był u twéj pani beze mnie?“ —

— „Lady codzień o zmroku, boczną fórtką u stoku,
„Wychodziła, gdy wszyscy już spali;
„I szła prosto na góry, gdzie od pory do pory
„Podczas wojny nasz sygnał się pali.

„Dnia pierwszego, mgły sine okrywały równinę,
„Krok w krok za nią więc mogłem iść blizko.
„Szła z pośpiechem i trwogą; lecz na górze, nikogo!
„Samo jedno gorzało ognisko.

„Dnia drugiego, przed zmierzchem, w szparze skały pod wierzchem
„Siadłem skrycie, by schadzki dośledzić.
„Nagle spójrzę — aż stoi, młody rycerz we zbroi;
„Lecz zkąd przyszedł? — nie umiem powiedzieć.

„Lady przyszła niedługo, i godzinę i drugą
„Rozmawiali z żywością wzajemnie.
„Lecz deszcz padał kroplami, wiatr szeleścił liściami,
„Nastawiałem więc ucha daremnie.


„Wczoraj wreście, pogoda! niebo czyste jak woda,
„Wietrzyk nawet poprzestał oddychać.
„Znów się skryłem w ustroni, zkąd mi jakby na dłoni
„Było wszystko i widać, i słychać.

„I słyszałem z ust Lady, jéj układy i zdrady,
„Jak mówiła, ściskając młodziana:
— „„O! mój luby, mój drogi! jutro do mnie bez trwogi,
„„Przychodź jutro, przed świętym dniem Jana.

„„Mąż z Duglasem na wojnie: w zamku wszystko spokojnie;
„„Ja ci fórtkę u stoku otworzę.
„„Przede świętym dniem Jana, straż i czeladź bez pana,
„„Będzie piła i spała we dworze.“ —

— „„Nie! Janie mogę przyjść; nie! mnie nie wolno przyjść;
„„Nie! ja nie śmiem przyjść jutro do ciebie! —
„„Mnie przed świętym dniem Jana, straż gdzie indziéj wskazana,
„„Aż świt piérwszy zabłyśnie na niebie.“ —

— „„Któż cię zmusza? kto każe? Gdy się ja tu przyjść ważę
„„Tyżbyś dla mnie nie ważył się na to? —
„„Przyjdź! noc będzie pogodna; chwila szczęścia swobodna
„„Stanie sercu za wiosnę i lato!

„„Ja przekupię wprzód straże, ja psów spuszczać nie każę,
„„Ja gałęźmi potrząsnę podłogi.

„„Przyjdź! zaklinam więc ciebie, w imię Boga na Niebie!
„„Przyjdź, przyjdź do mnie! mój luby! mój drogi!“ —

— „„Choć stróż będzie zjednany, choć przykute brytany,
„„Choć gałęźmi potrząśniesz podłogę;
„„Wiész, że ksiądz śpi przy wchodzie; on mnie pozna po chodzie,
„„Każe w dzwony uderzyć na trwogę.““ —

— „„Ksiądz na rozkaz przeora, już w Drajburgu od wczora,
„„Pogrzebowe odprawia modlitwy,
„„Za jakiegoś rycerza, co bez skruchy, pacierza,
„„Niespodzianie legł wczoraj śród bitwy.“ —

„Rycerz podniósł twarz smutną, a był blady jak płótno,
„I roześmiał się dziko i srogo:
— „„Cha, cha, cha! — rzekł — te modły, co tam księdza wywiodły,
„„Cha, cha, cha! czyż być za mnie nie mogą? —

„„O północy, jak skoro, duchy mocy nabiorą,
„„Jak zaklęłaś, tak będę u ciebie!““ —
„I to rzekłszy ponuro, znikł gdzieś nagle za górą,
„I Milady wróciła do siebie.“ —

Baron milczał i słuchał, z oczu, z twarzy żar buchał,
Porwał sztylet, i krzyknął w zapędzie:
„Któż on? kto on? mów! jaki, był herb, zbroja i znaki?
„Ja czy on, jutra widzieć nie będzie!“ —


— „Hełm i pancerz złocony, miecz na szarfie czerwonéj,
„Po nad hełmem trzy pióra sokole;
„Na puklerzu wyryty, sokół strzałą przebity,
„A u góry trzy gwiazdy w półkole.“ —

— „Paziu! kłamstwo w twéj mowie! Ha! i biada twéj głowie!“ —
Krzyknął Baron, i porwał się z gniewem.
„On być nie mógł na górze! on już nie żył w téj porze;
„0n już leżał w mogile pod drzewem.“ —

A paź ręce załamał: „Karz mię, zabij, gdym skłamał!
„Bo widziałem, słyszałem ja sam,
„Jak go Lady ściskała, jak go Lady nazwała
„Sir Ryszardem de Koldingham.“ —

Baron pobladł jak chusta, wlepił oczy, ściął usta,
I stał niemy, aż przemógł swą trwogę.
„Nie! grób jego głęboki; skrzepłe były już zwłoki;
„Nie! nie mogę wierzyć, nie mogę! —

„Gdzie około Melrozu, z gór ciasnego wąwozu
Twid się w szersze rozlewa koryto,
„Tam na dzikiém rozdrożu, na Ejldońskiém tam wzgórzu,
„Koldinghama śród nocy zabito.

„Olśniło cię ognisko, wiatr ci przyniósł nazwisko,
„Jeśli wreście uwierzyć ci muszę;
„Bo już trzy dni zań w chórze, tam w Drajburskim klasztorze,
„Księża psalmy śpiewają za duszę.“ —


To rzekł, i krok za krokiem, w zadumaniu głębokiém,
Szedł na zamek, gdzie sala wspaniała;
Tam jak maju pogoda, jasno-lica i młoda,
Żona jego u okna siedziała.

Lecz w jéj licach nie radość; czarny smutek a bladość!
Siedzi sama, i patrzy tęskniąca:
Na równiny, doliny; na Mertunu las siny,
Na blask Twidu przy świetle miesiąca.

Baron wszedłszy pozdrowił, ale słowa nie mówił,
Wzrok w nią tylko zatapia ciekawy.
Ona drżąca powstała, ona piérwsza spytała
O nowiny z wojennéj wyprawy.

„Dobre, dobre nowiny! Ankram-Moru równiny
„Trupy wrogów jak mostem zasłały.
„Buklej razem z Duglasem, proszą ciebie tymczasem
„Dawać baczność na nasze sygnały.“ —

Lice Lady Smajlhomu, krwią zabiegło od sromu.
Słowa więcéj nie rzekli oboje;
Lecz przez kręte w słup wschody, i przez długie przechody,
W swe sypialne odeszli pokoje.

Ale sen był daleki, od obójga powieki.
Próżno Baron powtarzał sam w sobie:
„Nie! to próżna obawa! kto raz umarł, nie wstawa;
„Na wiek wieków zwodziciel śpi w grobie!“ —


Noc przed świętym dniem Jana, krótka, chociaż niespana,
Przeszła prędko; — aż koło poranka,
Sen ogarnął Barona; lecz obawą dręczona,
Oka złożyć nie mogła kochanka.

Wzniosła głowę i słucha: — wkoło cisza, noc głucha,
Cały zamek w pomroce i we śnie.
Życie daćby gotowa, by dziś rycerz mógł słowa
Nie dotrzymać — nie przyszedł niewcześnie.

Nikt nie skrzypnął podłogą; — a wtém nagle — o! trwogo!
Rozsunęły się poły firanek;
Lady spójrzy — aż stoi, tuż u łoża, we zbroi —
O! nieszczęsna! — to on! jéj kochanek!

Przed oczyma ściemniało, serce w piersiach ustało,
Ręką tylko wrkazała na łoże —
„O! wiém ja, rzekł, w téj dobie, kto spoczywa przy tobie;
„Lecz się nie bój! on powstać nie może.

„Nie otworzy powieki — on dziś, a ja na wieki;
„On w swém łożu, ja w zimnéj mogile! —
„Trzeci dzień dziś upłynął, z ręki jego jam zginął,
„Księża za mnie się modlą w tę chwilę.

„Lecz sąd Boga surowy! Gdzie nas słodkie rozmowy,
„Gdzie nas miłość łączyła szczęśliwa:
„Duch mój żalem przykuty, czas czyścowéj pokuty
„U sygnału na górze odbywa.


„Ale nie miałbym mocy, przyjść aż tutaj śród nocy,
„Bez twych zaklęć na święty dzień Jana. —
„Teraz, żegnaj na wieki! — mnie czas w kraj mój daleki,
„Gdzie mnie zorza nie spłoszy poranna!“ —

W Niéj miłości odwaga, nad przestrachem przemaga:
— „O! Ryszardzie! o! powiedz mi słowo!
„Jest-żeś ty tam zbawiony? czy na wieki zgubiony?“ —
Rycerz westchnął, i tylko wstrząsł głową.

— „Kto tu przelał krew braci, krwią na sądzie zapłaci;
„Niechaj o tém wié Baron twój mściwy.
„A że miłość nieprawa, tam za grzech się uznawa,
„Przyjm odemnie ten dowód straszliwy!“ —

Rzekł, i dłonią swą lewą, wsparł się o łoża drzewo,
„A prawicą dotyka jéj ręki.
Lady wstrząsła się, zbladła — i jak martwa upadła.
W całym zamku rozległy się jęki.

I nazajutrz tam rano, w drzewie łoża ujrzano
Wypalonych pięć palców ognistych.
Lecz z ust Lady ni słowa; — prawą tylko dłoń chowa,
U stóp męża w łzach tonie rzęsistych. —

W górach blisko Melrozu, w mrocznéj głębi wąwozu,
Jest mnich wieczném związany milczeniem;
Jest w Drajburgu, w tajemnym, ciemnym lochu podziemnym,
Mniszka drżąca przed słońca promieniem.


Ten pustelnik ponury, jak milczące wkrąg góry,
Ta jak noc, pokutnica posępna:
To jest Baron Smajlhomu, mściciel krzywdy i sromu —
To jest jego małżonka występna.


Przypisy

  1. Zamek Smajlhome (Smejlhom albo Smajlholm-Tower) w hrabstwie Roxbury, w Szkocyi, sławny z pięknego położenia i widoków, leży pomiędzy dzikiemi skałami, z których jedna nosi nazwisko strażniczéj (Watchfold). Treść ballady opiera się na podaniu miejscowém.
  2. Bitwa zaszła pod Aukram-Moor, w r. 1545, Wódz Anglików, Lord Evers z synem, i przeszło 800 ludzi, między tymi wielu najznakomitszych rycerzy, poległo ze strony angielskiéj.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Walter Scott i tłumacza: Antoni Edward Odyniec.