Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/422

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Przecież od stóp do głowy, cały w zbroi stalowéj,
I koń cały okryty żelazem;
I bojowy miecz w ręku, i zwieszony na łęku
Lśni buzdygan i topór zarazem.

Gdzie pojechał, nikt nie wié; wiedzą tylko, że w gniewie
Był straszliwym przed samą swą drogą.
Lecz nikt przyczyn nie zbadał; Baron z nikim nie gadał,
Słowa o nic nie pytał nikogo.

Dnia czwartego z za góry, nasępiony, ponury,
Baron wraca; — twarz dzika i blada.
I koń widać podbity, kurzem, znojem okryty,
Drży pod jeźdźcem, i omal nie pada.

Baron wraca do dworu — ale nie z Ankram-Moru[1],
Gdzie pamiętny zwycięztwem i mordem,
Stoczył bój Duglas mężny, i Lord Buklej potężny,
Z Sir Ewersem, angielskim milordem.

Zkądże ten znak przy znaku, na puklerzu, szyszaku,
Od brzeszczotu, czy włóczni żelezców?
Ha! i topór stępiony, we krwi widać zbroczony —
Lecz nie we krwi angielskich najeźdźców!


  1. Bitwa zaszła pod Aukram-Moor, w r. 1545, Wódz Anglików, Lord Evers z synem, i przeszło 800 ludzi, między tymi wielu najznakomitszych rycerzy, poległo ze strony angielskiéj.