Uwagi nad językiem Cyprjana Norwida/Uwagi nad fleksją i składnią

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Fik
Tytuł Uwagi nad językiem Cyprjana Norwida
Data wydania 1930
Miejsce wyd. Kraków
Źródło skan na Commons
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
ROZDZIAŁ DRUGI

UWAGI NAD FLEKSJĄ I SKŁADNIĄ

I. Fleksja


§ 1. Rzeczownik.
a) Bardzo częsty jest narzędnik na y: «pod stopy» (Ass. IV), «usty nałapał» (Epos nasza), «wykrzywiając bazaltowemi wargi» (Odpowiedź), «kwitnięcie białemi kielichy» (Pieśni społ.), «między odludnemi skały» (Stygmat), «upalonemi obcęgi» (Vita Stosa...), «nuta gra słowy» (Pieśni społ.), «mówił szepty swemi» (Garstka prochu).
Formy te spotykamy w przeciągu całej twórczości Norwida. Już w młodości prawdopodobnie podyktowało mu je rozczytywanie się w Górnickim i Kochanowskim, oraz w Biblji. Później używał tych form dla osiągnięcia efektu pewnej formalnej stylizacji, np. w Garstce prochu. Wreszcie stało się to przyzwyczajeniem i manjerą, spotykamy bowiem te formy rapsodycznie, np. w Stygmacie i w listach. Zresztą były to formy jeszcze dosyć żywotne za życia Norwida.
b) Formy rzeczowe (biernik) w rzeczownikach osobowych: «bogi są dobre, czasem niedołężne» (Wanda), «człapiące bogi», «nie obrażę bogi» (Krakus), «odepchnąć doktory» (Rzeczywistość), «pomniki, ogarniające cieniem lazarony» (W pamiętniku A. L.), «stanął milczeniu mojemu na świadki» (Assunta IV).
W przykładach o bogach użycie powyższych form ma pewne uzasadnienie treściowe, albo też tłumaczy się dążnością do wytworzenia kolorytu lokalnego (dramaty mitologiczne). Kiedy indziej wchodzi tu w grę manjera archaizowania. Bywa i odwrotnie. Rzeczowniki nieosobowe otrzymują końcówki osobowe, np.: «z bibułami, w których przestrachowie sami» (Do księgarzy). Tutaj jest pewien świadomy zamiar stylistyczny.
c) Inne odmiany końcówek wytłumaczyć możemy tylko jako pewne niedbałości, np. «liców twoich nałapał» (Epos nasza); «szczytne wczorajszego wieka» (poza tradycją wyrażenia «od wieka do wieka» odgrywała tu może rolę analogja formy: człowieka, bo według Norwida: człowiek = czoło wieka).
d) Nowy słownik rzeczowników tworzy Norwid:
1) przez zamianę różnych części mowy na rzeczowniki, np. «Dziś mi cięży chmurą» (Krakus); «aż złe i dobre miną, wezmą nowe» (Krakus).
Przykładów możnaby mnożyć bardzo dużo, a obejmują one prawie wszystkie części mowy. Objawia się w tem najważniejsza cecha stylu Norwida: dążność do konkretyzowania pojęć abstrakcyjnych, co się tłumaczy nietylko intencjami estetyczno-technicznemi, ale i charakterem poglądu Norwida na świat;
2) przez tworzenie neologizmów;
3) przez zapożyczenia z obcych języków. Zapożyczonych terminów używał Norwid albo w brzmieniu oryginału, a nawet w pisowni i deklinacji, np. teatrum, spleen, klima, testamenta i t. p.; albo też polszczył wyraz, np. kałkuł, wokabuł, ark i t. p.

§ 2. Zaimki, przymiotniki, liczebniki.
Różnice czyto fleksyjne, czy słownikowe, mają źródło w posługiwaniu się Norwida formami archaicznemi i prowincjonalizmami: «takowego to wieczora» (Stygmat), «istny całowzór» (Stygmat), «na wsze strony szukając wszędy obecnego» (Ostatnia z bajek), «ten samy smak» (Quidam), «pracuje bez wiela nadziei; uszanowanie do tyla życia» (List do B. Zaleskiego)[1], «życzyć dosiego roku prawdy» (Pismo), «niektórego dnia» (Stygmat).
Zwłaszcza Biblja wpłynęła bardzo na wprowadzenie całego szeregu zaimków i form, nieużywanych już współcześnie. Posiłkuje się niemi Norwid nietylko w utworach, gdzie je może wytłumaczyć stylizacja artystyczna, ale w prywatnej nawet korespondencji. Częste więc są wyrażenia: «onego czasu», «na ów czas», «z onych myśli».
W pierwszym okresie twórczości było nadużywanie zaimka wskazującego: ten, ta, to, w charakterze rodzajnika: «smutki obrosły tego życia jałowe obłogi»; «przejdźmy życie bez tego doczesnego blasku» (Dumanie) i t. d.
Są to albo produkty niezgrabnej jeszcze techniki poetyckiej, albo germanizmy; w okresie tym bowiem język Norwida specjalnie zanieczyszczają germanizmy. Dziwną formę fleksyjną i składniową ma liczebnik «dwa»: «Usłyszeć słów dwa, a z których jest potem treść ciągła» (Assunta IV); «Wierszy dwa w życie wkanie» (Promethidion); «Dwa cię głazy we dwu stronach gniecie» (Coś ty Atenom...).

§ 3. Czasownik.
a) Styl, jak i twórczość Norwida, cechuje wielki spokój, powaga i uroczystość. Oryginalne zapatrywanie się na rolę twórcy i na sens twórczości stworzyło pewien ceremonjalny ton w wypowiedziach jego. Nie kinetyzm, nie dzianie się, ale statyzm, stan określa istotę jego stylu i twórczości. Pęd jest dla niego rzeczą niepoważną. Nigdy prawie nie używa przenośni i porównań z zakresu ruchu, chyba, że świadomie chce scharakteryzować osobę lub rzecz gorszego gatunku. Nie krzyk ceni Norwid, tylko «dyplomatyczne milczenie». Powtóre, wszystkie utwory Norwida obowiązuje schemat przestrzenny, logika układu trójwymiarowego, a nie logika rozwoju, nie schemat czasu. Wszystkie utwory można przedstawić jako jakieś obrazy, i z tą myślą były tworzone wszystkie pierwiastki kompozycji. W utworach Norwida niewiele się dzieje, raczej wszystko trwa i jest opisywane. Akcja polega na zestawieniu kilku przecięć poprzecznych prądu czasu. Jak się to odbija na języku?
1) W zakresie czasownika możemy stwierdzić stosunkowo niewielki zasób słów, oznaczających prędki ruch.
2) Z pośród różnych form czasownikowych unika Norwid form, określających dzianie się, a zato lubuje się w formach, określających stany. Używa więc bardzo często imiesłowów, bezokoliczników i tworzy rzeczowniki słowne.
3) Ma upodobanie w stronie biernej: «Są skrzydłami orlemi noszeni» (Quidam), «i stał się wonny powiew fijołkowy» (Wędrowny sztukmistrz); «i oto nie będę już więcej omylona» (Tyrtej); «pełni swoją modlitwę, jaka jest mu tknięta, i zaiste, że pogłaskanym bywa niewidzialną Boga prawicą» (Ostatnia z bajek) i t. d.
Pozatem mogły tu wpłynąć na używanie tych form inne języki, np. niemiecki i łaciński, jak również Biblja. Podniosły i patetyczny styl Biblji polega w znacznej mierze na częstem używaniu strony biernej. Norwid, który zawdzięczał wiele wczytywaniu się w Biblję, dostosowywał się w stylu mimowoli, choć organicznie, do podniosłego nastroju tych ksiąg.
4) Dla oddania wieloplanowości w budowie akcji, używa Norwid bardzo często czasu zaprzeszłego, np. «nie postrzegłbym był»; «wygibnął był» (Stygmat); «rozmowa rozpoczynać się zwykła była» (Quidam).
5) Form słowa być Norwid używa nietylko w roli łącznika orzeczenia imiennego, ale w znaczeniu: istnieć, trwać, powstawać, np. «usłyszeć słów dwa, a z których jest potem treść ciągła» (Assunta) i t. d.
b) Charakterystyczne dla Norwida jest jedno tylko przeczenie, zamiast dwóch, przy czynnościach określanych negatywnie. Dzieje się to zwłaszcza przy użyciu ani: «ani obejrzę się» (Assunta); «bedę trwał, ani się skrzywię» (Do Tytusa Maleszewskiego); «ani zapomnę, że jestem» (Człowiek); «ani sosna mówi mu» (Deotynie II); ani się cieszyć mogę tą białotą» (Wanda); «żywotny miało blask, bynajmniej senny»; «marzyłem o powieści, bynajmniej okaźnej» (Do W. Pomiana).
Taką praktykę sugerowało Norwidowi podświadome poczucie etymologji słowa: ani = i nie; bynajmniej = jak najmniej; a zresztą działał tu może wpływ języków obcych: niemieckiego i łacińskiego. Wyraźnym bowiem już germanizmem jest używanie «żaden» w orzeczeniu: «Logika tworzenia tak misterna, jak wielu żadną się być wydaje» (Pięć zarysów).
Bardzo pospolitym barbaryzmem jest wyrażanie przedmiotu przez bezokolicznik po słowach, wymagających osobnych zdań, np. «Lucjus więcej zdawał się niedbały» (Quidam); «mniemałem słyszeć bzy rozkwitające» (Assunta); «nie jest czas upaść; z onych myśli, co zdają się ciemne żegnać sarkofagi» (Do mego brata Ludwika); «człowiek poczyna się czuć zostawionym sobie» (Quidam).
Zdecydowanemi latynizmami są takie wyrażenia, jak: «W czarę łzy upadną na płynem odbite obłoki» (Pięć zarysów); «Kładki giętkiemi wyminięto błoto» (Emil na Gozdawiu); «Szekspir chyba widzem prywatnym gdzie nie stoi» (Białe kwiaty).
c) Do bardzo ciekawych spostrzeżeń prowadzi analiza składni słów u Norwida. Wiele odchyleń trzeba tu uważać za barbaryzmy, wiele zwalić można na karb niedbalstwa poety, największa jednak część ma inną zupełnie genezę:
1) wielu słowom złożonym pozostawia Norwid składnię, jaką mają odpowiednie słowa proste, albo też słowom prostym daje składnię słów złożonych, albo wreszcie miesza składnię słów, powstałych z tego samego pierwiastka, np.: «obiema rekami nikłych walczym rozbójników» (Epos nasza — składnia słowa: zwalczać); «barwę dziwiąc jej krzyczącą» (Tłum. z Danta — składnia słowa: podziwiać); «istotę słonił mi wielki człowiek osobą» (Kleopatra — składnia słowa: zasłonić);
2) słowa nieprzechodnie poczytuje za przechodnie, np.: «powraca wejrzenie swe ku ziemi» (Tyrtej), «deszcze (4 przyp.!) pszenicznych ziarn prószy» (Fortepian Chopina);
3) wskutek pewnej asocjacji treściowej daje Norwid słowu składnię słowa zbliżonego znaczeniem, np.: «rozmyślając (rozważając) rzeczy minione», «nie chroń się (wystrzegaj się) smutku sprawiedliwego» (Garstka prochu); «(lubując (kochając) giętkość», «wielkie charaktery słynne (sławione) przez klasyków», «winne (zawdzięczające) wielkości pomiar ciszy niewolników», «troszcząc się (zajmując się) literą», «z dniem ciemność różną (poróżnioną = różniącą się) (Quidam); «zwyczaj uważa (przedstawia sobie) dziecko jako ogniwko» (Pięć zarysów); «Romę marzył» (przedstawiał sobie) (Quidam); «niech nie wiemy (znamy) zła» (Nieskończony).
d) Z innych form charakterystyczne są takie: «a kto rzecz-by spisował i połączyć chciał, pewno ciąg-by gorzej popsował» (Zwolon); «ciemność jak ogień obejma» (Pompeja); «w powietrzu, które nagaba sumienie» (Quidam); «zostawuje» (Za kulisami); «oczekiwają» (Przyjacielowi); «powój ima promienia» (Wieczór); «jęła mówić» (Quidam); «nazowie się Pańskim żołnierzem» (Wigilja); «sama go doskonałość rozmieta» (Fortepian Chopina).
Ze zwrotów wynotować można takie prowincjonalizmy: «strach mi ciebie» (boję się o ciebie), «już poczynał się mieć do przekwitu» (Wędrowny sztukmistrz); «rozesnuł się do czysta» (To rzecz ludzka); «granit się poczuł na wyjrzeniu», «nic k'temu niema ani przeczy» (Quidam).
Oryginalna jest forma: «I obrzydliwem będzie wieniec piętnem — I, przepaliwszy się, wynamiejętniem» (List). Ten ostatni wyraz jest potrójnie nieudały: jako rym (-ętnem, -ętniem); jako forma (bo powinna być — -ętniemy); jako neologizm (bo powinno być — wynamiętniejem, od namiętność).

§ 5. Przysłówek.
Uderzającą cechą języka Norwida jest używanie przysłówków: a) archaicznych, b) nieokreślonych, zacierających zdecydowany ton pojęcia. Najczęstsze przysłówki są: nazbyt, niezbyt, jakoby, prawie, raczej, tam i ówdzie, być może, gdzieśkolwiekbądź, kędykolwiekbądź i t. d., np.: «szczęśliwy kto jest tam, gdzie jest, ja wcale nie byłem ówdzie» (Krakus); «nie bardzo nadto jest czytelników» (Do B. Zaleskiego); «tam i sam chodziły gęsi» (Stygmat); «a snadź inaczej pieśni wcale by nie było» (Do***).

II. Składnia


§ 6. Orzeczenie.
Już przy rozpatrywaniu czasownika stwierdziliśmy, że orzeczenia słowne mają ogromnie często składnię, odbiegającą od normalnej i poprawnie używanej. Orzeczenie imienne kładzie Norwid albo w mianowniku, albo w narzędniku. Niema nigdy konsekwencji, i nawet w jednem zdaniu zachodzą obie możliwości: «u mnie duch treść jest, pozorem jest ciało», «wy myślicie, że i ja nie pan» (Pielgrzym); «była twoja Poezja — konieczność» (Próby); «pieśń jest nietylko sztuka i kwiat, ale i dzieło» (List do M. Trembickiej)[2]; «świat jest gorzkość» (Rozmowa umarłych); «Muzy mojej jest przydomek sieroctwo» (Epimenides).
Bardzo często opuszcza Norwid łącznik. Czasem pociąga to za sobą dosyć trudne równanie: «za to i rycerz — nielada gwałtownik, lecz ów, co czeka» (Na zapytanie...). Lecz w wielu wypadkach stanowi to silny i wyrazisty efekt stylistyczny:

Cała już światłość wasza — Noc...
Całe już życie wasze: śmierć...
I duszą waszą — nasze bole
I ciałem waszem — naszych ćwierć. (ćwiartowanie)
(Spartakus).

Stosunkowo dużo jest orzeczeń imiennych. Orzeczenie imienne oznacza raczej stan, niż czynność. Zgadzało się to więc ze sposobem odczuwania, kontemplowania i przedstawiania rzeczywistości przez poetę.
Zastępowanie narzędnika w orzeczeniu przez mianownik sprawia, że rzeczowniki w orzeczeniu przybierają rolę dopowiedzeń, definjujących pojęcie, będące podmiotem. Wtedy łącznik staje się orzeczeniem i przybiera znaczenie: istnieć, np.: «pieśń jest nietylko sztuka i kwiat, ale i dzieło» (List do M. Trembickiej) [3]. Zdanie to trzeba rozumieć tak: istnieje nietylko pieśń-sztuka i pieśń-kwiat, ale i pieśń-dzieło.
Uogólniając te uwagi, stwierdzamy, że swoisty system składni słów Norwida zbudowało: a) towarzyszące mu ciągle poczucie etymologji i dążność do przywrócenia słowom ich pierwotnych znaczeń; b) wysiłek oznaczenia subtelnych różnic treściowych i łączenie słów według pewnych asocjacyj znaczeniowych; c) pogoń, dla wzbogacenia i ożywienia języka, za różnemi barbaryzmami, prowincjonalizmami i archaizmami. Ten zaś fakt świadczy, że język nie był dla Norwida gotowym i zmechanizowanym spadkiem po poprzednikach, ale że poeta odczuwał go, jako żywy materjał, który ciągle jeszcze można formować i doskonalić.

§ 7. Przydawki i dopełniacze.
Przydawki kładzie Norwid przeważnie po rzeczownikach: «jest ona tylko w gamie wyrazów twarzy osób, Mękę Pańską widzących, wyrażona» (Czarne kwiaty). Spostrzegamy tu pewną kunsztowną symetrję odległości przydawek od rzeczowników, do których należą: rzeczownik pierwszy i należąca do niego przydawką spełniają rolę klamr, skupiających całe zdanie w pewną całość pojęciową. Zaznacza w ten sposób Norwid, że wszystkie określenia składają się na jedno pojęcie. Jest to jeden z jego sposobów tworzenia nowych pojęć. Czasem ta chęć ścisłego splecenia z sobą pojęć daje wrażenie droczącego się kaprysu autora: «słów mierzonym śpiewanych akcentem» (Quidam).
Nieraz przydawki, należące do danego wyrazu, są tak porozrzucane po długim często okresie, że trudno je pozestawiać, np.: «wiatr zażegnięte porywał z stosu wieńce cyprysowe, — okrągłe ciskał — dalej rozwinięte». (Quidam).
Używa dalej Norwid dużej ilości podrzędnych dopełniaczy, np.: «w gamie wyrazów twarzy osób, Mękę Pańską widzących» (Czarne kwiaty); «lilja ...ani zajrzy barw książęcia tulipanom pychy» (Pieśni społecznej cztery stron).
Dobrze jeszcze, jeśli kolejność zależności uwidoczniona jest chronologicznem następstwem tych dopełniaczy po sobie; gorzej, jeśli są one najrozmaiciej poprzestawiane i porozdzielane jeszcze najrozmaitszemi, innemi częściami zdania. Niekiedy jest takie przeładowanie okolicznikami i przydawkami, że nie sposób jednoznacznie zadecydować o stosunkach zależności, np.: «zastosować ustatkowany swej myśli organizm do ustroju nieustannego w harmonjach stworzenia monologu wiecznego» (Milczenie).
Kiedy indziej, nawet w krótszem zdaniu, przestawki sprawiają zamieszanie, np.: «górę w teatrum z płótna rozsuniesz klejoną» (Quidam — porządek ma być taki: w teatrze rozsuniesz górę, klejoną z płótna); «płachta z rozlicznej barwy okrawek zszywana» (Quidam — to znaczy: płachta, zszywana z okrawek rozlicznej barwy).
Taką szufladkową składnię spotyka się często w języku greckim. Byłyby to więc pewnego rodzaju hellenizmy składniowe. To, a z drugiej strony wtrącanie doczepek, nawiasów, sprawia, że cały szereg zdań nastręcza ogromne trudności w uporządkowaniu ich i zrozumieniu. Upragniona kropka nie zawsze kończy okres. Następujące po niej zdania nie są niezależnemi od poprzedniego, owszem, są dalszym ciągiem, przeciwstawieniem lub wynikiem poprzedniego. Świadczy o tem już choćby sposób zaczynania tych zdań. Wystarczy przypatrzyć się zdaniom z
Cywilizacji (Czarne i białe kwiaty, str. 22). Większa część zdań zaczyna się od: a, i, zaiste, albo, jakoż... W wielu wypadkach zachodzi bezwątpienia przypadek manjery stylizacyjnej, przeważnie jednak istnieje gramatyczne pokrewieństwo zdań, i wszystkie te spójniki są logicznie uzasadnione. Fakty te ilustrują ogólniejsze właściwości Norwida:
1) statyzm: ujmował Norwid rzeczywistość w wielkich wizjach, syntezach, których rozczłonkowanie było dopiero drugą fazą procesu poznawczego i twórczego;
2) barok psychiki, fantazji i stylu;
3) chęć pisania tak, jak się mówi, w imię wierności prawdzie; prócz tego działało tu osobiste przekonanie o roli niedopowiedzeń i przemilczeń;
4) niedbalstwo w wykończeniu utworów, znajdujące wytłumaczenie w tem, że poeta bardzo rzadko je drukował. Po napisaniu spoczywały one przeważnie w kufrze, w redakcji pierwszego natchnienia; możliwe, że cały szereg błędów i niedokładności zostałby poprawiony w ostatecznem wykończeniu; możliwe jest także mylne odczytanie rękopisów przez wydawców).

§ 8. Spójniki w zdaniach.
Do wielu niejasności zdań przyczynia się niejednoznaczna rola spójników. Przedewszystkiem wprowadza Norwid dużo spójników archaicznych: jako, alić, jakoby, jedno (tylko), acz, by (jak), np.: «acz są i wyższe sfery» (Pięć zarysów); «acz łysy, alić sąsiad» (Toast); «jedno (tylko) mi rzekł» (Epimenides); «usłyszałem jakoby wyrazów szepty»; «było jakoby na godzinę jedną po północy» (Garstka prochu); «by ów niegdyś rdzeń żywiczny» (To rzecz ludzka).
Spójniki zdań pobocznych mają niezdecydowane znaczenie. Przenoszą się też często z początku zdania do środka, np.: «losy nie są nad tobą, a (lecz) ty nad niemi» (Krakus); «rozmowę głośną wcale, a (chociaż) małą» (Wieczór w pustkach); «bo jeszcze ciosać trzeba krzyż na świecie — niżeli w ręce go umarłe złożą» (W pamiętniku A. L.); «nie dość zrównać bo smugi» (Jeszcze słowo); «widziałżeś męże jak kończą dojrzali) (Vendôme); «by (choćby) tylko kamień i Bóg był ci świadek» (Próby); «tak misterna, jak wielu żadną się być wydaje» (Rzeczywistość); «nieśmiertelność jest kommą niedzielną — co siedm dni prozę by przerwać bezczelną...» (Sława); «za to (z tego powodu) i rycerz — nielada gwałtownik» (Na pytanie...); «i który Falern albo Cypr swemi jagody — z macicy-by na wino mienił się bez wody» (Toast).

§ 9. Zdanie pojedyńcze.
Norwid używa zdań długich z bogato rozwiniętemi podmiotem i orzeczeniem. Żadna część zdania nie ma w zdaniu oznaczonego i stałego miejsca; pod tym względem panuje zupełna swoboda. Jako przykład, służyć tutaj mogą wskazane powyżej sposoby oddzielania przydawek od rzeczowników, do których należą; a oto jeszcze inne przykłady: «huk żagli pękających, do wystrzałów poddać się mającego miasta podobny» (Cywilizacja); «kiedy tablic swych marmurowych ustąpiła historja nikczemności» (Garstka prochu).
Ten szyk wyrazów zawiera w sobie tendencje do uważania całego zespołu wyrazów za odrębną jednostkę pojęciową, i dlatego to mamy tutaj coś jakby wszczepianie części podrzędnych pomiędzy dwie części pojęcia nadrzędnego: pojęcie nadrzędne jakby obejmuje i zagarnia rękami pojęcia podrzędne. Stąd to właśnie przydawka np. lub dopełniacz, należący bezpośrednio do danego głównego pojęcia, znajduje się na końcu zdania, przepuszczając przed siebie całe nieraz tłumy podrzędnych w stosunku do siebie części zdania.
Jest także dużo opuszczeń części zdania, od których są zależne inne pojęcia, a które trzeba dopiero uzupełniać. Wyraźniej występuje to w zdaniach złożonych. Bardzo często opuszczone są zwłaszcza łączniki przy orzeczeniach imiennych: wtedy część zdania, pomyślana jako orzecznik, staje się dopowiedzeniem. To samo powstaje przy opuszczaniu spójników przy porównaniach.

§ 10. Zdania złożone.
To, co się powiedziało o zdaniu pojedyńczem w stosunku do jego części składowych, da się powtórzyć o okresach w odniesieniu do składających je zdań. Rzuca się w oczy długość okresu:
W Cywilizacji (Czarne i białe kwiaty)[4] okres, zaczynający się od: «Oto i widzisz...» ma 12 zdań. W tejże nowelce na stronie 16 ma 7 zdań okres: «Był to wielki człowiek...»; na str. 17 — 8: «Tych mężów dwóch...»; na str. 19 — 6: «Był to wszakże...»; na str. 23 — 5: «Kilka osób poskoczyło...»
Oto jeszcze przykład takiego okresu (Stygmat)[5]:
«Generałowa jednakże
lubo sama miała tak krótki wzrok jak wielkie oczy
co nadawało jej dziwne spojrzenie
jakoby obejmujące naraz wszystko i przezierające się z trudnością
znała wybornie piękność Róży,
zarzucała jej tylko
zdaje mi się
iż mówiła głosem zbyt donośnym lubo żadnego w sobie deklamatorstwa niemającym
i czego ja nigdy nie postrzegłbym był
gdyby nie mówienie ludzi
i gdyby nie ta skłonność do robienia zarzutów
bez których nie może istnieć realizm».

W okresach uderza przedewszystkiem duża ilość zdań względnych i zwrotów imiesłowowych. Cechą tych okresów jest to, że, ponieważ zdania poboczne odnoszą się do różnych części zdania głównego, zdanie główne jest porozrywane i części jego poprzekładane. Wynikają z tego przerwy, niedokończenia, «odwłoki zdań», np.: «Przypominasz sobie zapewne...» i t. d.[6].
Co do rodzaju zdań, to najwięcej jest względnych, zaczynających się od «co».
Jakkolwiek główną cechą składni Norwida jest łączenie zdań w zależności podrzędnej, co się tłumaczy wielką wrażliwością jego na logiczny układ myśli, to jednak znajdujemy także bardzo ciekawe wypadki zdań, łączonych współrzędnie. Łączy bowiem Norwid w jeden okres współrzędne zdania główne, myślowo od siebie niezależne i wogóle nie mające z sobą żadnego logicznego związku; zespalają i zbliżają je z sobą czynniki pozalogiczne, jak np. jedność miejsca lub czasu, w którym odbywały się czynności, przez nie wyrażone, czyli asocjacja przestrzenna lub czasowa, np.: «Więc nie miałem uczucia ciekawości, czyją znalazłem zgubę, i szedłem ulicą pustą, a stawało się widno» (Branzoletka).
Na specjalną uwagę zasługuje taki typ zdania, bardzo często spotykany: «To mawiałem, gdym podawał strzemię lewej stopie Róży — jeździliśmy» (A Dorio...).
Nie obchodzi nas tutaj intencja Norwida wywołania przez taki zwrot stylistyczny pewnego przeżycia estetycznego; stwierdzamy tylko w takim sposobie pisania: a) dążność do ścisłego oddania realnej wizji czy realnego obrazu przez dokładne przytoczenie okoliczności ubocznych, towarzyszących głównemu zjawisku; b)  wyczuwanie jakiejś jedności nastrojowej między rzeczami, napozór nie mającemi nic wspólnego; c) (w ostatnim wypadku) praktyczne zastosowanie teorji przemilczeń. Przed ostatnim bowiem wyrazem («jeździliśmy») trzeba dodać domyślne uzupełnienie: «trzeba bowiem wiedzieć, że często na spacer jeździliśmy».

§ 11. Poza świadomemi i celowemi niedopowiedzeniami Norwida istnieje cały szereg mimowolnych luk w myśli i zdaniu. Czasem takie elipsy różnych pojęć utrudniają tylko zrozumienie zdania, nieraz jednak logicznie i treściowo je zniekształcają:

1) Zofja jęła mówić z początku niedbale,
Jak iskier rzuty, — dalej błyskawicą. (Quidam).

Formalnie zdanie takie dałoby się tak tylko rozwiązać: «Jęła mówić z początku niedbale, jak (niedbale padają) rzuty iskier, a następnie mówiła błyskawicą» (szybko). Tymczasem jest jasne, że obraz i sytuacja nie pozwalają na taką interpretację. Logika sytuacji każe rozumieć te porównania tak: a) mówiła chaotycznie (niedbale), nie troszcząc się o konsekwencję i wynikliwość myśli tak, jakgdyby rzucała iskry; b) mówiła, olśniewając słuchaczy niezwykłemi i niespodziewanemi powiedzeniami, jak błyskawicą.

2) «Owóż, okropny mniej, jakkolwiek wiele zbliżony, widok Pomponius przedstawiał, niedocieczone mając k'temu cele, lub dramy miłość, iż w oną się wprawiał». (Quidam).

Mogą istnieć trzy interpretacje końca tego okresu: a) ...mając k'temu niedocieczone cele lub mając za cel miłość dramy, co było widoczne z tego, iż w oną się wprawiał; b) ...mając k'temu niedocieczone cele lub mając miłość dramy, tak że szukał sposobności, aby się w nią wprawiać; c) ...przedstawiał widok... lub przedstawiał miłość dramy... przez to, że w oną się wprawiał (w miłość lub w dramę?).
W żadnym wypadku ani sposób wybrnąć na czysto z kłopotów składniowych i logicznych i w wyniku zawsze pozostanie szereg usterek składniowych.
Wiele tych usterek, i to nietylko w tem zdaniu, ale wogóle w całym Quidam (zwłaszcza w tym utworze), wolno określić jako germanizmy. Przedewszystkiem w tym okresie Norwid czytywał prawdopodobnie dużo książek po niemiecku i angielsku, i języki te pozostawiły po sobie wiele barbaryzmów.
A oto przykłady, w których uzupełnienia są jednoznaczne: «z dzielnicy naszej cieszmy się i rządźmy» (Do mego brata Ludwika); «stołowa noga ramię mu ocierała, nie wiedząc, że Boga» (Toast); «sędzia wyglądał jak rzemieślnik, zgubiwszy narzędzie» (= «który, zgubiwszy narzędzie, jest nieporadny») (Dwa męczeństwa); «lubując giętkość, jak skoczek na linie» (Quidam); «piorun ciął cię i zszczerbił się, jak miecz swój Chrobry» (Szczesna); «na wielkie morze i dziś patrzeć lubię — na pączek róży także — lubo z nikim» (Do mego brata Ludwika); «przyszłości!... tylko mu jeden cel otwierasz — bolu... i tylko jedną prawdę — że jej czeka...» (W pamiętniku L. A.).
W wielu wypadkach wogóle nie można mówić o jakiejkolwiek składni. Intuicyjnie się jedynie odczuwa sens myśli i intencje Norwida:

.............. Przeto
I mądrość niemniej, gdy się zapomina,
Może jej służyć to za szczeble nowe. (Quidam XV).

........ Tak pieśni są w grobie
Poetów w struny lir pozaklinane,
Kwitnąc, acz ciche i niezrozumiane. (Quidam XVIII).

Da się u[7] zastosować uwaga, wypowiedziana o składni słów. Układając okres, wstawia Norwid, zamiast pewnych elementów zdaniowych, mających pewną składnię sobie tylko właściwą — pojęcie równoznaczne znaczeniem, ale wymagające innych formalnych ustosunkowań. Zapomina o formie początku zdania i kończy okres logicznie pod względem treści, ale niekonsekwentnie pod względem gramatycznym.
Niektóre teksty mają błędy, wynikające z niedopatrzenia, np.: są filozofowie, którzy

......... są jak mogiły
Etruskie, dzbanów pełni rysowanych. (Quidam XV).

Rytmem, jaki się używa. (Quidam XV).

Typowy przykład zagubienia się w składni:

Mędrzec niewiastę, co go jak raroga
Nie pojmowała, odsuwając w stronę;
Pozostawały — jak ulga a rada —
Traf wyjątkowy — stoicyzm — i szpada. (Quidam XX).

Sens tego zdania jest taki: Mędrcowi, odsuwającemu niewiastę, ponieważ ta nie pojmowała go, patrząc nań, jak na raroga, pozostawały, jako ulga i rada, traf wyjątkowy, stoicyzm i szpada.
Jest jeszcze gorszy przykład takiego poplątania:

Zwątpienia czczość mu serce rozłożyła,
I ciężar siebie poczuł, nieprzytomny
Po świecie idąc, co, choć ślepa bryła
I bez-zmysłowa, i taki ogromny,
Nie traci przecież ciężkości swej środka:
Równo się toczy, choć kometę spotka. —
A on — na owym ogromnie malutki,
Chromał, że mdłe go wydrożyły smutki! (Quidam, XX).

Przeplatają się tu określenia trzech przedmiotów: 1) czczości (zwątpienia), 2) świata (globu), 3) człowieka (syna Aleksandra).
Są wreszcie momenty, gdzie pewne zagalopowanie się Norwida i zapomnienie o początku myśli wypacza logikę treści:

. . . Jeszcze, jeszcze — może
I na tej ziemi, choć jest kału stekiem,
Znajdzie się kilka rzeczy wielkich: — morze,
I to, co mędrcy nazywają — wiekiem,
I pączek róży, wreszcie grób, a przed nim,

Wszystko, co śmiesznem zowią i powszedniem,
I to, co wielkie nosi imię — wszystko!
I cała ziemia wielką jest artystką. (Do mego brata Ludwika).

Czy konkluzja nie stoi tu w rażącej sprzeczności z założeniem?

§ 12. Warto na tem miejscu zwrócić uwagę na kilka wieloznaczności, które stały się powodem złych komentarzy:

1) Jest taki anioł, co skrzydłami garnie
I śmiech, i boleść i to niedotkliwe
Człowieka chaos bierze w dłoń, jak żywe.
(Do mego brata Ludwika).

Cywiński objaśnia[8]: «Chaos u Norwida rodzaju nijakiego, stąd: niedotkliwe», i na tem poprzestaje, nie wyjaśniając sensu zdania, które mimo tego założenia zupełnie nie jest jasne gramatycznie. Sądzę, że prościej rozumieć je tak: I to niedotkliwe (współczucie anioła) bierze w dłoń chaos człowieka, jak coś żywego; albo: I to niedotkliwe (współczucie anioła), jak żywe (jak coś konkretnego), bierze w dłoń chaos człowieka.

2) Palmy, psalmy
modłami
Siebie oto rozpalmy
siebie sami (Jeszcze słowo).

Czytający rozumieją ten ustęp tak: Palmy (od palić) psalmy (biernik) modłami (narzędnik). Trzeba raczej rozumieć to zdanie tak: Palmy (od palma, jako symbol pokoju lub hołdu składanego Bogu), psalmy (jako symbol pokuty-pokory) niech będą naszemi modłami.

3) Nie on tatarski czyn, krwawa drabina...
Lecz konań wielki psalm z wykonaniami. (Promethidion)

Cywiński objaśnia: «tatarski czyn — rosyjski czin (ranga)»[9]. Lecz o wiele prościej będzie wziąć dosłownie «czyn tatarski» jako określenie czynu gwałtownego, bezmyślnego, krwawego, o wartości ujemnej, któremu przeciwstawiony jest czyn budujący-ofiarny.

4) I szczęsny jest ów mędrzec swoim pierwowzory.
(Deotymie odpowiedź II).

Cywiński objaśnia: «pierwowzory — przymiotnik (neologizm)». Ale jak wtedy rozumieć zdanie: «I ów pierwowzory mędrzec szczęsny jest swoim...?» Zdanie to nie da się zadowalająco gramatycznie wyjaśnić.

§ 13. Są zdania, będące świadomemi kalamburami lub paradoksami:

Bóg wszystko za nic ma, a nie ma za nic. (List).

Nie chciałem mieć imienia, to jest mieć je chciałem,
Ilem go nie osłaniał, ile je zszarzałem. (Pompeja).

Nie chciałem być, lecz bytów harmonję pić wieczną. (Pomp.).

Niechaj prawdą dla prawdy walczący wpierw rozczarują
[czar ów czarujący. (Promethidion).

Błądząc, jako w porze, w której cel ruchów odda się ruchowi.
(Quidam, X).

I nic nie brak . . . tak! . . . aż czegoś braknie. (Wanda II).

We wszystkich tych przykładach (a jest ich bardzo wiele) to samo słowo w dwu wypadkach ma inne znaczenie. W ten sposób powstają liczne gry słów, w których Norwid bardzo się lubuje:

Wszystkie . . . siły (starożytności), najporządniej do mimowolnej doszedłszy spowiedzi, znikły — pozostał rząd i pył nieporządny. (Przypisek do Quidam).

Łado — Łado — po twym ja przykładzie
Taka ładna, że trud cały w ładzie. (Wanda).

Nie w zalotach do sztuki, ale w zaletach obywatelstwa... przystoi nam szukać ćwiczenia i wydoskonalenia. (Krech. II. 137).

Na pewnego rodzaju dowcipie literowym zbudowany jest wiersz p. t. Wczora — i — ja:

Oh! smutna to jest i mało znajoma
Głuchota,
Gdy słowo słyszysz, ale ginie — koma
I jota.

Tytuł i zwrotkę pierwszą tak tłumaczy Cywiński[10]: «Norwid przenosi się myślą w przyszłość, kiedy jego teraźniejszość będzie już przeszłością, wczora. I, słysząc: «Wczora» chciałby dodać: «i — ja...», «ale ginie koma i jota», słychać tylko: «wczora — a». I istotnie po zniknięciu «i» i «j» z «wczora — i — ja» zostaje: «wczora — a». Chce w ten sposób poeta zasugerować tę powszechną i smutną prawdę, że ludzie nie słyszą w historji przeszłości żywych osobistości; przeszłość wielka jest dla nich przeciągłym, głuchym, nieodczytanym w swej prawdziwej treści, grzmotem.


Przypisy

  1. A. Krechowiecki: O C. Norwidzie, I. 148.
  2. Chimera, VIII, 388.
  3. Chimera, VIII, 388.
  4. C. K. N. Czarne i białe kwiaty. Zebrał... R. Zrębowicz. Warszawa 1922.
  5. tamże str. 83.
  6. tamże str. 191.
  7. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – tu.
  8. Bibljoteka Narodowa, nr. 64, str. 17.
  9. tamże, str. 63.
  10. tamże, str. 15.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ignacy Fik.