Trójśpiew prosty/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Sebyła
Tytuł Trójśpiew prosty
Pochodzenie Koncert egotyczny
Wydawca Wydawnictwo J. Mortkowicza
Data wydania 1934
Druk Drukarnia Naukowa Towarzystwa Wydawniczego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały tomik
Pobierz jako: Pobierz Cały tomik jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tomik jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tomik jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
TRÓJŚPIEW PROSTY
O narodzeniu

Bądź pozdrowiony,
nowonarodzony!
powołany z głębiny,
z dna morskiego wyrosły,
kawałeczku otchłani.
Musisz służbę odsłużyć,
musisz siebie powtórzyć,
świat stworzyć, świat porzucić,
niezawinione winy
odkupić, i powrócić
w głębiny, na dno, do otchłani.

Bądź pozdrowiony,
nowonarodzony,
stworzycielu siebie samego!
Rośniesz — i gwiazdy się rodzą,
deszcze pluszczą po morzach,
budzą się wiatry w powietrznych przestworzach,
głębinnieją nieba odmęty,
i przecieka przez cię niepojęty
rzeczy wszelakiej ocean.

Bądź pozdrowiony,
nowonarodzony,

któryś wypłynął z ciemności,
stworzycielu siebie i świata.

Coraz mi jesteś cięższy,
coraz więcej nieba zagarniasz,
gwiazd rozpleniona owczarnia
poczyna się w ciebie zapadać,
przestwór w sobie zamykasz,
i szmer górskiego strumyka
i niezmierzony ocean.

Coraz mi jesteś cięższy,
stworzycielu i świata pożerco.
Już nie rośniesz, już świat masz w sercu.
Zatoniesz, zatoniesz, zatoniesz...
A póki... a zanim...
Bądź pozdrowiony!




O głodzie

Rosną w tobie otchłanie,
wzbiera głód nieuchronnym przypływem,
fala za falą rozbija o brzeg
grzbiety szumiące i siwe.

Ileż to jeszcze pożresz gwiazd,
ile mórz i lasów pochłoniesz,
ile drzew, i traw, i kwiatów
w tobie zatonie?

Czemże nasycisz swój głód,
który jak sęp wątrobę ci targa?
Na jakich obszarach wód
ugasisz spiekotę łaknących warg?

Wszystkie biodra spragnione miłości,
wszystkie brzuchy, czekające płodu,
nie ugaszą pożaru zachłannej wieczności,
nie nasycą twojego głodu.

Przyjaźń cię nie nakarmi,
kobieta nie obdarzy cię spokojem,
i ty dla nich swej studni do dna nie wyczerpiesz,
coraz głębiej więźniesz w gwiezdne roje

i jak pies wyjesz, pyskiem uwieszony
na księżycowym sierpie.

Upij się światem,
ciała przymierzem wspaniałem zachłyśnij,
spuść ze smyczy psy za wiecznością wyjące!
A powierzy ci tajemnicę
zapach kwitnącej wiśni,
wody oblane miesiącem,
dreszcz wiatru i kołysanie traw,
i śpiew skowronków nad zoranemi polami.

O niebo wysokie, spraw,
aby cisza zaległa nad nami!




Pogrzebny

W nieznanem zatonięty,
przez ciemność pochłonięty,
uniesiony wysoko,
broczysz nocną posoką,
płyniesz w nieznane strony
gdzieś będziesz pogrzebiony,
gdzieś będziesz pochowany,
w ziemi śniegiem usłanej,
w ziemi mocno ubitej,
w nocy niebem przykrytej,
odczłowieczony.

Otoś już zwyciężony,
już przedzwoniły dzwony.
płaczliwy śpiew cię prowadzi,
ku ostatecznej zagładzie,
w granice nieruchome,
w te piachy niewiadome,
osypujące trumnę
ziaren szemraniem szumnem,
między jałowców korzenie
uporczywem rośnieniem
jakże rozumne.


Gdzieś odszedł?
Gdzieś podążył?
Jaki cię mrok okrążył?
Jakaż to nocna siła
tak cię odczłowieczyła,
żeś pod jej możnem skinieniem
nieczułym stał się kamieniem?...
Te nosze litościwe
tylko ścierwo nieżywe
niosą w dzwonnym pogwarze
ziemi położyć w darze,
ziemią ciężko przywalić,
ziemią od słońca oddalić,
od gwiazd rozkwitłych na niebie,
od ciebie.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Sebyła.