Tomicyanów ustęp, r. 1536—1537.

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Górski
Tytuł Tomicyanów ustęp, r. 1536—1537.
Pochodzenie Archiwum Wróblewieckie
Zeszyt I
Redaktor Władysław Tarnowski
Data wyd. 1869
Druk J. I. Kraszewski
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Tomicyanów[1] ustęp, r. 1536—1537.[2]

Tłumaczenie z łacińskiego.


Sejm walny Królestwa Polskiego w Krakowie roku 1536. na św. Marcina[3] spokojnie zaczęty, potém przewrotnymi spiskami zakłócony, który nakoniec w dzień Oczyszczenia Panny Maryi 7. Marca 1536., burzliwie, nic nie postanowiwszy, rozszedł się po dniach ośmdziesiąt siedmiu — podług rękopismów księdza Stanisława Górskiego.
Posłowie koronni na ten sejm od stanu rycerskiego wysłani, od niespokojnych doradzców pobudzeni, wymagali od króla wiele rzeczy, co do zakłócenia spokojnego stanu królestwa i ograniczenia władzy królewskiéj zmierzać zdawały się, wypisali z przywilejów i statutów królestwa wiele artykułów, których gwałcenie, a przeto niedotrzymanie przysięgi królowi zadawali, szczególniéj w rozdawnictwie urzędów publicznych królestwa bezprawia wymawiano, wyliczając senatorów i urzędników, co po dwa lub trzy, a nawet i cztery urzędy niezgodnie posiadali, z uszczerbkiem obrony kraju, liczby senatu i powagi królewskiéj. Gdyby każdy urząd (mówili oni) osobnego miał posiadacza, pomnożyła by się liczba urzędników użytecznych krajowi, czy do rady w senacie, czy do obrony i służby wojennéj, gdy żaden z posiadających wiele urzędów nie wywiedzie w potrzebie więcéj zbrojnych ludzi, nad to, co od jednego urzędnika należy.
Wymawiali także, że cudzoziemcom, to jest Włochom i Niemcom do bogatych urzędów świeckich i duchownych z ujmą rodowitych, godnych i zasłużonych Polaków dopuszczano.
Obraziło i to nietylko posłów ziemskich, ale i wiele możnych, że godności i urzędy publiczne niegodnym, nikczemnym, niezasłużonym w kraju ludziom rozdawano, i właśnie takim tylko, co się ich pieniędzmi, albo uległością woli króla i królowéj w senacie dokupywali.
Po długiém i sporném roztrzęsieniu między królem a większością senatu, gdy wszystkie artykuły, o które się na piśmie uskarzano z obojéj strony, umówione i ugodzone ostatecznie ukończone być miały, i gdy samiż posłowie upraszali króla, aby im osobnym przywilejem zawarował, iż wszystko, w czém się zdawało, jakoby przeciwko prawu pospolitemu przekroczył, do dawnych karbów przyprowadzone zostanie, nagle całe to dzieło tak szczęśliwie dokonane, wstrząśnioném zostało.
Niektórzy bowiem z możnowładzców podmówili cichaczem posłów, aby ugodę ułożoną zniweczyli, na podatki i na nic nie zezwolili i bez żadnego postanowienia sejmu rozjechali się, jeżeli król przed końcem sejmu kanclerstwa i podkanclerstwa nie odda osobom, które oni pomiędzy sobą przeznaczyli.
Wielu posłów z pomiędzy mniejszych senatorów spodziewali się tych urzędów, a nawet mając prawo po sobie, zuchwaléj się ich domagali.
Królowa Bona, źródło i początek tych wszystkich zamieszek, zmówiszy się z Krzyckim arcybiskupem i z Kmitą marszałkiem koronnym, którego dopiero na województwo i starostwo krakowskie wyniosła, usilnie pracowała, aby Gamrata biskupa Kamienieckiego na kanclerstwo wykierować, nie przeto, aby tego nieudolnego nieuka sądziła być sposobnym do piastowania z godnością króla i królestwa tak wysokie dostojności, ale znając go, jako człowieka skażonego sumienia, znajdowała go do swoich zamiarów dogodnym, i wyborném narzędziem do wywyższenia złych ludzi pieniężnych, bo był chytry obłudnik, nieostróżnych zręcznie podchodzić umiejący.
Za takim to człowiekiem królowa natrętnemi prośbami i zmyślonemi płaczami u króla obstawała, ale że jéj się król nie zwierzał, kogo mianować miał w myśli, rozgniewana na króla, piekło poruszyć przedsięwzięła. Przez Krzyckiego[4] i przez Kmitę[5], posłów i niektórych burzliwych senatorów (nie przewidując, jaki z tego może wyniknąć skutek) pobudzała, ażeby umówionéj ugody nie dokonywali, póki król kanclerstwa i podkanclerstwa podług prawa nie rozda; i te nie owym, co już takowe wysokie dostojeństwa posiadają, ale mniejszego znaczenia ludziom, do których by był łatwiejszy przystęp, którzyby się karcić, poprawiać, poniżać bez obrazy dozwalali, a królowéj do jéj niegodziwych czynów powolnie posługiwali, szczególniéj zaś usiłowała zacnego Choińskiego[6], nad którego godniejszego nie było, od kanclerstwa odłączyć. Znakomite albowiem zdolności swojéj dał dowody Choiński, gdy zalecony i przydany od Tomickiego królowi w Litwie mieszkającemu zastępował urząd podkanclerzego, aż do sejmu teraźniejszego, z wielką dla siebie sławą, z zadowoleniem królewskiém i z godnością korony; lecz królowa nienawidziła go, bo był mąż prawy, sprawiedliwy, dobry i gorliwy stróż swobód narodowych. — Przez owych więc możnowładzców, szczególniéj przez Kmitę, życzących sobie władzy kanclerskiéj, do któréj ich prawa nie dopuszczały, poniżać a nad nią swoje wynieść, pobudzano posłów ziemskich, mianowicie Piotra i Macieja[7] Zborowskich, Mikołaja Taszyckiego, Mikołaja Krzyckiego, Jerzego Konarskiego i wielu innych wymownych i burzliwych, co podobnież tych urzędów pragnęli, żeby uporczywie przy tém obstawali, iż jeżeli król podług prawa kanclerstwa i podkanclerstwa nie rozda, umówioną zgodę zniweczą, przysięgi króla młodego nie przyjmą[8], i nic nie postanowiwszy, z sejmu rozjadą się.
Z drugiéj zaś strony nie przestawała królowa, jak się wyżéj powiedziało, nalegać na króla z Krzyckim i Kmitą, aby Gamrata[9] kanclerzem mianował, którego sam Krzycki, odtąd przy dworze mieszkać mający, nauczać, prowadzić, w dyktowaniu i pisaniu expedycyi zastępować podejmował się, i wcale o skutku starania swego nie wątpił. Sam nawet, piszą, Gamrat, przed siecią ryby łowiąc, wezwał już Choińskiego, aby mu formularze, akta, sekretarzów i pisarzów sposobnych oddał, co chętnie Choiński przyobiecał, nie podchlebiając sobie, ażeby mógł ten urząd osiąść, pomimo przeszkód i przemocy królowéj z jéj stronnikami, który jednak król sam sobie skrycie jemu przeznaczył.
Lecz gdy król w téj mierze ani posłom, ani możnowładzcom nie zwierzył się, a rozdawanie urzędów z wrodzoną sobie opieszałością zwłóczył, i gdy przy tém sprawę o starostwo samborskie (o którém niżéj) swarliwie wprowadzono, piorunem okropna między królem z stronnikami swemi, a posłami królowéj spiskowemi, wybuchnęła walka: ci gwałtownościami przezwyciężyć usiłowali, król z stronnikami ulegnąć zuchwałości burzliwych nie chciał; przez co poprzedzająca zgoda zniweczoną została.
Nauczeni i pobudzeni od naczelników swoich spiskowych posłowie, iż król ojciec nie dotrzymuje im zaprzysiężonych praw i swobód, oni téż elekcyą Zygmunta, syna jego, za niedoszłą poczytują, przysięgi jego nie przyjmują, i na tém samém publiczném posiedzeniu napominali senatorów, aby należącéj przysięgi nie przyjmowali z bojaźni, ażeby przykładem ojca podobnież ich praw i swobód nie łamał; — i na tém sejm nic nie postanowiwszy, z wielkiém umysłów rozjątrzeniem rozszedł się.
Pomimo tego, na rozkaz starego króla, wykonał król młody zwykłą przysięgę w kościele katedralnym krakowskim w obecności samych tylko senatorów, pomiędzy którymi znajdowali się i owi, co pod ręką posłów podżegali, bo posłowie z gniewem ustąpili. Wszelako król młody z królem ojcem listem własną ręką podpisanym przyrzekł wszystkim stanom prawa, przywileje i swobody od króla ojca i innych poprzedników królów nadane niewzruszenie zachowywać, a w przypadku niedotrzymania, poddani i mieszkańcy królestwa nie mieli być obowiązani do posłuszeństwa jemu, gdyby po śmierci króla chciał panować. — Rozdał potém król stary urzędy wakujące: kanclerstwo koronne Janowi Choińskiemu, biskupowi płockiemu; podkanclerstwo Pawłowi Wolskiemu z Rawskiego[10], burgrabiemu krakowskiemu, oraz kasztelanowi sochaczewskiemu, który na rozkaz króla, lubo niechętnie, kasztelanią złożył, bo podług statutu nie mógł dwóch urzędów niezgodnych posiadać.
Tym sposobem podkanclerzy prawnie, a kanclerz bezprawnie mianowani zostali. Lecz gdy godniejszy, doświadczeńszy, wprawniejszy do piastowania z godnością tego urzędu między biskupami nie znajdował się; wybór królewski słusznie rozsądni ludzie pochwalili, i tacy nawet, co byli Choińskiemu przeciwni. I w tém roztropności króla oddać sprawiedliwość należy, że dla ugłaskania cokolwiek rozjątrzonéj szlachty, człowieka tego stanu, Pawła Wolskiego, biegłego wprawdzie w prawach krajowych i poczciwego, lecz nie uczonego po łacinie, źle mówiącego, do odpowiedzenia od tronu niesposobnego podkanclerza mianując, stawił się w potrzebie dobrać kanclerza uczonego, wymownego i znakomitego, z powagą króla i królestwa zgodnego, jakowym był Choiński.
Pycha i nieznośna otucha Gamrata na jaw wyszła w czasie rozdawania pieczęci. Dnia naznaczonego do rozdawania pieczęci i urzędów, zebrał się liczny senat. Kmita, wojewoda krakowski z rozkazu króla jako marszałek koronny mówił: „JKMość Pan miłościwy znając obyczaj królów przodków swoich, że znakomite w królestwie urzędy, jako to kanclerzów, podkanclerzów, hetmanów, marszałków, na sejmach tylko walnych koronnych rozdawali, nie raczył JKMość w niniejszym rozdawaniu kanclerstwa temu starodawnemu zwyczajowi ubliżyć, do którego stosując się i teraz, kanclerstwo koronne radzcom swoim, których godnymi tego sądził, oddać postanowił: przeto znając JKM. roztropność, wielkie doświadczenie, wymowę, wierność i cnotę Waszéj Wielebnéj Mości...“ Na te słowa Gamrat, mniemając, że do niego mowa, podniósł się, lecz król rzekł: siedźcie księże biskupie, nie do was mowa; zawstydzony usiadł, a marszałek obróciwszy się do Choińskiego mówił daléj: „Najprzewielebniejszy M. księże Biskupie Płocki, mianuję was kanclerzem królestwa swojego i pieczęć wam oddaję. Nie wątpi JKMość, iż WM. urząd ten publiczny sprawować tak będziesz, jako znana cnota i wierność jego, tudzież godność wymagają, — w czém i ja życzę Wasz. Mości szczęśliwego powodu.“ Podobnież do podkanclerza, oddając mu mniejszą pieczęć, przemówił.
Rozmaite poruszenia umysłów ciekawy sprawiły widok: jedni z senatorów cieszyli się, inni gniewali; z dwóch biskupów jednego nadzieje zawiedzione, drugiego nad spodziewany honor wywyższył; zaufany Gamrat za prędko powstawszy, zawstydzony i w nadziei zawiedziony, stał się pośmiewiskiem ludzi, a Choiński nad spodziewanie mianowany, wybladły, takowém zdarzeniem odurzony i prawie osłupiały, uwieńczonym został, uznając w tém wyrok Boski, w którego ręku są serca królów. Mimo się puściwszy zawiść królowéj i innych, wręcz do króla gruntownie i wymownie przemówił: — dziękując, że mu tak wysoki urząd oddał, że go godnym kanclerskiéj dostojności osądził, że go z pomiędzy wielu wybrał i wszystkie tajemnice swoje i królestwa powierzył; — daléj oświadczył, że zna się być niezdolnym do tak ważnego urzędu, i dla tego go nigdy nie żądał i nigdy oń króla (w czém Boga i samego króla używał świadectwa) nie prosił, ale że mu nie należy odmawiać łaski pańskiéj i sprzeciwiać się woli Boskiéj, podającéj mu porę doświadczenia sił własnych, poświęca przeto pracę swoją Bogu i ludziom.
Inne także godności rozdano: województwo sandomierskie Janowi Tęczyńskiemu[11], po niém ruskie Janowi ze Sprowy wojewodzie bełzkiemu, a to, Stanisławowi z Sobieni Kmicie, bratu woj. krakowskiego.
Jakowy król gniew i pioruny od swojéj Junony o to kanclerstwo wycierpiał, zamilczeć wolę; długi czas przyjść do króla nie chciała. Gniewało się wielu senatorów i wszyscy prawie posłowie, król jednak nieporuszony skargami, prośbami i przedstawieniami, ażeby przeciwko prawu urzędów nie rozdawał, oddał je, jako się powiedziało, Choińskiemu, opatrzonemu już bogatém biskupstwem płockiem.
Nie dość było na téj podniecie gniewów na króla, znalazła się jeszcze inna ważniejsza. Królowa nierozważną przychylnością uniesiona, zajęła się wychowaniem i wyniesieniem Stanisława Odrowąża. Był to młodzieniec wysokiego rodu, sławnemi przodków swoich dziełami zaszczycony i powszechnie lubiony, trzymał zastawą od króla ojcu swojemu wypuszczone największe w kraju starostwo samborskie, królowa wyjednała mu u króla województwo podolskie i starostwo lwowskie, z dożywociem na obu tych starostwach. Ten i młodością swoją i łaską królowéj nadęty, umyślił pojąć żonę wysokiego rodu.
Znajdowała się księżniczka mazowiecka, Anna, córka Konrada księcia mazowieckiego, jedyna i ostatnia rodu tych książąt z pokolenia Piastów dziedziczka, któréj król Zygmunt (przyłączywszy księstwo mazowieckie do korony) po śmierci książąt Stanisława i Janusza, braci jéj, wyznaczył niektóre włości na Mazowszu do utrzymania się, póki za mąż nie pójdzie, z obowiązkiem wrócenia ich królowi po swojém zamęźciu.
Z tą księżniczką ożeniwszy się Odrowąż, uwiedziony nieroztropnemi radami niektórych panów, co mu w tém pomagać obiecywali, zbraniał się ustąpić tych włości, pókiby król żonie jego dziesięć tysięcy złotych posagu i pewnéj sumy za dziedzictwa nie wypłacił. Postępek ten Odrowąża wziąwszy królowa za uchybienie królowi i sobie, nienawidzić go i prześladować poczęła, zarzucając mu na pozór, że z dóbr natychmiast nie ustąpił (co tak nagle nie mogło być uskutecznione), lecz w rzeczy saméj inną przyczynę tego prześladowania ukrytą upatrywano: bo Odrowąż pojął księżniczkę, któréj bezpotomnego zejścia królowa żądała, ażeby jéj posagu nie płacić i całe Mazowsze, złoto, srebro, klejnoty i skarbiec, który nader wysoko ceniono, zagarnąć mogła; albowiem królowa wszystkich umierających rozumiała się być dziedziczką.
Pod hasłem więc obrażonego majestatu, przez nieposłuszeństwo poddanego, opiekunka ta gnębiła wychowańca swojego. Mimo zapewnionego podpisem ręki królewskiéj dożywocia, utracił Odrowąż starostwo, — znaleźli się bowiem tacy, co wykrętném tłomaczeniem podpisy za nieważne dowiedli.
W pośród tego walnego całego królestwa zjazdu, Odrowąż i księżniczka rzucali się z płaczem do nóg króla i królowéj, żebrząc łaskawości; — i senatorowie niektórzy wstawiali się za nieszczęśliwymi małżonkami: król może byłby się ułagodził, ale królowa, pospieszająca już do Mazowsza, ani proźbami ani łzami zmiękczyć się nie dała.
Spłacono Odrowążowi sumę zastawną, któréj znaczną część wierzyciele jego, na rozkaz królowéj, rozebrali, reszta zatrzymana jakoby na wynagrodzenie włościanom samborskim szkód, nadużyciów przedaży gruntów, wójtostw, karczm, przez Odrowąża lub jego następców poczynionych, które wysoko ocenione były, co jednak nigdy oddane nie było. — Nie długo swoje nieszczęście przeżył Odrowąż, zostawiwszy wdowę i córkę jedynaczkę.
Tak okrutne z Odrowążem i księżniczką obejście się i surowość sądu rozgłoszone, nietylko posłów i cały stan szlachecki, ale i wielu panów, tyle przeciw królowi i królowéj zwaśniły, iż odtąd srogie zamachy przeciwko nim knować zaczęto. Lud wszelkiego stanu narzekał, że król prawa i konstytucye przestępuje, że dożywocie i przywileje przez siebie samego dane łamie, że wolności, swobody królestwa gwałci, przysięgi własnéj nie dotrzymuje, i że prawa i wolności królestwa zniszczone. Szlachta zaś wyglądała tylko chwili, ażeby przy najpiérwszéj potrzebie, będąc od króla na wyprawę wezwani, prawa swoje odzyskać mogli. Zatém tajemne rady, niebezpieczne spiski po wszystkich województwach z podniecenia panów knowały się. Nieszczęsném przeznaczeniem do wspólnéj zguby wszystkich pędzącém, król z porady stronników swoich nie chciał ulegnąć zapalczywości rozżalonego narodu, nie przewidując nieszczęśliwych skutków; a ponieważ na sejmie żadnego podatku,[12] prócz czopowego, nie uchwalono, król wyprawę wojenną całemu królestwu, przeznaczywszy miejsce pode Lwowem, zapowiedział, w zamiarze i nadziei, ażeby tym postrachem skłonić szlachtę do pozwolenia podatku na żywienie i utrzymywanie żołnierza służebnego przeciw Wołochom; lecz szlachta nietylko pozwolić, ale i słuchać o nim nie chciała.
Zerwali się tedy wszyscy na wojnę, i w takiéj wielkiéj liczbie, że i Turka nawet zwojować znajdowali się dosyć silni; lecz wszystko wspak poszło. Pospolite ruszenie, które Ruś od nieprzyjaciół bronić miało, niezliczone jéj szkody zrządziło. Króla samego w burzliwych i szalonych schadzkach najniegodziwiéj poterało, i do wołoskiéj ziemi, dla pomszczenia się krzywd królestwu zadanych, użyć się nie dało.
Opisał Orzechowski ten rokosz w szóstéj księdze swojéj kroniki, którą ksiądz Włyński przetłomaczył, gdzie następujący piękny czyn Odrowąża, w rękopiśmie wilanowskim znajdujący się, Orzechowski opuścił.
Gdy mówcy (na pierwszym zjeździe pod Boiskami) skończyli, Odrowąż, widząc szlachtę nieszczęściem swojém wzruszoną, napominał ich, ażeby dla sprawy jego, wyprawy wojennéj niezwłoczyli.
„Lubo nie wątpię (mówił), że nie z osobistych powodów, lecz roztrząsając tylko stan Rzeczypospolitéj, i w nim prywatnych dolegliwości, i moją zaś sprawę wtrąciliście, i przekonany jestem, że nie zawziętością lub stronnictwem powodowani, lecz od przyjaciół litujących się nad mojém losem, albo od saméjże Rzeczypospolitéj ostrzeżeni, sprawę moją pod szanowną wzięliście opiekę, nie mniéj przeto wdzięczen jestem téj łaski waszéj, — i gdybym był przekonanym, że mi to pomódz może, upraszałbym, abyście nie ustawali. — Lecz gdy was Rzeczpospolita gdzieindziéj wzywa, chciéjcie mnie wypuścić z swojéj opieki: — zapomnijcie mnie, a radźcie o sobie samych, czyli (co jedno jest) Rzeczypospolitéj. Co do mnie, los mój na wolą Boską porzucam.“


Wtóry wypis przełożony z rękopismu X. Stanisława Górskiego, kanonika krakowskiego, który długo był domownikiem sekretarzem Piotra Tomickiego, biskupa krakowskiego, podkanclerza koronnego, od którego do najważniejszych spraw tak duchownych jako i świeckich był używanym:
„Bona Sforcia Arragońska, królowa polska, księżna udzielna Baru, księżna Rossanu, wielka księżna litewska: Samuelowi Maciewskiemu[13], kanonikowi i sekretarzowi wielkiemu. (Znajdował się wtenczas przy królu we Lwowie.)

„Z Krakowa, dnia 8. Października 1537.

„Wielebny uprzejmie Nam miły! Na dwa listy Wasze, jeden z ostatniego Sierpnia, drugi w tym miesiącu do Nas pisany, niniejszém odpowiadamy; które lubo nie mogą Nam być przyjemne, przysługa jednak Wasza w donoszeniu Nam, co się tam dzieje, jest Nam miła.
„Odpowiedź Jana Tarnowskiego, kasztelana krakowskiego, szlachcie dana[14], wcale Nam się podoba. Użył on téj wymowy, roztropności i wierności, jakowa mądremu, statecznemu i wiernemu senatorowi przystoi, czego mu zawsze będziemy pamiętni, a Król Jego Mość i Najjaśniejszy syn Nasz, starać się będą odwdzięczyć.
„Czytaliśmy téż i pilnie rozważali replicationes szlachty na tę odpowiedź, i przekonaliśmy się, jak wiele namiętności i chciwości ukrywa się w nich pod pozorem dobra publicznego, którego źli ludzie na swój własny zysk nadużywają. Lubo nie wyrażacie, kto to napisał i mówił te replicationes, jednak z osnowy i wyrazów domyślamy się, że Tęczyński, sędzia krakowski; a jeżeli się w tém nie mylimy, bardzo Nam żałosno, że człowiek, co tyle łask i przychylności naszéj doznał, któregośmy nawet dwóch synów wychowali i w domu Naszym utrzymywali, ważył się tego przeciw JKMości i mnie saméj. Niechaj ten poczciwiec, jako sędzia, sam się osądzi, jakiéj wart pochwały, za takową dla Nas wdzięczność. Da Bóg i dla Nas porę, że tego nie prześpiemy. Wiele jest drog, podług przysłowia, do Rzymu: jeżeli Nam jedna zarośnie, drugą dojdziemy; jednakże chcemy być od Was zapewnieni listownie, — czyli on sam, nie kto inny, pisał to i mówił.
„Żądamy także, żebyście podług obiecania nadesłali Nam skargi szlachty wszystkich województw, bo z tych, co już nas doszły, wyczytujemy, że się i na Nas skarzą, jako dobra królewskie wykupujemy, w czém niepomału znajdujemy się być pokrzywdzonymi: albowiem nowe prawo, podług upodobania swego przepisać dla Nas chcą, sobie samym więcéj, aniżeli Nam, wolności dozwalają, mniemając Nas być niższemi od siebie. Mówią, że statut króla Jagiełły wzbrania Nam posiadać dóbr królewskich, dla tego, że jesteśmy rodu książęcego; tęż samą przyczynę moglibyśmy przeciwko nim samym obrócić: oni to nie mają prawa posiadać królewszczyzn, bo radzi nazywają się książętami, hrabiami i tém podobnie, w listach, pomnikach i innych okolicznościach sami się podpisują, albo się zapisać każą; tego od innych wymagają, i nie miło im, kiedy im kto ubliży. Skrupulatni ci przywilejów i praw stróże, zdaje się, że Naszego stanu i urodzenia nie widzą, rozumiejąc Nas być książęcego rodu, gdy My z krwi i rodu najznakomitszych królów pochodzim. Statut ten Władysława rozumie się o książętach pochodzących z książąt, czy to podległych, czy nie podległych królestwa, ale nie o królowych. My nie jesteśmy księżną podobną królestwa, ale królową Królestwa Polskiego, księżną i panią jego poddanych, przeto statut ten Nas tyczyć się nie może. Gdyby to było myślą prawodawcy, wyłączyć królową od posiadania królewszczyzn, wyraźnie by to w statucie ostrzegł. Jeżeli wolno poddanym naszym posiadać królewszczyzny, czemuż Nam nie, co jesteśmy ich królową i panią? Nam, co rozszarpane i rozproszone dobra dla króla Jegomości i Najjaśniejszego syna naszego odzyskujemy od tych, co je po części zniszczyli, po części sobie przywłaszczyli? Obwiniają Mikołaja Wolskiego, kasztelana sandomierskiego, marszałka dworu, jakoby Nam doradzał i pomagał do wykupienia dóbr królewskich. Niesprawiedliwie, gdyż my nie jesteśmy tyle z rozsądku i znajomości rzeczy obrani, żebyśmy sami przez się nie umieli poznawać, co może być królowi JMci i Rzeczypospolitéj pożytecznego. Przywiązanie nawet nasze ku JKMości, ku Najjaśniejszemu synowi Naszemu i ku poddanym Naszym, zmusza nas, abyśmy dobra królewskie wykupili i zamki dla bezpieczeństwa poddanych Naszych budowali, na co postanowiliśmy łożyć nasze pieniądze i dostatki, i wolimy je na to obrócić, niż na próżne wydatki, albo niżeli je wysyłać i wywozić z kraju. Lecz głupi ludzie nie chcą znać dobrodziejstwa Naszego; — pokarze ich Bóg za tę niewdzięczność! My zaś poddajemy się wyrokowi JKMci, jakowy względem Nas i dóbr od Nas posiadanych postanowić raczy: jest on królem, mężem i panem Naszym, jego samego woli posłusznemi i powolnemi będziemy.
„Mówią, że żadna królowa polska nie posiadała tak wielkich dóbr, dostatków i włości, jak My. Odpowiadamy im na to: że żadna królowa tak wielkiego posagu, tyle pieniędzy, tyle kosztownych sprzętów i tak wielkiego państwa i księstwa do Polski nie wniosła, a zatém nie ma się czemu dziwować, że inne królowe tak bogate, jak My, nie były.
„Mylą się bardzo mniemani ci opiekunowie Nasi, rozumiejąc, że My te włości za polskie pieniądze wykupujemy. Nie dopuści Bóg złości ich téj pociechy, ażeby Nas w podobném ubóstwie, nędzy, niedostatku, nieochędostwie, jak oni żony, synów i córki swoje utrzymują, widzieli; godność i dostojeństwo Nasze królewskie z nikczemnością swoją porównać wszystkiemi sposoby usiłują; lubo My nie jesteśmy z jakiegokolwiek szlacheckiego domu, ale z najznakomitszego (co wszystkim wiadomo) królewskiego rodu. Kolą ich w oczy i chcieliby Nam wydrzeć włości sprawiedliwe i dobrze nabyte w Polszcze; może ich łakomstwo i o te, co we Włoszech posiadamy, pokusi? Ale cóż oni mogą? Bóg Nas nie opuścił i nie braknie Nam chleba do śmierci.
„Niechaj szlachta, co Nas nowemi prawami krępować usiłują, ażebyśmy się do żadnych praw nie mięszali, niechaj Nam dozwoli pozostać przy królu pośrednikami za nieszczęśliwymi i w ciężkiéj jakowéj znajdującymi się niedoli! Wiadomo światu, ileśmy się stawili, nietylko za możnymi, ale i za mniejszymi, i jak najmniejszymi ludźmi; ile im to mogło być pomocą. A w tych nawet okolicznościach wychodzi na jaw, ile Nam są wdzięcznymi ci sami, za którymiśmy się wstawili, i jak Nam się wypłacają, kiedy ich pomocy potrzebujemy.
„We wszystkich dobrach Naszych, postanowiliśmy szlachtę osiadłą starostami; a gdzieby się nieosiadły znalazł, przez nieostrożność Naszę trafić się to mogło, co łatwo w każdym czasie poprawić można: lubo takowi nieosiedli starostowie sprawiedliwiéj, przyzwoiciéj, z większą ludzkością zachowują się z sąsiadami, niż owi, co ich o niesprawiedliwości oskarzają. Wiele Nam i starostom Naszym uwłaczają takowi, co nie wstydzą się zmyślać i obmawiać ich, jakoby bezprawia, gwałty i krzywdy sąsiedzkiéj szlachcie wyrządzać mieli, owszem w przypadku, kiedy się któremu sąsiad o szkodę sobie uczynioną poskarzył, zawsześmy tego zakazywali i zalecali, ażeby się sprawiedliwie z sąsiadami i z każdym zachowano: i pewni jesteśmy, że gdyby wszystkich sąsiadów Naszych zgromadzono, żaden by się słusznie na Nas, albo urzędników Naszych uskarzać nie mógł i nie więcéj daliby się bojaźnią do milczenia lub ulegania odstraszyć, jak sami odważający się na takowe obwinienia dowódzcy.
„Nie szkodzi nic szlachta w sąsiedztwie naszém osiedli,[15] które owszém może im być przyjemne, i z większą ludzkością i sprawiedliwością obchodzimy się z nimi, niż owi, co te niegodziwe fałsze na Nas zmyślają i hałasy niebacznych podniecają. Oni to sami sąsiadów swoich szlachtę tak gnębili,[16] że przed ich tyranią i okrucieństwem z kraju się wynieść musieli, porzuciwszy z żalem dobra i majątki swoje, które im ci tyrani podgarnęli. Nie przemilczemy tego w swojém miejscu. Lecz kto temu winien, jeźli nie My sami? bośmy burzliwych i niewdzięcznych, nie poznawszy się na nich, łaskami i dobrodziejstwami obdarzyli; tak dalece niekiedy, że bogactwa ich i potęgę hojnością Naszą przeciwko sobie samym (czego teraz doświadczamy) podsycaliśmy i gruntowali. Zaczynamy się przecież, lubo z udręczeniem serca Naszego, poznawać już na tych farbowanych lisach. Niech ich Bóg ciężko pokarze za tę obłudę i płochość. Kiedy pomocy naszéj proszą i potrzebują, wtedy usługi swoje, staranie, powolność, wierność, stateczność i Bóg wie co obiecują i przyrzekają; a skoro czego żądali otrzymują: jakby się letyckiéj wody napili, dobrodziejstw naszych na wieki zapominają — nietylko nam żadnéj wdzięczności nie mają, ale nawet niezliczone niegodziwości i potwarze na Nas wymyślają, które niech Bóg na nich samych odwraca.
„Odebraliśmy dawno list JKMości, ręką Waszą pisany z wyrażeniem, że pan Piotr Kmita, wojewoda krakowski, skarzył się, jakoby od Nas i poddanych Naszych wielkie krzywdy ponosił. Nie mogliśmy wraz i dowodnie odpowiedzieć JKMości więcéj nad to, że o zaskarzonych krzywdach wcale nie wiemy; — jakoż nie wiedzieliśmy, bośmy ich nie rozkazali i nie mogliśmy się inaczéj tłomaczyć, pókiśmy kogo z ludzi Naszych na miejsce do zeznania tych szkód nie zesłali. Posłaliśmy więc Piotra Lubińskiego, sługę Naszego, który roztrząsnąwszy to wszystko na miejscu, doniósł Nam za powrotem swoim, że poddani Nasi żadnéj wcale szkody nie uczynili, wyjąwszy, że niekiedy na polach i pastwiskach wojewody krakowskiego, owce swoje pasają, które to pastwiska, będąc za prawem dobrego sąsiedztwa, powinny być wspólne Naszym i jego poddanym, jako to sąsiadujący dla dobrego zachowania czynić zwykli. Gdyby nawet te pastwiska nie były wspólne, mógł by téż mniéj ważyć te drobne rzeczy, gdyby był wdzięcznym.
„Znajcież bezczelność i niegodziwość tego człowieka, który Nam zarzuca, co sam niegodziwie przeciwko Nam zbroił. Wszak to on więcéj niż trzysta chłopów swoich z końmi i bydłem na grunt Nasz wpędził, zboża i wszystkie urodzaje częścią zabrał, częścią wytrawił, wreszcie zdeptał, sterał i zniszczał, najmniejszego ziarna nie zostawiwszy. Pobiegł prosto do króla JMci z fałszywemi na Nas plotkami; spodziewając się, że król JMść jego potwarzom, jak wyroczni Apolina, natychmiast uwierzy, a przeto sprawa jego polepszy się, poprzedza Nas przed JKMością swą skargą, którą słuszniéj i sprawiedliwiéj Nam trzeba było zanieść. Widzicie więc bezczelne i niegodziwe kłamstwo, tego niesprawiedliwego i niegodziwego człowieka! widzicie jaką Nam się wdzięcznością odwzajemnia! Moglibyśmy i mamy jeszcze wiele o tém powiedzieć, ale nie chcemy tego listowi powierzać, zachowując sobie ustnie Wam w swoim czasie opowiedzieć.
„Pewien obywatel krakowski, powracający ze Lwowa, powiadał Nam toż samo, coście pisali, że gdy w senacie (wiemy z Waszego listu w jakim celu) umówiono i postanowiono, ażeby szlachta wszystkich województw z kasztelanami i wodzami swojemi, zbrojno do nieprzyjacielskiéj ziemi (dla pomszczenia się ich zmiennictwa) wkraczali, pewien z senatorów, wychodzący z senatu zaraz ostrzegł szlachtę, że ta wyprawa na nieprzyjaciela, dla postrachu tylko szlachty umówiona, żeby ich przeto powolniejszymi i łatwiejszymi uczynić do zezwolenia podatku na zaciąg służebnego żołnierza do powodowania się we wszystkiém woli królewskiéj. Napominał ich, żeby się wyprawy wołoskiéj, jako wymyślonego postrachu, nie obawiali; że król w osobie swojéj do Wołoszczyzny nie ruszy, bez którego szlachta iść nie obowiązani. Jak prędko tajemną radę senatu wyjawiono, szlachta, co wychodzić mieli na zniszczenie ziemi nieprzyjacielskiéj, wstrzymali się i niezmiernie się oburzyli; w zuchwałości zacięci, wszystko mięszają, i żadném przedstawieniem do słusznych i spokojnych obrad zwrócić się nie dają.
„Popularny ten senator, niegodziwym postępkiem swoim całą nadzieję szczęśliwego rzeczy ukończenia z rąk JKMci wytrącił. Radziliśmy JKMci, i napominali szczerze i wiernie, kiedy ztąd odjeżdżał, ażeby nie każdemu tajemnic powierzał, ale z niektórymi tylko zaufańszemi naradzał się. Ubolewamy mocno, że tak popularnych, lekkomyślnych senatorów mamy, co tajemne rady wyjawiają, a nawet podszeptują gminowi lekkiemu i burzliwemu rady bardzo szkodliwe i niebezpieczne JKMci i Rzeczypospolitéj. Niech każdy sądzi, jakiéj kary takowe zdrady są godne! U wszystkich królów, książąt, w każdéj rządnéj Rzeczypospolitéj, na gardło są karane. Lecz cóż dziwnego? gdy w małéj nawet liczbie senatu Chrystusowego, bo pomiędzy dwunastu apostołami, znalazł się takowy, co Pana zdradził.
„Nie należy nigdy zupełnie zawierzać, powinienby to jednakże król JMość, łącznie z całym senatem, sprawiedliwie i przykładnie ukarać. Zakazać i zabronić tych schadzek i spisków, które szlachta sami sobie przeciwko powszechnemu prawu zbierają. Dostojność królewską od podobnych niegodziwych obelg, jakowych teraz przeciwko niéj się dopuszczają, zabezpieczoną być nie może. W takowych schadzkach, straszna ta o wielu łbach bestya, to jest gmin, wiele włada i nadto sobie pozwala. Trzeba wszystkiemi siłami pomyśleć o powściągnienie jéj na przyszłość. Jeżeli temu złemu wcześnie się nie zapobieży, nie widzimy, jakim sposobem dostojność Najjaśniejszego syna Naszego, pomiędzy tak burzliwymi i zuchwałymi poddanymi, z przyzwoitą powagą utrzymywać się będzie mogła. — Ostrzegajcie przeto JKMość, ażeby pilnie roztrząsał i rozważał, ile ma natrętnym proźbom szlachty pozwalać lub odmawiać; bo gdy im cokolwiek raz pozwoli (choćby téż dostojności stanu królewskiego a saméj Rzeczypospolitéj szkodliwe być mogło) uparcie się tego trzymać będą i za kardynalne prawo biorąc, odwrócić się żadną miarą nie dadzą. Niech czuwa JKMość, ażeby dostojności swojéj i Najjaśn. syna swojego na takie trudności i uciski z gminem nierozsądnym nie naraził, z którychby ani sam król JMość ani Najjaśniejszy syn Nasz wydobyć się nie mógł. Niech raczéj będzie Najjaśniejszy król młody małym punktem i prywatnym polskim obywatelem, niżeliby miał w takich uciskach (czego Boże zachowaj) koronę i rządy królestwa dźwigać: bo cóż może być nędzniejszego i smutniejszego nad takowe panowanie? Naszém zdaniem (jeżeli już teraz nic lepszego zdziałać się nie da) trzeba pokój zawrzeć z Wołochami, którego oni sami, jakeśmy słyszeli, żądają; a zatém zgromadzenie nieposłusznéj szlachty lepiéj rozpuścić, niżeli na jaką nieprzyzwoitość domową króla JMości, Najjaśniejszego syna Naszego i Nas samych wystawiać.
„Na zarzuty zaś szlachty, jakoby JKMość prawa i statuta przestępował i wiele rzeczy przeciw nim czynił, mógłby wzajemnie król JMość zadać szlachcie, że więcéj daleko przeciw prawom wykroczyli i wykraczają z takowemi występkami; gdyby chciał król JMość surowo, podług ostrości praw i statutów (jakośmy tu radzili) postąpić, niemniéjby szlachcie dokuczył. Ale nie należało królowi JMości zniżać się do sporów prawnych z poddanymi swoimi; w niniejszych okolicznościach i na takiém miejscu takowe rozprawy w czasie pokoju i w zaciszu domowém mogą mieć miejsce: ale trzeba było od razu ruszyć przeciwko nieprzyjacielowi, i popierać wojnę, na którą szlachtę publiczną uchwałą wezwano. — Nie na sejm, nie na zwody ani sądy król JMość ztąd wyjechał, nie powinien był, popuszczając cuglów téj rozhukanéj drużynie, a raczéj dowódzcom jéj niespokojnym. Dawno należało ich powściągnąć a uniknęlibyśmy teraz tak srogiego zamieszania; lecz zuchwałość zrodziła się z bezkarności która z zbytniéj powolności JKMości pochodzi, nie mają żadnego względu na wiek, prace wojny, zwycięztwa jego, chwalebne, sprawiedliwe i umiarkowane panowanie. Poznają kiedyśkolwiek ci Herkulesowie, ci stróże zazdrośni praw, jako się sobie samym Rzeczypospolitéj stawić i honorowi swojemu przystoi.
„W okoliczności metryk i ksiąg kanclerskich, największe upatrujemy nieumiarkowanie i żądzę zagarnienia dóbr królewskich. Ubliżają oni tym księgom wiary, i uchylają je, kiedy idzie o dobra królewskie, które sobie poddani nasi przywłaszczyli, zostawując im zupełną powagę w rzeczach obojętnych sobie, zkąd nie upatrują dla siebie żadnego zysku. Ufamy kronikom i historyom, zawierzamy prawom i statutom, księgom grodzkim, konskrypcyom, miejskim księgom kupieckim i towarzystw dobrze urządzonych dajemy wiarę; wypisom nawet sądowym, choć się niekiedy sfałszowane znajdują (jako się w sprawie Masińskiego trafiło) wierzyć musimy, bo Nas do tego prawa i statuta obowięzują, — a księgom królewskim, pod najwyższą powagą i dozorem kanclerzów przez przysięgłych ludzi pisanym dowierzać nie możemy? Księgom metryki, które są powszechnym i zwyczajnym wszystkich mieszkańców skarbcem, spraw i rzeczy ludzkich najwierniejszym świadkiem, tym tylko wiary dać nie mamy? Dla niespokojności jednego wichrzyciela, nie rozumiemy, ażeby inni tak byli zaślepieni, ażeby jednego zagorzałego łakomca niegodziwe wymagania, z własną swoją i całego królestwa szkodą popierali. Wszyscy rozsądni powinniby odrzucić tak bezczelne i szkodliwe wymagania pozorem dobra publicznego powleczone. Do tych to uprawnionych ksiąg uciekają się wszyscy w przypadku zatracenia przywilejów, od których prawość i bezpieczeństwo majątków i fortun ich zależy. Nie potrzeba rozsądnych tém przekonywać, sama rzecz za sobą mówi.
„Dlategośmy to wyrazili, ażebyście w potrzebie JKMości przedstawić i na zarzuty nieuważnego ludu, jeżeli król JMość pozwoli, odpowiedzieć umieli; ale zachowajcie to sobie samemu i nie zwierzajcie się nikomu: ani nawet przyjaciołom i krewnym swoim. Dochodźcie tego, jeżeli w tak liczném nagromadzeniu ludzi znajdują się téż i stronnicy nasi, co przy nas, przy dostojności i prawach obstają, mianowicie z pomiędzy tych, co dobrodziejstw naszych doznali.“

Dnia 8. Września 1537. w Krakowie.


Archiwum Wróblewieckie grafika 4.jpg


Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Akta Tomiciana – zbiór dokumentów zebranych przez ówczesnego sekretarza kancelarii królewskiej księdza Stanisława Górskiego, został on wydany przez Bibliotekę Kórnicką sumptem Działyńskich.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Ustęp ten dotyczy wydarzeń które zdarzyły się już po śmierci (1535) bp. Piotra Tomickiego, więc redaktorem i komentatorem był zapewne wspomniany już ksiądz Stanisław Górski.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Sejm zaczął się według tego zapisu 87 dni przed 7 marca, to jest w dzień św. Marcina przypadający 7 XII, ale oczywiście roku poprzedniego. Istnieje rozbieżność wymienionego zapisu z: Władysław Konopczyński „Chronologia Sejmów polskich 1493-1793.”, (Kraków, 1948.), gdyż Sejmy były:
    • 46 w Piotrkowie – 30 XI 1534-I 1535;
    • 47 w Piotrkowie – 25 XI 1535-XII 1535 (Asiana Diaeta), wobec niedojścia uchwał o obr. król. zwołano powszechne ruszenie;
    • 48 w Krakowie – 11 XI 1536-2 II 1537.
    Być może błędny jest 7 marca, wówczas mógłby być to dzień św. Marcina przypadający 11 listopada. Wskazuje na to powołanie w tym samym roku na urząd kanclerza wielkiego Jana Chojeńskiego i Wojna Kokosza, które miały miejsce w roku 1537.
  4. Przypis własny Wikiźródeł Andrzej Krzycki
  5. Przypis własny Wikiźródeł Piotr Kmita
  6. Przypis własny Wikiźródeł Jan Chojeński, a nie Jan Choiński, jak jest w tekście Archiwum Wróblewieckiego, wskutek tłumaczenia dostępnego wydawcy rękopisu łacińskiego
  7. Przypis własny Wikiźródeł Prawdopodobnie jednak Marcin Zborowski
  8. Roku 1529. w Piotrkowie na sejmie Zygmunt August małoletni, narodzony 1520., obrany królem polskim i na początku następującego roku w Krakowie koronowany, gdzie król i królowa obowiązali się stanom koronnym, że nie będą winni posłuszeństwa młodemu królowi, ażby do lat przyszedłszy, onym prawa poprzysiągł. (Kronika Marcina Bielskiego, str. 508, edycyi warszawskiéj.) O dopełnienie więc téj przysięgi, gdy już król młody lat piętnaście skończył, chodziło.
  9. Przypis własny Wikiźródeł Marcin Zborowski
  10. Przypis własny Wikiźródeł Paweł Dunin-Wolski
  11. Przypis własny Wikiźródeł Jan Tęczyński
  12. Podatek czopowego postanowiono za zezwoleniem króla i senatorów, który poddani królewscy, biskupów, wojewodzińscy i kasztelańscy za rok jeden zapłacić mieli. Lecz posłowie wszyscy nań nie zezwolili (rękopis na 72. karcie), i dowód tego jest w tymże rękopiśmie, znajdującym się w Wilanowie, w mowie Tarnowskiego, kasztelana krakowskiego, przy rozpoczęciu pospolitego ruszenia, od tronu przed zamkiem mianéj, gdzie mówi: — „Nie wiele można rachować na ten podatek czopowego na miasta i miasteczka nałożony, dla trzy tysiąca pięć set ludzi zbrojnych na obronę Rzeczypospolitéj zaciągnionych, na dziewięć miesięcy nie wystarcza, do których król Jegomość swoich trzydzieści tysięcy złotych dołożyć musiał.“ Zdaje się, że ten podatek poddani królewscy senatorowie, w skutku wspomnionego zezwolenia opłacali, i to mogło być powodem Herburtowi do mówienia, że niektóre uchwały na tym sejmie doszły.
  13. Przypis własny Wikiźródeł Literówka, gdyż chodzi o Samuela Maciejowskiego
  14. Odpowiedź ta, jako i wszystkie mowy, znajdują się w kronice Orzechowskiego tłomaczonéj. — Odpowiedział Tarnowski dla tego, że kanclerz Choiński nie mógł się przymówić, bo go szlachta nie lubiła.
  15. Przymówka do Piotra Kmity.
  16. W życiu Kmity, rozdział V., znajduje się to obszernie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Górski.