Teodor Herzl/Książka sjonistyczna

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ozjasz Thon
Tytuł Teodor Herzl
Data wydania 1917
Wydawnictwo Wydawnictwo Akademickiej Młodzieży Sjonistycznej
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło skan na Commons
Indeks stron
III.

Książka sjonistyczna.


„Państwo żydowskie“ — już sam tytuł jest wyrazem mocarno genialnej śmiałości. Każdy inny człowiek powiedziałby: Osiedlenie Żydów, kolonizowanie Żydów. Ale państwo żydowskie! Czy te dwa słowa wogóle mogą być jeszcze zestawione? Tylko bardzo starożytne języki znały to zestawienie — język niemiecki jest za młody, nie posiadał go nigdy. Herzl właśnie stworzył ten zespół: Żydzi i państwo.
W „Państwie żydowskiem“ rozwija Herzl nową, własną teorję państwową; nie podzielam jej wprawdzie, ale jest ona w każdym razie tak pomysłowa i zajmująca, że zasługuje na większą uwagę, aniżeli dotychczas, nawet w sferach sjonistycznych, pozyskała. Herzl powiada: „Państwo powstaje, gdy naród walczy o swój byt“. W takim stanie zagraża narodowi niebezpieczeństwo i często nie może on bronić swej własnej sprawy. Wtedy jednak wolno każdemu osobnikowi, według starożytnej rzymskiej zasady prawnej, ująć w swe ręce zarząd spraw na rzecz właściciela — w danym wypadku: na rzecz narodu. Tak powstaje rząd, jako sprawujący interesy — „negotiorum gestor“ — pana i właściciela tych interesów, podstawy osobistej państwa — „negotiorum dominus’a“ — narodu. Żydostwo w rozproszeniu jest dziś bezwolne lub też pozbawione możności wyrażenia i przeprowadzenia swej woli. „Niepodobna wszystkich głów pod jednym umieścić kapeluszem, mówi przysłowie. Przeto też gestor kładzie kapelusz na swą głowę kroczy na czele“.
„Zarządcą interesów“ narodu żydowskiego nie powinna być jednostka, lecz korporacja, mianowicie: „Society of Jews“, „Stowarzyszenie Żydów“. Stowarzyszenie to posiada tylko znaczenie moralne i polityczne: wyszuka ono kraj odpowiedni, przeprowadzi badania, pertraktować będzie z odnośnemi rządami w imieniu narodu żydowskiego; zbudzi wreszcie naród żydowski z drzemki, zorganizuje go i uczyni gotowym do wyruszenia w drogę. Kwestjami pieniężnemi, to jest zbieraniem kapitałów, kupnem ziemi i jej parcelacją, budową domów i uprzemysłowieniem kraju zajmie się druga organizacja: „Jewish Company“, „Spółka Żydowska“. Gdyby mi wolno było uprzedzić na tem miejscu dzieła później dopiero dokonane, powiedziałbym pokrótce: „Society of Jews“ — Stowarzyszenie Żydów — jest to wszechświatowa organizacja sjonistyczna z kongresem na czele, „Jewish Company“ jest to „Żydowski Bank Kolonjalny“.
Teoretycznie, jak rzekłem, uważam pogląd Herzla na powstawanie państwa za mylny. Nigdy bowiem nie istniał naród przed państwem, pojmowanem jako rząd zorganizowany w jakiejkolwiekbądź postaci. Grupa ludzi we wspólnocie terytorialnej żyć może tylko wtedy, gdy istnieje przynajmniej jakiś szczątek rządu. W rodzinie władcą jest ojciec, niekiedy matka; w połączonej hordzie władzę sprawuje naczelnik, który ją zdobył sobie, opierając się na powadze religijnej, lub też przez zwykły akt przemocy i t. d. Naród powstać musi w państwie, ale może potem żyć długi czas bez państwa, gdy zbiegiem okoliczności stracił byt państwowy.
Żydostwo też nigdy nie stałoby się narodem, gdyby nigdy nie posiadało własnego państwa. Skoro zaś narodem było, nie może ono, przy swej zwartości wewnętrznej, utracić swej narodowości, chyba że przez śluby mieszane wsiąknie w inną jakąś narodowość. Mam jeszcze inne zarzuty przeciwko Herzl’owskiej teorji państwowej; jednakże nie będę ich tu wyłuszczał, gdyż zanadto by mnie to oddaliło od mego zamiaru wyłożenia genialnej koncepcji Herzla o państwie żydowskiem.
Niema najmniejszej pod każdym względem wątpliwości, że „Society of Jews“, jaką Herzl projektuje, lub też organizacja sjonistyczna, jaką w rzeczywistości stworzył, posiada zupełne prawo do przemawiania i pertraktowania w imieniu narodu żydowskiego. Jest ona dostatecznie wylegitymowana, gdy przedstawia siebie samą i wykazuje przynajmniej możliwość dalszego przyłączenia się do niej Żydów. Nie powinna wcale wykazać, że obejmuje liczebną większość żydostwa.
Lecz powracam do „Państwa żydowskiego“.
„Jewish Company“ będzie musiała zebrać wielki kapitał w postaci zapisów na akcje. Herzl mówi o miljardzie; nie chce jednak niewolniczo trzymać się tej sumy. Kto ma dać te pieniądze? Możliwe są trzy drogi: 1. Środków dostarczy finansjera żydowska. Po tej drodze jednak iść niepodobna, gdyż z tej strony oczekiwać należy największego oporu. 2. Żydowska klasa średnia. To zaś doprowadziłoby do rozmaitych przesileń i niepożądanych skutków. Trzeba zatem obrać trzecią drogę: założyć bank ludowy. Najszersze warstwy narodu żydowskiego winny ująć w własne ręce dzieło samowyzwolenia. Ta droga — Herzl nie wątpił o tem ani na chwilę — doprowadzi do celu.
Czy jednak naród żydowski zechce państwa żydowskiego? Herzl twierdzi, że tak; on wie o tem napewno. Bowiem: „Dźwignią jego jest — nędza żydowska“. Naród żydowski zapragnie wydostać się ze strasznego ucisku, w jakim właściwie wszędzie się znajduje, lub też który w nielicznych krajach, dotychczas przez zarazę antysemicką nie nawiedzonych, dziś-jutro mu grozi. Cienka warstwa wierzchnia Żydów zasymilowanych dzieło to tembardziej energicznie popierać i przyśpieszać będzie, aby uwolnić się od ciężaru i niedopuścić do tego, by napływ Żydów jeszcze nie zasymilowanych, naprz. z Europy Wschodniej, proces zupełnej jej asymilacji powstrzymał, przerwał lub naraził na niebezpieczeństwo. Ruch ku stworzeniu państwa żydowskiego żadną miarą nie powinien wstrzymać asymilacji; przeciwnie: uczyni on ją o wiele łatwiejszą. „Kto zginąć może, chce i musi, niech zginie. Żydowska osobniczość narodowa jednak zginąć nie może, nie chce i nie musi“.
Czyż atoli może jeszcze powstać cień powątpiewania o słuszności, uzasadnieniu i wykonalności idei państwa żydowskiego? Dla Herzla byłoby to zupełnie niezrozumiałe. Powiada on: „Jestem najgłębiej przekonany, że mam rację, — nie wiem jeno, czy za życia mego rację mieć będę. Pierwsi ludzie, którzy pracę tę rozpoczną, nie zobaczą chyba jej świetnego zakończenia“. „Jeśli pokolenie współczesne jest jeszcze za tępe, to przyjdzie drugie, wyższe i lepsze. Żydzi, którzy chcą, posiądą swe państwo, i na nie zasłużą“.
Pozostaje jednak otwarte to pytanie, czy świat nie żydowski, bez którego pomocy, nader czynnej i wydatnej pomocy, państwo żydowskie stworzone być nie może, — tegoż nam też życzyć będzie. I tutaj żadnej niema wątpliwości. Kwestja żydowska jest bolączką rządów i narodów. Jakąkolwiekbądź wielką kwestję polityczną lub społeczną roztrząsa się lub bodaj li porusza dziś w państwach cywilizowanych, zawsze narzuca się kwestja żydowska ze swemi ostrymi kantami i kolcami. O tak, rządy i narody, judofile i żydożercy będą serdecznie radzi pozbyć się tej wielkiej troski, przyczyniając się do tak szczęśliwego rozwiązania kwestji żydowskiej. „Państwo żydowskie jest potrzebą całego świata, dlatego też powstanie“.
Oczywiście, konieczne jest przedewszystkiem wykrycie i przedstawienie kwestji żydowskiej w jej charakterze prawdziwym, bez osłonek, nie zmąconą przez żadną wątpliwej wartości czułostkowość, nie zagłuszoną przez płacz i skomlenie. Kwestja żydowska jest „zagadnieniem narodowem; by ją rozwiązać, musimy wprzódy uczynić ją wszechświatową kwestją polityczną, którą uregulować należy tylko w areopagu narodów kulturalnych. Jesteśmy narodem — jednym narodem!“
Państwo żydowskie powstanie tedy z woli Żydów i przy pomocy świata cywilizowanego. Lecz gdzie? Herzl jeszcze nie wie o tem. Palestyna czy Argentyna? „Stowarzyszenie“ weźmie to, co mu dadzą i za czem się wypowie opinja narodu żydowskiego. Romantyk, drzemiący w Herzlu, który odczuwa i zna wartość bezgraniczną pierwiastków nieważkich, skłania się wprawdzie zlekka ku Palestynie, lecz tego nie wypowiada. Kwestja pozostaje w zawieszeniu. Gdyż zasadniczem, rozstrzygającem, istotnem, tem, na czem jedynie zależy, jest państwo żydowskie poprostu, terytorjum, autonomja narodowa, samookreślenie, niepodległość. Celem Herzla jest stworzenie nowego dzieła, nie nawiązanie do historji; budowanie przyszłości, nie odrodzenie wielkiej przeszłości. Jakżeż mogłoby być inaczej? Herzl stracił przecież łączność duchową z żywem i historycznem żydostwem, lub też nigdy jej nie posiadał. Wychowanie, zawód i środowisko oddaliły go niezmiernie od wewnętrznego życia żydowskiego. Kto wie, czy miał on choćby tylko sposobność wziąć do ręki książkę hebrajską od czasu swej „Bar-Micwah“, kiedy to ku radości zebranych pięknie i ze zrozumieniem odczytał „Haftarę“ w budapeszteńskiej synagodze przy ulicy Tabacznej, i następnie z właściwem sobie już wówczas ciepłem serdecznem złożył ślub przed rodzicami i gośćmi, że pozostanie wiernym judaizmowi do ostatniego tchnienia. Opowiadają coprawda, że czytał on dużo w zakresie historji żydowskiej. Lecz skąd mógł on się dowiedzieć, że istnieje żydostwo aktywne, którego rozwój znajduje się w ruchu nieustannym? Skąd mógł zasięgnąć wiadomości, że prócz duszy żydowskiej, która w religji pokłada swe pieśni, łzy, modlitwy, nadzieje i tęsknoty, istnieje jeszcze duch żydowski, który coraz to nowe odbiera ze świata wrażenia, przerabia je i tworzy z nich nowe wartości? Skąd miałże o tem wiedzieć, jeżeli nawet historycy żydowscy, nie wyłączając najlepszych tego nie wiedzą, lub, wiedząc, nie opowiadają!
Herzl o tem nie wiedział, nie mógł wiedzieć. Dlatego też natykamy się tu i owdzie w „Państwie Żydowskiem“ na rzeczy dziwne, które byłyby bolesne, gdyby nie należały, że tak powiem, do dziejów przedsjonistycznych. Tak naprzykład Herzl nie wie, jaki język ma być państwowym w przyszłem państwie żydowskiem. Żargonu zrzekłby się bez żalu. Ale i z hebrajskim nie da się nic zrobić. „Kto z nas umie dostatecznie po hebrajsku, by w języku tym poprosić o bilet kolejowy?“ Tak tedy znajduje on wyjście w uznaniu wszystkich języków za równouprawnione, gdyż państwa wielojęzyczne możliwe są przecież i rzeczywiście też istnieją. Niech tedy owe języki toczą pomiędzy sobą walkę o byt, najwygodniejszy zaś z pośród nich ostoi się jako najsilniejszy. Ale kiedyż słowa te były pisane? Przed 22 laty! Dopiero przed 22 laty. Teraz walka już skończona: hebrajszczyzna zwyciężyła ostatecznie. Żyje ona już pełnią życia. Poszliśmy naprzód dobry kawał drogi. A szliśmy wcale nie powolnym krokiem...
Herzl chciał mieć państwo żydowskie gotowe na poczekaniu. Powinno to trwać 20 — 30 lat, powiedział baronowi Hirschowi. Naturalnie — czyż orzeł może wiedzieć, że ptaki mniejsze i słabsze nie potrafią tak wysoko latać jak on!
Plan państwa żydowskiego przemyślał i opisał Herzl aż do najdrobniejszych szczegółów. Najpierw pójdzie wyższa inteligencja żydowska, zwłaszcza inżynierowie, którym przypadnie w udziale najważniejsze zadanie przy budowie państwa. Następnie wyruszą robotnicy niezawodowi, potem zawodowi, a za nimi już masy ludu napływać będą do kraju żydowskiego. Tu zaś panować będzie wielka sprawiedliwość. Najtrudniejsze kwestje społeczne, o które rozbijały się najlepsze głowy i krwią ociekały najgorętsze serca, będą tam z łatwością rozwiązane. Kwestja robotnicza z siedmiogodzinnym dniem pracy; stosunek między kapitałem a pracą w szczęśliwem połączeniu własności prywatnej i organizacji współdzielczej, i wiele, wiele innych. Państwo żydowskie urzeczywistnić ma nietylko co najdoskonalsze w technice, lecz i najwznioślejsze w etyce. Państwo żydowskie założone ma być ku szczęściu narodu żydowskiego i jako świetny wzór dla całego świata.
Taką jest książka sjonistyczna Teodora Herzla: koncepcja górnolotna, głęboko przemyślana, wyłożona szlachetnym językiem, świadczącym o szlachetnym sposobie myślenia. Tchnie ona niewzruszoną i niedotykalną pewnością przekonania, która chwyta za serce, podbija i porywa. Są w niej ustępy o wzniosłości etycznej, dosięgającej wyżyny Jezajaszowej. Świętym żarem pała ta księga, jakkolwiek autor tłumi wszelkie ciepło, by pozostać chłodnym i rzeczowym. Książka taka mogła zrodzić się tylko z wielkiego ducha, kierowanego przez serce szlachetne.
Myślę, że obecne młode pokolenie sjonistów wcale nie może stworzyć sobie pojęcia o przepotężnem wrażeniu, jakie ta książka sprawiła na nas, którzyśmy już wtedy stali pośrodku ruchu sjonistycznego. Zdawało się nam, że z jakiejś olbrzymiej wysokości, być może z niebios, doszło nas mocne słowo zgody, pobudki, zachęty i otuchy.
Czyżby zjawił się on naprawdę — ów wódz wyśniony wielki? Herzl początkowo nie chciał nim być. „Zadanie moje uważam za spełnione wraz z ogłoszeniem tej książki“. Tak — pisał otwarcie i to głosił wobec wszystkich. Lecz oto przybyli doń — organizacje, związki i studenci, ku którym „cała miłość“ jego ciążyła. Opowiedzieli mu, że już od tak dawna czekali na niego, właśnie na niego. Wówczas już nie mógł inaczej postąpić, jeno „włożył kapelusz na głowę i kroczył na czele!“ Wówczas stał się „gestorem“ narodu żydowskiego. —




PD-old
Tekst lub tłumaczenie polskie tego autora (tłumacza) jest własnością publiczną (public domain),
ponieważ prawa autorskie do tekstów wygasły (expired copyright).