Spirytyzm (du Prel, 1908)/III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Karl du Prel
Tytuł Spirytyzm
Wydawca M. Arct
Data wydania 1908
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Stanisław Brzozowski
Tytuł orygin. Der Spiritismus
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Indeks stron
III. Walka o spirytyzm w Medjolanie.

Ogłaszając swoje oddzielne sprawozdanie o posiedzeniach Medjolańskich, pomimo, że zostało ogłoszone sprawozdanie wspólne, podpisane przez wszystkich eksperymentatorów,[1] do liczby których i ja należałem, to skłania mnie do tego nie zasadnicza różnica poglądów, ale raczej następujące względy. Sprawozdanie zbiorowe musi być zawsze wyrazem, że tak powiem, przeciętnego sposobu myślenia wszystkich podpisujących, nie uwzględniając indywidualnych różnic w zapatrywaniach, które mogą dotyczyć zarazem tego, że jedni dostrzegają więcej a inni mniej zjawisk, jak i wniosków, ze zjawisk tych wyprowadzonych. Ponieważ do liczby biorących udział w posiedzeniach spirytystycznych należą zarówno doświadczeni i przekonani spirytyści, jak i ludzie, zupełnie nie obznajmieni ze stanem kwestji i dlatego usposobieni sceptycznie, więc i wspólne sprawozdanie może zawierać ze strony pierwszych tylko minimum tego, co można twierdzić, a ze strony drugich maximum tego, na co mogą, oni przystać.
Kiedy w 1892 roku prof. Lombroso i kilku jego kolegów zostali przekonani o prawdzie spirytyzmu przez medjum Eusapję Paladino, można było przewidzieć przynajmniej we Włoszech wzrost zainteresowania się ruchem spirytystycznym. Zaczęto bardzo dużo mówić w pismach włoskich, zarówno jak i we francuskich i niemieckich zresztą, o tym nadzwyczajnym nawróceniu, naturalnie, najczęściej w tonie bardzo nieprzychylnym. Ucieszyłem się więc mocno, otrzymawszy przez p. Aksakowa zaproszenie, ażebym przybył do Medjolanu, gdzie ma odbyć się szereg posiedzeń z powyżej wymienionym medjum. Było to dla mnie tymbardziej pożądane, że nie należę do rzędu tych wyższych umysłów, jak np. pewien berliński lekarz, który nie opuszczając swego gabinetu, wie, w jaki sposób Eusapja spowodowywała sztucznie, t. j. przez oszustwo zjawiska, jak został oszukanym Lombroso, którego nawrócenie nie posiada więc najmniejszej wagi[2]. Ja, który podobnie do większej części zwykłych śmiertelników potrzebuję widzieć, ażeby wiedzieć, musiałem przedsięwziąć podróż do Medjolanu, do czego zachęcała mnie zresztą nadzieja poznania osobiście Aleksandra Aksakowa.
Aksakow może być uważany za najgorliwszego bojownika spirytyzmu; jemu to przypadła w udziale zasługa zapoczątkowania w Niemczech ruchu spirytystycznego przez wydawanie „Psychicznych studjów”, które rozpoczynają dwudziesty rok swojego istnienia. Aksakow jest najgłębszym znawcą spirytyzmu, gdyż poświęcił na poznanie literatury spirytystycznej i doświadczenia trzydzieści lat swego życia, i korzysta do dziś dnia z każdej sposobności wzbogacenia swojej wiedzy w tym przedmiocie. Tak np. w przeszłym roku miał on w Gothenburgu bardzo ciekawe posiedzenia z M-rs Espirance i teraz także jego zasługą było zorganizowanie posiedzeń medjolańskich z Eusapją Paladino, o których mam mówić poniżej.
Gdy tylko Lombroso ogłosił swoje oświadczenie, w którym uznał prawdziwość spirytystycznych faktów i jednocześnie postawił swoją teorję, wyprowadzającą fakty te z medjum, zwrócił się Aksakow do p. Ercole Chiaja, od wielu lat już opiekującego się medjum, z propozycją przywiezienia Eusapji do Turynu w celu wspólnych posiedzeń z Lombroso. Lumbroso powiadomiony o tej propozycji przez Chiaja oświadczył swoją gotowość zgodzenia się na nie (w tym czasie miał on dalsze posiedzenia z Eusapją, na których kilku uczestników zostało przekonanych). Przysłany mu przez Aksakowa egzemplarz „Animizm i Spirytyzm” zapoczątkował korespondencję pomiędzy nim, i Lombroso, który miał już zaniechać dalszych studjów zabierających mu zbyt wiele czasu, zaczerpnął z dzieł Aksakowa nową podnietę do dalszej pracy; jego początkowe teorje były mniej lub więcej jednoznacznemi z teorjami berlińskiego filozofa E. von Hartmanna, przeciwko którym wymierzoną była właśnie książka Aksakowa.
W tym czasie jednak powstały pewne trudności ze strony p. Chiaja i medjum, którzy nie mogli wyjechać z Neapolu. Aksakow chciał już w lipcu 1892 roku udać się do Neapolu, gdy Chiaja uwiadomił go, że musi z powodu okoliczności rodzinnych przybyć do Medjolanu na wrzesień i październik, i że może przywieźć ze sobą medjum w celu urządzenia posiedzeń. Aksakow naturalnie przyjął propozycję tę bardzo chętnie.
W Medjolanie tymczasem toczyła się walka pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami spirytyzmu, i prasa medjolańska, wenecka i rzymska zajęły się bardzo gorliwie tą sprawą. Po stronie medjum stanął Angelo Brofferio, profesor filozofji w Medjolanie; przed rokiem robił on doświadczenia z Eusapją w Neapolu i wypowiedział się na korzyść spirytyzmu, w książce, przetłumaczonej także na język niemiecki. Trzech fizyków, którzy także czynili doświadczenia z Eusapją: profesor Gerosa i doktorowie Finci i Ermacora poparli Brofferja. Ermacora wydał nawet broszurę przeciw teorji Lombrosa.
Tymczasem senator Negrio głosił w „Perseweranza” listy, w których zwalcza spirytyzm i książkę Brofferia. Odpowiedział mu doktór Finci na podstawie własnych doświadczeń w „Vita Moderna”. Wmieszał się także do sporu w charakterze przeciwnika spirytyzmu Torelli, dziennikarz i wydawca „Corriere della sera”. Torelli odbywał takie posiedzenia z Eusapją przed czterema laty, sądził jednak, że można wytłumaczyć wszystkie te zjawiska przez zwykłe oszustwo; ogłosił on w „Corriere” trzy artykuły, w których przedstawił sposób, w jaki Eusapja wykonywa swoje sztuczki. Nowego nie zawierały w sobie te artykuły nic: wszystko kończyło się na tym, że jakoby Eusapja w ten sposób manipulowała rękami, trzymających ją za ręce sąsiadów, że trzymali oni razem za jedną tylko rękę, podczas gdy drugą mogła ona broić swobodnie. Tłumaczenie to nie da się zastosować zupełnie do posiedzeń odbywających się przy świetle, a nie wystarczające jest i w zastosowaniu do posiedzeń odbywających się w ciemności.
Torreli wszakże mógł liczyć na powodzenie u publiczności niewykształconej, kiedy zaofiarował nagrodę 3000 lirów na wypadek, gdyby Eusapji udało się wywołać zjawiska spirytystyczne w obecności całej komisji naukowej.
Przez to samo uznawał Torelli w sposób pośredni badaczy zgromadzonych w Medjolanie za nie przedstawiających dostatecznej naukowej rękojmi; co było tym niesłuszniejsze, że do rzędu tych badaczy należał i Schiaparelli, którego astronomiczna sława sięga daleko poza granice jego ojczyzny, który nie zajmował się dotychczas spirytyzmem i nie mógł być uważany za wierzącego. Zasłużył więc najzupełniej Torelli na otrzymaną odprawę, że zgromadzonym nie idzie zupełnie o przekonanie go. Wyzwanie Torellego przyjął wszakże inżynier Ciolfi z Neapolu i odpowiedział na nie w dzienniku „Paese”.
Czytelnicy zgodzą się, że tworzenie nowej komisji naukowej było zbyteczne, gdyż za taką komisję mogło być uważane zgromadzenie, do którego należeli:

Rzeczyw. radca st. Aksakow z Petersburga,

Dyrektor Obserwatorio di Brera Schiaparelli,
Profesor filozofji w Medjolanie Brofferio,
,, fizyki w Portici Gerosa,
Doktór ,, w Medjolanie Finci,
,,,, z Padwy Ermacora,

,, filozofji z Monachjum du Prel.

Liczba posiedzeń wynosiła 17, na posiedzeniach tych byli wszyscy wymienieni, za wyjątkiem mnie, który byłem tylko na posiedzeniach od 9-ego do 15-ego.
Zaciekawiać czytelników może przede — wszystkim sama osoba medjum — Eusapji Paladino. Jej własności medjumiczne zostały już odkryte gdy miała lat 16 przez p. Damiani z Florencji. Damiani odbywał w Sardynji posiedzenia z medjum Williamsem, i podczas posiedzenia został zawiadomiony, że znajdzie dobre medjum w Neapolu. Przybywszy tam, usłyszał on o domu, w którym straszy i w nim to znalazł Eusapję. Dopiero po kilku latach usłyszał także o Eu — sapji stale mieszkający w Neapolu Chiaja i od ośmiu lat traci on czas i pieniądze na niewdzięczne zadanie, zjednania uznania dla medjum, które sam wykształcił.
Eusapja jest trzydziestopięcioletnią włoszką małego wzrostu, ale proporcjonalnej budowy, bez szkolnego wykształcenia; jest zamężną, ale nie ma dzieci, wychowuje natomiast dwoje sierot, co nie jest obojętnym dla jej charakterystyki. W stanie normalnym mówi nowo neapolitańskim djalektem, w seansie zaś — czystym włoskim językiem. W zachowaniu jej niema nic podejrzanego, przeciwnie często nastaje sama ona na stosowanie środków zwiększających dowodność faktów. Gdy dowiedziała się ona na szczęście o dziennikarskich zarzutach, których stała się przedmiotem, odbiło się to w sposób najfatalniejszy na posiedzenie tego dnia, które przerywała płaczem i na następnych posiedzeniach, w których upatrywała w zwykłych środkach ostrożności, przedsiębranych przez nas, skutki tych podejrzeń dziennikarskich. Psychiczny stan medjum pozostawiał wiele do życzenia i jeżeli otrzymanemi zostały na ogół rezultaty bardzo zadawalniające, to należy to przypisać tylko niezwykłej sile medjumistycznej Eusapji.
Posiedzenia nasze odbywały się co drugi dzień wieczorem pomiędzy 9 — 12, w mieszkaniu prywatnym d-ra Finci, w którym poczyniono najniezbędniejsze przynajmniej przygotowania, Posiadaliśmy aparat do otrzymywania momentalnego magnetycznego oświetlenia, trzy aparaty fotograficzne, które rozmieszczone w różnych punktach pokoju dawały obrazy uzupełniające się stereoskopicznie, wagę i tekturę, pokryte świecącą się warstwą siarki. Chcieliśmy w miarę możności unikać posiedzeń w ciemności, a ponieważ pokój zaopatrzony był w urządzenia do oświetlenia elektrycznego, mogliśmy więc mieć w każdej chwili światło elektryczne lub zwyczajne światło świec, albo też światło latarni o różnokolorowych (czerwonych, niebieskich i białych) szybach.
Co do doświadczeń, umawialiśmy się zazwyczaj jeszcze przed posiedzeniem, doświadczenia te wszakże zmienialiśmy niekiedy po porozumieniu z kontrolującym duchem „Johnem”. Z „Johnem” porozumiewaliśmy się za pomocą pukania, które dawało się jawnie słyszyć w stole i których liczba była oznaczona dla określonych odpowiedzi. Przy dłuższych porozumieniach, pukanie odbywało się za pomocą nogi od stołu według umówionego z góry alfabetu. Często także przemawiał do nas John za pośrednictwem medjum i to podczas jego normalnego stanu, przyczym, jak zdawało się nam, posługiwał się suggiestją, czasami jednak medjum wpadało w sen magnetyczny (trans) — podczas którego mówiła Eusapja tym głosem przytłumionym, opisanym już przez starego Psellusa.
W ten sposób rozmowy nasze bywały przerywane nieraz przez jakąś niewidzialną istotę rozumną, która widocznie była zawsze przy nich obecną i wtrącała się swojemi tak lub nie, lub żądając ciemności.
Znaczną część czasu — i to na posiedzeniach, które odbywały się przy świetle, spędzaliśmy na konstatowaniu ruchów i wznoszenia się stołu bez żadnego mechanicznego powodu. Używaliśmy zazwyczaj zwykłego czworonożnego stołu o długości 1,10 m., 0,80 m. wysokości i 0,70 szerokości i o wadze 8 kg. Zwykle siedzieliśmy wkoło, trzymając się za ręce. Medjum siedziało przy węższej stronie stołu. Sąsiedzi trzymali je za ręce, nogi zaś przyciskali swojemi nogami, często też trzymał ktoś rękę na kolanach medjum. Ponieważ w ten sposób możliwość mechanicznego oddziaływania ze strony Eusapji została wykluczoną, mogliśmy dla ułatwienia siłom niewidzialnym, rzeczywiście czynnym, zaopatrzyć stół w kółka. Posuwanie się stołu wprawo i wlewo o jakie 20 cm. mogliśmy skonstatować w takich warunkach i wtedy nawet, gdyśmy unosili w górę ręce przy pierwszym ruchu stołu. Inny środek uniemożliwienia mechanicznego oddziaływania ze strony medjum polegał na następującym: Na stole kładliśmy trzy kule wielkości kul bilardowych i na nich deskę 42X^2 cm., na której medjum kładło swoje ręce. W ten sposób medjum mogło oddziaływać mechanicznie tylko na deskę, ale nie na stół, który pomimo to podnosił się po stronie medjum. Ewentualny ucisk ręki medjum mógłby spowodować co najwyżej podnoszenie się przeciwnej strony stołu. Inne doświadczenie polegało na tym, żeśmy zaopatrywali deskę w kółka. Medjum kładło swoje ręce na desce, a deska ta podnosiła się jednocześnie ze stołem, albo też stół i deska poruszały się w przeciwnych kierunkach. Przy wszystkich tych doświadczeniach na nogi medjum zwracaliśmy pilną uwagę.
Powyższe wznoszenie się stołu miało zazwyczaj miejsce przy świetle świec wzmocnionym przy zdejmowaniu fotografji przez światło magnetyczne. Zjawisko trwało i wtedy, gdy obecni, którzy siedzieli po prawej i lewej stronie medjum na podłodze, obserwowali bezpośrednio nogi stołu. Podnoszenie się węższej strony stołu, przy której siedziało medjum, obserwowaliśmy też przy świetle. Dochodziło ono do kąta o 45 stopniach. Najznaczniejsze wznoszenie się całego stołu objawiało się wszakże pociemku, podczas czego jeden z obecnych trzymał nogi medjum w ręku, nogi te były oprócz tego związane, a końce sznurków przypieczętowane do podłogi.
Takie poziome wznoszenia się stołu dosięgały przeciętnie 30 — 40 cm. wysokości i trwały około sekundy, co wystarczało do otrzymania fotografji, poczym stół opadał z hałasem. Zarówno bezpośrednie obserwacje jak i fotografje przekonały nas o rzeczywistości unoszenia się stołu, które raz trwało dostatecznie długo i przy świetle elektrycznym.
O tym, że siła używana do wytwarzania tego zjawiska, która mogła być nawet siłą mięśniową, i w części przynajmniej była czerpana z medjum, można było spostrzec z zachowania się Eusapji. Jak tylko zaczynały się chybotania stołu, tworzące wstęp do jego raptownego podniesienia się, zaczynała ona wzdychać, ramiona jej, ręce kurczyły się konwulsyjnie, rysy twarzy wykrzywiały się, co wszystko ustawało wraz z końcem zjawiska.
Można więc powiedzieć, że fakt wznoszenia się stołu bez mechanicznego udziału medjum został ustalony w sposób wykluczający wszelkie zarzuty. Niejeden z czytelników może sądzić, że wypływają stąd tylko niewiele znaczące dla spirytyzmu konsekwencje, tak, że nie warto było faktom tym poświęcać tyle czasu, jak to uczyniliśmy. Rzeczy wszakże mają się inaczej. Weźmy największego nawet sceptyka, który został przekonany, że wznoszenie się stołu bez mechanicznego powodu miało istotnie miejsce, musiałby on przedewszystkim odpowiedzieć twierdząco na pytanie, czy była przytym czynną jakaś siła, gdyż każdy skutek musi mieć przyczynę. Musiałby także potwierdzić, że siła taka, zdolna przeciwdziałać sile ciążenia nieznaną jest w nauce. Następnie musiałby się on zgodzić i na to, że ta nieznana siła może się przetwarzać w równoważniki innych sił znanych i nieznanych. Przez to samo przyznanie istnienia jakiejś siły nieznanej i przetwarzającej się w równoważniki innych sił — zmuszonym byłby przyznać możliwość przynajmniej szeregu zjawisk, niedających się z góry określić i niezrozumiałych dla dzisiejszego stanu nauki; a takiemi są właśnie zjawiska spirytystyczne. Musi więc sceptyk taki wyrzec się zaprzeczenia wszystkiemu z góry, przyczyna obstawaćby można jedynie kosztem logiki.
Inne doświadczenie mające na celu stwierdzenie siły przeciwdziałającej sile ciążenia i zmieniającej ją, zostało dokonane za pomocą wagi, na której sadzano medjum, lub też stawiano krzesło, na którym medjum siadało. Powinny były być stwierdzone zmiany w wadze. Waga była połączona z aparatem registracyjnym, który składał się z powierzchni pokrytej sadzą. Kiedy aparat był nastawiony tak, jak zegarek, pręt połączony z wagą obiegał w ciągu 4 minut koło na uczernionej powierzchni, pozostawiając ślad w formie białej linji. Linja ta odbiegała od prawidłowej formy koła w stosunku odpowiadającym zmianom wagi. Mogliśmy skonstatować w ten sposób ubytek 10 kg. i co zdawało się trudniejszym, przyrost wagi od 1 — 2 kg. Należy wszakże przyznać, że — jak przekonały nas próby przez nas samych czynione, można było wprawić wagę w ruch, podnosząc się z krzesła i uciskając ją nogą Medjum nie czyniło tego wprawdzie, ale pomimo to zastąpiliśmy tę stojącą wagę przez inną, wiszącą na rusztowaniu i podobną do wag, używanych w średnich wiekach dla czarownic. John zrozumiał to jak się zdaje w sposób niewłaściwy, gdyż z początku kładł on na wagę ciężarki, leżące na podłodze, lub mocno przesuwał ciężar, wiszący na belce wagi, słowem nie chciał wejść w nasze zamiary.
Tu należy zaliczyć także doświadczenie, podczas którego medjum zostało wraz z krzesłem wniesione na stół. Stało się to wszakże pociemku i dowód polega jedynie na świadectwie sąsiadów medjum, którzy nie wypuszczali jego rąk, a jeden z nich skonstatował, że medjum, które wstało z krzesła, unosi się ponad stołem, gdyż mógł on pomiędzy nogami medjum i stołem przesunąć rękę. John zwrócił naszą uwagę na kataleptyczny stan medjum, a następnie uniósł medjum ze stołu, pozostawiając krzesło na stole.
Spirytystyczna teorja wymaga wszakże stwierdzenia sił, nie pochodzących z medjum, a więc stwierdzenia odrębnych od medjum istot rozumnych o ludzkiej organizacji. Stwierdzenie takie możliwym jest dzięki zjawiskom materjalizacji, które miały miejsce na posiedzeniach naszych w bardzo ograniczonej tylko liczbie. Co do materjalizacji głowy, to możnaby się powołać tylko na nie. Zupełnie rozstrzygające świadectwo Schiaparellego, który sądził tylko pociemku, że dotyka głowy i włosów znajdujących się o jakieś trzydzieści cm. ponad stołem. Szczęśliwszemi byliśmy co do materjalizacji rąk i to na posiedzeniu, podczas którego medjum siedziało przed zasłoną, gabinetu nieoświetlonego. Obydwie połowy zasłony spadały mu wprawdzie na ramiona, ale pozostawiły wolnemi jego głowę, ręce, kolana i nogi. Gabinet, to jest oddzielona przez zasłonę część pokoju, miał wprawdzie drzwi prowadzące nazewnątrz; te jednak były zamknięte i zaklejone. Sąsiedzi trzymali nieustannie medjum za ręce, które spoczywały na stole, albo na kolanach. Latarnia, stojąca na stole, naokoło którego siedzieliśmy, rzucała światło wystarczające do obserwowania zjawisk. Zjawiska te były poczęści takiego rodzaju, że można było z nich wnioskować o obecności niewidzialnych rąk, jak naprzykład, gdy zasłona wydymała się po stronie medjum, lub gdy dotykano nóg i rąk jego sąsiadów, albo też gdy opukiwano je w sposób dający się słyszeć, albo gdy wreszcie wstrząsano silnie zasłoną. Krzesła sąsiadów medjum chwytane były jak ręką i przesuwane dość silnie, pomimo ciężarów siedządzących na nich: Schiaparellego i mnie. Kiedyśmy opierali rękę o zasłonę, czuliśmy ruchomy opór, jak gdyby innej ręki. Wyraźniej jeszcze świadczył dotyk o obecności ręki przy końcu tego posiedzenia; gdym ze słowami: „dobranoc John”, wsunął rękę poprzez szparę w zasłonie, rękę moją silnie wstrząsano i to samo działo się przy ponowieniu podobnych prób przez innych.
Na innych posiedzeniach można było stwierdzić czynność rąk zmaterjalizowanych, pomimo zupełnej ciemności. Dotykanie było niezmiernie częste, miało miejsce na życzenie wyrażone tylko w myśli i to w odległości jednego do dwuch metrów od medjum; nożna było także słyszeć dość silne uderzenia w stół, które pochodziły, jakgdyby od pięści. Co do tego ostatniego, mogę przytoczyć swoje własne spostrzeżenie. Używajmy podczas posiedzeń w ciemności tektury, pokrytej świecącą się masą: tekturę tę kładliśmy na stole, albo też opieraliśmy ją o ścianę; przy tym blasku i przy blasku okien, których okiennice nie były zamknięte, oddzielni widzowie mogli stosownie do miejsca, na którym siedzieli, dostrzegać różne zjawiska. W ten sposób widziałem naprzykład w blasku tektury podnoszącą się nad stołem rękę, z wyciągniętemi palcami (ręka ta była znacznie większa od ręki medjum). Innym razem widziałem w ten sam sposób rękę dziecka, na innym jeszcze posiedzeniu widziałem, w świetle idącym od okna, ramię z ręką, która uderzała po stole. Położenie było takie, że medjum nie mogło być sprawcą tej czynności: siedziało ono przy wązkiej stronie stołu po mojej prawej ręce, w której trzymałem jego lewą rękę. Ramię i ręka zaś ukazały się nalewo ode mnie w kierunku pionowym do dłuższej strony stołu. Przypuściwszy nawet, że było to tylko złudzeniem, iż trzymałem lewą ręką medjum, to i tak musiałoby ono chyba mieć rękę o długości dwuch metrów, aby w ten sposób obejść mnie i uderzyć w stół.
Miały wszakże miejsce i inne fakty, które pozwalały wnioskować o obecności ręki; tak naprzykład wyjęto mi raz chustkę z prawej kieszeni surduta i wciśnięto w lewą rękę, lub też uderzono nas dość silnie po karku; ja naprzykład dostałem trzy uderzenia, zamiast trzech zwyczajnych pchnięć w stół, jako odpowiedź twierdzącą na postawione pytanie.
Wracając do tego posiedzenia przy świetle, podczas którego medjum siedziało przed zasłoną, to zaszły podczas niego i inne jeszcze rzeczy, pozwalające wnioskować o obecności ręki. Kiedy Aksakow wsunął po za zasłonę ołówek i opuścił, nie upadł on, ale został wyrzucony z gabinetu na nasz stół; innym razem podano przez szparę w zasłonie Aksakowowi krzesło trzcinowe, które stało w gabinecie.
Wreszcie podczas tego samego posiedzenia czynna ręka była widzialną i to dosyć często, szczególniej w szparze pomiędzy dwiema połowami zasłony, które rozdzielały się ponad głową medjum, tworząc trójkąt. Przez trójkąt ten wysunęła się raz ściśnięta w pięść ręka dziecka i oparła się na głowie medjum rozchylając i podnosząc palce w ten sposób, że widzieliśmy dłoń zupełnie dokładnie. Medjum, które dotąd nigdy ani na tym ani na poprzednich posiedzeniach nie odwracało się twarzą do gabinetu, chciało zobaczyć raz taką rękę, lecz otrzymało przestrogę w formie pchnięcia w twarz, jako znak, że John sobie tego nie życzy. Także, gdy Schiaparelli chcąc lepiej się przyjrzeć ręce, usiłował uchylić zasłonę, ręka ta przesunęła się po jego ręce, drapiąc ją. Tę objawianą często podczas posiedzeń spirytystycznych niechęć duchów do zbyt usilnego wpatrywania się w nich, można wytłumaczyć w ten sposób, że ludzkie oko jest źródłem nieulegających wątpliwości działań magnetycznych i może krępować objawienie się duchów w sposób podobny, w jaki węże oddziaływają na ptaki, i jaki Włosi oznaczają wyrazami mala occhio, przypisując spojrzeniu ludzkiemu szkodliwy wpływ magnetyczny.[3] Trudniej zrozumieć jest objawiającą się często niechęć duchów względem zbyt natężonego oczekiwania w milczeniu. Podczas posiedzeń naszych słyszeliśmy nieraz pojedyńcze pukania, zachęcające nas do ożywionej rozmowy pomiędzy sobą.
Wobec zjawiska ręki widzialnej możliwe jest ze strony sceptycyzmu jedno tylko tłumaczenie: halucynacja. Oddawna więc starano się o bardziej rozstrzygające dowody rzeczywistości rąk zmaterjalizowanych i posługiwano się w tym celu rozmaitemi środkami jako to: odciski ręki na uczernionym sadzą papierze, lub w glinie, gipsowe odlewy jej w formach parafinowych, i wreszcie fotografja. Próbowaliśmy tych wszystkich doświadczeń z niedostatecznym powodzeniem.
Na jednym posiedzeniu, odbywającym się pociemku, położyliśmy na stole zakopcony papier, nie otrzymaliśmy wszakże odcisku całej ręki, ale tylko pięciu palców i pewnej części dłoni. Kiedym następnie wypowiedział życzenie, aby ręka dotknęła się mojej twarzy, nie zostało ono spełnione; natomiast ręka pogładziła moją lewą rękę, która, jak się okazało przy świetle, została w sposób widoczny uczernioną. Nie potrzebuję dodawać, że ręce medjum, które zresztą ciągle ktoś trzymał, były zawsze najzupełniej czyste, gdyśmy je oglądali bezpośrednio po doświadczeniu.
Nie zadowalniająco także wypadła próba otrzymania odcisku w glinie. Półmisek z gliną stał w gabinecie, przed którym siedziało medjum. John skarżył się za pośrednictwem medjum, że glina jest zbyt twarda; próbował on wprawdzie dać odcisk swej głowy, kładąc ją bokiem, ale znaleźliśmy tylko bardzo niezupełny i lekki ślad ucha. Zdaje się nawet, że był on mocno zirytowany twardością gliny, gdyż zamiast odcisku ręki znaleźliśmy ślad bardzo głęboko wtłoczonych palców i paznogci, z których zrobiono następnie odlew gipsowy. Na krótko przedtym wyrzucono nam na stół przez szparę w zasłonie kawałek ściśniętej gliny. Ślady paznogci świadczyły, że ręka, która wtłoczyła się w glinę, położyła pomiędzy sobą i gliną chusteczkę. Mówię: chusteczkę, gdyż, na krótko przedtym ukazała się w szparze zasłony ręka, potrząsająca nią. Ponieważ ani nam, ani medjum nie zginęła żadna chustka, pochodzenie więc tej, którą posługiwała się ręka, nie da się zupełnie określić. Można było przypuszczać, że wskutek solidarności, która, jak wiadomo, zachodzi pomiędzy duchem i medjum, mogły pozostać na rękach tego ostatniego materjalne ślady gwałtownego wciskania ich w glinę: John jednak chciał zapobiec widocznie możliwym podejrzeniom względem Eusapji i wskutek tego posłużył się chustką. Sceptycy, co prawda, mogą uciec się do prostszej hipotezy i twierdzić, że medjum to samo wcisnęło rękę w glinę i zapomocą chustki zapobiegło jej zawalaniu. Dla nas, którzy trzymaliśmy medjum za ręce i to przy wystarczającym świetle, hipoteza ta była niemożliwą. Próba otrzymania parafinowej formy ręki Johna nie powiodła się zupełnie. Postawiliśmy w gabinecie kubeł z zimną wodą, i drugi z gorącą,, w tym ostatnim pływała warstwa roztopionej parafiny. John wyniósł jeden z tych kubłów z gabinetu — i postawił przed nami na stole, co jest faktem bardzo znamiennym, ale nie tym, jaki pragnęliśmy osiągnąć.
Trzecim dowodem rzeczywistości zmaterjalizowanych rąk — jest fotografja. Jedną taką fotografję otrzymaliśmy wprawdzie, ale nie ukazuje ona niestety jednocześnie ręki zmaterjalizowanej i rąk medjum, które trzymało ręce nie na stole, ale na kolanach. Fotografja ukazuje nam zmaterjalizowaną rękę, niezbyt wysoko ponad głową medjum. Jedyny dowód polega więc na tym, że zasłona przylegała szczelnie do pleców i ramion medjum i na świadectwie obu jego sąsiadów, którzy są zupełnie pewni, że trzymali w swoich rękach obydwie ręce medjum.
W każdym razie ogół zjawisk spostrzeżonych może być uważany za dostateczny dowód rzeczywistości ręki. Teraz wszakże powstaje pytanie: do jakiej istoty ręka ta należała? Przy odpowiadaniu na to pytanie napotykamy alternatywę, rozstrzygnięciem stanowczym której nie mogą pomóc nam nawet najlepiej udane fotografje. Alternatywa ta brzmi: „Spirytyzm czy Animizm?” Jest rzeczą wiadomą, że na posiedzeniach spirytystycznych nierzadko spotkać się można ze zjawiskami częściowego to jest ograniczonego do jednej ręki sobowtóra. Mogłaby więc wytworzyć się oprócz dwuch rąk medjum jeszcze trzecia; i w takim razie nie mielibyśmy jeszcze prawa do uważania zjawiska tego za spirytystyczne; podobieństwo tej trzeciej ręki do rąk medjum mogłoby być uważanym za dowód na korzyść takiego animistycznego tłumaczenia.[4] W takim wypadku właśnie byliśmy kilka razy podczas naszych doświadczeń. Wszakże jestem pewien, że przynajmniej w dwuch wypadkach widziałem w świetle, powstającym z okna lub ze świecącej masy, rękę o wiele większą od ręki medjum; wypadki te uważam za objawy czysto spirytystyczne. Wydaje mi się natomiast wątpliwem, czy można uważać za zjawiska spirystyczne tworzenie się ręki dziecinnej, czy też była ona tylko etapem przejściowym w procesie tworzenia się normalnej ręki sobowtóra.
Dawało się nieraz podczas posiedzeń naszych spostrzec spotęgowanie zjawisk w razie zgaszenia światła, gdy posiedzenie odbywało się w dalszym swym ciągu w ciemności. Siła przekonywająca dowodów jest w tych ostatnich wypadkach o wiele mniejszą, w każdym razie jednak o niektórych z nich wypada wspomnieć. John wszakże umiał sobie radzić i przy świetle i spostrzegliśmy, że posługuje się on przestrzenią, zasłoniętą przez suknie medjum jako ciemnym gabinetem. Czasami suknia medjum wznosiła się, jakgdyby wskutek ruchu znajdującej się tam ręki, falowanie to sukni zdawało się zawsze w kierunku przedmiotu, np. nogi od stołu, na który John chciał oddziałać.
Pukania w ciemnościach wzmagały się do tego stopnia, że stawały się donośnym uderzeniem. Dla jednego z takich uderzeń posłużono się ręką Schiaparellego, który sam nam to zakomunikował. Wspominam o tym, gdyż wypadki na posiedzeniach, w których biorący udział niedostatecznie wzajemnie się znają, stają się powodem nieporozumień. Gdyby John posłużył był się w ten sposób ręką, medjum, ogłoszonoby je za zdemaskowane.
Wzmagało się także w ciemnościach przenoszenie przedmiotów. Z małego stolika, którego medjum nie byłoby w stanie dosięgnąć, nawet gdyby nie było trzymane, przestawiony został na stół niewielki aparat fotograficzny. Innym razem postawiliśmy poza medjum krzesło i na nim dzwonek. Ręce medjum były związane ze sobą i przywiązane do rąk sąsiadów, oprócz tego sąsiedzi trzymali medjum za ręce i roztaczali pilną uwagę na jego nogi; zażądaliśmy aby dzwonek został przeniesiony na stół i prawie natychmiast usłyszeliśmy, że John krząta się koło tego, potym krzesło zakreśliło na podłodze łuk wielkości ćwierci koła, otarło się o mnie i podniosło się razem z dzwonkiem, który przytym upadł na stół.
W podobnych okolicznościach związaliśmy znowu ręce medjum w ten sam sposób z rękami sąsiadów, wbrew żądaniu Johna, który wymagał związania razem rąk wszystkich obecnych. Wynikło stąd zdarzenie, rzucające światło na tak częste wypadki domniemanego zdemaskowania. Medjum nagle zaprotestowało i zażądało światła i natychmiastowo pokój został oświetlony za pomocą elektryczności. John mianowicie usiłował rozwiązać węzeł na jednej ręce medjum. Przypuśćmy, że medjum znajdowało się w tej właśnie chwili w transie, jak np. na krótko przedtym, nim John wyraził swoje życzenie, i że nie odczułoby ono usiłowań Johna, w takim wypadku po spostrzeżeniu, że węzeł został rozwiązany, roztrąbionoby na cały świat zdemaskowanie medjum. Przypuśćmy, że po rozwiązaniu węzła, John posłużyłby się ręką medjum mechanicznie do otrzymania odcisku w glinie, z którą półmisek stał w pobliżu; niewątpliwie każdy obecny sceptyk uważałby nie Johna ale medjum za oszusta.[5]
W podobnej okoliczności usiłowano rozwiązać węzeł na mojej prawej ręce, która była związaną z lewą ręką medjum i gdym pozwolił Johnowi działać, węzeł istotnie został rozwiązany. Podczas tego zawiadomiłem obecnych o tym, co się dzieje. Gdybym był wszakże sam tego nie zauważył i gdybym się znajdował w obcym kółku, powiedzianoby, że jestem w zmowie z medjum.
Widzimy z powyższego, że sprawa zdemaskowania nie jest tak prostą, jak się zdawaćby mogło. Przy zjawiskach wystarcza prosta alternatywa ich prawdziwości lub oszustwa medjum, ale można rozróżniać więcej wypadków, a mianowicie pięć zamiast dwuch.
1. Świadome oszustwo medjów. Zdarza się ono istotnie, i będzie się zdarzać, dopóki medjumizm nie przestanie być zyskownym zawodem.
2. Oszustwo samego ducha z wiedzą lub też bez wiedzy medjum, jak np. gdy posługuje się duch mechanicznie ręką medjum, i uderza nią w stół.
3. Oszustwo ducha, który nie posługując się medjum, działa samodzielnie np. rozwiązując ręce medjum i t. p.
4. Zjawiska animistyczne, w których zostaje wytworzonym i wziętym sobowtór medjum np. w celu odfotografowania go lub dostarczenia odcisku. Przypuszczenie, że takie częściowe sobowtóry mogą być wytwarzane przez medjum świadomie i dowolnie, jest bardzo nieprawdopodobnym.
5. Zjawiska czysto spirytystyczne, przy których medjum jest zupełnie bierne.
Kto bierze udział w doświadczeniach spirytystycznych z przekonaniem, że możliwe są tylko dwa pierwsze wypadki lub piąty wypadek, ten może dojść do błędnych wniosków i wyrządzić nieraz krzywdę moralną medjum.
Co się tyczy Eusapji, to rzetelność jej medjumistycznej istoty nie ulega dla mnie wątpliwości, t. j. sądzę, że wypadki 1-ej kategorji nie mają u niej miejsca, uważam wszakże, że zachodzą wypadki wszystkich czterech pozostałych kategorji. Nie można jej tego poczytywać za winę, staje się ona wszakże przez to medjum bardzo skomplikowanym i jest mocno narażoną na niebezpieczeństwa demaskacji, jeżeli tylko będzie miała do czynienia ze źle poinformowanemi sceptykami, którzy znają tylko 1 i 5 kategorję wypadków, zamiast pięciu kategorji, rzeczywiście wymagających rozróżnienia. Tacy sceptycy będą mówić o zdemaskowaniu, gdy tylko spotkają się z wypadkiem czwartej kategorji, t. j. ze zjawiskami animistycznemi. Przecież i teraz oskarżają już Eusapję o oszustwo, jak czyni to u nas Torelli w „Corriere della Sera”. Jest to wszakże tylko stara piosenka, której wszyscy spirytyści nasłuchali się już do obrzydzenia. Każdemu przeciwnikowi wydaje się, że jemu tylko dzięki nadzwyczajnej przenikliwości powiodło się odkryć sztuczki medjum. Powtarza się też zawsze, że medjum wyswobadza za pomocą ruchów konwulsyjnych rękę i ramię, podczas gdy sąsiedzi trzymając jedną i tę samą rękę medjum, sądzą, że trzymają obydwie jego ręce. W ten sposób dadzą się wszakże wytłumaczyć zjawiska zachodzące na odległość ramienia od medjum; dla wszystkich innych zjawisk tłumaczenie to nie wystarcza. Do pierwszego rzędu należą wszakże tylko nieliczne bardzo fakty spirytystyczne. Tłumaczenie takie możliwym jest także tylko dla posiedzeń pociemku, które u nas należały do wyjątków.
W podobny sposob wyswabadza według Torellego Eusapja i swoje nogi, i posługuje się niemi do podnoszenia się stołu. W tym wypadku wznoszenie się mogło być tylko w takim razie pionowym, gdyby Eusapja jednocześnie naciskała stół ręką. Ażeby jednak w ten sposób utrzymać ręką i nogą stół w powietrzu trzeba wcale nie pospolitej siły i medjum byłoby się niewątpliwie zdradziło przez drżenie nogi lub ramienia, które udzieliłoby się i stołowi. Zarzut ten wogóle nie może być uważany za szczególnie ważny, ze względu na to, że przy naszych doświadczeniach medjum poddane było pięciorakiej kontroli. Sąsiedzi trzymali je za ręce, a nogami przyciskali jej nogi, oprócz tego trzymali ręce na jej kolanach. Niezależnie od tego, jak już wspomiałem w oddzielnych wypadkach miało miejsce obserwowanie bezpośrednie nóg stołu i trzymanie medjum za nogi, wiązanie jej nóg i przypieczętowywanie sznurków do podłogi. Jeżeli Torelli zaniedbał tych ostrożności przy swoich doświadczeniach to dowiódł tylko, że jest bardzo naiwnym eksperymentatorom. My zaś po przeczytaniu jego zarzutów i wyjaśnień co do rzekomego wyzwalania jednej ręki przez medjum wprowadziliśmy jeszcze jedną ostrożność. Stało się to na posiedzeniu, w którym brał udział także prof. Richet z Paryża. Siedział on po lewej stronie medjum, a ja po prawej. Ręce medjum, które siedziało przed zasłoną, leżały na stole i każdy z nas trzymał jedną z nich. Richet nałożył na palec lewej ręki medjum pierścionek kauczukowy szerokości jednego 1 cm., ażeby wiedzieć zawsze, którą rękę trzyma. Gdy zachodziło jakie zjawisko, mówił on natychmiast: „trzymam rękę z kauczukiem”, lub „trzymam rękę bez kauczuku”.
Zresztą historja Eusapji może zakończyć się w jakikolwiekbądź sposób, spirytyzm, który pomimo obojętności publiczności i oporu uczonych, poczynił tak znaczne postępy, będzie rozwijał się i dalej. Spirytyzm dzisiejszy jest już silnym młodzieńcem w porównaniu do dziecka, jakim był w czasie pierwszych badań; doniosłość tych badań wzrastała nieustannie, co poczęści należy zawdzięczać samym przeciwnikom, gdyż zarzuty ich pobudzały do dostarczania coraz to bardziej przekonywających dowodów. Przy dalszych badaniach będzie coraz więcej wychodzić na jaw, że w zjawiskach spirytystycznych mamy do czynienia nie z cudami, ale z nieznaną dotąd fizyką i psychologją, a więc ze zjawiskami zupełnie prawidłowemi. Poznanie tej prawidłowości pozbawi przeciwników ich najbardziej ulubionego argumentu, że zjawiska spirytystyczne są tego rodzaju, iż dają nam wcale nie wysokie wyobrażenie o duchach. Zarzut ten polega na utożsamianiu ograniczoności fizycznych z ograniczonością duchową; poznanie prawidłowości zjawisk spirytystycznych będzie rękojmią tego jeszcze, że spirytyzm w miarę rozwoju swego będzie stawał się coraz to bardziej nauką, gdyż bez prawidłowości zjawisk nauka jest niemożliwa.
Wszystko to skończyć się może tylko w ten sposób, że w następnym wieku świat cały będzie wierzyć w spirytyzm.





Przypisy

  1. Psychische Studjen. 1893. Zeszyt styczniowy.
  2. Por. Psychische Studien. 1892. Zeszyt marcowy
  3. Wartość naukowa tłumaczenia togo jest więcej niż wątpliwa. (Uw. tł.).
  4. Czytelnik nie powinien ani na chwilę łudzić się co do naukowości takich tłumaczeń — są to nawet nie hypotezy — ale rojenia. Znać je wszakże potrzeba, jeżeli się chce mieć pojęcie o spirytyzmie i jego teorji. (Uw. tł).
  5. Sens moralny tego jest taki: nawet choćbyśmy widzieli, że medjum dokonywa czynności, przypisywanych duchowi, nie powinniśmy twierdzić, że mamy do czynienia z oszustwem medjum, gdyż może być, że to duch tylko posługuje się medjum mechanicznie. Względność du Prela dla duchów resp. medjów istotnie nie ma żadnych granic. (Uw. tł.).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Karl du Prel i tłumacza: Stanisław Brzozowski.