Rozwiązanie zagadki/IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Rabindranath Tagore
Tytuł Rozwiązanie zagadki
Pochodzenie Głodne kamienie
Data wydania 1923
Wydawnictwo Wydawnictwo Polskie
Drukarz Poznańska Drukarnia i Zakład Narodowy T.A.
Miejsce wyd. Lwów — Poznań
Tłumacz Jerzy Bandrowski
Tytuł orygin. সমস্যাপূরণ
The Riddle Solved
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
IV.

Od tego czasu minęły trzy dni. Następnego dnia zajście miał rozpatrywać sędzia pokoju. Bipin Biibu wezwany był na świadka. Nigdy jeszcze właściciel Dżikrakoty nie stawał jako świadek, ale Bipin niewiele sobie z tego robił.
Następnego dnia o oznaczonej godzinie, otoczony wielkim dworem, Bipin Babu w lektyce stanął przed gmachem sądowym. Miał na głowie turban, zaś z piersi jego zwisał złoty łańcuszek od zegarka. Sędzia pokoju poprosił go, aby usiadł, wskazawszy mu miejsce na podwyższeniu koło siebie. Sala była przepełniona. Takiej sensacji nie miano tu już oddawna.
Właśnie kiedy rozprawa miała się rozpocząć, wszedł policjant i szepnął coś Bipinowi do ucha. Bipin, nadzwyczaj zmieszany, wstał i wyszedł, poprosiwszy sędziego, aby parę minut poczekał.
Wyszedłszy, ujrzał w pewnej odległości stojącego pod drzewem figowem swego ojca. Ojciec był bosy i otulony namabali[1]; w rękach trzymał różaniec. Jego wychudła postać opromieniona była łagodnym blaskiem, a z twarzy jego biła cicha litość.
Bipin dotknął czołem stóp ojca, przyczem obszerna suknia paradna i ciasne spodnie nadzwyczaj go krępowały. Kiedy się pochylił, turban zleciał mu na nos, a zegarek wypadł z kieszeni i zaczął dyndać w powietrzu. Bipin poprawił turban i poprosił ojca do domu swego adwokata, tuż w pobliżu.
— Nie, dziękuje! — odpowiedział Kriszna Gopal. — To, co ci mam powiedzieć, chcę ci powiedzieć tu.
Tymczasem zebrała się dokoła nich gromada gapiów. Ludzie Bipina rozpędzili ich.
Wtedy rzekł Kriszna Gopal:
— Musisz uczynić wszystko, co możesz, aby Asima uwolnić i musisz mu zwrócić wszystką zabraną ziemię.
— Czy to jest powodem, ojcze — wykrzyknął zdumiony Bipin — dla którego puściłeś się w podróż z Benares aż tu? Czy nie chciałbyś mi powiedzieć, dlaczego otaczasz tych ludzi tak szczególnemi względami?
— I cóż ci z tego przyjdzie, jeśli się dowiesz, mój chłopcze?
Ale Bipin nie poddawał się.
— Rzecz polega na tem, ojcze! — mówi dalej. — Wiele ulg cofnąłem, ponieważ byłem zdania, że dzierżawcy na nie nie zasługują. Był miedzy nimi cały szereg brahminów, ale przeciwko temu nie wyrzekłeś ani słowa. Czemuż teraz z taką gorliwością ujmujesz się za tymi Mahometanami? Jeżeli teraz, po tem wszystkiem, co zaszło, proces przeciw Asimowi umorzę i ziemię mu zwrócę, cóż ludzie o tem powiedzą?
Kriazna Gopal milczał przez chwilę. A potem rzekł, jąkając się i przeciągając różaniec szybko przez drżące palce:
— Gdyby trzeba było koniecznie ludziom stosunek wytłumaczyć, możesz im powiedzieć, że Asimuddin jest mym synem, a twoim bratem.
— Jakto? — wykrzyknął Bipin, boleśnie dotknięty. — Z krwi Mahometanki?
— Tak jest, mój synu! — brzmiała spokojna odpowiedź.
Bipin stał przez chwilę pogrążony w niemem zdumieniu. Wreszcie odzyskał do pewnego stopnia mowę.
— Chodźmy do domu, ojcze; później o tem pomówimy.
— Nie, mój synu! — odpowiedział starzec. — Usunąwszy się od zgiełku świata, aby służyć swemu Panu i Bogu, do domu wracać nie mogę. Odchodzę. A polecam ci uczynić, co ci dyktuje twoje, poczucie obowiązku.
To rzekłszy, pobłogosławił syna i odszedł chwiejnym krokiem, z trudem tylko powstrzymując łzy.
W Bipina jakby grom ugodził; przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć, co począć.
— Oto pobożność starszej generacji! — rzekł wreszcie do siebie.
Z dumą myślał, o ile wyżej stał od ojca, co się tyczy wykształcenia i obyczajności. Pochodziło to stąd. — konkludował — że zawsze ściśle trzymał się swych zasad.
Wróciwszy do sądu, ujrzał na korytarzu między dwoma stójkowymi Asimuddina, czekającego na rozprawę. Asim był wynędzniały i wyczerpany. Wargi jego były blade i suche, a oczy świeciły nieswoim blaskiem. Okryty był brudną, podartą szmatą.
— Więc to mój brat!
Bipin aż się zatrząsł na tę myśl.
Sędzia pokoju żył z Bipinem w przyjaźni, więc rozprawa skończyła się na niczem. Po kilku dniach przywrócono Asimuddinowi dawniejsze jego stanowisko. Dlaczego się tak stało — nikt nie rozumiał. Nawet mieszkańcy wsi byli tem do najwyższego stopnia zdumieni.
Wkrótce jednak rozeszła się wieść o pobycie Kriszny Gopala tuż przed rozprawą. Ludzie zaczęli sobie rzucać porozumiewawcze spojrzenia. Bystrzy adwokaci odgadli odrazu całą historję. Jeden z nich Ram Taran Babu, zawdzięczał Krisznie Gopalowi całe swe wykształcenie a zatem i karjerę. Oddawna już podejrzewał, iż cnotliwość i pobożność jego dobroczyńcy są udane. Teraz był niezbicie przekonany, że o ile tylko mogłoby się rzecz dokładnie zbadać, pokazałoby się, iż wszyscy „pobożni“ ludzie są właściwie obłudnikami.


Przypisy

  1. Używany do nabożeństwa szal, cały zadrukowany imieniem Kriszny.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Rabindranath Tagore i tłumacza: Jerzy Bandrowski.