Strona:Głodne kamienie.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na nos, a zegarek wypadł z kieszeni i zaczął dyndać w powietrzu. Bipin poprawił turban i poprosił ojca do domu swego adwokata, tuż w pobliżu.
— Nie, dziękuje! — odpowiedział Kriszna Gopal. — To, co ci mam powiedzieć, chcę ci powiedzieć tu.
Tymczasem zebrała się dokoła nich gromada gapiów. Ludzie Bipina rozpędzili ich.
Wtedy rzekł Kriszna Gopal:
— Musisz uczynić wszystko, co możesz, aby Asima uwolnić i musisz mu zwrócić wszystką zabraną ziemię.
— Czy to jest powodem, ojcze — wykrzyknął zdumiony Bipin — dla którego puściłeś się w podróż z Benares aż tu? Czy nie chciałbyś mi powiedzieć, dlaczego otaczasz tych ludzi tak szczególnemi względami?
— I cóż ci z tego przyjdzie, jeśli się dowiesz, mój chłopcze?
Ale Bipin nie poddawał się.
— Rzecz polega na tem, ojcze! — mówi dalej. — Wiele ulg cofnąłem, ponieważ byłem zdania, że dzierżawcy na nie nie zasługują. Był miedzy nimi cały szereg brahminów, ale przeciwko temu nie wyrzekłeś ani słowa. Czemuż teraz z taką gorliwością ujmujesz się za tymi Mahometanami? Jeżeli teraz, po tem wszystkiem, co zaszło, proces przeciw Asimowi umorzę i ziemię mu zwrócę, cóż ludzie o tem powiedzą?