Strona:Głodne kamienie.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

stąd — konkludował — że zawsze ściśle trzymał się swych zasad.
Wróciwszy do sądu, ujrzał na korytarzu między dwoma stójkowymi Asimuddina, czekającego na rozprawę. Asim był wynędzniały i wyczerpany. Wargi jego były blade i suche, a oczy świeciły nieswoim blaskiem. Okryty był brudną, podartą szmatą.
— Więc to mój brat!
Bipin aż się zatrząsł na tę myśl.
Sędzia pokoju żył z Bipinem w przyjaźni, więc rozprawa skończyła się na niczem. Po kilku dniach przywrócono Asimuddinowi dawniejsze jego stanowisko. Dlaczego się tak stało — nikt nie rozumiał. Nawet mieszkańcy wsi byli tem do najwyższego stopnia zdumieni.
Wkrótce jednak rozeszła się wieść o pobycie Kriszny Gopala tuż przed rozprawą. Ludzie zaczęli sobie rzucać porozumiewawcze spojrzenia. Bystrzy adwokaci odgadli odrazu całą historję. Jeden z nich, Ram Taran Babu, zawdzięczał Krisznie Gopalowi całe swe wykształcenie a zatem i karjerę. Oddawna już podejrzewał, iż cnotliwość i pobożność jego dobroczyńcy są udane. Teraz był niezbicie przekonany, że o ile tylko mogłoby się rzecz dokładnie zbadać, pokazałoby się, iż wszyscy „pobożni“ ludzie są właściwie obłudnikami.