Roman z Koszycy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tomasz Padurra
Tytuł Roman z Koszycy
Pochodzenie Z obcego Parnasu
Wydawca Księgarnia A. Gruszeckiego
Data wydania 1886
Druk Bracia Jeżyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Stanisław Budziński
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cała antologia
Pobierz jako: Pobierz Cała antologia jako ePub Pobierz Cała antologia jako PDF Pobierz Cała antologia jako MOBI
Indeks stron
ROMAN Z KOSZYCY



Już te ślady nie zostały,
Już się wody te przelały,
Kędy Ordę książę gnał,
Gdzie dla poju z końmi stał.
Z dawnéj pieśni o Jeremim ks. Wiśniowieckim.

Noc była ciemna, a wiatr z niw szerokich
Z czarnemi chmury toczył liście w jary,
I miesiąc czasem z pod niebios wysokich
Liczył siedzące nad Bohem Tatary.

Z miasta Winnicy, co z bogactw sławione
Po wyspach zamki obronne stawiało,
Co się na górach rozpiąwszy w koronę.
Kwitło sadami, a w narodzie chwałą.

Zrobiła puszczę horda bisurmanów;
Krew ciepła lała się z kłębami dymu;
A lud nieszczęsny dla mirzów i chanów
Po czarnym szlaku pognała do Krymu.

Jeszcze się mglisty tuman toczy w jary,
Kiedy, od Uły czarnego rycerza
Śród pól rozkosznych unosząc, koń kary
Jako wiatr w pogoń za tatarem zmierza.


Idź w step Obodny: nad rozstajną drogą
Wnet tam zaproszą cię do siebie groby;
Ale już kości nie znajdziesz z nikogo
I kruki tylko pieją pieśń żałoby.

A kiedy burza ztąd prochy rozgoni,
Ich pył osiada na granicach Litwy,
I nim na pogrzeb ich dziejom zadzwoni,
Błaga dla zmarłych pamiątek modlitwy.

Lecz pamięć ziemi obrońców nie ginie.
Ona tak świeci jak słońce śród rana.
Wspomnij te lata, o grodzie Lublinie!
Kiedyś w twe bramy przyjmował Romana.

Młody król August na tronie zasiada,
I jął się wielkiem dziełem niepokoić:
W pamięć, że z rodu on ostatni włada,
Pragnąłby Litwę z Polską w jedno spoić.

Za nim bogate stanęły panięta,
Przy nim wokoło siedzą Pany Rada;
Z Wołoch hospodar, z Pomorza książęta,
Każdy wierności hołd królowi składa.

Cóż to za rycerz, co w stepie bez krańców
W zaraniu życia już budzi mogoła,
I przed tron wiedzie okutych pohańców,
W bogatych szubach, co schylili czoła?


Nim słońce zgasło, zbawcą go nazywa
Sława, co w ludu pamięci nie zmiera;
Pole iwońskie głos króla rozbrzmiewa,
Jakim powitał Litwy bohatera.

„Książę Romanie! jakież tobie dary
Król milsze nad te ofiarować zdoła,
Które dla ciebie niesie za tatary
Twych ojców matka, co cię k’sobie woła.”

Na Obertyna zielonéj dąbrowie
Ptak dziki szczątki już wroga roznosi,
A tu po zmarłym Janie na Tarnowie
Naród w dwóch morzach jękiem żałość głosi.

Bodaj od ciebie niemiłych nam gości
Równego szczęścia spotkały koleje,
Niechaj czci takiéj doznają twe kości,
Po tobie takie łzy niech lud wyleje.

Tak to bywało w one dawne lata,
Kiedy miał naród kwiaty Giedyminów,
Miał wtedy mężów, męże cześć u świata,
A Polska sławnych i walecznych synów.





Taż sama pieśń w części zmieniona.



Noc była ciemna, a wiatr z niw szerokich
Z czarnemi chmury toczył liście w jary,
I miesiąc czasem z pod niebios wysokich
Liczył siedzące nad Bohem tatary.

Łuny daleko na górach błyskały,
Bo przy ogniskach śpiewali pohańce;
Lecz któż wypowie, jakie łzy wylały
Wzięte w niewolę chrześcijańskie brańce.

Z miasta Winnicy, co z bogactw sławione
Po wyspach zamki obronne stawiało,
Co się na górach rozpiąwszy w koronę,
Kwitło sadami, a w narodzie chwałą.

Zrobiła puszczę horda bisurmanów;
Krew ciepła lała się z kłębami dymu,
A lud nieszczęsny, dla mirzów i chanów
Po Czarnym szlaku pognano do Krymu.

Naonczas Roman w Żytomierzu siedział,
Gdzie na Ostrogu księżny sądził sprawę;
Gdy się o strasznéj téj wieści dowiedział,
Czując niedolę łudzi i niesławę,


Chwyta za szablę, burką się osłoni,
Krzyknie, tłum jezdzców setkami powstanie,
A on na przedzie z wichrami się goni;
Za niemi niebo kryje się w tumanie.

Ja wam nie powiem, na jakie to pole
Wtedy koń wrony niósł kniazia Romana;
Ja wam nie powiem na jaką niedolę
Przyszły tam hordy z Perekopu chana.

Idź w step Obodny: nad rozstajną drogą
Wnet tam zaproszą cię do siebie groby;
Ale już kości nie znajdziesz z nikogo,
I kruki tylko pieją pieśń żałoby.

I z tych już prochy wiatr wokół rozwiewa,
Co trupem pogan słały te przestrzenie;
Ale ich dzieła jeszcze nam zaśpiewa
Na Ukrainie szóste pokolenie.

Bo pamięć ziemi obrońców nie ginie:
Ona tak świeci jak słońce śród rana.
Wspomnij te lata o grodzie Lublinie!
Kiedy-ś w twe bramy przyjmował Romana.

Młody król August na tronie zasiada,
I jął się wielkiem dziełem niepokoić:
W pamięć, że z rodu on ostatni włada,
Pragnąłby Litwę z Polską w jedno spoić.


Za nim bogate stanęły panięta,
Przy nim wokoło siedzą Pany Rada;
Z Wołoch hospodar; z Pomorza książęta,
Każdy wierności hołd królowi składa.

Słońce już błyska promieni ostatkiem
I wieczór cichy zeszedł na doliny;
Zaczekaj słońce! bo ty będziesz świadkiem
Wielkiéj i sławnéj w narodzie godziny.

Na białym koniu tam widać rycerza:
Cała pierś zbroi żelazem okryta,
Pogoń litewska ozdobą puklerza,
Z piór białych wieje na kołpaku kita.

Z obu stron jego Ukrainy dziatki,
Które wróg przeklął; dzielne atamany,
Bystre jak sokół, młode jako kwiatki,
Wiodły w okowach perekopskie hany.

Ledwie zobaczył to król August młody,
Że dzicz nie będzie łupić naszéj ziemi,
Ze łzą radości, bo pełen pogody,
Rzekł do rycerza wonczas słowy temi:

„Książe z Lubartów, Sanguszko Romanie,
Zacnego rodu! któż radość wypowié?
Czyż nam dzięk stanie? czy nam skarbów stanie
Za tę przysługę, coś oddał krajowi?”


Na Obertyna zielonéj dąbrowie
Już orzeł szczątki po wrogach roznosi;
A tu po zmarłym Janie na Tarnowie,
Naród w dwóch morzach jękiem żałość głosi.

Bodaj od ciebie niemiłych nam gości
Równego szczęścia spotkały koleje;
Niechaj czci takiéj doznają twe kości,
Po tobie takie łzy niech lud wyleje.

Tak to bywało w one dawne lata
Gdy jagiellońskie panowało plemię;
Miał naród męże, męże cześć u świata,
Siłę, bogactwo miały nasze ziemie.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Tomasz Padurra i tłumacza: Stanisław Budziński.