Prowincjałki/Czwarty list do przyjaciela z prowincji

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Blaise Pascal
Tytuł Prowincjałki
Data wydania 1921
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy
»Bibljoteka Polska«
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
CZWARTY LIST
DO PRZYJACIELA Z PROWINCJI.


(O łasce uczynkowej zawsze obecnej i o grzechach z niewiedzy).
Paryż, 25 lutego 1656.

Niemasz nic ponad jezuitów. Odwiedziłem jakóbinów, doktorów i rozmaitych innych; ale brakło do mego wykształcenia tej wizyty. Inni kopiują ich tylko. Najlepiej jest zawsze iść od samego źródła. Wybrałem się tedy do jednego z najsławniejszych, towarzyszył mi zaś ów wierny jansenista, który był ze mną u jakóbinów. Że zaś pragnąłem osobliwie oświecić się w kwestyi sporu, który toczą z jansenistami w sprawie tak zwanej przez nich łaski uczynkowej[1], poprosiłem uprzejmie dobrego Ojca, aby mnie zechciał pouczyć: nie wiem nawet co ten termin oznacza, i proszę by mi go objaśnił.
— Bardzo chętnie, odparł; lubię ludzi ciekawych. Oto więc definicya: łaską uczynkową nazywamy natchnienie Boga, zapomocą którego objawia nam swoją wolę, i zapomocą którego budzi w nas chęć spełnienia jej.
— A w czem, spytałem, różnicie się od jansenistów w tym przedmiocie?
— W tem, odparł, iż my twierdzimy, że Bóg daje łaskę uczynkową wszystkim ludziom, przy wszelkiem pokusie; utrzymujemy bowiem, iż, gdyby się nie miało przy każdej pokusie łaski uczynkowej aby nie zgrzeszyć, człowiek nie byłby nigdy winien grzechu któryby popełnił. Janseniści powiadają przeciwnie, że człowiek jest odpowiedzialny za grzechy popełnione bez łaski uczynkowej: ale to są brednie.
Domyślałem się dokąd zmierza; ale aby to zeń wydobyć jeszcze jaśniej, rzekłem: Mój Ojcze, to słowo łaska uczynkowa myli mnie; nie nawykłem doń; byłbym ci bardzo wdzięczny, gdybyś był tak łaskaw powiedzieć mi to samo nie używając tego terminu.
— Owszem, rzekł Ojciec, to znaczy, pragniesz, abym wstawił określenie w miejsce rzeczy określonej; to nie zmienia nigdy treści; bardzo chętnie. Utrzymujemy tedy niezbicie, że dana czynność nie może być poczytana za grzech, o ile przed popełnieniem jej, Bóg nie da nam świadomości zła które w niej się mieści, oraz natchnienia które nam każe jej unikać. Rozumiesz teraz?
Zdumiony taką zasadą, wedle której wszystkie grzechy popełnione w nieświadomości, oraz te, które popełni się w zupełnej niepamięci o Bogu, nie byłyby grzechem, zerknąłem na jansenistę: rychło poznałem z miny że nie podziela tego zdania. Ale ponieważ nie rzekł nic, ozwałem się: Pragnąłbym, Ojcze, aby to co mówisz było prawdą, i abyś miał na to mocne dowody.
— Chcesz dowodów? odparł z miejsca. Zaraz ci ich dostarczę, i to nieladajakich; poczekaj tylko.
Zaczem, udał się po książki. Ja zaś rzekłem do mego przyjaciela:
— Czyżby się znalazł jeszcze ktoś drugi utrzymujący takie rzeczy?
— To cię dziwi? odparł. To pewna, ani papieże, ani sobory, ani Pismo, ani żadna pobożna książka, nawet w ostatnich czasach, nie mówili w ten sposób, ale co się tyczy kazuistów i nowych scholastyków, tych przytoczy ci sporo.
— Cóż mi tacy? rzekłem; za nic ich mam o ile są w sprzeczności z tradycyą. — I dobrze czynisz, rzekł.
W tej chwili przybył dobry Ojciec obładowany książkami, i, podsuwając mi pierwszą z brzegu, rzekł:
— Czytaj tę oto Sumę grzechów Ojca Bauny[2]; masz tu ją w piątem wydaniu, na dowód że to tęga książka.
— Szkoda, szepnął mi jansenista, że książkę tę potępił Rzym i biskupi francuscy.
— Spojrz, rzekł Ojciec na stronicę 906.
Przeczytałem, i znalazłem te słowa: Aby zgrzeszyć i stać się winnym w obliczu Boga, trzeba wiedzieć iż rzecz którą się chce uczynić jest nicwarta lub bodaj podejrzewać to, lękać się tego, albo też mniemać iż Bóg nie podoba sobie w czynności której się oddajemy, iż jej zabrania, a mimo to czynić ją, nie dbać o to i przekraczać zakaz.
— Pięknie się zaczyna, rzekłem.
— Uważ wszelako, odparł, co to jest zawiść. Na tej-to podstawie, O. Hallier[3], zanim przystał do nas, dworował sobie z O. Bauny i stosował doń te słowa: „Ecce qui tollit peccata mundi, oto ten, który gładzi grzechy świata“.
— W istocie, rzekłem, że to zupełnie nowe odkupienie, sposobem Ojca Bauny.
— Chcesz, dodał, silniejszego autorytetu? Zajrzyj do tej książki O. Annat[4]; to ostatnia jaką napisał przeciw Arnauldowi; otwórz na str. 34 tam gdzie założone i odczytaj wiersze które zaznaczyłem ołówkiem: to złote słowa.
Zaczem odczytałem to zdanie: Ten, który nie myśli zgoła o Bogu ani o swoich grzechach, ani nie ma żadnego pojęcia (to znaczy — objaśnił mnie — żadnej świadomości) o obowiązku pełnienia aktów miłości bożej lub skruchy, nie posiada zgoła łaski uczynkowej dla pełnienia tych aktów; ale też faktem jest, iż nie popełnia bynajmniej grzechu poniechując ich, i że jeśli będzie potępiony, to nie za to poniechanie. A o parę wierszy niżej: I to samo można powiedzieć o występnym uczynku.
— Widzisz pan, rzekł Ojciec, jak on tu mówi o grzechach z opuszczenia i dopuszczenia. Nie przepomina bowiem niczego. Cóż ty na to?
— Och! zachwycony jestem! odparłem; jakże piękne widzę tego następstwa! Przewiduję już skutki: ileż tajemnic otwiera się mym oczom! Widzę, iż ta nieświadomość i niepamięć Boga oczyści bez porównania więcej ludzi, niż łaska i Sakramenty. Ale, mój Ojcze, czy ty mnie nie mamisz zwodniczą radością? Czy to nie jest coś podobnego do owej wystarczającej, która nie wystarcza? Wściekle się boję jakiegoś Distinguo[5]: już raz się złapałem: czy ty mówisz szczerze?
— Jakto! rzekł Ojciec wzburzony: żarty zgoła nie na miejscu; niema tu żadnej dwuznaczności.
— Ja nie żartuję, rzekłem; ale tak pragnę tego, że aż się obawiam.
— Aby się lepiej upewnić, rzekł, zbadaj pisma O. le Moine, który wykładał o tem w samej Sorbonie. Nauczył się tego od nas, to prawda; ale pięknie to rozwinął. Och, jak on to silnie uzasadnił! Uczy, iż, aby uczynek był grzechem, trzeba aby wszystkie te rzeczy spełniły się w duszy. Czytaj i zważ każde słowo.
Odczytałem tedy po łacinie, to co ujrzysz tu przełożone:
1. Bóg rozlewa w duszy jakowąś miłość, która skłania ją ku rzeczy nakazanej; z drugiej zaś strony oporna pożądliwość ciągnie w przeciwnym kierunku;
2. Bóg tchnie w duszę świadomość własnej niemocy;
3. Bóg tchnie w nią znajomość lekarza, który ją ma uleczyć;
4. Bóg tchnie w nią pragnienie uleczenia;
5. Bóg tchnie w nią pragnienie modlenia się doń i błagania o pomoc.
— I, jeżeli wszystkie te rzeczy nie dzieją się w duszy, rzekł jezuita, uczynek nie jest właściwie grzechem i nie może być poczytany za grzech, jak to le Moine powiada w tym ustępie i w całym dalszym ciągu. Chcesz jeszcze innych powag? oto są.
— Ale same nowoczesne, szepnął jansenista.
— Widzę to, odparłem. Zaczem, zwracając się do jezuity, rzekłem: O, mój Ojcze! cóż to za wygoda dla wielu moich znajomych! Muszę ich tu przyprowadzić. Nie widziałeś może ludzi którzy mieli mniej grzechów niż oni, nie myślą bowiem nigdy o Bogu, występki zagarnęły ich rozum: Nie znali nigdy ani swojej niemocy, ani lekarza który może ich uleczyć; nigdy nie przyszło im na myśl pragnąć zdrowia swojej duszy, a jeszcze mniej prosić Boga aby im je dał; tak iż, wedle le Moine’a, są jeszcze niewinni jak nowonarodzone dzieci. Nie postało im nigdy w myśli kochać Boga, ani trapić się swoimi grzechami; tak iż, wedle O. Annat, nie zgrzeszyli nigdy brakiem miłości i skruchy; życie ich jest nieustanną pogonią za wszelkiego rodzaju przyjemnościami, których biegu nie zamącił nigdy najmniejszy wyrzut. Wskutek tych wyuzdań uważałem zgubę ich za pewną; tymczasem ty, Ojcze, pouczasz mnie, że właśnie te wybryki zapewniają im zbawienie. Błogosławiony bądź, Ojcze, iż tak oczyszczasz ludzi. Inni wskazują lekarstwo dla duszy w dotkliwych umartwieniach; ty ukazujesz, iż dusze, któreby się uważało za najrozpaczliwiej chore, mają sie dobrze. O, jakaż to wygodna droga aby być szczęśliwym na tym świecie i na tamtym! Mniemałem zawsze, iż człowiek grzeszy tem więcej, im mniej myśli o Bogu; ale oto widzę, iż, skoro zdołał osiągnąć to aby wcale o nim nie myśleć, wszystko staje się w nim odtąd czyste. Precz z owymi pół-grzeszikami, mającymi jakowąś miłość cnoty: wszyscy ci pół-grzesznicy będą potępieni. Natomiast owych szczerych grzeszników, grzeszników zatwardziałych, grzeszników bez domieszki, pełnych i skończonych, piekło się nie ima: oszukali djabła, oddając mu się z kościami.
Dobry Ojciec, który widział jasno iż to są proste wnioski z jego zasady, wykręcił się dość zręcznie go; zła nie pogniewany — czy przez łagodność czy z wyrachowania — rzekł jeno:
— Zaraz zrozumiesz w jaki sposób rozwiązujemy tę trudność. Powiadamy, iż ci bezbożnicy, o których mówisz, byliby bez grzechu, gdyby nigdy nie powstała w nich myśl o nawróceniu ani też pragnienie Boga; ale twierdzimy że wszyscy je mają, i że Bóg nigdy nie wydał człowieka grzechowi, nie dawszy mu wprzódy świadomości złego które ma uczynić, oraz pragnienia bądź to uniknięcia grzechu, bądź też błagania Go o pomoc w tej mierze. Jedynie janseniści twierdzą inaczej.
— Jakżeto, Ojcze, czyż to jest ze strony jansenistów herezya, iż przeczą, aby, za każdym razem kiedy ktoś popełnia grzech, miał nań spływać wyrzut sumienia, mimo którego nie dba o to i przekracza zakaz, jak powiada O. Bauny? To dość ucieszne, aby ktoś za to miał być heretykiem. Rozumiałem, iż może być ktoś potępiony za to iż nie ma dobrych myśli; ale, aby miał być potępiony za to iż nie wierzy że wszyscy je mają, tego, doprawdy, nie myślałem. Ale, Ojcze, sumienie nakazuje mi wywieść cię z błędu, i powiedzieć ci że istnieją tysiące ludzi którzy nie mają tego pragnienia i którzy grzeszą bez żalu; którzy grzeszą z radością, którzy się tem chełpią. I któż może o tem wiedzieć lepiej od ciebie? Z pewnością musiałeś spowiadać niejednego z tych o których mówię, zazwyczaj bowiem spotyka się ich pośród osób wysokiego stanu. Ale bacz, Ojcze, na niebezpieczne następstwa swojej zasady. Czy nie uważasz jaki może ona sprawić skutek w owych niedowiarkach, którzy silą się jeno wątpić o religii? Jakąż broń dajesz im, skoro podajesz im jako artykuł wiary, iż czują, przy każdym grzechu który popełniają, ostrzeżenie i wewnętrzne pragnienie wstrzymania się odeń! Czyż nie jest jasne, iż będąc świadomi, z własnego doświadczenia, fałszu twojej nauki w punkcie który podajesz jako artykuł wiary, zechcą stąd wnioskować i o wszystkich innych? Powiedzą, iż, skoro mylicie się w jednym punkcie, możecie mylić się we wszystkich: i w ten sposób nastręczycie im wniosek albo że religia jest fałszywa, albo przynajmniej że wy macie o niej opaczne pojęcia.
Na to, towarzysz mój, biorąc moją stronę, rzekł: Lepiej byłoby, Ojcze, dla waszej nauki, abyście nie tłómaczyli tak jasno, jak ty oto nam, tego co rozumiesz pod łaską uczynkową. W jakiż sposób bowiem mógłbyś nie tracić wiary u ludzi, głosząc otwarcie że nikt nie grzeszy, kto nie posiada wprzód świadomości swej słabości, znajomości lekarza, pragnienia uleczenia i chęci modlitwy o nie do Boga? Czy uwierzy ci kto na słowo, iż ludzie brnący w chuci, bezwstydzie, bluźnierstwie, pojedynkach, zemście, kradzieży, świętokradztwie, mają istotne pragnienie przestrzegania czystości, pokory i innych cnót chrześcijańskich? Czy pomyśli kto, aby ci filozofowie, sławiący tak głośno potęgę przyrody, znali jej niemoc i jej lekarza? Czy powiesz, iż ci, którzy podtrzymują z upartą pewnością zasadę, iż Bóg nie daje cnoty, i że nie zdarzył się nikt ktoby go o nią prosił[6], troszczyli się o to aby sami o nią prosić?
Kto uwierzy, aby Epikurejczycy, którzy przeczyli boskiej Opatrzności, czuli potrzebę modlitwy? oni, którzy mówili, że zniewagą dla Boga jest zwracać się doń w naszych potrzebach, jakgdyby był zdolny troszczyć się i myśleć o nas?
A wreszcie, jak wyobrazić sobie, aby bałwochwalcy i bezbożnicy, mieli, w każdej pokusie która popycha ich do grzechu, to znaczy nieskończoną ilość razy w życiu, chęć modlenia się do prawdziwego Boga którego nie znają, aby im dał prawdziwe cnoty, których nie mają świadomości?
— Owszem, rzekł Ojciec stanowczo, twierdzimy to; raczej niżbyśmy mieli przyznać, iż człowiek grzeszy bez świadomości złego i pragnienia dobrego, będziemy utrzymywać, iż wszyscy — ci bezbożni i niewierni także — mają, za każdą pokusą, owe natchnienia i pragnienia. Nie zdołasz mi bowiem dowieść, pzynajmniej zapomocą Pisma św., aby było przeciwnie.
Wmięszałem się i rzekłem: Jakżeto, mój Ojcze? Trzebaż uciekać się do Pisma św., aby wykazać rzecz tak jasną? To nie jest rzecz wiary, ani nawet rozumowania. To fakt. Widzimy go, wiemy, czujemy.
Na to jansenista, trzymając się w granicach zakreślonych przez Ojca jezuitę, rzekł: — Jeżeli, Ojcze, godzisz sie ulec jedynie Pismu, zgoda; ale przynajmniej nie opieraj się mu. Napisane jest, iż Bóg nie objawił swoich praw poganom, i że pozwolił im błądzić[7]: nie mów tedy, iż Bóg oświecił tych, o których księgi święte powiadają iż pozostawieni są w ciemnościach i w cieniu śmierci[8]. Czy ci nie wystarcza, dla ujawnienia fałszu twej zasady, to iż św. Paweł mieni się największym grzesznikiem, dla grzechu który, jak sam mówi, popełnił z nieświadomości i ze zbytniego zapału?[9] Czy nie wystarcza wiedzieć z Ewangelii, iż ci, którzy krzyżowali Chrystusa potrzebowali przebaczenia i on prosił o nie dla nich, mimo iż nie znali niegodziwości swego uczynku, i — wedle św. Pawła — nie byliby go spełnili nigdy, gdyby mieli jej świadomość[10]. Czy nie wystarcza, iż Chrystus uprzedza nas, że zjawią się prześladowcy Kościoła, którzy będą mniemali iż oddają przysługę Bogu, siląc się go zrujnować? Tem samem mówi nam, iż grzech ten, wedle Apostoła największy ze wszystkich, mogą popełnić ludzie tak odlegli od świadomości że grzeszą, iż, przeciwnie, uważaliby sobie za grzech nie czynić tego[11]? A wreszcie, czy nie wystarcza, iż Chrystus pouczał nas że istnieją dwa rodzaje grzeszników, jedni świadomi, drudzy nieświadomi, i że wszyscy oni będą ukarani, mimo że zaiste niejednako?[12]
Dobry Ojciec, przyparty tyloma świadectwami Pisma, do którego się odwołał, zaczynał mięknąć. Przyzwalając aby niedowiarki grzeszyły bez natchnienia bożego, rzekł:
— Przynajmniej nie zaprzeczycie, że sprawiedliwemu nie zdarza się zgrzeszyć, bez tego aby Bóg...
— Cofasz się, Ojcze, przerwałem, cofasz się i ustępujesz z ogólnej zasady; widząc że jest nicwarta dla grzeszników, chcesz się ugodzić i utrzymać ją bodaj dla sprawiedliwych. Ale w ten sposób, zastosowanie jej jest mocno ograniczone, bardzo mało kto bowiem będzie z niej korzystał: doprawdy nie warto się z wami spierać o to.
Ale mój towarzysz, który musiał chyba studyować kwestyę jeszcze tego rana, tak dobrze był przygotowany na wszystko, odparł: — Oto, mój Ojcze, ostatni szaniec, poza który chowacie się, skoro wam się zdarzy zabrnąć w dysputę: ale i tam jesteście równie niepewni. Przykład sprawiedliwych nie więcej wam pomoże. Któż wątpi, iż często popadają oni w grzech bezświadomie ani wiedząc o tem? Czy nie wiemy nawet z ust Świętych, jak bardzo pożądliwość zastawia im tajemne pułapki, i jak często zdarza się, iż nawet najpowściągliwsi oddają rozkoszy to co mniemają oddawać jeno samej potrzebie, jak to św. Augustyn powiada sam o sobie w swoich Wyznaniach?
Jak często najgorliwsi ulegają w dyspucie odruchom gniewu we własnym interesie, podczas gdy sumienie utwierdza ich w mniemaniu że działają jedynie w interesie prawdy, tak iż przekonują się o tem niekiedy aż znacznie później?
A co powiedzieć o tych, którzy chwytają się z zapałem rzeczy w istocie złych, ponieważ uważają je za dobre, jak tgo historyą kościelna daje przykłady? To nie przeszkadza, wedle Ojców, iż zgrzeszyli w tej okoliczności.
Inaczej, w jaki sposób sprawiedliwi mieliby ukryte grzechy?[13] W jaki sposób byłoby prawdą, iż sam tylko Bóg zna ich wielkość i liczbę; iż nikt nie wie czy jest godzien miłości czy nienawiści;[14] i że najświętsi muszą wciąż trwać w obawie i drżeniu, mimo że nie czują się winni niczego, jak powiada św. Paweł o sobie samym?[15]
Przyznaj tedy, mój Ojcze, że przykłady tak sprawiedliwych jak grzeszników zarówno obalają warunek który ty przyjmujesz do grzechu, to jest aby znać zło i miłować dobro jemu przeciwne. Zamiłowanie bezbożników do grzechu dostatecznie świadczy, iż nie mają oni żadnego pragnienia cnoty; miłość zaś, jaką mają sprawiedliwi dla cnoty, świadczy wyraźnie że nie zawsze mają świadomość grzechów, które, wedle Pisma, popełniają codziennie.
I tak dalece prawdą jest iż sprawiedliwi grzeszą w ten sposób, iż wręcz rzadkiem jest aby wielcy święci grzeszyli inaczej. Jak bowiem pojąć, aby te dusze tak czyste, które tak pilnie i żarliwie unikają najmniejszych rzeczy zdolnych nie podobać się Bogu, skoro tylko je spostrzegą, a grzeszą wszelako codziennie, aby te dusze, powiadam, miały, za każdym razem przed upadkiem, świadomość swej niemocy w danej chwili, i świadomość lekarza, pragnienie uleczenia, i modlitwy do Boga aby ich wspomógł, i aby, mimo tych wszystkich natchnień, te dusze tak żarliwe deptały to wszystko i popełniały grzech!
Uznaj tedy, mój Ojcze, iż ani grzesznicy, ani nawet najsprawiedliwsi nie zawsze mają tę świadomość, to pragnienie i te natchnienia, za każdym razem gdy grzeszą; to znaczy, aby użyć waszego terminu, nie zawsze mają łaskę uczynkową we wszystkich okazyach w których grzeszą. I nie powiadaj mi, ze swymi nowymi autorami, iż niepodobna jest grzeszyć nie znając sprawiedliwości, ale powiedz raczej, wraz ze św. Augustynem i dawnymi Ojcami, że niepodobna jest nie grzeszyć kiedy się nie zna sprawiedliwości: Necesse est ut peccet, a quo ignoratur justitia[16].
Dobry ojciec, widząc że mu niepodobna utrzymać swego mniemania tak co do sprawiedliwych jak co do grzeszników, nie stracił wszelako otuchy. Otwierając swego O. Bauny w tem samem miejscu które nam pokazał, rzekł: — Już ja was przekonam. Patrzcie, patrzcie, oto argument, na którym on wspiera swoją myśl. Byłem pewien że nie zbraknie mu tęgich dowodów. Przeczytajcie ten cytat z Arystotelesa, a ujrzycie, iż, wobec tak wyraźnej powagi, albo trzeba spalić dzieła tego księcia filozofów, albo też przyłączyć się do naszego zdania. Słuchajcie tedy zasad, które przeprowadza O. Bauny. Powiada najpierw, iż uczynek nie może być poczytany za grzech, jeśli jest mimowolny.
— Zgoda, rzekł mój przyjaciel.
— Oto pierwszy raz, rzekłem, widzę abyście byli w zgodzie. Poprzestań na tem, mój Ojcze, wierzaj mi.
— Toby nie było nic, rzekł; trzeba bowiem wiedzieć jakie są warunki, których potrzeba, aby uczynek był z woli.
— Mocno się lękam, odparłem, iż pokłócicie się na tym punkcie.
— Nie lękaj się, rzekł, to jest pewne. Mam za sobą Arystotelesa. Słuchaj dobrzem co mówi O. Bauny: Iżby postępek był dobrowolny, trzeba aby był dziełem człowieka, który widzi, wie i przenika, co w nim jest dobrego i złego. „Voluntarium est, powiadają pospolicie z Filozofem (wiesz, dodał ściskając mnie za rękę, że tak mienią Arystotelesa), quod fit a principio, cognoscente singula, in quibus est actio“. Tak więc, jeżeli wola pospiesznie i bez zastanowienia poweźmie jakąś chęć lub niechęć, zrobi jakąś rzecz lub poniecha jej, zanim rozum mógł poznać czy złem jest pragnąć jej lub unikać, spełnić lub poniechać, taki uczynek nie jest ani dobry ani zły, ile że, przed tem zbadaniem, wejrzeniem i zastanowieniem wewnętrznem nad dobrocią lub złością danej rzeczy, postępek którym się ją spełnia nie płynie z woli.
I cóż, rzekł Ojciec, jesteś zadowolony?
— Zdaje się, odparłem, iż Arystoteles jest zdania O. Bauny, ale to mnie i tak dziwi. Jakto, Ojcze! aby działać rozmyślnie, nie wystarczy, aby się wiedziało co się robi, i aby się uczyniło ponieważ się chce uczynić; ale trzeba cowięcej aby się widziało, wiedziało i przeniknęło co jest dobrego i złego w tym uczynku? Jeżeli tak, niema już rozmyślnego uczynku w życiu, ponieważ nie myśli się zgoła o tem wszystkiem. Ileż klątw w czasie gry, ileż wybryków rozpusty, ileż szaleństw w karnawale: wszystko rzeczy nie rozmyślne, a tem samem ani złe ani dobre, ile, że nie towarzyszy im owo zastanowienie wewnętrzne nad dobrocią lub złością danego uczynku! Ale czy podobna, mój Ojcze, aby Arystoteles miał tę myśl? słyszałem bowiem że to był rozumny człowiek.
— Zaraz ci to objaśnię, rzekł jansenista.
I, poprosiwszy Ojca o Naukę moralną Arystotelesa, otworzył ją na początku III-ciej księgi, skąd O. Bauny zaczerpnął przytoczone słowa, poczem rzekł do dobrego Ojca: — Przebaczam ci, iż uwierzyłeś na wiarę O. Bauny, że Arystoteles był tego mniemania. Zmieniłbyś zdanie, gdybyś go był sam przeczytał. Prawda, uczy, iż aby czynność jakaś była rozmyślna, trzeba znać jej okoliczności: Signula in quibus est actio. Ale cóż on rozumie pod tem, jeżeli nie szczególne okoliczności danego uczynku? Tłómaczą to jasno przykłady które podaje, nie przytacza bowiem innych, jeno te, w których ktoś nie zna jednej z tych okoliczności; np. osobę, która, chcąc pokazać działanie machiny, wypuszcza pocisk i rani kogoś, lub Meropę, która zabiła syna mniemając że zabija nieprzyjaciela, i inne podobne.
Widzisz stąd, jakiej natury niewiedza czyni postępek mimowolnym, i że jedynie niewiedzę poszczególnych okoliczności nazywają teologowie — jak to dobrze wiesz, mój Ojcze — nieświadomością faktuu. Ale co do nieświadomości prawa, to znaczy, co do nieświadomości dobrego i złego, które tkwią w uczynku — a o tę wyłącznie tu chodzi — spojrzmy czy Arystoteles jest zdania O. Bauny. Oto słowa tego filozofa: Wszyscy ludzie źli nie wiedzą co mają czynić a czego unikać, i to właśnie czyni ich złymi i występnymi. Dlatego to, nie można powiedzieć aby ich czynności były bezwolne. Ta bowiem niewiedza w wyborze dobrego lub złego nie sprawia aby czynność była bezwolna, ale tylko że jest występna. To samo należy powiedzieć o człowieku, który wogóle nie zna prawideł swego obowiązku, ta niewiedza bowiem czyni ludzi godnymi nagany a nie usprawiedliwienia. Tak więc, niewiedzą, która sprawia że czynność jest bezwolna i niewinna, jest tylko ta, która dotyczy szczegółów faktu i jego osobliwych okoliczności; wówczas bowiem przebaczamy takiemu człowiekowi i tłómaczymy go i uważamy iż działał mimo chęci.
Czy potem, mój Ojcze, powiesz jeszcze, że Arystoteles jest twojego zdania? I któż się nie zdziwi, że filozof pogański lepiej niż wasi doktorzy oświecony jest w materji tak doniosłej dla powszechnej moralności i dla prowadzenia dusz, t. j. w znajomości warunków, od których zależy rozmyślność lub nierozmyślność uczynków, a w następstwie rozgrzeszenie lub nierozgrzeszenie z grzechu? Nie licz już tedy w niczem, mój Ojcze, na tego księcia filozofów, i nie opieraj się już księciu teologów który tak rozstrzyga ten punkt w I ks. swoich Retract.[17] rozdz. 15: Ci, którzy grzeszą przez niewiedzę, pełnią swoją czynność dlatego jeno że chcą ją spełnić, mimo iż grzeszą bez chęci grzeszenia. Tak więc, sam ten grzech z niewiedzy może być spełniony jedynie z woli tego który go popełnia, ale z woli odnośnie do uczynku, nie do grzechu; co nie przeszkadza wszelako iż czynność jest grzechem, ponieważ wystarcza w tej mierze iż się uczyniło to czego się było obowiązanym nie czynić.
Ojciec wydawał się zdumiony, bardziej jeszcze ustępem z Arystotelesa niż ustępem ze św. Augustyna. Podczas gdy dumał coby odpowiedzieć, uwiadomiono go iż pani marszałkowa de.... i pani margrabina de.... życzą sobie z nim mówić. Opuścił nas tedy w pośpiechu: Wspomnę o tem naszym Ojcom, rzekł; znajdą na to jakąś odpowiedź; są wśród nas bardzo bystrzy ludzie.
Zrozumieliśmy go dobrze. Zostawszy sam z moim przyjacielem, wyraziłem mu zdumienie z powodu przewrotu, jaki ta nauka sprawia w moralności. Na co odparł, iż bardzo się dziwi mojemu zdziwieniu.
— Czy nie wiesz jeszcze, rzekł, że w kwestyach moralności dopuszczają się jeszcze większych wybryków niż w kwestyach wiary?
Przytoczył mi osobliwe przykłady, zostawiając resztę na inny raz. Mam nadzieję, iż w następnym liście zamieszczę to czego się dowiem w tym przedmiocie.





Przypisy

  1. Grâce actuelle.
  2. Stefan Bauny, jezuita rodem z Szampanii (1565—1649).
  3. Hallier, profesor Sorbony, później biskup Cavaillon i też jezuita. Umarł w r. 1658.
  4. Franciszek Annat (1590—1670) jezuita, profesor i rektor w Montpellier i Tuluzie, przez kilkanaście lat spowiednik Ludwika XIV, namiętny wróg jansenistów, walczący przeciw nim w licznych pismach.
  5. Subtelnego rozróżnienia.
  6. Cicero, De natura Deorum, III, 26.
  7. Psal. CXLVII, 20. Act. XIV, 16.
  8. Jos. IX, 2.
  9. I. Timoth. I, 13, 15.
  10. Luc. XXIII, 34. — I Cor. II, 8.
  11. Joh. XVI, 2.
  12. Luc. XII, 47, 48.
  13. Psalm XVIII, 13.
  14. Eccl. 1.
  15. I, Cor. II, 3.
  16. Św. Augustyn, Opus imperfectum contra Julianum Pelagianum I, 106. „Musi grzeszyć ten, kto nie nieświadom jest tego co sprawiedliwe“.
  17. Św. Augustyn, Retractationum lib. I, ..cap. 15.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Blaise Pascal i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.