Prowincjałki/Piąty list do mieszkańca prowincji

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Blaise Pascal
Tytuł Prowincjałki
Data wydania 1921
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy
»Bibljoteka Polska«
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
PIĄTY LIST
DO MIESZKAŃCA PROWINCJI.


(Cel jezuitów w tworzeniu nowej moralności. Dwa rodzaje kazuistów między nimi: mnogość rozwiązłych a niewielu surowych: przyczyna tej różnicy. Wykład nauki o Prawdopodobieństwie. Ciżba nowoczesnych i nieznanych autorów wprowadzonych w miejsce Świętych Ojców).
Paryż, 20 marca 1656.

Dopełniam przyrzeczenia. Oto pierwsze rysy moralności zacnych OO. Jezuitów, tych ludzi znamienitych wiedzą i rozumem, powodujących się bez wyjątku mądrością bożą, która jest pewniejsza niż cała filozofia. Mniemasz może że szydzę: mówię poważnie; lub raczej to oni tak mówią w książce pod tytułem Imago primi saeculi[1]... Przepisuję jedynie ich słowa, zarówno jak w dalszym ciągu tej pochwały. Jestto stowarzyszenie ludzi lub raczej aniołów, przepowiedziane przez Izajasza w tych słowach: Lećcie, chyże i lekkie anioły. Czyż proroctwo nie jest jasne? Są to dobre duchy; są to gromady feniksów, ile że autor pewien wykazał, że feniksy istnieją w większej ilości. Zmienili oblicze chrześcijaństwa! Trzeba wierzyć, skoro sami tak powiadają. I ujrzysz to snadnie w dalszej kolei tego wywodu, który cię pouczy o ich maksymach.
Chciałem je poznać z dobrego źródła. Nie zaufałem temu co mi powiadał mój przyjaciel: postanowiłem pogadać z nimi samymi. Ale przekonałem się, iż powiadał samą prawdę. Sądzę, że nie kłamie nigdy. Przekonasz się z opisu.
W czasie tej naszej rozmowy, powiedział mi tak dziwne rzeczy, iż trudno mi było w nie wierzyć; ale pokazał mi je w książkach; tak iż, na ich obronę, mogłem rzec jedynie to, iż to są mniemania pojedynczych osób i że niesłusznem jest przypisywać je całemu ciału. Upewniłem go, iż znam jezuitów, którzy są w tym samym stopniu surowi, w jakim ci, których on mi przytaczał, rozwiąźli. Na to odsłonił mi ducha Towarzystwa, którego nie wszyscy znają; może będziesz rad go poznać. Oto co mi powiedział:
Mniemasz iż wielce ich bronisz, wskazując iż posiadają w swojem łonie Ojców równie zgodnych z zasadami ewangelicznemi jak tamci są im przeciwni: wnosisz z tego, iż ta rozwiązłość poglądów nie jest udziałem całego Towarzystwa. Wiem o tem; gdyby bowiem tak było, nie ścierpieliby owych którzy jej są tak sprzeczni. Ale skoro liczą i takich członków, którzy wyznają tak wyuzdaną naukę, możesz stąd sądzić iż w Towarzystwie nie panuje też duch surowości chrześcijańskiej: gdyby bowiem tak było, nie ścierpianoby tych którzy są odeń tak oddaleni.
— Jakto! wykrzyknąłem; jakiż może być tedy duch całego ciała? Widocznie tedy nie posiadają żadnego określonego, i każdy ma swobodę mówienia poprostu tego co myśli.
— To być nie może, odparł; owo wielkie ciało nie utrzymałoby się przy tak płochem postępowaniu, bez duszy która niem włada i kieruje wszystkimi jego ruchami; nie licząc, iż mają osobliwy rozkaz aby nic nie drukować bez uznania przełożonych.
— Jakże więc, rzekłem, w jaki sposób ci sami przełożeni mogą się godzić na tak sprzeczne zasady?
— O tem właśnie pragnę cię pouczyć, odparł. Wiedz tedy, że nie jest ich celem skazić obyczaje; nie mają tego zamiaru; ale nie jest też ich jedynem dążeniem poprawa obyczajów; to byłoby złe wyrachowanie. Myśl ich jest taka. Mając tak wysokie pojęcie o samych sobie, sądzą iż pożytecznem a nawet koniecznem dla dobra religii jest, aby ich wpływ rozciągał się wszędzie i aby władali nad wszystkiemi sumieniami. Ponieważ tedy ewangeliczne i surowe zasady sposobne są do władania umysłem niektórych osób, posługują się niemi tam gdzie im to jest z korzyścią. Ale, ponieważ zasady te nie zgadzają się ze skłonnościami większości ludzi, odstępują od nich w stosunku do ogółu, aby w ten sposób zadowolić cały świat.
Z tej przyczyny, mając do czynienia z osobami wszelakiego stanu i rozmaitej narodowości, potrzebują kazuistów dostrojonych do wszystkich tych odmian.
W myśl tej zasady, pojmujesz z łatwością, iż, gdyby mieli jedynie wolnomyślnych kazuistów, zniszczyliby swój główny cel, to jest ogarnięcie całego świata, ile że osoby naprawdę pobożne szukają silniejszej ręki. Ale, ponieważ takich jest mało, nie potrzeba im na to zbytniej mnogości surowych przewodników. Mają ich niewielu dla niewielu; podczas gdy ciżba rozwiązłych kazuistów stoi na usługi tych którzy poszukują rozwiązłości.
Takiem-to ujmującem i giętkiem (jak je nazywa O. Petau[2]) postępowaniem zjednują dla siebie cały świat. Jeśli bowiem zgłosi się do nich ktoś, kto ma niezłomne postanowienie oddać źle nabyte dobra, nie lękaj się aby go od tego odwodzili: przeciwnie, pochwalą go i utwierdzą w świętym zamiarze. Ale niech przyjdzie inny, który chciałby otrzymać rozgrzeszenie bez zwrotu, wypadek musiałby być snać bardzo trudny, gdyby nie dostarczyli środków potemu, biorąc za nie odpowiedzialność.
Dzięki temu, zachowują wszystkich swoich przyjaciół i znajdują obronę przeciw wszystkim wrogom. Jeśli bowiem im ktoś zarzuci nadmierną wolnomyślność, natychmiast pokazują publiczności swoich surowych doktorów i książki traktujące o ostrości chrześcijańskiej nauki; jakoż, ludzie naiwni i nie zgłębiający rzeczy ściślej zadowalają się tym dowodem.
Tak więc, mają coś w zanadrzu dla każdego, i dają każdemu wedle tego czego żąda. Ba! kiedy się znajdą w kraju, gdzie ukrzyżowany Bóg uchodzi na niedorzeczność, usuwają krzyż który mierzi, i głoszą jedynie Chrystusa w chwale a nie Chrystusa cierpiącego. Tak czynią w Indjach i w Chinach, gdzie pozwolili chrześcijanom nawet na pogaństwo, przez ten subtelny wymysł, iż każą im kryć w odzieży obraz Chrystusa, do którego każą odnosić w myśli wszystkie publiczne hołdy oddawane bałwanowi Chacim-Choam i Keum-fukum, jak to im wymawia dominikanin Gravina[3], i jak świadczy o tem memorjał przedłożony po hiszpańsku królowi hiszpańskiemu Filipowi IV przez franciszkanów z wysp Filipińskich, przytoczony przez Tomasza Hurtado[4] w jego książce o Męczeństwie wiary, str. 472. Tak dalece, iż kongregacya kardynałów De propaganda fide[5] musiała, pod grozą klątwy, osobliwie zabronić jezuitom tolerowania kultu bałwanów pod jakimbądź pozorem i ukrywania tajemnicy krzyża tym których uczą religii; nakazując im wyraźnie nie dopuścić nikogo do chrztu bez tej znajomości i wystawić w swoich kościołach obraz krzyża: jak to obszernie wywiedzione jest w dekrecie tej kongregacyi, wydanym 9 lipca 1646, a podpisanym przez kardynała Kaponiego.
Oto w jaki sposób rozprzestrzenili się po całej ziemi, dzięki nauce o mniemaniach prawdopodobnych, będącej podstawą i źródłem całego tego nierządu. Ale tego musisz się dowiedzieć od nich samych. Nie ukrywają bowiem tego nikomu, równie jak wszystkiego co ci właśnie mówiłem; z tą różnicą iż znają politykę i swój ludzki rozum pokrywają pozorem rozumu boskiego i chrześcijańskiego; jakgdyby wiara i tradycya która go podtrzymuje nie była zawsze jedna i niezmienna we wszystkich czasach i miejscach; jakgdyby prawidłu wolno było naginać się do przedmiotu który ma się stosować do niego; i jakgdyby duszom, dla oczyszczenia się ze swoich zmaz, wystarczyło jeno skazić prawo Pana, podczas gdy prawo Pana, bez zmazy i we wszystkiem święte, ma nawrócić dusze i skłonić je do swoich zbawczych nauk.
Idź tedy, proszę cię, do tych dobrych Ojców: pewien jestem że w rozwiązłości ich zasad moralnych znajdziesz łacno źródło ich nauk odnośnie do łaski. Ujrzysz w nich takie zapoznanie cnót chrześcijańskich, takie ogołocenie ich z miłości będącej ich duszą i życiem; ujrzysz usprawiedliwianie tylu zbrodni i wyrozumiałość dla tylu nierządów, iż nie zadziwi cię potem ich twierdzenie, że wszyscy ludzie mają dość łaski aby żyć pobożnie, tak jak oni to rozumieją! Ponieważ moralność ich jest zgoła pogańska[6], natura wystarczy aby ich przestrzegać. Kiedy głosimy potrzebę łaski skutecznej, inną, zaiste, cnotę, czynimy jej przedmiotem! Nie chodzi o to aby leczyć jedne przywary drugiemi; nie chodzi o to aby ludzie pełnili jedynie zewnętrzne obowiązki religii; chodzi o cnotę wyższą niż cnota Faryzeuszów oraz pogańskich mędrców. Prawo i rozum są wystarczającą łaską do tego celu. Ale wyswobodzić duszę z miłości świata, oderwać ją od tego co ma najdroższego, aby jej dać umrzeć dla samej siebie, przywiązać ją i skłonić wyłącznie i niezmiennie do Boga, — to dzieło jedynie wszechmogącej ręki. I równie bezrozumnem jest twierdzić że mamy pełną moc potemu, jak bezrozumnem byłoby mówić, iż owe cnoty, wyzute z miłości Boga, które ci dobrzy Ojcowie mięszają z cnotami chrześcijańskiemi, nie są w naszej możności.
Tak mówił mój przyjaciel, i to z wielką boleścią; trapi się bowiem poważnie całem tem skażeniem. Co do mnie, podziwem zdjęła mnie wyborna polityka tych zacnych Ojców; zaczem, w myśl rady mego przyjaciela, zaszedłem do pewnego tęgiego kazuisty należącego do Towarzystwa. Znałem go już dawniej; postanowiłem odnowić znajomość. Że zaś dowiedziałem się jak z nimi trzeba postępować, nie trudno mi było pociągnąć go za język. Przyjął mnie bardzo serdecznie, lubi mnie bowiem zawsze; zaczem, po chwili obojętnej rozmowy, skorzystałem z pory którą mamy obecnie, aby, ot, wchodząc nieznacznie w materyę, dowiedzieć się czegoś o poście. Zwierzyłem mu się, że ciężko mi jest przestrzegać postów; upomniał mnie abym się przemógł: gdy jednak dalej się żaliłem, wzruszył się tem i zaczął szukać przyczyn do dyspensy. Podsunął mi, w istocie, kilka takich które się nie nadawały, wkońcu zaś zapytał, czy nie sprawia mi trudności zasnąć bez wieczerzy.
— Owszem, mój Ojcze, rzekłem: i to mnie często zniewala jeść śniadanie w południe, a coś obfitszego wieczór.
— Bardzom rad, odparł, iż znalazłem ten sposób, aby ci wygodzić bez grzechu; bądź spokojny, nie jesteś obowiązany do postu. Nie chcę byś mi wierzył na słowo; chodź do biblioteki.
Poszedłem za nim, zaczem, biorąc książkę:
— Oto dowód, rzekł, i co za dowód! To Eskobar.[7]
— Co to za Eskobar, Ojcze? spytałem.
— Jakto! nie wiesz kto jest Eskobar, członek naszego Towarzystwa, który skompilował teologię dwudziestu czterech naszych Ojców; i przeprowadza w Przedmowie porównanie tej książki z księgą Apokalipsy która była zamknięta na siedm pieczęci: i powiada iż Jezus ofiaruje ją tak zapieczętowaną czterem zwierzętom, Suarezowi[8] Vasquezowi[9], Molinie, Walencyi[10], w obecności dwudziestu czterech jezuitów, którzy przedstawiają dwudziestu czterech starców[11]?
Odczytał mi całą tę alegoryę, bardzo, jego zdaniem, trafną, i mającą mi dać wysokie pojęcie o wyborności tego dzieła. Wyszukawszy następnie ustęp o poście, rzekł:
— Oto jest, w tract. 1, ex. 13, n. 67: Czy ten, który nie może spać jeśli nie powieczerza, jest obowiązany pościć? Zgoła nie. Wystarcza ci?
— Niezupełnie, rzekłem; mogę bowiem bardzo dobrze znieść post, jedząc śniadanie rano a wieczerzając wieczór.
— Czytaj tylko dalej, rzekł: pomyślano o wszystkiem. A co rzec, jeżli ktoś może się obejść śniadaniem rano i wieczerzą wieczór?.... O, właśnie. I tak nie jest obowiązany pościć, nikt bowiem nie ma obowiązku zmieniać porządku posiłków.
— O cóż za świetna racya! rzekłem.
— Ale, ale: powiedz mi, czy używasz dużo wina?
— Nie, mój Ojcze, odparłem; nie mogę go znosić.
— Wspomniałem ci o tem, odparł, aby cię uprzedzić, że mógłbyś je pijać rano i kiedy ci się spodoba, nie łamiąc postu; a to zawsze krzepi. Oto masz orzeczenie w tej sprawie, w tem samem miejscu nr. 75: Czy można, nie łamiąc postu, pić wino o której godzinie się zechce, i nawet w wielkiej ilości? Można, i nawet hipokras[12]. Nie pamiętałem tego hipokrasu, rzekł: muszę go zanotować sobie w moim spisie.
— To bardzo godny człowiek, rzekłem, ten Eskobar.
— Wszyscy go lubią, rzekł Ojciec. Stawia tak piękne zagadnienia. O, spojrz, w tem samem miejscu, nr. 38: Jeśli ktoś nie jest pewien czy ma dwadzieścia jeden lat, czy jest obowiązany pościć? Nie. A jeżeli skończę dwadzieścia jeden lat tej nocy, o godzinie pierwszej z rana, a jutro jest post, czy będę obowiązany pościć jutro? Nie. Mógłbyś bowiem od północy do pierwszej, jeść tyle ile ci się spodoba, jako że nie masz jeszcze dwudziestu jeden lat: tak więc, mając prawo złamania postu, nie jesteś doń obowiązany.
— O, jakie to ucieszne! rzekłem.
— Nie można się oderwać, odparł: dnie i noce spędzam na czytaniu Eskobara; to moje jedyne zajęcie.
Dobry Ojciec, widząc iż znajduję przyjemność w tej lekturze, nie posiadał się z ukotentowania; zaczem ciągnął dalej:
— Posłuchaj jeszcze, rzekł, tego miejsca z Filiucyusza[13], jednego z owych swudziestu czterech jezuitów, t. II, tr. 27, cr. 2, rozdz. 6, n. 123. Ten, który się czemś zmęczył, np. gonieniem za dziewczyną, ad insequendam amicam, czy jest obowiązany pościć? Bynajmniej. Ale jeżeli zmęczył się umyślnie aby się zwolnić od postu, czy będzie doń obowiązany? Choćby nawet powziął ten zamiar z góry, nie będzie obowiązany. I cóż, byłbyś uwierzył? rzekł.
— W istocie, Ojcze, jeszcze dotąd nie wierzę. Jakto! to nie jest grzech, nie pościć kiedy się może? Wolno jest szukać sposobności do grzechu? lub raczej nie jest się obowiązanym ich unikać? Toby było bardzo wygodne.
— Nie zawsze, odparł: to zależy.
— Od czego zależy? spytałem.
— Ho, ho, odparł ojciec, a gdyby się doznawało jakiej przykrości unikając tych okazyj, czy byłoby się do tego obowiązanym, twojem zdaniem? Inny ma o tem pogląd O. Bauny, o patrz, str. 1084: Nie należy odmawiać rozgrzeszenia tym, którym nastręczy się sposobność do grzechu, jeżeli zachodzą takie okoliczności, iż nie mogą jej pominąć nie dając światu przedmiotu do gadań, albo nie doznając z tego powodu przykrości.
— Cieszy mnie to, mój Ojcze; pozostaje jedynie ogłosić, iż wolno szukać sposobności z umysłu, skoro wolno jest nie unikać ich.
— I to nawet wolno niekiedy, dodał: słynny kazuista Bazyli Ponce[14] tak orzekł, a O. Bauny przytacza go i potwierdza to jego mniemanie w Traktacie o pokucie, q. 4, pag. 94: Wolno szukać okazyi do grzechu, wprost i dla niej samej, primo et per se, kiedy dobro duchowe lub doczesne, nasze lub naszego bliźniego, skłania nas ku temu.
— Doprawdy, rzekłem, zdaje mi się że śnię, kiedy słyszę zakonników mówiących w ten sposób. Jakto, Ojcze! powiedz mi sumiennie, czy jesteś tego mniemania?
— Bynajmniej, rzekł ojciec.
— Mówisz tedy, ciągnąłem, wbrew swemu sumieniu?
— Wcale nie, rzekł. Nie mówiłem tego wedle mego sumienia, ale wedle sumienia Poncyusza i Ojca Bauny. I możesz bezpiecznie polegać na nich: to uczeni ludzie.
— Jakto, Ojcze! dlatego iż oni zamieścili te trzy wiersze w swej książce, wolno mi będzie szukać sposobności do grzechu? Sądziłem, iż należy mi brać za prawidło jedynie Pismo św. i tradycyę kościoła, a nie waszych kazuistów.
— O, dobry Boże! wykrzyknął Ojciec; przypominasz mi tych jansenistów. Czyż O. Baune i Bazyli Ponce nie wystarczą, aby uczynić swoje mniemanie prawdopodobnem?
— Nie zadowala mnie prawdopodobne, odparłem; szukam tego co pewne.
— Widzę z tego, rzekł dobry Ojciec, że ty nie wiesz co to jest nauka o mniemaniach prawdopodobnych. Inaczejbyś mówił, gdybyś wiedział. Doprawdy, muszę cię pouczyć: nie stracisz czasu przychodząc tutaj; inaczej nicbyś nie zrozumiał. To podstawa i A B C naszej nauki moralnej.
Ucieszyłem się wielce, iż schodzimy ku temu czego pragnąłem; objawiwszy moje ukotentowanie, poprosiłem aby mi wyłożył co to jest mniemanie prawdopodobne.
— Nasi autorowie odpowiedzą ci lepiej odemnie, rzekł. Oto jak mówią o tem oni wszyscy wogóle, a między innymi naszych dwudziestu czterech w Eskobarze, in princ., ex. 3, n. 8. Mniemanie zowie się prawdopodobnem, skoro jest oparte na racyach niejakiej wagi. Stąd wynika, iż jeden jedyny autor bardzo poważny może uczynić mniemanie prawdopodobnem. A oto racya tego, w tem samem miejscu: Ponieważ człowiek oddający się szczególnie nauce nie powziąłby jakiegoś mniemania, gdyby go nie skłoniła ku temu dobra i wystarczająca racya.
— Tak więc, rzekłem, jeden doktor może zmieniać i wywracać sumienia wedle swej ochoty, i zawsze z zupełnem bezpieczeństwem.
— Nie trzeba się z tego śmiać, ani też kusić się o zwalczanie tej nauki. Już janseniści próbowali to czynić, ale stracili czas napróżno. Zanadto mocno jest ugruntowana. Posłuchaj Sancheza[15]: to jeden z naszych najsławniejszych Ojców: Sum. lib. I, cap. 9 num. 7: Wątpicie może, czy powaga jednego dobrego i uczonego doktora czyni mniemanie prawdopodobnem. Na co odpowiadam że tak. A toż samo twierdzą Angelus, Sylwius[16] Nawarra[17], Emanuel Sa[18] i inni. A oto dowód. Mniemanie prawdopodobne jest to, które ma poważne uzasadnienie. Bowiem (słuchaj dobrze tego argumentu) jeżeli świadectwo takiego człowieka ma dość powagi aby nas upewnić iż jakaś rzecz się działa, na przykład w Rzymie, czemu nie miałoby być tak samo w wątpliwości moralnej?
— Zabawne porównanie, rzekłem, rzeczy świeckich z rzeczami sumienia!
— Bądź cierpliwy: Sanchez odpowiada na to zaraz w następujących wierszach. Nie trafia mi też do przekonania zastrzeżenie jakie czynią niektórzy autorowie, iż powaga takiego doktora wystarczająca jest dla rzeczy tyczących prawa ludzkiego ale nie prawa boskiego. Ma ona bowiem wielką wagę tak w jednych jak w drugich.
— Mój Ojcze, rzekłem, doprawdy, nie mogę uznać tego prawidła. Wobec swobody, jaką wasi autorowie przyznają sobie z badaniu rzeczy rozumem, któż mi zaręczy, że to co wyda się pewnem jednemu, wyda się równie pewne wszystkim innym? Sądy bywają tak rozmaite...
— Nie zrozumiałeś, przerwał ojciec; toteż są bardzo często rozmaitego zdania: ale to nie szkodzi, każdy czyni swoje prawdopodobnem i pewnem. Wiadomo, oczywiście, że nie wszyscy są tego samego mniemania; ale to tem lepiej. Przeciwnie, nie zgadzają się prawie nigdy. Niewiele jest kwestyj, w których nie znalazłbyś, że jeden mówi tak a drugi nie. We wszystkich tych wypadkach oba sprzeczne zdania są prawdopodobne; i dlatego Diana[19] powiada w pewnym przedmiocie, part. 3, tr. 4 resol. 244: Poncyusz i Sanchez są w tem sprzecznych mniemań; ale, ponieważ obaj są uczeni, przeto każde z obu zdań jest prawdopodobne.
— W takim razie, mój Ojcze, rzekłem, musi być ogromna trudność z wyborem.
— Wcale nie, odparł: słucha się poprostu tego autora, który bardziej przypada do smaku.
— Jakże, a jeżeli drugi jest prawdopodobniejszy?
— Nic nie znaczy, rzekł.
— A jeżeli drugi jest pewniejszy?
— Nic nie znaczy, powtórzył Ojciec; oto masz jasne wytłómaczenie: to Emanuel Sa z naszego Towarzystwa w swoim Aforyzmie De dubio, pag. 183: Można czynić to, co się uważa za dozwolone wedle jakiegoś mniemania prawdopodobnego, mimo że przeciwne jest pewniejsze: jako iż mniemanie choćby jednego poważnego doktora wystarcza.
— A jeżeli mniemanie jest wraz i mniej prawdopodobne i mniej pewne, czy wolno będzie iść za niem, niechając tego co się uważa za prawdopodobniejsze i pewniejsze?
— Bezwarunkowo, odparł: posłuchaj jeszcze Filiucyusza, owego wielkiego jezuity z Rzymu. Mor. quaest tract. 21, cap. 4, num. 128. Wolno iść za mniemaniem mniej prawdopodobnem, choćby ono było i mniej pewne. Takie jest powszechne zdanie naszych autorów. Czy nie jasne?
— Dalekośmy zaszli, rzekłem, mój czcigodny Ojcze, dzięki waszym prawdopodobnym mniemaniom. Mamy oto piękną swobodę sumienia. A wy, kazuiści, czy macie tę samą swobodę w swoich odpowiedziach?
— Owszem, odparł, odpowiadamy także to co się nam podoba, lub raczej to co się podoba pytającym. Oto bowiem nasze zasady, zaczerpnięte z naszych Ojców: Laimana[20] Theol. mor. lib. 1, tract. 1, cap. 2, §2, num. 7; Vasqueza, Disp. 62, cap. 2, num. 47; Sancheza, Sum. 1, cap. 9, num. 20, i z naszych dwudziestu czterech, in princ., ex. 3, num. 24. Oto słowa Laimana, za któremi poszedł wyciąg z naszych dwudziestu czterech: Będąc zapytany, doktór może dać radę nietylko prawdopodobną wedle swego mniemania, ale i sprzeczną ze swojem mniemaniem, jeżeli jest uznana za prawdopodobną przez innych, o ile to zdanie sprzeczne z jego własnem będzie korzystniejsze i milsze temu który zasięga jego rady. Si forte haec illi favorabilior seu exoptatior sit. Ale powiadam i więcej; iż wolno mu dać komuś kto się go radzi radę uznaną za prawdopodobną przez jakąś uczoną osobę, nawet gdyby był przekonany o fałszywości tego mniemania.
— Doprawdy, Ojcze, wasza nauka jest bardzo wygodna. Jakto! odpowiadać tak i nie, wedle wyboru? Nie można się dość nachwalić takiej korzyści. I widzę teraz dobrze na co wam służą sprzeczne mniemania, które wasi doktorowie wygłaszają w każdym przedmiocie: jedno bowiem zda się wam zawsze, a drugie nie szkodzi nigdy. Jeżeli wam się nie nada jedna strona, przerzucacie się na drugą, a zawsze z czystem sumieniem.
— To prawda, rzekł; i w ten sposób zawsze możemy powiedzieć z Dianą, który miał O. Bauny za sobą, wówczas gdy O. Lugo[21] był przeciw niemu:

Saepe premente Deo, fert Deus alter opem.
Gdy jeden Bóg opuści, drugi dopomoże.

— Doskonale, rzekłem; ale nęka mnie jedna trudność: mianowicie iż, polegając na jednym z waszych autorów i zaczerpnąwszy w nim jakieś dość swobodne mniemanie, można sie bardzo złapać, jeśli się spotka spowiednika który go nie podziela i który odmówi rozgrzeszenia, o ile się nie odmieni poglądów. Czy nie zaradziliście na to, mój Ojcze?
— Jak możesz wątpić o tem? rzekł. Nałożono im obowiązek rozgrzeszania penitentów mających mniemania prawdopodobne, pod grozą grzechu śmiertelnego, iżby temu nie uchybili. Wykazali to bardzo sumiennie nasi Ojcowie, między innymi O. Bauny tract. de penit. tract. 4, quaest. 13, pag. 83: Kiedy penitent (powiada) trzyma się prawdopodobnego mniemania, spowiednik ma go rozgrzeszyć, choćby nawet mniemanie jego było sprzeczne z mniemaniem penitenta.
— Ale nie powiada, że grzech śmiertelny jest nie rozgrzeszyć go.
— Jakżeś ty nagły! rzekł. Posłuchaj końca, konkluzya jest zupełnie wyraźna: Odmówić rozgrzeszenia penitentowi który postępuje na zasadzie mniemania prawdopodobnego, jest grzechem z natury swojej śmiertelnym. I, na potwierdzenie tego poglądu, przytacza trzech najsławniejszych z pomiędzy naszych Ojców: Suareza, tr. 4, disp. 32, sect. 5; Vasqueza disp. 62, cap. 7 i Sancheza num. 29.
— O mój Ojcze, rzekłem, to, w istocie, roztropne zarządzenie! Niema się już co obawiać: spowiednik nie może się już sprzeciwić. Nie wiedziałem że macie władzę nakazywać coś pod grozą potępienia. Sądziłem że umiecie jedynie mazać grzechy; nie sądziłem że umiecie wprowadzać nowe. Ale, wedle tego co widzę, wy macie wszelką władzę.
— Nie wyrażasz się ściśle, rzekł. My nie wprowadzamy grzechów; my je tylko wskazujemy. Parę razy już spostrzegłem, że z ciebie nietęgi scholastyk.
— Mniejsza z tem, Ojcze; dość że wątpliwości moje rozstrzygnięte. Ale jeszcze jedno: co wy robicie, kiedy Ojcowie Kościoła są w sprzeczności z którym z waszych kazuistów?
— Słabo to rozumiesz, odparł. Ojcowie byli dobrzy moraliści dla swoich czasów, ale są zbyt odlegli dla naszych. Toteż, nie oni już wytyczają dziś moralność, ale nowi kazuiści. Posłuchaj naszego Ojca Celloot[22] de Hierarch., l. VIII, cap. 16, pag. 714, który idzie w tem w ślad naszego słynnego O. Reginalda.[23] W kwestyach moralnych nowi kazuiści wyżej stoją od dawnych Ojców, mimo że tamci bliżsi byli Apostołów. I w myśl tej maksymy powiada też Diana: Czy beneficyaci są obowiązani zwrócić dochody któremi źle rozrządzili? Dawni Ojcowie powiadają że tak, ale nowi mówią że nie. Nie porzucajmy przeto tego mniemania, które zwalnia od obowiązku zwrotu.
— Oto piękne słowa, rzekłem, i pełne otuchy dla wielu.
— Zostawiamy Ojców, rzekł, tym, którzy uprawiają teologię teoretyczną; ale my, którzy kierujemy sumieniami, niewiele ich czytamy i cytujemy w naszych pismach jedynie nowych kazuistów. Weź Dianę, który pisał tak obficie; na czele swoich dzieł umieścił spis autorów, których przytacza. Jest ich dwustu dziewięćdziesięciu sześciu, a najdawniejszy sięga ośmdziesięciu lat.
— Zatem nauka ta przyszła na świat razem z waszem Towarzystwem? rzekłem.
— Mniejwięcej, odparł.
— To znaczy, że, z waszem zjawieniem, znikli, w sprawach moralności, św. Augustyn, św. Chryzostom, św. Ambroży, św. Hieronim, i inni? Ale przynajmniej niech wiem nazwiska tych, którzy zajęli ich miejsce. Któż są ci nowi autorzy?
— Godni ludzie, rzekł, uczeni i sławni: Villalobos[24], Conink[25], Llamas[26], Achokier[27], Dealkoser[28], Dellacruz[29], Veracruz[30], Ugolin[31], Tamburyn[32], Fernandez[33], Martinez[34], Suarez[35], Henriquez[36], Vasquez[37], Lopez[38], Gomez[39], Sanchez[40], de Vechis[41], de Grassis[42], de Grassalis[43], de Pitigianis[44], de Graphaeis[45], Squilanti[46], Bizozeri[47], Barcola[48], de Bobadilla[49], Simancha[50], Perez de Lara[51], Aldretta[52], Lorca[53], de Scarca[54], Quaranta[55], Scophra[56], Pedrezza[57], Cabrezza[58], Bisbe[59], Dias[60], de Clavasio[61], Villagut[62], Adam a Maden[63], Iribarne[64], Binsfeld[65], Volfangi z Vorbergu[66], Strevesdorf[67], Vega[68]...
— O, mój Ojcze, rzekłem przerażony, czy to wszystko chrześcijanie?
— Jakto, chrześcijanie! odparł; czyż nie mówiłem, że to są jedyne powagi, zapomocą których władamy dziś chrześcijaństwem?
Słuchałem z politowaniem, ale nie okazałem nic; spytałem jeno, czy wszyscy ci autorzy to jezuici.
— Nie, odparł; ale to nic; mimo to powiedzieli piękne rzeczy. Inna rzecz, że przeważnie czerpią lub naśladują z naszych autorów; ale nie mamy na tym punkcie zawiści, tem bardziej iż cytują naszych Ojców obficie i z pochwałami. Weź Dianę, który nie jest z naszego Towarzystwa; kiedy mówi o Vasquezie, nazywa go feniksem duchów, a niekiedy powiada iż Vasquez sam, to tyle co cała reszta ludzi: Instar omnium. Toteż wszyscy nasi Ojcowie posługują się często tym poczciwym Dianą. Skoro bowiem zrozumiesz dobrze naszą naukę o prawdopodobieństwie, ujrzysz że to nic nie znaczy. Przeciwnie, radzi byśmy aby i inni niż jezuici postawili swoje mniemania jako prawdopodobne, iżby nie można było nam przypisywać wszystkich. Tak, kiedy którybądź autor wyrzeknie jakieś zdanie, mamy prawo je przyjąć jeśli chcemy, na podstawie nauki o mniemaniach prawdopodobnych, a nie bierzemy za nie rękojmi, kiedy autor nie należy do nas.
— Rozumiem doskonale, rzekłem. Widzę, że wszystko jest u was mile widziane, wyjąwszy dawnych Ojców, i że jesteście panami placu: tylko wam biegać. Ale przewiduję kilka niedogodności i potężnych zapór, które powstrzymają was w pędzie.
— Cóż takiego? spytał Ojciec zdziwiony.
— Pismo św., odparłem, Papieże i sobory, którym nie możecie zadać kłamu, a którzy idą wszyscy jedyną drogą Ewangelii.
— Tylko tyle? rzekł. Przestraszyłeś mnie. Czy myślisz że my nie przewidzieliśmy tak widocznej rzeczy i nie zapobiegliśmy jej? To paradne! ty myślisz że my jesteśmy w sprzeczności z Pismem św., Papieżami, soborami! Muszę cię oświecić do jakiego stopnia się mylisz. Bardzo byłoby mi przykro, gdybyś mniemał że my chybiamy naszym powinnościom. Wywnioskowałeś to z pewnością z niektórych zdań naszych Ojców, które wydają się sprzeczne z ich orzeczeniami: lecz to tylko na pozór. Ale, aby to roztrząsnąć, trzebaby więcej czasu. Nie chciałbym abyś wyniósł złe pojęcie o nas. Jeźli chcesz odwiedzić mnie znów jutro, wyjaśnię ci to wszystko.“
Oto koniec moich odwiedzin a zarazem koniec i naszej pogawędki; dość chyba jak na jeden list. Myślę że się tem zadowolisz, czekając dalszego ciągu. Pozostaję etc.





Przypisy

  1. Dzieło to, bogato wydane, ukazało się w 1640.
  2. Dyonizy Petau, ur. w 1583, profesor filozofii w Bourges, później jezuita i profesor teologii w Paryżu gdzie umarł w 1652. Cieszył się sławą jednego z najuczeńszych ludzi swego czasu.
  3. Gravina, magister sacri palatii, umarł w Rzymie w 1643.
  4. Tomasz Hurtado, z zakonu Minorytów w Toledo, umarł w 1619 w Sewilli.
  5. Zgromadzenie to, składające się z 12 kardynałów i kilku prałatów, zajmowało się sprawami kacerstwa, miało w ręku Inkwizycję, etc.
  6. W r. 1726, ukazała się w Paryżu książka pt. Paratelle de la Doctrine des payens avec celle des Jesuites et de la Constitution du pape Clement XI, qui commence par ces mots; Unigentius Dei filius etc.
  7. Escobar de Mendoza, hiszpański jezuita, umarł w r. 1669.
  8. Franciszek Suarez (1548—1617) również głośny kazuista hiszpański.
  9. Vasquez (1551—1604), również jezuita.
  10. Grzegorz de Valentia (1551—1602) hiszpański jezuita, jeden z najgłośniejszych.
  11. Apocal. Rozdz. IV i V.
  12. Słodkie wino z korzeniami.
  13. Wincenty Filiuzi (1566—1612) wykładał teologię w Rzymie.
  14. Bazyli Ponce de Leon, hiszpański mnich i profesor teologii; umarł w 1629, zostawiając liczne pisma.
  15. Tomasz Sanchez (1551—1610), hiszpański jezuita i prof. teologii.
  16. Franciszek Sylwiusz, profesor teologii w Cambray.
  17. Piotr Nawarra, współczesny teolog hiszpański.
  18. Emanuel Sa, portugalski jezuita z XVI w.
  19. Antoni Diana, współczesny autor teologiczny, nie należący do zakonu jezuitów.
  20. Paweł Laiman (1575—1635) niemiecki profesor teologii, jezuita.
  21. Lugo, hiszpański jezuita, profesor teologii w Rzymie (1583—1642).
  22. Cellot, ur. 1588 w Paryżu, rektor w Rouen i Fléche później prowincyał jezuitów,
  23. Walery Reginald (1543—1623), głośny autor jezuicki.
  24. Henriquez de Villalobos, hiszpański minoryta, umarł w 1637 w Salamance, gdzie wykładał teologię.
  25. Aegidius de Coningk, jezuita, urodzony we Flandryi w 1517, umarł w 1636.
  26. Hieronim Llamas, cysters, umarł w 1610.
  27. Erazm Achokier (1569—1625).
  28. Franciszek Dealkoser, franciszkanin w drugiej połowie XVI w.
  29. Jan Delacruz, teolog w początku XVII w.
  30. Alfons Verakruz, augustyanin, profesor teologii w Salamance, umarł w 1590.
  31. Bartłomiej Ugolin, włoski teolog i prawnik w XVI w.
  32. Tamburin de Morradio, opat w Passignano w pocz. XVII w.
  33. Antoni Fernandez, urodzony w Lizbonie w 1565, umarł w Indjach w 1642.
  34. Grzegorz Martinez, hiszpański kaznodzieja, umarł w Valladolid w 1637.
  35. Suarezów jest dwóch: cytowany już Franciszek Suarez i mniej znany Jan Franciszek Suarez, hiszpański teolog z XVI w.
  36. Henriquez, portugalski jezuita (1536—1608).
  37. Vasquez, str. 73.
  38. Ludwik Lopez, dominikanin z Madrytu, umarł pod koniec XVI w.
  39. Diana cytuje dwóch Gomezów: Antoni, profesor w Salamance w XVI w., i Bartłomiej, teolog i prawnik w Neapolu.
  40. Sanchez, str. 78.
  41. Bartłomiej de Vechis, kapucyn z końca XVI w.
  42. Karol de Grassis, adwokat w Palermo, umarł około 1628.
  43. Karol de Grassalis napisał libros II regalium Franciae.
  44. Franciszek de Pitigianis, franciszkanin w Arezzo około 1580.
  45. Jakób de Graffeo, opat benedyktów w Monte Cassino w początku w. XVII.
  46. Paweł Squillante, protonotaryusz apostolski i kanonik w Neapolu, w początku w. XVII.
  47. Jan Baptysta Bizozeri, autor Summa casuum conscientiae (1631).
  48. Ludwik Barcola, augustyanin w Medyolanie, uczony w prawie.
  49. Teolog hiszpański.
  50. Uczony w prawie, konsultor Inkwizycyi z końcem XVI w.
  51. Perez de Lara, hiszpański teolog i uczony w prawie około 1670.
  52. Józef Aldretta, jezuita, rektor w Grenadzie, umarł w 1616.
  53. Piotr de Lorca, cysters, profesor teologii w Salamance, umarł w 1606.
  54. Jan de Scarcia, jezuita z Genui (1553—1627).
  55. Stefan Quaranta, rajca Inkwizycyi w Neapolu.
  56. Remigiusz Scophra, znany z dzieła Opusculum de invaliditate professionis.
  57. Jan de Pedrezza, hiszpański dominikanin, umarł w 1567.
  58. Piotr de Cabrezza, teolog hiszpański, umarł w pocz. XVII w.
  59. Fructuosus Bisbe napisał Tractatus de comoediis.
  60. Bernard Dias, hiszpański teolog, biskup, um. w 1576.
  61. Angelus de Clava, z Genui, umarł w 1596.
  62. Włoski benedyktyn z końca XVI w.
  63. Licencyat praw w Bruxelli (1575—1641).
  64. Jan Iriborne, franciszkanin z Aragonii, w pocz. XVII w.
  65. Binsfeld, uczony biskup w Luksemburgu, umarł w 1598.
  66. W pocz. XVII w.
  67. Walter Stevensdorf, z końcem XVI w.
  68. Alfons Vega hiszpański minoryta z końca XVI w.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Blaise Pascal i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.